Wiem, że przede mną już ktoś tu o tym pisał. Przeczytałam, ale ja mam inny problem. Moje lęki związane ze śmiercią zaczęły się w wieku kilkunastu lat i nie były związane z żadnym wydarzeniem, nikt bliski mi nie umarł. Od tamtej pory miewam stany lękowe, napady panicznego strachu przed śmiercią i jej niuchronnością. Towarzyszą mi codziennie. Obecnie mam 30 lat. Często przed zaśnięciem nagle uświadamiam sobie, że kiedyś umrę i nie ma przed tym ucieczki. Zaczyna mi walić serce, czasem na chwilę tracę oddech. Próbowałam sobie jakoś pomóc. Byłam u psychologa, księdza, bioenergoterapeuty. Psycholog powiedział, że lęk przed śmiercią to lęk przed życiem. Ksiądz, że powinnam się więcej modlić i nie myśleć o głupotach. Bioenergoterapeuta stwierdził, ze pewnie w poprzednim życiu popełniłam samobójstwo. Żaden z tych "specjalistów" mi nie pomógł, a naprwdę ciężko z tym żyć. Czasem mam napady lęku kilka razy dziennie. Już nie wiem, co robić.
Podobne tematy
Na Twoim miejscu poszłabym do psychiatry, bo jeśli ataki lęku miewasz kilka razy dziennie, to możesz wykończyć się psychicznie.
Nie jestem lekarzem, ale chorowałam na nerwicę lękową.Do dziś mi został lęk przed zaśnięciem, ale jako osoba, która cały czas musi wszystko (siebie) kontrolować, to jest to (chyba ?) zrozumiałe
U mnie ataki lęku minęły same, bo nauczyłam się kilku technik radzenia sobie z nimi...Wiesz, że ataki paniki, mimo okropnych objawów somatycznych, najczęściej nie zagrażają naszemu życiu..
Tylko psychiatra moze ci pomóc.A to co powiedzial ksiadz,to nic madrego.Ksieza zawsze radza wszystko modlitwa zalatwic.Heh,świat bylby wtedy piekny...Czlowiek sie przyjdzie poradzić a on takie glupoty gada,eh...tak mnie to jakos wkurzylo.Umów sie na wizyte u psychiatry i nie zwlekaj.To samo nie przejdzie.
A z porady psychologa korzystałaś jednorazowo czy chodzisz na terapię?
ja miałam kiedyś identycznie....a totalny spokój odzyskałam w....Bogu:) Kiedy go poznałam, zaprosiłam do swojego życia, otrzymałam wielką nadzieję na coś zupełnie innego niż tutaj to przyziemne zycie:) I od tego momentu czy zyje czy umrę -jest mi wszystko jedno, lubie i jeden plan i drugi bo wiem, że to, że mój organizm przestanie pracować, nie znaczy ,że nie odzyskam mojego zycia: odzyskam i to o NIEBO lepsze niż to tutaj:)
Catwoman ma rację. Żeby zdobyć sobie spokój duszy, należy tego spokoju aktywnie poszukiwać, a nie uciekać i chować głowę w piasek. Śmierć jest naturalnym procesem biologicznym, którego nikt z nas nie uniknie, dlatego warto wziąć się w garść i spróbować zrozumieć jaki jest sens naszego życia i dlaczego musimy umierać. Warto wiedzieć, że na różne pytania egzystencjalne ludzie w rozmaity sposób odpowiadali na przestrzeni wieków - dobrym pomysłem jest np. poczytanie sobie czegoś z historii filozofii i doktryn religijnych, a następnie wyrobienie sobie dojrzałego, własnego zdania na te sprawy. Tak w ogóle bardzo polecam książki anthony'ego de mello, np. przebudzenie, śpiew ptaka ![]()
A ja jak zasypiam myślę tylko a może już się nie obudzę. A jak się obudzę znowu ta męka co wczoraj.
"Klaudyna81" -> powiedz, czy byłaś u psychologa jednorazowo czy chodzisz regularnie na jakąś terapię? Pozostałymi dwoma wytłumaczeniem, które uzyskałaś (ksiądz i bio.) się nie przejmuj. Pamiętaj, że śmierć jest naturalnym procesem. Myślę, że po prostu zbyt dużo o tym myślisz i sama zapędzasz się po trochu w taki kąt. Myśl o tym przesłania wszystko inne. Oczywiste jest, że człowiek wobec nieznanego zachowuje się jak się zachowuje
Jeśli natomiast przeradza się to u Ciebie w strach, który wpływa na codzienne funkcjonowanie, to uważam, że powinnam spróbować jakieś dobrej terapii, jeśli do tej pory nie miałaś z nią do czynienia.
KObitki KOchane! Dzięki za odzew. Najgorsze to bycie samemu z problemem. Odpowiadając na pytania: tak, miałam serię spotkań z psychologiem. NIe powiem, było fajnie, ale nie pomogło. A co do pogłębienia wiary - należałam swego czasu do oazy i dwóch stowarzyszeń religijnych. Wszystko fajna sprawa, ale nie przynosi odpowiedzi na moje pytania. Owszem, przynosi doraźną ulgę, jak tabletka przeciwbólowa, ale nie zwalcza przyczyn. Zatem - poszukuję dalej. Jak coś Wam jeszcze przyjdzie do głowy, piszcie, bo już sama nie wiem, co robić.
Skoro tak bardzo boisz się śmierci, to zacznij tak żyć, byś odchodząc kiedyś z tego świata nie żałowała, że czegoś w swym życiu nie zrobiłaś. Innymi słowy, nie marnuj ani jednego dnia.
no mnie na myśl przychodzi tylko rozwijanie życia duchowego- nigdzie nie napisałam że do tego potrzebny jest jakikolwiek kościół ![]()
Rany,co za specjalisc?!Ksiedza i bioenergoterapeute wyslac w kosmos!Nie wiem,czy cie podbuduje,ale wyraze swoja opinie.Jestem ateistka i nie boje sie smierci,uwazam,ze to cos naturalnego.Bardziej obawiam sie zycia-bo mialam je straszne.Jedyni specjalisci,ktorzy sa w stanie Ci pomoc to psycholog i psychiatra-ale ich tez musisz przefiltrowac,i nie pozwalac sobie wmawiac obzdur o pomocy od jakiegos boga-ale tacy ,ktorzy sa twardo na ziemi.Musisz uwierzyc w nauke,a nie para-nauke i zabobony.Pzdr.
mnie też często męczy temat śmierci... czasem leżę w łóżku i próbuję zasnąć.. a wtedy pojawiają się te myśli. O śmierci. O tym jaka jest nieuchronna i nie ma człowieka na tym świecie, na którego ona nie czeka. Jedni spotkają się z nią wcześniej, drudzy później.. ale jednak. Prawda jest taka, że na ziemi pojawiamy się tylko na chwilę.. bo czymże jest nawet i 100 lat w porównaniu do wieczności. Mnie przeraża, że od śmierci nie ma odwrotu. Nie można jej zakończyć, tak jak życia. A najgorsze, że nie wiadomo co jest po drugiej stronie.. Jako osoba wierząca, mam nadzieję, na lepsze życie po drugiej stronie ![]()
Myślę, że każdy powinien w swoim życiu pamiętać o tym, że jesteśmy tutaj tylko na chwilę. Ludzie w dzisiejszych czasach o tym nie pamiętają, odrzucają myśli o śmierci- w ogóle o wszystkich sprawach niewygodnych.. liczy się tylko przyjemność i pieniądze. A przecież, jak to się mówi- trumna kieszeni nie ma. Nagi się rodzisz i nagi umierasz.
Autorko- postaraj się jakoś ujarzmić te myśli. Wobec śmierci wszyscy jesteśmy bezsilni. Nie ważny jest status społeczny, stan konta, czy uroda. Każdy z nas umrze kiedyś i to.. chyba jest sprawiedliwe
![]()
Babcia mojego meża, przed śmiercią mówiła, że jest już zmęczona życiem - miała 87 lat, przeżyła wojnę na robotach w Niemczech, całe życie ciężko pracowała. Myślę, że w jej przypadku śmierć była zasłużonym odpoczynkiem po trudach życia. Wierzę, że jest w Niebie i odpoczywa
Może czaka na swoje wnuki?
Kiedyś się przekonamy.
Póki co trzeba żyć ![]()
Ja chciałabym tylko polecić książkę "lęk" Antoniego Kępińskiego gdzie fajnie omówiona jest specyfika tego konkretnego leku.
witam ... czytajac wasze posty odrazu kamien spadl mi z serca ze nie tylko ja mam taki problem i ze nie zwariowalam ...nikomu nie mowie o moim leku przed smiercia bo sama jestem czesto przerazona i nie wiem dlaczego mnie to dopadło bo muslalam ze jestem osoba silna psychicznie jak widac jednak nie ... ostatnio zauwarzylam ze staje sie to uciazliwe i przeszkadza mi w zyciu codziennym a co gorsza w pracy kiedy zostaje sama zaczynam myslec ... boje sie obejrzec za siebie a najgorzej jest kiedy dowiem sie o czyjejs smierci samobojczej a mialam taki przypadek kilka dni temu kiedy powiesił sie moj kolega i teraz bedzie mnie meczyc mysl dlaczego tak jest co mnie czeka itp.... czy ratuje mnie przed tym tylko terapia i leki .... moze dodam jeszcze ze w rodzinie tez byly przypadki samobojstw z czego jeden wyszedł po leczeniu niestety druga osoba nie miala tyle szczescia i czy to moze tez ma wplyw na moje leki pozdrawaim
Kochani,
wszyscy zatroskani umieraniem - pocieszę, ze spotka to każdego z nas ![]()
Ja również miałam jako nastolatka paniczny wręcz lęk przed śmiercią-pojęcia nie mam skąd to się wzięło, ale zasypiałam dopiero gdy słońce wschodziło. Trwało to chyba z 2-3 miesiące. Dopiero pewnego dnia moja babcia mnie uspokoiła. A co powiedziała? Zaczeła od innej strony; o tym, jak fajnie byłoby już odejść, spotkać się z Jezusem
Ona naprawdę ufała, wierzyła i miała wizję Raju, którą mi szczegółowo opisała, oczywiście jej wyobrażenie. I tak się rozmarzyłam, że pomyślałam sobie, że nawet jeśli umrę, to nie jest koniec
I ze z Jezusem czekają mnie same dobre rzeczy.
Strach minął, moja wiara wzmocniła się jeszcze mocniej, ja żyję ale gdybym...... też będzie OK ![]()
a probowalas gleboko spokojnie oddychac przez dluzsza chwile? mi to zawsze pomagalo i pomaga:)
pozdrowienia
Kochani,
wszyscy zatroskani umieraniem - pocieszę, ze spotka to każdego z nas
Nie, nie każdego. Ja nigdy nie umrę. Jak mi się ciało fizyczne znudzi to je opuszczę, a później znajdę sobie nowe ![]()
Psychiatra tu nie pomoże, psycholog też nie.
Lęk przed śmiercią nie jest patologicznym zjawiskiem tylko zjawiskiem fizjologicznym!!!!!!!!!!! Tego się nie leczy, bo i po co leczyć zdrowego człowieka.
Doświadczenie Catwomen jest w sumie dość częste. Tylko do tego trzeba właśnie modlitwy.
Inna sprawa, że w współczesnym świecie oduczono nas "śmierci".
Psychiatra tu nie pomoże, psycholog też nie.
Lęk przed śmiercią nie jest patologicznym zjawiskiem tylko zjawiskiem fizjologicznym!!!!!!!!!!! Tego się nie leczy, bo i po co leczyć zdrowego człowieka.
To zależy jak jest nasilony. O tanatofobii nie słyszałeś..? Oczywiście, że to się leczy.
21 2013-12-01 18:10:25 Ostatnio edytowany przez Adam12 (2013-12-01 18:12:21)
Vivan powiem Ci tak. Od czasów Freuda psychologowie mają tendencję do wymyślania różnych fobii, część z nich istnieje część nie. Przykład tanatofobii jest właśnie takim przykładem.
Wiesz - nie wiem, może jesteś psychoterapeutą - z tego co widziałem to co napisze, pewnie nie mieści się w Twoich kategoriach etycznych - ale na prawdę jak można kogoś kasować 150 złotych za godzinę to da się nawet "naukowo" uzasadnić istnienie LatającoSpagetghiiPotworofobię.....czy homofobię.
Wiesz opisy klinicznej tzw. tanatofobii mnie po prostu nie przekonują, a nie miałem przyjemności spotkać takiej osoby. Poza tym przyjmując istnienie tanatofobii można by ją bardzo prosto "leczyć" - odczulić.
Co nie znaczy, że gdyby się zetknął z rzeczywistym żywym tanatofobem to nie zmieniłbym dania.
I Antoni Kępiński Lęk - stał nie w 10 a w 100;D
22 2013-12-02 07:25:04 Ostatnio edytowany przez HerShine (2013-12-02 07:27:17)
Widocznie myśli kierujesz nie tak jak należy? Zawalcz o siebie o swoje myśli , poszukaj spokoju w dobrej książce.Nie szukaj tematów związanych z śmiercią tylko z życiem.
I co już dobrze?bo ja zaczełam obsesyjnie bać się śmierci.
Widocznie myśli kierujesz nie tak jak należy? Zawalcz o siebie o swoje myśli , poszukaj spokoju w dobrej książce.Nie szukaj tematów związanych z śmiercią tylko z życiem.
A jak tu się skupić?jak poszukać tematów związanych z życiem jak paraliżujący lęk nie daje się skupić.
Smutne to bardzo;(. Wiesz co, czytałam świetną książkę o tym, jak walczyć ze strachem przed śmiercią, bo moja bliska osoba miała podobny problem. Ta książka bardzo nam pomogła, ale obecnie ciężko ją zdobyć na rynku. Jeśli się uda — to byłoby super. Nazywa się „Patrząc w słońce”.
intrygując problem, że tak to ujmę ![]()