Niestety jestem pesymistą ze słabą psychiką i nie wiem jak sobie poradzę z nadchodząca śmiercią mamy :-( nigdy do tego nie dopuszczałem myśli nawet jak była w szpitalu nie chciałem znać prawdy gdyż wiedziałem jak się dowiem, po prostu się załamię. niestety od kilku tygodni słabnie w oczach wszystko ją boli, płacze gdy odwiedza ja najbliższa rodzina wie że powoli umiera ( nowotwór z przerzutami - na chemię za słaba )
Na dodatek dzisiaj najukochańszy pies który był strasznie przywiązany do mamy nigdy jej nie odstępował odszedł - również od jakiegoś czasu chorował i słabł z dnia na dzień.
Trzeba wierzyć do samego końca niestety słaba psychika robi swoje, każdy kolejny dzień człowieka cieszy że mama jeszcze jest wśród nas, niestety napady załamania są coraz częstsze.
Ukochany pies do samego końca leżał przy mamie, niektórzy powiedzą że to tylko pies.
Kilkadziesiąt lat mieszkając z mamą niestety robi swoje, nawet po psiaku który był kilkanaście lat z nami ciekną mi łzy i jestem załamany.
Nic człowieka nie cieszy, pustka żal smutek i niestety w moim przypadku im człowiek starszy bardziej przeżywa utratę najbliższych osób szczególnie tych z najbliższego otoczenia z którymi przebywa się każdego dnia...........................................
Podobne tematy
Nie ma złotego środka.. Trzeba pogodzić się z koleją rzeczy.. Przejść okres rekonwalescencji, przyzwyczaić się do jej nieobecności. Co prawda, rodziców mam jeszcze obydwóch, ale kilka lat temu zmarł mój dobry przyjaciel, nie miałam czasu by przyzwyczaić się do tego, że to nadchodzi (powiesił się) . Bardzo długo cierpiałam, cierpię do dzisiaj, tylko nie tak intensywnie jak wtedy. Do teraz nie potrafię pogodzić się z jego śmiercią..
http://www.netkobiety.pl/t35131.html
To jest link do mojego tematu o tym,jak mój tata umierał na raka. To forum bardzo mi wtedy pomogło. Dziś,kiedy czytam co Ty piszesz, czuję się zobowiązana przyjść Tobie z pomocą. Poczytaj proszę to,co napisali mi wtedy forumowicze i pamiętaj,że nie jesteś sam. Pozwól sobie na płacz,na słabość-masz do tego prawo...
pogodzić się ? nie bardzo ja wiem że każdy z nas musi umrzeć prędzej czy póżniej niestety utrata osób szczególnie z którymi żyjemy 24/24 jest bolesna. Dla mnie to mama dla innych przyjaciel.
Wrodzona nadwrażliwość emocjonalna potrafi tak zdołować człowieka w takiej sytuacji że brak słów.
Napady płaczu są w każdej chwili np. przedwczoraj wracałem autobusem i przypadkowo słyszałem rozmowe na temat mojej mamy
jak ktoś ją pamięta jako zawsze uśmiechniętą nastawioną pozytywnie do każdego człowieka - dobry człowiek.
Łzy leciały jak z kranu pomimo zamkniętych powiek :-(
też straciłam mamę,miałam 18 lat też nowotwór
wiesz moze to głupie ale wtedy się pogodziłam z jej śmiercią,bo co innego mogłam zrobić? musiałam się trzymać zwłaszcza że była jeszcze młodsza siostra,która niestety śmierć matki odczuła bardzo i ma problemy do dzisiaj
tak jak pisałam wtedy się pogodziłam,dzisiaj jednak przychodzą takie dni kiedy myślę że to jednak niesprawiedliwe,dlaczego taka młoda osoba musiała odejść,tyle cierpieć przed śmiercią,zostawić 2 dzieci
to są dni zwątpienia,dlaczego stało się tak a nie inaczej,ale cóż nie zmienie tego
jak odeszła cały czas miałam wrażenie że gdzieś wyjechała,że kiedyś wróci,może łatwiej było mi bo przed śmiercią dużo w szpitalach była i przyzwyczaiłam się do jej nie obecności
cięzko będzie na początku,nie wiem każdy jest inny ,każdy inaczej przeżywa,ja nie rozpamiętywałam,nie rozpaczałam,tłumaczyłam sobie że w koncu ma spokój,że już ją nie boli
Bardzo mi przykro. Chyba człowiek nie potrafi przygotować się na śmierć bliskiej osoby... Pamiętam jak płakałam po śmierci babci. Nie wyobrażam sobie twojego bólu i tragedii. Łatwo coś mówić, gorzej z wykonaniem. Może...znajdź w sobie siłę dla Niej, myśl o mamie. Nie pokazuj jej smutku. Ona na pewno martwi się bardziej o Ciebie, niż o siebie.
W pewnym momencie jak babcia płakała, majaczyła w bólu, modliłam się o śmierć dla niej, żeby tak nie cierpiała...
Pamiętaj , że w każdej chwili możesz TU napisać i się wyżalić i na pewno ktoś odpisze, pocieszy dobrym słowem...
pogodzić się ? nie bardzo
Łzy leciały jak z kranu pomimo zamkniętych powiek :-(
A masz inne wyjście jak pogodzenie się? Wiem, że to brzmi brutalnie.
Jeżeli już nie ma szansy na leczenie, to niestety wyjścia nie ma. Po prostu bądź z mamą do końca.
Pozwól sobie na płacz (ale nie przy mamie). To normalne reakcje.
Nie da się na to przygotować. Oczywiście, że każdy z nas ma nadzieję, że jeszcze chory wyzdrowieje, mimo najgorszych rokowań.
Moja Mama umarła 10 lat temu (też nowotwór) i do dziś, gdy o Niej myślę, zdarza mi się płakać.
Pozdrawiam i życzę dużo siły.
Niestety z tego co zauważyłem w młodym wieku bardziej znosiłem lub się znosi utratę bliskiej osoby.
Mając kilka lat umarł brat, w wieku 10 lat zmarła babcia i chrzestny wujek.
W wieku 22 zmarł dziadek pózniej zaczeli umierać znajomi koledzy osoby z najblizszego kręgu.
W wieku 30 paru zmarł dziadek babcia i coraz więcej znajomych i kolegów.
Po 40 się posypało, wujek wiekszość lub prawie wszyscy sąsiedzi po 60 i teraz choroba mamy
Człowiek czym starszy coraz bardziej boi się utraty ludzi z najblizszego otoczenia nawet nie śmierci.
Najgorzej boli utrata bliskich osób z którymi się przebywa 24/24
Jest wiele osób które mówią żyć trzeba dalej za 6 miesięcy jest nowy mąż lub żona.
Niestety to zależy od natury i charakteru człowieka
mama ojciec brat siostra babcia dziadek jest jedna i to najbardziej boli oczywiście są osoby z którymi się żyje na codzień kilkadziesiąt lat i tez to bardzo boli.
Widzisz,każdy z nas tak ma,że w miarę jak nam lat przybywa, coraz więcej znajomych odchodzi na tamtą stronę. Też o tym myślałam, kiedy umierali najbliżsi. Ale pomogło mi wieczorne, przed snem, w myślach powiedziane: "Daj im Boże wieczny odpoczynek,niech odpoczywają sobie spokojnie". I nastawienie,że trzeba się cieszyć z życia i z niego korzystać ile się da, póki jest nam dane żyć na tym pięknym świecie. Tak, pięknym. Tak trzeba myśleć i odpędzać złe myśli...
Moja Mama umarła gdy miałam 18lat...żaden czas nie leczy ran, uczy tylko życia z tą stratą, a stara Mamy jest nieporównywalna do innych. Jak sobie poradzić...? Bądź z Nią jak najczęściej, rozmawiaj, przytulaj się do Niej, spędzaj każda wolną chwilę z Nią...Gdyby cofnąć czas ja bym tak robiła. Chociaż i tak potem zadajesz sobie pytania co mogłeś zrobić jeszcze.
I jeszcze jedna istotna sprawa- rozmawiaj o tym z kimś bliskim, nie udawaj twardziela, nie blokuj emocji.
Ja wlasciwie nie mialam wiary w ozdrowienie mojego dziadka zadnej, mam zbyt logiczna glowe i w cuda nie wierze.
To byl koszmarny czas dla mnie jak gdybym zyla w jednym ze swoich snow. Obawialam sie smierci dziadka juz wczesniej, zastanawialam sie jak bede zyc bez niego.
Czas jego raka byl dla mnie po prostu straszny, bardzo ciezko mi bylo nawet byc w jego towarzystwie.
Babcia bardzo mi pomogla swoim podejsciem.
Staralam sie odsunac siebie od tego, staralam sie myslec o nim i jego potrzebach.
Bylam gotowa skrocic jego zycie, jesli by tego chcial i cierpial za bardzo.
Kiedy zmarl to byla ulga , ze nic gorszego go juz nie czeka. I wielka pustka, przespalam dwa dni, tak moj mozg obronil sie w tej sytuacji. Teraz nadal mam koszmary na temat jego choroby, czasem za nim placze.
Staram sie wyciagnac jakas lekcje z tego, staram sie widziec pozytywy w tej okropnej sytuacji.
Jest ciezko z wiedza , ze juz nigdy wiecej go nie zobacze, nie porozmawiamy , nie dotkniemy sie.
Ja nie wierze w zycie po smierci.
Ale patrzac wstecz. Choroba byla trudniejsza do zniesienia niz smierc.
Jak przygotowac się do śmierci bliskiej osoby? Nie da się.Moja mama chorowała na chorobę, z którą żyje się góra 5 lat, ona żyła 9. Jej śmierc była dla mnie szokiem i strasznym ciosem. Dała mi na suknię ślubną, ale nie zdążyła mnie w niej zobaczyc, zmarła 3 miesiące przed moim ślubem. Zmarła na moich rękach... Od tego czasu minęły 4 lata, dopiero teraz spakowałam jej rzeczy. To nie jest tak jak mówią, że czas leczy rany. Nie leczy, pozwala się jedynie przyzwyczaic do sytuacji. Są dni, gdy normalnie patrzę na jej zdjęcie nie czując nic, są również dni gdy płaczę.
17 dni temu zmarła moja kochana Mamusia. Zapadła w spiączkę cukrzycową - przez miesiąc była nieprzytomna, respirator podtrzymywał Jej funkcje życiowe. Wtedy Mój świat 'zawalił mi się' - do końca miałem nadzieją , choć lekarze byli pesymistami i mówili ze nie ma szans. Ten miesiąc był dla mnie koszmarem, to była wegetacja, żyłem obok swego życia, nieprzespane noce, koszmarne sny, apatia - łzy i rozpacz która odbierała zmysły. Byłem z Mamą bardzo związany emocjonalnie, - jestem z natury wrażliwym człowiekiem i to dodatkowo potęguje mój smutek. Jedyną moją nadzieją która nie pozwala mi 'upaśc' jest dla mnie WIARA......ale nie wiara oparta na tradycji, na ludzkich przekazach....lecz na Biblii na cudownej księdze która pochodzi od samego Boga. To w Bibli znajdują sie słowa mówiące o zmartwychwstaniu ' NIE DZIWCIE SIĘ TEMU BO OTO NADCHODZI GODZINA W KTÓREJ WSZYSCY SPOCZYWAJĄCY W GROBACH USŁUSZĄ JEDO (JEZUSA) GŁOS I WSTANĄ Z MARTWYCH'...jest bardzo dużo takich fragmentów w Bibli które jasno i zdecydowanie dają nam nadzieje że nasi bliscy i niezliczona ilośc innych ludzi wstanie z grobów. Nie ma dzis większego nieszczęścia dla człowieka jak śmierć - śmierć bliskiej osoby, nie jestesmy wstanie nic uczynic aby jej zapobiec - chocbyśmy chcieli swoje życie oddać za osobe którą kochamy - nie jestesmy w stanie Jej pomóc 'wszystko przemija - ale kto wykonuje wole Bożą - ten trwa na wieki' ......Syn Boży Jezus wstał z martwych i dal nam dowód że niebawem On mocą Bożą wskrzesi do życia tych którzy ŚPIĄ W ŚMIERCI. - Każdego dnia ze łzami w oczach, tuląc do ust pamiątki po mojej Mamie.....modle się , błagając Boga by ten dzien nadszedł, aby Królestwo Boże zapanowało nad wszechświatem, aby przyszedł nasz Pan - Jezus i wskrzesił moją Mamusie, mojego Brata, mojego Tate.......i niezliczoną rzesze innych ludzi którzy śpią i czekają na dzwięk trąby - na głos Chrystusa.......PRZYJDZ, PANIE JEZU.
Przygotować się nie da...Miałam 30 lat ,3 letniego syna,gdy czekałam na śmierć mojego męża,tak czekałam...brzmi strasznie...rak kości koszmarne cierpienie..paraliż,odleżyny,przerzuty chyba wszędzie...chciałam,aby wreszcie się skończyło,aby poczuł ulgę,ale równocześnie prosiłam Boga,aby żył i był choć 20 min na dobę świadomy,razem ze mną...taka byłam zaborcza...i choć minęło już prawie 11,teraz lecą mi łzy...bo nie da się zapomnieć,oswoić ze śmiercią..to zawsze boli..Mój mąż zmarł mi w ramionach,pierwsze pół roku to zmęczenie,mechaniczne czynności i wściekłość jak słyszałam jesteś młoda,życie przed tobą...Strata bliskiej osoby boli...współczuje,pozdrawiam.
Mama już odeszła :-( i co dalej ? ciężko żyć, wspomnienia bardzo bolą, żal, smutek pustka częste załamania i ta cisza w miejscach gdzie przebywała mama.
Do końca życia smutek i niestety nigdy już nie będzie tak jak kiedyś :-( miesiąc rok dwa dziesieć lat gdyby jeszcze żyła jakie to były by piękne chwile.
Wszyscy mówią że trzeba żyć dalej niestety moja natura nie pozwala zapomnieć o mamie
To był zbyt dobry człowiek dla wszystkich w około, na razie szok i nie dowierzanie dlaczego odeszła.
Utrata mamy gdy przebywało się z osobą 24/24 od 40 lat Boli strasznie - łzy, płacz i rozpacz.
Sen to jedyna odskocznia i chwila gdzie nie jestem zdołowany i załamany.
Psychika siadła waga poszła 10% w dół nic człowieka nie cieszy.
Oby z tego wszystkiego człowiek się nie rozchorował :-(
Smutny bardzo Ci wspolczuje,odejscie kogos bardzo bliskiego bardzo boli.....myslisz,ze niewytrzymasz,ze peknie Ci serce......a Ty zyjesz i swiat idzie do przodu...Bedziesz przechodzil etapy zaloby od "zalamania" poprzez zlosc,bol,smutek......powoli bedziesz szedl do przodu,czas nie leczy ran,ale pozwala przyzwyczajac sie do tego stanu!
Popatrz na to z drugiej strony..........czy chcialbys zyc i cierpiec tak jak mama,czy chcialbys widziec mame w jeszcze gorszym bolu,kiedy juz nic nie pomaga?:(
Odwiedzaj ja na cmentarzu,zapalaj "swiatelko" pogadaj z nia w myslach ,mow jej jak bardzo byla dla Ciebie wazna,jak bardzo ja kochales i kochasz i nigdy jej nie zapomnisz!wspolczuje Ci bardzo!![]()
Smutny bardzo ci wspołczuje z powodu mamy ja rowniez przez to przechodziłam 12 lat temu nie moglam sobie poradzic z jej odejsciem na domiar złego rok pozniej odeszla moja babcia a dwa lata pozniej druga babcia było ze mna coraz gorzej a po wizycie u psychologa wyszlam bardziej zdołowana niz podniesiona na duchu i wtedy wpadłam na pomysł aby pisac do nich listy ktore nigdy nie beda wysłane opisywałam wszystko co sie u mnie dzieje chwile gorsze i te lepsze moze dziwnie to zabrzmi ale pare dni temu stracilam krolika wiec tez im to opisałam cała sytuacje poprostu musiałam komus o tym powiedziec jestem z toba całym sercem.
Odejście bliskiej osoby wywołuje emocje, które bardzo trudno jest opisać. Wszystkie słowa, kondolencje, fraza "wszystko się ułoży" brzmią żałośnie i mało przekonująco. Myślę, że czas i obecność (nie tylko rozmowy, ale po prostu obecność przyjaciół, rodziny) innych może nam pomóc.