Zauważyłam, że udzielają się tu nie tylko panie więc chciałabym się ich poradzić, ale może tak na początku wyjaśnię genezę a później zadam pytanie.
Więc sprawa sprowadza się do tego, że mam kolegę i oczywiście ja chciałabym od niego czegoś więcej niż przyjaźni. Znamy się od lat, ale tak na dobrą sprawę kolegujemy się od jakiś 5- 4 lat, bo wcześniej jakoś było nam nie po drodze. Myślę, że to wszystko zaczęło kiełkować gdzieś w okresie osiemnastek, na których bawiliśmy się razem, ale bez żadnych ekscesów. Chodziliśmy do sąsiadujących liceów, więc zdarzało się, że proponował mi podwózkę do domu (chociaż mieszkam mu nie po drodze). Później ja zaprosiłam go jako osobę towarzyszącą na imprezę, potem on mnie zaprosił dwa razy na wesele, ale sprawa w ogóle nie posunęła się do przodu. Jego zachowanie zawsze jest bez zarzutu a to, że nigdy nie miał żadnej dziewczyny trochę słabo tłumaczy jego brak inicjatywy i prawie w ogóle mnie nie pociesza. Teraz studiujemy w dwóch odległych miastach i ciągle mamy ze sobą bardzo dobry kontakt, głównie piszemy na gg (chociaż 95% rozmów inicjuje ja, ale on naprawdę ze mną rozmawia, a nie tylko przytakuje i wysyła emotikonki). Ostatnio nawet byłam u niego na kilka dni w odwiedzinach i po prostu wpadłam jak śliwka w kompot. Na imprezach poznaje chłopaków, by po godzinie być pewną, że ta znajomość nie ma przyszłości a tu przez te kilka dni nawet największa zrzęda nie mogłaby się przyczepić. Jechałam do niego i myślałam sobie?może on mi się wcale nie podoba, może tylko sobie wmawiam? albo ?jak coś się ruszy to dobrze, a jak nie to sobie odpuszczę? tyle, że nic się nie posunęło do przodu a ja się dopiero teraz na serio zakochałam. Szwagier mi mówił, żebym się nie przejmowała bo on też miał kiedyś podobną sytuacje a teraz ta dziewczyna jest jego żoną a to, że do niczego nie doszło może świadczyć po prostu o tym, że nie chciał mnie przestraszyć jak byłam daleko od domu, ale mi się wydaje, że moje wysyłanie ?sygnałów? były już na poziomie desperatki. Jednak powszechnie wiadomą rzeczą jest to, że mężczyźni nie mają tzw. ?intuicji? i jak im się nie wyłoży kawy na ławę to są niczego nieświadomi. Przed ostatnim spotkaniem byłam już tak zdesperowana, że przeczytałam nawet książkę o mowie ciała, ale opieranie się na takich sygnałach jak jego siedzenie w rozkroku (może po prostu mu tak wygodnie) czy drapanie się po szyi lub poprawianie włosów wydaje mi się czystą głupotą. Jedyne co mnie pociesza to to, że dzień przed moim przyjazdem był u fryzjera ![]()
Więc mam pytanie chociaż wiem, że raczej ciężko jest generalizować w sprawach uczuć ale czy to naprawdę tak jest, że jeżeli chłopak naprawdę słucha co do niego mówisz, zadaje ci pytania i jest zainteresowany to chciałby żeby dziewczyna była kimś więcej niż koleżanką? Czy jeżeli płaci za wszystko i nie chce słyszeć o składce to też jest przejaw zainteresowania? Czy wy naprawdę macie taką zlewę na koleżanki, którymi nie jesteście zainteresowani na poważnie? Bo to jest chyba najbardziej nurtujące dziewczyny pytanie ?ma mnie w dupie, czy nie ma???, Gdzie leży granica między byciem dzentelmenem a okazywaniem zainteresowania? Bo jeżeli nawet przespałam tę sprawę i jeżeli on już na mnie nie patrzy w ten sposób, choćby ze względu na odległość to chciałabym wiedzieć na przyszłość.