Chodzi mi o... jakby to nazwać "związek bez zobiązań". Chodzi o "układ": kobieta pracuje-facet pracuje. Razem składają się i dzielą się pieniędzmi po połowie, po połowie czyńsz, po połowie na jedzenie i inne niezbędne potrzeby (środki higieny) itd. Reszte swoich pieniędzy mają do dyspozycji osobno na własne potrzeby (w sumie z korzyścia dla jednej strony jeśli mniej zarabia, bo podział zawsze na połowe). Zero seksu (to w ramach własnych możliwości z kimś innym). Taki koleżeński układ bez wtrącania się do życia drugiego. Co wy o tym sądzicie? Czy ma szansę to w ogóle zaistnieć?? Znajdzie się ktoś "mniej dojrzały" (wg ogółu społeczeństwa)? Jak długo mogłoby to trwać? Przypuścmy, że facet z kobieta znają się już od lat. Znacie takie przypadki?? Mam na myśli ludzi po 30-ce, nie studentów.
Podobne tematy
Chodzi mi o... jakby to nazwać "związek bez zobiązań". Chodzi o "układ": kobieta pracuje-facet pracuje. Razem składają się i dzielą się pieniędzmi po połowie, po połowie czyńsz, po połowie na jedzenie i inne niezbędne potrzeby (środki higieny) itd. Reszte swoich pieniędzy mają do dyspozycji osobno na własne potrzeby (w sumie z korzyścia dla jednej strony jeśli mniej zarabia, bo podział zawsze na połowe). Zero seksu (to w ramach własnych możliwości z kimś innym). Taki koleżeński układ bez wtrącania się do życia drugiego. Co wy o tym sądzicie? Czy ma szansę to w ogóle zaistnieć?? Znajdzie się ktoś "mniej dojrzały" (wg ogółu społeczeństwa)? Jak długo mogłoby to trwać? Przypuścmy, że facet z kobieta znają się już od lat. Znacie takie przypadki?? Mam na myśli ludzi po 30-ce, nie studentów.
Jednym słowem potrzebujesz finansów ![]()
Nie rozumiem po co Ci do tego kobieta- równie dobrze mógłbyś wynająć pokój w mieszkaniu jakiemuś koledze za połowę czynszu..
Tak, ale chodzi o to, że z kobietami się lepiej żyje. Ona nie wchodzi jemu w drogę a ani on jej. Obaj mają hiper spokojne charaktery. Po prostu chodzi układ przyjacielski.
To daj ogłoszenie, że szukasz lokatorki.
Powiem Ci jednak, że to dość duże ryzyko wpuszczać kogoś do własnego domu gdy go nie znasz.
napisałem "znają się od lat":)
czyli szukasz współlokatora-kobiety? daj ogłoszenie do prasy i w necie - dlaczego ktos miałby się nie zgodzić?
oO przeoczyłam że chodzi o konkretną już wybraną osobę ![]()
Chyba nie pozostaje Ci nic innego tylko ją o to zapytać.
Jak dla mnie - to w tym wieku człowiek wolałby zamieszkać sam, bo po 30-tce myśli się już o rodzinie. Jeśli ona jednak nie planuje rodziny, lubi być singlem i nie stać jej na wynajem czegoś własnego - to czemu nie.
Tak, ale chodzi o to, że z kobietami się lepiej żyje. Ona nie wchodzi jemu w drogę a ani on jej. Obaj mają hiper spokojne charaktery. Po prostu chodzi układ przyjacielski.
Niby ciekawy układ... Wygodny. Ale może u kogoś innego budzić wątpliwości. Niekoniecznie, bo zależne to od konstrukcji psychicznej. Jeśli poznasz jakąś dziewczynę i ona dowie się, że mieszkasz z jakąś inną - mogą być problemy
Chyba, że szukasz wyjątkowo wyrozumiałem i tolerancyjnej.
Jednak chyba swobodniej i lepiej mieszkać samemu...
Ja tylko nie rozumiem dlaczego taki układ miałby być korzystniejszy dla strony z mniejszymi zarobkami. Chcesz rzucać Wasze pensje na jedną kupkę i sumę rozdzielać na dwie osoby?
Krótko : nie weszłabym w taki układ ![]()
Jak może być bez zobowiązań, skoro mają się dzielić kosztami życia po połowie i przyjąć zasadę aseksualności względem siebie? To już samo w sobie jest zobowiązaniem!
Co w sytuacji, kiedy jedna osoba w układzie stwierdzi, że w tym miesiącu nie będzie płacić za jedzenie, bo np. wyjeżdza często, albo stołuje się u znajomych, w końcu nie ma zobowiązania, że będzie płacić, albo w danym miesiącu nie będzie płacić za czynsz swojej połowy?
Myślę, że podobny układ (ale ze zobowiązaniami) panuje w studenckich wynajmowanych mieszkaniach - ludzie dzielą się kosztami, bo wynajęcie całego mieszkania przekaracza ich możliwości.
Jeżeli zakładasz, że układ jest czysto koleżeński, bez seksu, bez relacji emocjonalnej - to jakie ma znaczenie dla Ciebie płeć? Czy zastanawiasz się, czy możesz pracować w jednym pokoju z kobietą? Pewnie nie, bo jest to oczywiste, że możesz, bo w pracy na ogół się pracuje ;-).
Jeżeli zakładasz relację emocjonalną między kobietą, a mężczyzną, to układ taki, jest po prostu nieuczciwy. Będziecie rozbudzać zmysły romantyczą kolacją, a potem każde do swojego pokoju, do swojego łóżeczka? A co w sytuacji, kiedy jedno zachoruje, to układ przewiduje dzieleni się kosztami leków? Układ przewiduje dobre słowo, gdy druga strona przeżywa trudne sytuacje?
tylko facet mógł wymyślić taki "układ"
Jak dla mnie to brzmi jak układ studencki - wspólne mieszkanie = opłaty + brak zobowiązań...
Pytanie tylko czy serio potrzebujesz do takiego życia kobiety? Płeć serio ma znaczenie? A może to włąśnie chodzi o tą drugą osobę i to jej zależy na takim układzie?
Nie lepiej zapytać danej osoby? Bo tutaj każda ma podzielne zdanie, a nie zawsze może być ono takie same jak wybranej pani ![]()
Chodzi mi o... jakby to nazwać "związek bez zobiązań". Chodzi o "układ": kobieta pracuje-facet pracuje. Razem składają się i dzielą się pieniędzmi po połowie, po połowie czyńsz, po połowie na jedzenie i inne niezbędne potrzeby (środki higieny) itd. Reszte swoich pieniędzy mają do dyspozycji osobno na własne potrzeby (w sumie z korzyścia dla jednej strony jeśli mniej zarabia, bo podział zawsze na połowe). Zero seksu (to w ramach własnych możliwości z kimś innym). Taki koleżeński układ bez wtrącania się do życia drugiego. Co wy o tym sądzicie? Czy ma szansę to w ogóle zaistnieć?? Znajdzie się ktoś "mniej dojrzały" (wg ogółu społeczeństwa)? Jak długo mogłoby to trwać? Przypuścmy, że facet z kobieta znają się już od lat. Znacie takie przypadki?? Mam na myśli ludzi po 30-ce, nie studentów.
Taki uklad ma krotka date waznosci. Bo jak tylko pani pozna pana lub pan z takiego ukladu pozna pania i zacznie iskrzyc to nie znam faceta ktory by lekko podchodzil do tego ze jego ukochana mieszka z innym gosciem .Zapewnienia o braku seksu mozna sobie darowac bo zaden samiec nie bedzie chlodno i rzeczowo do tego pdchodzil ![]()
Podobnie z paniami. Zadna kobieta nie pogodzi sie latwo z tym ze mezczyza ktorym ona jest doglebnie zainteresowana mieszka z inna "laska". Wyobraznia ruszy z kopyta i tyle po wyjasnieniach...
No i rzeczywiscie...uklad ludzi podobno 30-letnich na studenckich zasadach.
Ja bym na to nie poszla. W kazdym razie nie na dlugo.
Można mieszkać razem tak myślę , że chodzi o jej przygarnięcie bo ona znając Ciebie mówiła szukam mieszkania więc jej zaproponowałeś kąt lub pokój na warunkach jakich napisałeś. Ale ale nie uwierzę , że nie dojdzie do seksu. Nawet gość odmienny nie przepuści a okazji będzie dużo.
lukasz2009 napisał/a:Chodzi mi o... jakby to nazwać "związek bez zobiązań". Chodzi o "układ": kobieta pracuje-facet pracuje. Razem składają się i dzielą się pieniędzmi po połowie, po połowie czyńsz, po połowie na jedzenie i inne niezbędne potrzeby (środki higieny) itd. Reszte swoich pieniędzy mają do dyspozycji osobno na własne potrzeby (w sumie z korzyścia dla jednej strony jeśli mniej zarabia, bo podział zawsze na połowe). Zero seksu (to w ramach własnych możliwości z kimś innym). Taki koleżeński układ bez wtrącania się do życia drugiego. Co wy o tym sądzicie? Czy ma szansę to w ogóle zaistnieć?? Znajdzie się ktoś "mniej dojrzały" (wg ogółu społeczeństwa)? Jak długo mogłoby to trwać? Przypuścmy, że facet z kobieta znają się już od lat. Znacie takie przypadki?? Mam na myśli ludzi po 30-ce, nie studentów.
Taki uklad ma krotka date waznosci. Bo jak tylko pani pozna pana lub pan z takiego ukladu pozna pania i zacznie iskrzyc to nie znam faceta ktory by lekko podchodzil do tego ze jego ukochana mieszka z innym gosciem .Zapewnienia o braku seksu mozna sobie darowac bo zaden samiec nie bedzie chlodno i rzeczowo do tego pdchodzil
Podobnie z paniami. Zadna kobieta nie pogodzi sie latwo z tym ze mezczyza ktorym ona jest doglebnie zainteresowana mieszka z inna "laska". Wyobraznia ruszy z kopyta i tyle po wyjasnieniach...
No i rzeczywiscie...uklad ludzi podobno 30-letnich na studenckich zasadach.
Ja bym na to nie poszla. W kazdym razie nie na dlugo.
Zgadzam się. Kiedyś po rozwodzie wynajmowałem pokój dwóm studentkom. Fajne dziewczyny i dobrze się nam żyło razem. Ale jak poznałem kolejną wiedźmę w moim życiu to wynajem się skończył.
Ja przez rok mieszkałam ze znajomym. Oboje studiowaliśmy, ja szukałam współlokatora. Był moim kumplem z dawien dawna, a to zawsze lepiej mieć u siebie znajomą gębę niż obcego. Dobrze nam się żyło, oboje mieliśmy swoje drugie połówki (które nie były zazdrosne), bez seksu też się obyło. Ale przyznam, że niespecjalnie się na układało- głównie z powodu sprzątania, bo mój flatmate był bardzo oporny w tym temacie.
Ale myślę, że nie weszłabym w układ z opisu Łukasza. Głównie dlatego, że nie widzę żadnych konkretnych korzyści. Taki "związek" działa też odstraszająco na innych facetów, bo oczywiście panuje myślenie, że jak kobieta i mężczyzna są zamknięci na obszarze 50m2 to już nie ma opcji, żeby nie było seksu.