netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Kiedy rodzą się wątpliwości...

32 odpowiedzi5 360 wyświetleńzałożony przez natalia24, 26.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kiedy rodzą się wątpliwości...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

1

Temat: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Witam, chciałbym prosić o poradę dotyczącą mojego związku...

Jesteśmy za sobą 8 miesięcy, od 6 mieszkamy razem. Oboje mamy sporo za sobą, zerwane zaręczyny, niemiłe wspomnienia. Układa nam się różnie. Wzloty i upadki, problemy z komunikacją, które mnie przerażają i skłaniają do zastanawiania się nad sensem naszego związku...
Oboje mieszkamy w UK- tutaj się poznaliśmy, wyjechaliśmy wspólnie do innego miasta, wynajęliśmy mieszkanie, znaleźliśmy pracę. Wszystko układało się świetnie, niestety tylko na początku, bo pierwsze "zgrzyty" pojawiły się już po 2 miesiącach wspólnego mieszkania. Głównie chodziło o to, że wszystko jest na mojej głowie- sprzątanie, gotowanie, zakupy itd. On nie brał na siebie żadnych obowiązków i jeszcze w dodatku nie szanował w ogóle mojej pracy- nawet ciężko mu było wyrzucić skórkę od banana do kosza, zostawiał gdzie popadnie: na stoliku, nie podłodze.
Rozmawiałam z nim wielokrotnie. Uważał, że nie ma problemu, bo jemu taki bałagan nie przeszkadza. Były prośby i groźby, gdzieś tam w końcu go "ruszyło". Nie było pięknie w tej kwestii, ale cieszyłam się z małego kroku, który zrobiliśmy. Głównie to on zmywał, ja gotowałam, większe zakupy robiliśmy zazwyczaj wspólnie. Jakoś się poukładało, daliśmy radę...
Wydawało mi się, że skoro potrafimy się dogadać, to między nami będzie już tylko lepiej, że zrozumienie przyjdzie z czasem, kiedy bardziej się dotrzemy. Niestety pojawiały kolejne problemy- on ciągle chciał zmian, szukał wrażeń, chciał znów wyjechać, mimo, że oboje mieliśmy pracę. Bez przerwy mówił o wyjazdach: najpierw do innego miasta, potem do innego kraju, wreszcie o powrocie do Polski... Przerażało mnie to, bo ja raczej liczyłam na jakąś stabilizację i bezpieczeństwo. No ale rozmawialiśmy, potem on dostał kontrakt na stałe w pracy i jakoś ucichły te jego pomysły.
Znów miałam złudzenie, że wszystko jest w porządku...
Nagle, 2 miesiące temu okazało się, że spodziewam się dziecka. Ta wiadomość była dla nas wielkim zaskoczeniem, oboje chcieliśmy mieć dzieci, ale kiedyś, po ślubie itd. No i zabezpieczaliśmy się... Znów były rozmowy, planowanie, postanowiliśmy, że spróbujemy razem. Ale od samego początku miałam tą świadomość, że mogę zostać z dzieckiem sama, bo on zwyczajnie nie dorósł do roli ojca i głowy rodziny...
Teraz jestem w 4 miesiącu ciąży a nasz związek wisi na włosku. Nie potrafimy za sobą rozmawiać, kiedy próbuje coś mu wytłumaczyć, on mnie przekrzykuje, nie słucha, trzaska drzwiami i wychodzi. Nic mu się nie chce, na zakupy chodzę sama, chociaż dobrze wie, że nie mogę dźwigać (zagrożona ciąża). Jestem za zwolnieniu, nie mogę się przemęczać, a nie mam od niego żadnej pomocy, w domu nic nie robi, tylko chętnie dołącza się do jedzenia, które przynoszę. I zjada to, na co ma ochotę, nie patrząc na to, że np zjadł ostatnią bułkę i nie będę miała nic na śniadanie...
Próbowałam z nim rozmawiać- efekt ten sam, wszystko ma w nosie, twierdząc, że nic mi się nie podoba i wiecznie narzekam. Nie wiem zupełnie co dalej, nie wiem, czy jest sens żeby ratować to, co z nas zostało... W listopadzie urodzi się nasze dziecko, a ja nie wiem jak poradzę sobie sama. Nie chcę się męczyć tylko ze względu na dziecko, które i tak na chwilę obecną niewiele go obchodzi, ale chciałabym dać nam szansę. Nie wiem, czy w ogóle jest o co walczyć? Proszę o pomoc...

2

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Przykra ta Twoja opowieść...
Tak to jest, gdy ktoś wiąże się i żyje - w pełnym tego słowa znaczeniu - z kimś o mentalności nieodpowiedzialnego dziecka... Ty masz 24 lata, tak? A ten chłopiec? Wybacz, ale co do niego, to chyba aż takich "przeżyć" nie ma na swoim koncie i niewiele poznał życia by wiedzieć na czym wszystko polega. Najwyraźniej nie dorósł jeszcze... Szkoda, że już płodzić dzieci potrafi... smile
Przepraszam...
Cóż, sytuacja nieciekawa i bardzo prawdopodobne, że wszystko będzie tak, jak byś ...nie chciała.
Nie wiem, próbuj z nim rozmawiać, próbuj uświadamiać mu, że oczekujesz wsparcia, pomocy od niego.
Dość szybko zaczęliście żyć razem - zbyt mało go poznałaś...
Ale zawsze jest szansa, że obudzi się któregoś dnia ze świadomością, że będzie ojcem - a to zmienia psychikę...

3

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Ja mam 24 lata, on 26. Ma za sobą wieloletni związek i zerwane zaręczyny. Nie wiem na ile to go czegoś nauczyło, okazuję się, że jednak niewiele... Myślałam, że skoro ktoś mieszka sam, z daleka od rodziny, to jest odpowiedzialny i zaradny. Sądziłam, że skoro nie w głowie mu imprezy, alkohol, kumple i ta cała otoczka, to znaczy, że myśli poważnie o związku... I wreszcie wierzyłam, że skoro ktoś mówi, że chce być dla dziecka ojcem, to myśli o tym również wtedy, kiedy dziecka jeszcze nie ma, a jego kobieta jest dopiero w ciąży.
Cóż, najwidoczniej się pomyliłam... Wyobrażałam sobie zbyt dużo po takim krótkim związku. Nie wiem, czy jeszcze mam siłę cokolwiek naprawiać, mam wrażenie, że jestem w tym sama, więc nic nie zdziałam, choćbym nawet stanęła za rzęsach. Jeszcze tylko gdzieś tam rodzi się wątpliwość: czy aby na pewno zrobiłam wszystko...?
Może i faktycznie kiedyś jeszcze dotrze do niego fakt, że będzie ojcem. Może otworzy wtedy oczy i choćby przez chwilkę się zastanowi do czego doprowadził... Może... Ale wtedy może już być za późno...

4 Ostatnio edytowany przez chicondaro (2012-05-26 22:34:54)

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Mnie to w takich historiach zastanawia, żeby nie napisać szokuje, tempo rozwoju znajomości. Przy takim speedzie można w kilkanaście miesięcy zaliczyć ślub, dorobić się dzieciaka i zakończyć rozwodem. 2 miesiące znajomości i już wspólne mieszkanie, a za chwilę dziecko (wiem, wiem wpadka, ale mimo wszystko)?

Jeszcze bym po części zrozumiał, gdybyś miała 42 lata, a nie 24 i niech nikt mi nie piszę o sile uczucia, czy wielkiej pewności siebie. Dobrze, że chociaż zauważasz te wszystkie problemy w miarę na bieżąco, tylko Twoja naiwność, że się kiedyś tam zmieni (po narodzinach dziecka, później po czymś innym, itd.) boleśnie Cię zawiedzie.

Czytałem też Twoją historię o ojcu, więc Tobie, niestety, szykuje się coś podobnego - chociaż zamiast alkoholu, tym elementem niszczącym jest/będzie brak odpowiedzialności partnera.

"Chłopiec" to bardzo trafne określenie i może tamta panna w porę się zorientowała co do kolesia i zerwała zaręczyny, a Ty znasz tylko jego wersję historii zerwanych zaręczyn (tu się domyślam).

5

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Tak, mam świadomość, że szybko wszystko się potoczyło, że może nie do końca to było odpowiedzialne, ale cóż, tego już nie zmienię, jedynie mogę wyjąć wnioski na przyszłość. I chyba już je wyciągam.
Co do naiwności- ok, może byłam odrobinę naiwna, ale nigdzie nie napisałam, że liczę na to, że on się zmieni po narodzinach dziecka, czy kiedyś tam. Czytaj ze zrozumieniem. Wręcz przeciwnie, napisałam że nie jestem pewna, czy jest sens ratowania czegokolwiek i czy ja w ogóle chcę to robić. A skoro mam takie wątpliwości to raczej oczywiste, że liczę się z tym, że on się po prostu nie zmieni. Nie, bo nie.

chicondaro napisał/a:

Czytałem też Twoją historię o ojcu, więc Tobie, niestety, szykuje się coś podobnego - chociaż zamiast alkoholu, tym elementem niszczącym jest/będzie brak odpowiedzialności partnera.

Nie rozumiem dlaczego porównujesz alkoholizm mojego ojca z sytuacją w której się znalazłam. To są dwie różne rzeczy, bo z nałogiem ojca niczego już nie zrobię, z moim życiem owszem i jak widać chcę coś zmienić i zauważam problem. Skoro proszę o rady, to najwidoczniej nie chcę w tym trwać nadal. Nic o mnie nie wiesz i nie masz prawa wyrokować jakie będę miała życie, a już na pewno wrzucać mnie do tego samego worka, gdzie mój ojciec alkoholik.

Prosiłam o rady. Nie ocenianie mnie i mojej rodziny.

6

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Dzien dobry Natalia,

Rzeczywiscie masz ciezki okres w zyciu. Teraz gdy najbardziej potrzebujesz, by twoj partner zajal sie bardziej waszymi relacjami, on zachowuje sie wlasciwie jak pasozyt!

Wiem, ze takie codzienne zycie moze byc bardzo ciezkie i potrzebny jest jednak podzial obowiazkow!
Mysle, rowniez, ze teraz w twojej sytuacji juz wystarczy tego co by bylo gdyby... mysle, ze realizm juz jest najbardziej widoczny...
Teraz pozostaje sprobowac dojsc do konca ciazy, zero denerwowania sie, tym bardziej ze piszesz, ze to zagrozona ciaza!
Moze jak dziecko sie urodzi to on sie troche zmieni, ale tego juz z pewnosciua wiedziec nie mozna.

Jestes silna osoba, fajnie,  jaka odpowiedzialna i do tego walczaca o lepsze zycie! Nie zawsze jest latwo, oczywiscie!

Jedyna sprawa, ktora mi stawia pytania to to, ze mieszkasz w UK no i pewnie nikogo tam nie masz tylko jego.
Wiec pytanie zwiazane z twoja i dziecka przyszloscia. Czy moglabys ewentualnie, pojechac po rozwiazaniu do Polski, bys nie byla talka samotna z dzieckiem w przypadku gdyby on sie nie zmienil?

Musisz zajac sie twoja przyszloscia i musisz liczyc na osoby, ktore ciebie kochaja.
Oczywiscie sprobuj walczyc o twoj zwiazek, ale miej otwarte oczy, ktore dla mnie juz sa wystarczajaco otwarte!

Bradzo goraco cie pozdrawiam

Leszczynek

7

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Jestem w UK sama, to znaczy mieszka tutaj też moja siostra, ale dzieli nas zbyt duża odległość na regularne odwiedziny. Tutaj blisko nie mam nikogo, na dobrą sprawę tylko znajomych z pracy. Moja mama przyjedzie na jakiś czas, kiedy dziecko się urodzi i to chyba jedyna pomoc na jaką będę mogła teraz liczyć. Do Polski jak na razie nie mam po co wracać, tutaj mam pracę, dostanę macierzyński, będę miała na skromne życie z dzieckiem. Myślę o powrocie, kiedy macierzyński się skończy, bo nie będę mogła wrócić do pracy bez zapewnienia opieki dla maleństwa. Nie będzie mnie stać na opiekunkę, przedszkole dopiero od 3 lat, więc... Chyba spakujemy nasz "dobytek" i wrócimy licząc, ze mama zaopiekuję się dzieckiem, a ja będę mogła poszukać pracę. Tak, czy siak tam będę miała więcej możliwości, mam przyjaciół, rodzinę...

Jeszcze nie wiem jak to będzie, mam wątpliwości, czy dam sobie radę tak zupełnie sama... Na jego pomoc chyba nie mam co liczyć, jest obrażony, że zwróciłam mu uwagę i znika na całe dnie. Podejrzewam, że się wyprowadzi, a wtedy zostanę sama z opłatami za mieszkanie. Chyba nie muszę pisać jak będzie ciężko...
W środę mam usg (na które mieliśmy iść razem...), dowiem się jakie szanse ma masze dziecko... Oby tylko było dobrze...
Nigdy nie przypuszczałam, że znajdę się w takiej sytuacji, naprawdę nigdy.

8

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Droga Natalio!

Nie jestes sama! Wiem, ze nie przypuszczalas, ze taki bieg moze obrac twoje zycie, ale stalo sie!
Najwazniejsze, ze mozesz liczyc na mame!

TAK, masz racje, bedziesz miala macierzynski a pozniej jak juz male bedzie, to samo jakos sie ulozy oczywiscie z twoja pomoca, a twoja rodzina cie nie zostawi..... jestem tego pewna! Nie zalamuj sie, bo czuje, ze sie bardzo martwisz, ale najwazniejsze to to, bys odnalazla spokoj na codzien! Zobaczysz, dasz sobie rade, nawet sama z dzieckiem...

Czas jeszcze pokarze, ze dobrze zrobilas utrzymujac ta ciaze i wiem, ze sie nie mylisz jesli chodzi o niego! Szukaj teraz dobrych dusz, czynsz jest do rozwiazania... czy istnieje w UK pomoc socjalna? Jezeli twoje dochody nie beda wystarczajace, to szukaj jakies organizacji pomocy samotnym matkom, bo to istnieje nawet w Anglii! Bedziesz miala pomoc finansowa!

A tak na marginesie, to juz wiesz czy masz chlopca czy dziewczynke?

leszczynek

9

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Natalia,

A zlobek? Czy juz teraz od piatego miesiaca ciazy, nie moglabys zapisac dziecka do zlobka? Wiem, ze tak ajest procedura we Francji, bo gdybys otrzymala zlobek, to moglabys wrocic do pracy!

Leszczynek

10

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Dziękuję Leszczynku, Twoje posty bardzo podtrzymują mnie na duchu...
Jeszcze nie wiem dokładnie jak wygląda tutaj sprawa ze żłobkiem, wiem, że państwo może dopłacać do niani, jeżeli będę samotną matką, ale nie wiem jaka to byłaby kwota. Wiem też, że na dodatek do mieszkania również mogę liczyć, tylko jak na razie nie mam głowy, żeby się tym zająć. Dam sobie jeszcze kilka dni na przemyślenia, żeby oswoić się z sytuacją i zacznę coś robić...
Cały czas pocieszam się, że nie jestem w takiej zupełnie beznadziejnej sytuacji, przecież mogłabym być bez pracy i żadnych środków do życia. Mam z czego żyć (jak na razie) i chyba na teraz to lepiej, że jestem tutaj, a nie w Polsce, bo tam byłoby jeszcze trudniej...
Moja mama bardzo mnie wspiera i cieszy się, że zostanie babcią, bo wnucząt jeszcze nie ma.
Nie wiem jeszcze czy syn, czy córka, to dopiero 16 tc. Jest mi obojętnie, byłe było, byle zdrowe...

11

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Natalio, skoro pracujesz tam i dziecko się tam urodzi to dostaniesz zapomogę aż do momentu kiedy dziecko nie pójdzie do przedszkola. Musisz się jedynie dokładnie dowiedzieć co Ci przysługuje. Nie jesteś sama, to fantastycznie, że mama Ci pomoże, a i Anglicy nie dadzą Ci zginąć na pewno smile

Teraz póki to jeszcze 4 miesiąc i masz trochę siły znajdź mieszkanie, wyprowadź się od tego faceta i zacznij myśleć tylko o sobie i o dziecku.

12

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Natalia,

Po urodzeniu dzidziusia dostaniesz troche fajnej kasy, ale, juz teraz zacznij sie dowiadywac jak masz zameldowac dziecko!, bo to bardzo wazne Jak bedziesz mama samotna, to masz prawo do jakiejs tam zapomogi... Idz juz od wtorku do servicu spolecznego, nawet jesli masz parce i dowiedz sie do czego masz prawo!

Inna kwestja to, to, ze meczy cie bardziej wasza relacja, ze czujesz sie sama i opuszczona, a on nic jak mur!
No coz, takie typy sie zdarzaja, a ty nie moglas wczesniej go poznac w ten sposob w jaki dzis musisz!
Nie interesuje mnie on, bo chyba tak naprawde nie dorosl, ale kobieta ktora cierpi przez takiego niedorostka lamie mi serce i wiem, ze masz mozliwosci wiec dlatego ci odpisuje.. Jestes mloda i pelna energii, mozesz jeszcze dobrze funkcjonowac, tyle tylko, ze ciezko w to uwierzyc jak sie jest w obliczu takiej sytuacji non stop! Muszisz pomagac sobie duchowo! Mysl o tym jak zobaczysz to malenstwo, jaka bedziesz szczesliwa po urodzeniu i ile to szczescia w rodzinie! Ale fajnie, ze ta twoja mama juz nie moze sie doczekac! Widzisz masz cieplo to cieplo prawdziwe, wiec glowa do gory i rob porzadek od wtorku!!! NIE MARTW SIE
leszczynek

13

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Jak ja Ci współczuję! Dowiedzieć się o nieplanowanej ciąży to ogromne przeżycie, do tego dochodzą problemy zdrowotne, pewnie i tęsknota za bliskimi... Ale jestem pewna, że sobie poradzisz, bo czytając Twoje posty można wywnioskować, że już teraz bardzo kochasz swoje maleństwo, a matczyna miłość dodaje ogromnie dużo pozytywnej energii. Poradzisz sobie, bo masz dla kogo się starać smile

Co do Twojego tzw. partnera... Z mojego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że pozbyłabym się wszelkich nadziei na poprawę postawy tego dużego dziecka. Twój "facet" to skończony egoista, a z egoizmu trudno się wyleczyć, bo to bardzo wygodny stan. Tłumaczenie jest na krótką metę - gdy znudzi mu się być dla Ciebie dobrym, wynajdzie sobie argumenty z rodzaju: "znowu się czepiasz!", "mogłabyś już sobie odpuścić", "czemu nie dasz mi świętego spokoju?!". To walka z wiatrakami. Uwierz mi, poradzisz sobie w życiu lepiej bez tego chodzącego balastu. Wiem, nie jest łatwo zdecydować się na całkowitą samodzielność, ale czy teraz aż tak bardzo możesz na nim polegać?!
Leszczynek ma rację - zainteresuj się pomocą społeczną dla samotnych mam. Wydaje mi się, że w takim kraju jak UK na pewno nie dadzą Ci zginąć smile. Głowa do góry! Bardzo Ci kibicuję i z niecierpliwością czekam na kolejne doniesienia smile

14

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Witajcie... Dziękuję za zainteresowanie problemem i rady, prawdopodobnie wszyscy macie rację- on się po prostu nie zmieni, a mi pozostaje się z tym pogodzić. Wczoraj nie zamieniliśmy słowa odkąd wrócił z pracy, zrobił sobie jajecznice z ostatnich jajek i potem przespał całe popołudnie. Nic go nie obchodzi, nic nie rusza... A ja nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam. Dużo łatwiej byłoby gdyby on się wyprowadził, ja mogłabym zostać w tym mieszkaniu z dzieckiem, dla 3 osób byłoby za małe, ale 2 osoby mogłyby mieszkać bez problemu. Ja nawet nie mam kogo poprosić o pomoc w przeprowadzce, a przecież lodówki na plecy nie wezmę. Z resztą gdzie tu przeprowadzka, skoro mieszkania nie ma, jeszcze milion telefonów, umawiania się, oglądania... I oczywiście na co drugim ogłoszeniu jasno napisane, że zwierząt, dzieci i dodatków mieszkaniowych nie tolerują. Nie mam siły na to wszystko!

Z drugiej strony zastanawiam się, czy nie za bardzo użalam się nad sobą. Oczywiście, że inaczej sobie to wszystko wyobrażałam, a rozczarowanie boli, ale sytuacja nie jest aż taka beznadziejna. Nie trzeba mi współczuć, ja nie umieram na raka, tylko będę samotną matką. Trochę mi przykro, że właśnie taki scenariusz ma dla mnie życie, bo on był ostatnią osobą da której zaryzykowałam... Ale teraz muszę stawić temu czoła, wiele się nauczyłam i chyba nawet to już mniej boli, niż pierwszy raz, drugi, trzeci... Nie, kolejnego już nie będzie, nie pozwolę...

15

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Nie ma jak konstruktywna samokrytyka big_smile Skoro już doszłaś do wniosku, ze przesadzasz to teraz czas usiąść i zaplanować kolejne kroki.
Nie masz żadnych znajomych? Kogokolwiek kto by Ci pomógł? Czy Twoja siostra nie może przyjechać do Ciebie na kilka dni i pomóc w przeprowadzce? (czy to nie Ty masz tam siostre i mi sie watki pomylily? tongue) Nikt Ci nie każe lodówki na plecach nosić, od tego są ekipy smile
A gdzie w Anglii mieszkasz dokładnie? Jak nie chcesz tu mozesz napisac mi na PW może się okazać ze razem ruszymy jakieś kontakty tongue

16

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Nie mam żadnych znajomych, mieszkam w tym mieście tylko 4 miesiące. Nawet znajomości z pracy się rozluźniły, bo już 3 tydzień jestem na zwolnieniu. Moja siostra mieszka ponad 200 km ode mnie, nie ma możliwości, żeby przyjechać, bo pracuje, a poza tym nawet nie miałabym jej gdzie przenocować, musiałby zatrzymać się w hotelu. Mieszkam w Chester. I naprawdę jestem tutaj zupełnie sama...

17

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Na kogo jest umowa wynajmu mieszkania?

Jesli na Ciebie to go wywal.
Jesli na oboje to mozesz poczekac do rozwiazania i jak mama przyjedzie to pozbyc sie typa, bo bedziesz miala wsparcie.
Jesli na niego-to moze byc problem.

18

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Umowa jest na nas oboje, czyli mamy takie samo prawo, żeby zostać w tym mieszkaniu. Nie mogę czekać do rozwiązania, bo z nim i dzieckiem się w mieszkaniu nie pomieścimy. Na dobrą sprawę nie będzie gdzie łóżeczka wstawić. Tak, jak pisałam, sama dałabym sobie radę, można wywalić duże łóżko, wstawić małe i jakoś się zorganizować. No ale nie w tyle osób...
Mama jeszcze nie wie, że będę sama z dzieckiem, poznali się z M i polubili, na razie pozwolę jej myśleć, że wszystko jest ok, powiem, kiedy już będę miała jakiś plan.

19

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Nie przesadzaj, Twoja siostra nie pracuje 7 dni w tygodniu, nie? To raz, dwa, nie wiem jakie macie relacje, ale ja bym swojej siostrze pomogła. Trzy, w mieszkaniu zawsze jest kawałek podłogi i materaca żeby się przespać. Tworzysz problemy zanim cokolwiek zadziałasz.
A nie myślałaś żeby w związku z tym wszystkim przenieść się do miasta gdzie mieszka siostra? I tak musisz iść na zwolnienie, a siostra może Ci dużo pomóc.

20

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Hej, nie oceniałem Cię i nie zamierzam tego robić.

Moje życie 26 lat temu, to jak życie tego dziecka, które nosisz, tzn. moja matka miała takiego samego nieodpowiedzialnego egoistę. Dwadzieścia parę lat dawała mu szansę i nie zmieniła go rozmowami, prośbami, groźbami, pielgrzymkami, żarliwą modlitwą, niczym. Swoją naiwnością zniszczyła nie tylko siebie. Gdyby podjęła konkretną decyzję na samym początku, to nie tylko sobie mogłaby inaczej ułożyć życie, ale nie zmarnowałaby go też swoim dzieciom i może nawet mój "ojciec" w końcu poszedłby po rozum do głowy i coś normalnego zbudowałby z kimś innym. A tak? on zawsze wiedział, że wszystko zostanie mu wybaczone, w imię ślepej miłości, dawania szans, jednostronnego "sklejania" rodziny. Domyśl się, czy ja i moje rodzeństwo jesteśmy wdzięczni naszej matce za jej decyzję? Zgadnij jakby teraz moja matka postąpiła gdyby mogła cofnąć czas? Gdyby...

Ok, nie będę "prorokował" nt. Twojej przyszłości. Po Twoich kolejnych wypowiedziach, widzę, że jesteś w stanie spoglądać na to wszystko bardzo trzeźwo. Oby starczyło Ci odwagi do pewnie trudnych, ale słusznych decyzji i walki o swoje szczęści i szczęście tego dziecka.
Napiszę jeszcze tylko to, że mój ojciec na krótki czas po narodzinach zamienił się w księcia z bajki. Jeden z tysięcy momentów, które podsycały nadzieję. Płonną nadzieję.

21

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Masz racje- siostra nie pracuje 7 dni w tyg, pracuje 5 mając wolne wtorki i soboty. Bardzo chciałbym pomóc, ale nie ma możliwości przyjechać, chyba że na jeden dzień. Może i w mieszkaniu byłby kawałek podłogi i koc, ale nie mogę sobie nikogo zaprosić, skoro nie mieszkam sama. Musiałby wyrazić zgodę, a podejrzewam, że na złość tego nie zrobi. Z resztą niestety mój plan się posypał, chciałam załatwić to z innej strony, rozmawiałam z właścicielem mieszkania (miałam nadzieję, że będę mogła jakoś umowę na siebie przepisać, a on dostałby wypowiedzenie) i niestety on też nie chce tu problemu w postaci dziecka. Do września mam się wynieść, obiecał jedynie popytać wśród znajomych czy ktoś nie ma czegoś do wynajęcia. Tak więc szukanie mieszkania mnie nie ominie, w tygodniu pójdę do jakiejś agencji, bo sama nie mam siły szukać. Jakoś to będzie...

Chicondaro, historia mojej mamy była podobna do Twojej. Też całe życie chciała zmieniać, rozmawiać, tylko jakoś mój ojciec nie chciał tego słuchać. Potem już zrozumiała, że nic nie wskóra, ale nie miała dokąd z nami pójść. I tak minęło 25 lat w złudzeniu małżeństwa...
I właśnie dlatego, że patrzyłam na to całe życie, nie pozwolę żeby moje dziecko powieliło schemat. Ja już trochę powieliłam moją matkę, nie udało mi się temu zapobiec, ale dalej już w to nie brnę. Sama w sobie podjęłam już decyzję, małymi krokami pójdę w końcu w przód. Nie wykluczam, że M też pewnego dnia się obudzi i zechce "zawalczyć", ale dla mnie to już nie ma znaczenia. Potrzebuję go teraz, w tej chwili i przez cały czas, a nie kiedyś tam, na moment, kiedy przypomni mu się, że będzie ojcem.
Mam już za sobą kilka głupich rozstań i powrotów, On wie, że jak podejmę decyzję, to będzie ona ostateczna i "choćby z pistoletem zaszedł mi drogę, powrotów nie będzie...". Może kiedyś będzie chciał uczestniczyć w życiu naszego dziecka, nie zabronię mu tego, ale częścią mojego życia nie będzie już nigdy. Miał szansę, nie chciał jej wykorzystać, a nie każdy dostaję drugą niestety...

22

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

NAtalia, ale Ty nie mieszkasz z obcym współlokatorem tylko było nie było chłopakiem. Mieszkanie jest WSPÓLNE a nie jego w związku z tym masz pełne prawo zaprosić kogo chcesz i na ile. Skoro on ma Cię w głębokim poważaniu to czemu Ty masz się przejmować nim?? Zmień priorytety i to szybko.
Jeden dzień to też dużo jeżeli siostra przyjedzie z samego rana. W tym czasie może dużo pomóc. Pogadaj z nią.
A co myślisz, żeby przenieść się do jej miasta??

23

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Porozmawiaj z nim, powiedz mu wszystko, co myślisz, jak go odbierasz. Może to jest tak, że on nie jest "zły" jako partner, tylko jest nieświadomy pewnych rzeczy, nie jest empatyczny, nie wczuwa się w Ciebie, w Twoje uczucia. Może chciałby być lepszy, ale nie potrafi na razie. Jeśli go kochasz, zawalcz, aby się obudził i te wszystkie cechy, w których się zakochałaś, zaangażował w wasz związek.

24

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Wiem, że na dobrą sprawę mogę się uprzeć i siostrę (czy kogoś tam) zaprosić, ale obawiam się, że to tylko pogorszy sprawę. Jeśli ja będę złośliwa i będę miała jego zdanie w głębokim poszanowaniu, to on zrobi to samo. Po tym jak się pokłóciliśmy powiedziałam, że ma iść posprzątać po sobie łazienkę, bo chcę się wykąpać, to udawał, że mnie nie słyszy -zero reakcji. Wkurzyłam się i zabrałam mu laptopa na którym oglądał mecz (komputer jest mój) mówiąc, że będę się zachowywać jak on. No ze spokojem wstał i odłączył internet (bo zapłacił ostatni rachunek). Idąc tym torem mogę się spodziewać, że wkrótce on też kogoś zaprosi i urządzi np. mocno zakrapianą imprezę. A po co mi to wszystko...?
Jak już znajdę mieszkanie to poproszę siostrę, żeby przyjechała ze swoim facetem i mi pomogła przy przeprowadzce. Wcześniej to nie ma sensu. Do jej miasta nie będę się przenosić, tutaj mam mojego lekarza, położną, nie chcę znów tego zmieniać. I poza tym dostaję zwolnienia co 2 tyg, więc byłby kłopot tak ciągle wysyłać.

Motivanda, problem z tym, że rozmawiałam już miliony razy, mówiłam, prosiłam, tłumaczyłam, tylko z jego strony nie ma reakcji. Gdzieś jest jakaś granica tego wszystkiego, kiedy już po prostu mówisz "dość". Być może szybko się poddałam, ale sama nie jestem w stanie nic zrobić, a on zwyczajnie nie chce. Ma w nosie, bo po prostu nic nie czuje. Ja też nie jestem pewna, czy z mojej strony to miłość, chyba po prostu jestem zbyt wściekła, żeby coś czuć. To, że mnie nie chce jestem mu w stanie wybaczyć, bo tak się czasem po prostu zdarza. Ale tego, że nie obchodzi go jego własne dziecko nie wybaczę mu nigdy.

25

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Jego zachowanie jest bardzo bardzo niepokojące. Na Twoim miejscu uciekałabym jak najszybciej i nawet zastanawiała się nad ograniczeniem praw rodzicielskich za wczasu, bo ten człowiek wygląda mi na takiego, ktory  użyje dziecka, żeby Tobie coś zrobić.

26

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

?Może to jest tak, że on nie jest "zły" jako partner, tylko jest nieświadomy pewnych rzeczy, nie jest empatyczny, nie wczuwa się w Ciebie, w Twoje uczucia." Nieświadomy!? Litości! on nie ma 16 lat tylko 26! Jeśli ktoś w tym wieku jest tego nieświadomy, to tak naprawdę nigdy nie będzie.

"Może chciałby być lepszy, ale nie potrafi na razie." Facepalm. To zdanie i w ogóle cała wypowiedź Motivandy, to jak głos mojej bezgranicznie naiwnej matki - totalna irracjonalność "nie potrafi na razie"!? wiesz co, może niech się umówią, że na każdą ciążę, chorobę, czy inne nieszczęście (odpukać), on będzie się wyprowadzać, żeby mieć spokój, a ona niech sobie radzi sama, a jak wszystko wróci do normy to on sobie wróci dla seksu i żeby się pobawić z dzieckiem.

"To, że mnie nie chce jestem mu w stanie wybaczyć, bo tak się czasem po prostu zdarza." To jest mega smutne, ale rozumiem, że piszesz to, bo sama nie jesteś pewna uczuć do niego - szkoda, że w takim momencie.

"Ale tego, że nie obchodzi go jego własne dziecko nie wybaczę mu nigdy." To Wasze dziecko i za to zdanie to dziecko będzie Ci kiedyś wdzięczne.

Wiesz co, ja Ci życzę żebyś przetrwała ten ciężki okres, żebyś miała odwagę skończyć ten związek i żebyś spotkała w swoim życiu <jesteś jeszcze młoda!> kogoś kto Was (Ciebie i Twoje dziecko) pokocha i z kim stworzysz prawdziwą rodzinę - NA DOBRE I NA ZŁE. A ten ojciec dziecka, żeby wył kiedyś z rozpaczy jaką głupotę popełnił i żeby chociaż spełnił się jako ojciec.
Jeśli natomiast gdzieś głęboko w sercu wierzysz w jego odmianę, to dałbym sobie rękę uciąć, że droga do tego wiedzie tylko poprzez bycie silną i konsekwentną kobietą, a nie uległą i naiwną niewolnicą.

27

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...
chicondaro napisał/a:

"To, że mnie nie chce jestem mu w stanie wybaczyć, bo tak się czasem po prostu zdarza."[/i] To jest mega smutne, ale rozumiem, że piszesz to, bo sama nie jesteś pewna uczuć do niego - szkoda, że w takim momencie.

Piszę tak, bo trochę już przeszłam w życiu i wiem, że nikogo nie zmuszę do miłości. Jeżeli w kimś uczucie się "wypaliło", to nie zmienię już tego, choćbym bardzo krzyczała i płakała. I mam pretensji, że coś się w nim skończyło, przecież to nie jego wina, że nic nie czuje (albo czuje inaczej). To się po prostu stało i zapewne nie bez mojej winy. A że w takim momencie? Cóż, może i lepiej że teraz a nie parę lat po ślubie, zazwyczaj lepiej jeśli takie rzeczy dzieją się szybciej, skoro już muszą mieć miejsce.
Jest mi cholernie źle, że akurat teraz jestem sama i jak już pisałam- nigdy bym nie przypuszczała, że znajdę się w takiej sytuacji. Ale to niestety ma miejsce i muszę temu stawić czoła.
A co do moich uczyć do niego, masz rację- nie jestem pewna. Kiedyś myślałam, że kocha się "mimo wszystko", ale teraz już wiem, że między miłością i nienawiścią jest bardzo cienka linia. I chyba na niej właśnie tkwię. Nie nienawidzę (może szkoda, pewnie byłoby mi łatwiej) ani nie kocham. Przynajmniej nie tak, jak wcześniej...


Teo, myślę o ograniczeniu mu praw, jeżeli się nie dogadamy. Jeżeli taka będzie między nami "atmosfera" to raczej będę musiała to zrobić, bo inaczej mogę się spodziewać problemów. Chcę wrócić do Polski po ok roku, a on może np nie zgodzić się na paszport...

28

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Nawet jesli bedzie mial ograniczone prawa rodzicielskie to na paszport i tak musisz miec jego zgode. Nie jest ona wymagana przy pozbawieniu wladzy rodzicielskiej, ale odebranie ich nie jest latwe...

Zastanow sie i dowiedz, czy jesli bedziesz w Polsce i wyslesz stad zwolnienie zostanie ono normalnie przyjete. Jesli tak-to wracaj tutaj, bo po porodzie mozesz stanac przed problemem w postaci wredoty "tatusia". Nie wiem czy sad wyda jednorazowa zgode na dokumenty dla dziecka w sytuacji, gdy mozesz nie wrocic do UK.

29 Ostatnio edytowany przez natalia24 (2012-05-29 11:58:33)

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Ale chyba przy ograniczeniu praw mogę zaznaczyć, że o paszporcie i np leczeniu decyduję sama. Żeby odebrać mu prawa rodzicielskie muszę mieć jakieś powody, bo to, że robi mi na złość nie wystarczy. Nie wiem nawet czy do ograniczenia wystarczy, bo być może jak dziecko się urodzi będzie uczestniczył w jego życiu...

Zwolnienie od polskiego lekarza będzie akceptowane u mnie w pracy, ale to niewiele zmienia. Nie mogę wyjechać do Polski kiedy jestem na zwolnieniu angielskim- to raz. Dwa- muszę być na miejscu żeby odpierać macierzyńskie (nie będę go dostawać z miejsca pracy, bo jestem za krótko zatrudniona, tylko "od państwa"- a wtedy muszę przebywać w UK). Nie mogę pojechać do Polski na garnuszek mojej mamy, kiedy żadnych innych środków do życia nie będę miała.
Cóż, najwyżej potem się okaże, że będę musiała tu zostać na zawsze (tj do pełnoletności dziecka). Nie mam wyjścia...

Edit: przyszło mi teraz do głowy... Może on np dziecka nie uzna, a wtedy chyba nie będę musiała mieć niczyjej zgody na paszport, prawda? Jeśli chodzi o alimenty to mogę o nie zawalczyć dopiero w Polsce (razem z ustaleniem ojcostwa), mam świadomość, że przeciągnie się to w czasie, ale przynajmniej będę w Polsce, z rodziną.

30

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Jesli on bedzie jedynie mial ograniczona wladze o i tak decyduje o tym, gdzie przebywa jego dziecko. Nie mozesz sobie niczego zaznaczyc na temat paszportu, gdyz o tego typu sprawach bedziecie decydowac oboje.
Ograniczyc wladze tez nie jest latwo, bowiem musza byc ku temu wazne powody a odebrac wladze jest koszmarnie trudno-przechodzilam przez to, wiec wiem, ale ja mialam niezbite dowody i sprawa skonczyla sie po jednej rozprawie.

Mozesz tez zrobic inaczej. Po urodzeniu zarejestrowac dziecko na siebie i nie wskazywac ojca. Wtedy sama bedziesz decydowala o sobie i dziecku-jednak nie bedziesz miala alimentow. Mozesz tez po powrocie wystapic do sadu o ustalenie ojcostwa i zasadzenie alimentow. Bedzie to jednak dlugi i meczacy proces, badania DNA i takie tam.
Pamietaj jednak, ze on takze ma prawo wystapic do sadu o ustalenie ojcostwa. I wtedy do zakonczenia sprawy bedziesz uziemiona w UK a po jej zakonczeniu moze byc roznie.

31

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Witam . Słuchaj dziwie się , że po tak drastycznych wspomnieniach jakie zaznałaś wcześniej, zdecydowałaś się na wspólne mieszkanie już po 2 miesiącach. Moim zdaniem jest to za wcześnie ponieważ miłość nie rodzi się w ciągu kilku dni tylko w ciągu nawet kilku lat. I w tym przypadku wydaje mi się , że zauroczenie mineło i pozostała tylko pustka. Bo nie sądzisz , że to jest miłość ? skoro jesteś tak traktowana.Lepiej zostaw tego du..ka , jesteś młoda i znajdziesz sobie kogoś lepszego. pozdrawiam smile

32

Odp: Kiedy rodzą się wątpliwości...

Witam ponownie po dłuższej przerwie. Nie było mnie dla nikogo, nie pisałam, za to myślałam o wszystkim jeszcze więcej. Potrzebowałam nabrać dystansu. I z całą pewnością mogę powiedzieć, że jest już lepiej...

Jestem po badaniach, nadal nie jest wspaniale, ale najgorsze już chyba za nami. I... Będziemy mieli synka smile

Dużo też rozmawialiśmy z M. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że właściwie nie miałam czasu wcześniej go poznać, że szkoda, że dzieje się to dopiero teraz, w takim momencie...
Nie wiem, czy się obudził, czy coś zrozumiał, przestraszył się, czy może tylko sprawia pozory "bo tak wypada". Chciał nadal próbować tworzyć ten związek dla dobra dziecka. Znów mówił mi o miłości, tym co czuliśmy na początku i przekonywał, że znów może tak być. Tak... Tylko, że ja już nie wierzę... Bo niby chciałby, niby przyznaje się do błędu, ale jakoś nie stać go było na przepraszam, nie usłyszałam też prośby o szansę. Czułam się tak, jakby on miał święte prawo potykać się w każdy momencie, a moim obowiązkiem było dawanie kolejnych szans. A ja tak po prostu nie umiem, nie mam już też wiary, że między nami może się poukładać. I gdzieś tam w sobie podjęłam już decyzję i pogodziłam z tym rozstaniem. A do niego nie dociera, że zawiódł mnie zbyt mocno, żeby dało się cokolwiek jeszcze zrobić. Teraz oskarża mnie o to, że skazuje nasze dziecko na wychowywanie w niepełnej rodzinie, że to przeze mnie nie będzie miało ojca. On chyba nadal nie rozumie, że ojcem będzie już zawsze, że nawet gdybym chciała tego nie zmienię...
Nie wiem, czy jego zachowanie miało wzbudzić poczucie winy, ale jeśli tak, to udało mu się... I niby wiem, że robię dobrze, ja tylko potrzebuję, żeby mnie ktoś w tym upewnił...

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kiedy rodzą się wątpliwości...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026