Witam
Na wstępie od razu napiszę, że jestem introwertykiem. Myślałem, że nie będę musiał tego pisać bo zawsze sam sobie radziłem ze swoimi problemami i dawałem jakoś radę. Zacznę od tego, że miałem kiedyś toksyczny związek z pewną dziewczyną. Zaczęło to się pod koniec podstawówki, ona była z lekko patologicznej rodziny, zresztą ja po części też. Byliśmy ze sobą w sumie jakieś 3 lata z przerwami bo rozstawaliśmy się kilka razy i do siebie wracaliśmy (właściwie to ja zawsze chciałem do niej wrócić). Związek był co prawda śmieszny i dziecinny w pewnym sensie bo ja nie mogłem do niej pójść a ona do mnie ( matka jej nie pozwalała). Ogólnie to nasze matki cały czas nas próbowały rozdzielić a po paru głupich sytuacjach które ona zainicjowała (chyba mnie obgadywała, nasyłała nawet na mnie swoją matkę) ogólnie była wredna a ja byłem niestety toksycznie zakochany, po ostatnim razie jak do siebie wróciliśmy stwierdziłem, że nie dam rady jej już zaufać i to bez sensu więc rozstaliśmy się. Po jakimś czasie zauroczyłem się w pewnej dziewczynie którą znałem, byliśmy ze sobą co prawda bardzo krótko bo nie wiem czy nawet miesiąc ale dostałem wtedy takiego kopa( zostałem podobno zdradzony), po którym mam problem żeby zaufać jakiejkolwiek kobiecie. Nie wiem czy przypadkiem moja ex nie brała w tym udziału bo to byłoby w jej stylu( po tylu latach tak to rozumiem). Minęło trochę czasu, poznałem trochę dziewczyn ale do żadnej nic nie czułem aż przypadkiem będąc na krótkich co prawda wakacjach 4 dniowych za granicą poznałem pewną dziewczynę. Nie wiem jak to możliwe bo nigdy nie doznałem takiego silnego uczucia jak wtedy ale już po pierwszym spotkaniu jak ją zobaczyłem to coś we mnie zaiskrzyło, jej spojrzenie mnie całkowicie zauroczyło. Spędziliśmy ze sobą co prawda tylko 4 dni ale przez ten czas mimo iż ją pierwszy raz widziałem odczułem, że chyba wreszcie odnalazłem część siebie w niej (to idiotyczne wiem o tym ale tak było) ja tak szybko się nie otwieram przed kobietami. Pisaliśmy ze sobą parę miesięcy, ja się ostro wkręciłem, zresztą wydawało mi się że ona też (chociaż podobno była po rozstaniu z chłopakiem) , jednak po czasie kontakt się urwał. Sytuacja się trochę skomplikowała i stwierdziłem, że robiła sobie ze mnie żarty w pewnym celu. Chociaż tak naprawdę specjalnie zły na nią nie byłem ( mimo tego co wcześniej przeżyłem ). Chociaż trudno było zapomnieć mi o niej, nie było to zwykłe zauroczenie. Minęły 2 lata i pewnego dnia przyjechała do mnie, chociaż od początku nie wiedziałem w jakim celu i nie chciałem w to uwierzyć, pozatym miałem problem żeby jej zaufać. Po czasie okazało się, że niby nie dostała tych wszystkich smsów co do niej pisałem (trochę nie chciałem w to wierzyć ale jako, że moje uczucie do niej nie wygasło starałem się uwierzyć). Miała podobno kogoś przez ten czas. Problem jest taki, że odkąd przyjechała ja cały czas bałem się jej zaufać i wróciły moje urojenia z mojego pierwszego związku, chociaż starałem się z tym walczyć i nie robić głupich scen. Niestety ale ona chyba tego nie rozumiała chociaż i tak bardzo dużo się o mnie dowiedziała, jednak ja miałem teraz z tym problem przez moją nieufność w stosunku do niej. Ona wyznała mi miłość co mnie całkowicie zaskoczyło, niestety ale ja byłem jedynie dalej w niej zakochany i nie potrafiłem jej zaufać. Nie wiem jak ona to zrozumiała(dzieli nas w pewnym sensie język). W każdym razie po jej wyjeździe wiedziałem, ze muszę jej to wyjaśnić bo w sumie to nie dała mi nawet czasu. Niestety ale innego kontaktu jak przez telefon z nią nie mam. Sms`y podobno do niej nie dochodzą albo nie wszystkie a mnie się ciężko rozmawia przez telefon z osobą, której nie widzę i na dodatek nie ufam. Niestety ale odbyłem z nią jedynie 2 rozmowy. Pisałem jej sms`y ale ona nie odpisywała, więc pomyślałem że może nie ma kasy i zadzwoniłem, odebrał jakiś gość a mnie wryło całkowicie i się rozłączyłem (jeszcze śmieszniejsze jest to, że wtedy nie wiedziałem że mój numer się u niej nie wyświetla tylko prywatny). Nie chcę nawet wspominać co wtedy poczułem ale po moich przygodach można się domyślić. Postanowiłem, że nic nie będę jej pisał o tej sytuacji, zobaczymy co z tego będzie. Napisałem jej sms`a czy się obraziła, nie odpisała. Odpisała mi 2 tygodnie po moim sms`ie, że się obraziła blablabla. Wkurzony trochę napisałem jej wtedy że dzwoniłem ale odebrał jakiś typ. Ona nic. Następnego dnia złożyłem jej życzenia z okazji urodzin ale nie odpisała. Napisałem jeszcze ze 2 smsy ale też nic. Po tygodniu postanowiłem jednak do niej zadzwonić (pomyślałem, że może faktycznie nie dostała znowu smsów) niestety ale numer nieaktywny. Trudno pomyślałem, że faktycznie sobie ze mnie żartuje ale czekałem że może się odezwie. Nic, mijały miesiące, a numer dalej nieczynny. Wkurzyłem się i zadzwoniłem do jej siostry, podobno nie ma mojego numeru a tamten jej ukradli z telefonem. No ale nic napisałem do niej list w którym wszystko wyjaśniłem i czekam aż się odezwie (chociaż wiem, że go już przeczytała to się nie odezwała, napisałem jej parę sms`ów ale nie odpisała) Niestety ale ja do niej nie potrafię teraz zadzwonić i jej to napisałem ale ona dalej nic a wiem, że powinna teraz dostać te sms`y. Trudno jak ona się nie odzywa to ja do niej nie zadzwonię bo nie chcę się niepotrzebnie znowu denerwować a ona chyba tego nie rozumie. Ta sytuacja nie powinna w ogóle mieć miejsca bo wiedziałem, że nic dobrego z tego nie wyniknie ale myślałem, że drugi raz kontakt nie może się w ten sam sposób urwać i mogę zaryzykować. Chyba jestem naiwny, że ciągle wierzę że to się wyjaśni albo mam po prostu pecha. Jeden toksyczny związek mi wystarczy ale nie chciałbym jej stracić przez kolejne nieporozumienie. Dodam jeszcze, że jesteśmy prawie w tym samym wieku ( ona jest starsza o parę msc a wydaje mi się, że zachowuje się dziecinnie ).
Trochę się rozpisałem.