netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

149 odpowiedzi123 116 wyświetleńzałożony przez Abra, 14.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 150 ]

1

Temat: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Witam

Założyłam ten wątek ponieważ chciałabym się dowiedzieć jak naprawdę jest w szpitalach psychiatrycznych i jacy ludzie tam trafiają.Chodzi o to że często słyszy się że po pobycie na takim oddziale osoba czuje się jeszcze bardziej chora(obserwując innych chorych i przebywając w takiej atmosferze).Czy to prawda czy to jakieś niedorzeczne stwierdzenia?Jeszcze jedno,kto kieruję na taki oddział w jakich przypadkach?

2

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Kilka lat temu mnie rodzice tam zamkneli zrobili mnie głupią. Jaka jest prawda o szpitalach psychiatrycznych powiem Ci podczas tego czasu co tam bylam to mogę Ci powiedzieć ,że chciałam jak najszybciej wrócić do domu nie było zle ale zależy jakich spotkasz tam ludzi kobiety są osobno i mężczyzni. Ja spoptkałam tam akurat mało przyjaznych sobie kobiet każda albo udawała głupią albo była na prawdę. Bałam się każdej z nich nie chcę do tego wracać ale jak już powstał taki wątek to cóz.

3

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Widzę że jak na razie moje informacje niestety się potwierdzają ale mam nadzieję że znajdą się osoby które mają bardziej przyjazne doświadczenia.DoRota1984 jeśli masz ochotę dalej się udzielić do tego wątku to powiedz mi jak można kogoś zamknąć w szpitalu psychiatrycznym bez jego zgody?

4

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Bardzo mnie bolą te wspomnienia. Ale nie jestem nie poczytalna i nie mam żółtych papierów. Jestem całkowicie normalną kobietą z słabą psychiką. Moi rodzice jak wspomniałam wcześniej ogłupili mnie tzn; dali mi coś chyba do jedzenia może do picia mam osobne naczynia jem też osobno ale jak to bywa w życiu nie jesteś w stanie upilnować wszystkiego. Gadałam jakieś wstek bzdur nie stworzone rzeczy nie pamiętam dokladnie. Do czego zmierzam pamiętam ten dzień rodzice podpisali jakieś papierki u lekarza którego sobie sami wybrali.Wmówili mi , ze to jest sanatorium obódziłam się na drugi dzień już w tym szpitalu. Zauważyłam , że coś sie dzieje bo te kobiety które tam były dziwnie się zachowywały jak wspomniałam wcześniej albo były głupie albo udawały. Przepraszam może nie głupie tylko chore,mam żal do moich rodziców nie tylko o ten szpital ale o wszystko nawet o to , że mnie mama urodziła.Teraz obawiam się,że chcą mnie ubezwłasnowolnić ale mam teraz dobrego lekarza psychiatrę który jest też sędzią i mnie wspiera ale nie stety tylko na chwilę wszystko gaśnie kiedy wracam do swojego domu.

5

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Mnie ciekawi dlaczego twoi rodzice to zrobili,nie kochaja cie czy o co chodzi.dziwne to dla mnie

6

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Bardzo Ci współczuje.

7

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Piszę z łzami w oczach.Nawet nie masz pojęcia przez co muszę przejść. Przeczytaj sobie mój wątek tytuł Gdy w domu zawładnoł alkohol? Czy istnieje lepsze jutro. Tak moi rodzice chyba mnie nie kochają przynajmniej ja tak to odczuwam

8

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Jestem zdania, że opowieści o szpitalach psychiatrycznych są mocno przesadzone. Oczywiście abstrahuję od tego, co mówi Dorota, bo nie znam sytuacji z obu stron, co naprawdę uniemożliwia postawienie jakiejkolwiek oceny. Natomiast...
Czasami nie ma innego wyjścia niż oddział zamknięty, ponieważ chory stanowi zagrożenie dla siebie lub otoczenia. I nie ma nic boleśniejszego dla większości rodzin niż dążyć do ubezwłasnowolnienia bliskiej osoby. Atmosfera panująca na oddziale psychiatrycznym zależy w dużej mierze od tego, jakich pacjentów ten oddział obecnie przyjmuje. Nie zawija się wszystkich chorych bez wyjątku w kaftany, wielu pacjentów chodzi swobodnie po oddziale, odbywa rozmowy z terapeutami, niekiedy przyjmuje leki konieczne do tego, żeby poczuć się lepiej.
I moim zdaniem nie należy promować wizerunku oddziałów psychiatrycznych jako tych z "nienormalnymi ludźmi", bo choroby psychiczne, choć bardzo wstydliwe, też się zdarzają. Demonizowanie szpitali sprawia tylko, że Ci, którzy naprawdę potrzebują pomocy latami boją się po nią zgłosić, a niekiedy udręczone rodziny wstydzą się mówić, że mają w domu problem z kimś bliskim, bo jeszcze "nie daj Boże" ktoś się dowie.

9

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Żałuję,ze sie otworzyłam na tym wątku cóż. Ja wiem ,że normalna jestem i nie stwarzam zagrożenia dla otoczenia.

10

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
DoRota1984 napisał/a:

Żałuję,ze sie otworzyłam na tym wątku cóż. Ja wiem ,że normalna jestem i nie stwarzam zagrożenia dla otoczenia.

Doroto, jak już wyraźnie napisałam:

Yvette napisał/a:

Oczywiście abstrahuję od tego, co mówi Dorota, bo nie znam sytuacji z obu stron, co naprawdę uniemożliwia postawienie jakiejkolwiek oceny.

Nie oceniam tej sytuacji, wszystko, co powiedziałam bazowało na moim doświadczeniu zawodowym związanym ze szpitalami psychiatrycznymi i nijak miało się do Twojej historii, swoją drogą bardzo smutnej.

Nie możesz zakładać, że jeżeli trafiłaś swoim zdaniem bezpodstawnie do szpitala to wszyscy pacjenci są tam "wepchnięci" przez rodziny i wrednych psychiatrów. Zdarzają się patologiczne przypadki, być może taki był Twój, ale większość ludzi jest w szpitalu, bo wymaga pomocy psychiatrycznej. Nie ma w tym nic złego.
Znów, być może Ty nie stwarzałaś zagrożenia dla nikogo, ale wiele chorób psychicznych, m.in. głęboka depresja czy choćby niektóre rodzaje schizofrenii sprawiają, że chory nie jest w stanie zadbać o swoje bezpieczeństwo lub często nie zdaje sobie sprawy z tego, jak tragicznie może się skończyć jego zachowanie.

Nie ma czegoś takiego jak "normalność". Jest zdrowie i choroba. Są ludzie chorzy - nigdy nie nazwałam ich "głupimi" czy "nienormalnymi" - oraz są ludzie szczęśliwie zdrowi. Tym pierwszym należy pomóc, a często niestety nie można zrobić tego poza szpitalem. I każde leczenie psychiatryczne ma na celu doprowadzenie chorego do stanu, w którym może on samodzielnie i z satysfakcją funkcjonować w społeczeństwie i we własnym domu.

Jest mi przykro, że masz tak traumatyczne przeżycia, ale nie powinnaś uogólniać ich do wszystkich szpitali oraz do leczenia psychiatrycznego samego w sobie.

11 Ostatnio edytowany przez Abra (2010-11-15 12:20:19)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Yvette zgodzę się z Tobą.Poruszyłam ten wątek głownie dla tego by obalić ten mit.Oczywiście historia DoRoty jest miejmy nadzieję wyjątkiem.Jednak uważam,że praktycznie kążdy może trafić na taki oddział i nie powinno się osób przebywających w takich miejscach skreślać -jak to niektórzy robią.
Oczywiście DoRoto nie bierz tego do siebie.Wiem ze niektórzy mają jakieś takie "chore' podejście do osób którzy się leczą psychiatrycznie.

12 Ostatnio edytowany przez Nela (2010-11-15 12:46:39)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Szpitale psych. nie należą do miłych i przyjemnych.
Sale przepełnione są ludźmi otumanionymi psychotropami mniej lub bardziej chorymi.
Często odwiedzałam tam bardzo bliską osobę i dla mnie choroby psychiczne to jedne z najgorszych itp. to koszmar.
W szczególności widać tam okrutność życia która odbiera ludziom sens i prowadzi nawet do prób samobójczych.
Później świadomość tego, że przbywało się na oddziale zamkniętym i w ogóle w szpitalu psych. jest też dla tych ludzi trudna.
Najgorsze jest jednak to, że ludzie regularnie tam wracają...
Nigdy nie chciałabym przebywać w takim szpitalu ani zachorować na żadną z chorób psychicznych.


Pomyślcie jednak co byłoby bez tych szpilali z osobami które potrzebują pomocy i z ich bezradnymi rodzinami?

13

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Nela trudno się czyta to co napisałaś ale znasz takie miejsce z własnych obserwacji więc na pewno możesz coś o tym napisać.Masz racje że takie miejsca są bardzo potrzebne bo czasami ratują chorym życie.
A  jakie są "wymogi"kwalifikacje do tego by się znaleźć na oddziale psychiatrycznym?Prawdą jest, że głównie osoby mogące zagrażać sobie lub innym ?

14

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Na oddział trafiają różne osoby:
- zagrażające sobie samobójstwem z powodu szaleństwa albo depresji
- alkoholicy z delirium
- schizofrenicy w nawrocie choroby
- osoby udające jakieś depresje albo nerwice aby otrzymać rente
- niestabilni emocjonalnie psychopaci, po jakichś zatruciach lekami, alkoholem, bójkach czy innych ekscesach
- no i w końcu wszelcy zdemenciali albo uposledzeni starcy lub dzieci, których rodzina chce się pozbyć na święta albo na wakacje

No i są różne oddziały, mniej i bardziej profilowane co do powyższych grup. Generalnie hospitalizowanie tych ludzi w jakiejs sporej części jest marnotrastwem środów z NFZ bo można by ich skutecznie leczyć w ich domach i rodzinach ale, że nie zawsze jest personel, wsparcie środowiska, zrozumienie to łatwiej dla wszystkich złagodzić sobie poczucie niewygody i przechowywac tych ludzi czasowo w szpitalach, co jest zresztą najdroższą możliwą formą leczenia. I wcale nie najskuteczniejszą w cześci przypadków.
Poza tym cała ta polska rzeczywistość. Otumanieni ludzie, szare brudne wnętrza (może są nowe wyremontowane oddziały ale większość to jakieś postkomunistyczne rudery), wszechobecny zapach papierosów (palą wszyscy i prawie wszędzie).

Ogólnie proponowałbym do bólu wykorzystać szanse na leczenie ambulatoryjnie zanim się zdecydujecie na hospitalizację siebie lub kogoś. Pomijam fakt tych sensownych umieszczeń w szpitalu, czyli deliryków, ludzi pobudzonych, groźnych, po próbach samobójczych, mocno niestabilnych itd. Wtedy trzeba ich obejmowac opieką, ochrona, podać pod kontrolą leki, ratować.

15 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2010-11-20 22:26:38)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
DoRota1984 napisał/a:

Kilka lat temu mnie rodzice tam zamkneli zrobili mnie głupią. Jaka jest prawda o szpitalach psychiatrycznych powiem Ci podczas tego czasu co tam bylam to mogę Ci powiedzieć ,że chciałam jak najszybciej wrócić do domu nie było zle ale zależy jakich spotkasz tam ludzi kobiety są osobno i mężczyzni. Ja spoptkałam tam akurat mało przyjaznych sobie kobiet każda albo udawała głupią albo była na prawdę. Bałam się każdej z nich nie chcę do tego wracać ale jak już powstał taki wątek to cóz.

Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego reguluje szczegółowo, w jakich przypadkach można umieścić pacjenta w szpitalu wbrew jego woli (http://online.synapsis.pl/Ustawa-o-ochr … chicznego/). Niezwykle ważne jest również to, że w przypadku ustania przyczyn przymusowego zatrzymania w szpitalu psychiatrycznym należy niezwłocznie wypisać pacjenta, który sobie tego życzy.
Tak naprawdę, wbrew sensacyjnym opowieściom, nie można zatrzymywać w szpitalu osoby nie ujawniającej zaburzeń psychicznych lub osoby z zaburzeniami psychicznymi nie stanowiącej zagrożenia dla siebie i otoczenia.  I takie nadużycia, jeśli w ogóle się zdarzają (w co szczerze wątpię), mają miejsce niezwykle rzadko. 
Bardzo często jednak się zdarza, że osoba głęboko zaburzona psychicznie - na przykład cierpiąca na zaburzenia psychotyczne, głosi w różnych sytuacjach, że została zamknięta w szpitalu wbrew własnej woli i zupełnie bez powodu. Czasem jest to objawem typowo psychotycznego braku krytycyzmu w stosunku do własnych zaburzeń lub wynika z faktu, że okres ostrych objawów psychotycznych pokryty jest całkowitą niepamięcią (jak na przykład w majaczeniu alkoholowym - delirium). Bardzo znamienne jest, że większość osób z zaburzeniami psychotycznymi nie dostrzega u siebie żadnych objawów psychopatologicznych.
Zapewniam, że w oddziale psychiatrycznym, wbrew obiegowym przekonaniom, nie dzieje się nic szczególnie dramatycznego.
Sensacyjne opowieści wynikają z pokutujących, zupełnie nierealnych wyobrażeń osób niezorientowanych w temacie.

Należy pamiętać, że lekarz podejmujący decyzję o przyjęciu pacjenta do szpitala wbrew jego woli podlega odpowiedzialności zawodowej, cywilnej i karnej. Zasadność jego decyzji każdorazowo musi zostać potwierdzona przez ordynatora oddziału. O każdorazowym zatrzymaniu pacjenta w szpitalu wbrew jego woli kierownictwo zakładu opieki zdrowotnej obowiązkowo i niezwłocznie informuje sąd opiekuńczy właściwy dla danego terenu i to właśnie sąd podejmuje ostateczną decyzję co do zasadności takiego zatrzymania. Jeśli uzna, że zatrzymanie było bezzasadne, wydaje orzeczenie, na mocy którego osoba zatrzymana w szpitalu musi być z niego zwolniona ze skutkiem natychmiastowym.
Naprawdę trudno spodziewać się, żeby wszystkie te osoby były w jakiejś dziwnej, mętnie uzasadnionej zmowie przeciwko pacjentowi.

Jeśli jednak ktokolwiek czuje się pokrzywdzony własną, przymusową hospitalizacją, powinien zwrócić się w tej sprawie do:
- rzecznika praw pacjenta
- dyrektora placówki leczniczej, w której hospitalizacja miała miejsce
- okręgowej izby lekarskiej na danym terenie
lub zgłosić nadużycia bezpośrednio organom ścigania.

16

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
Abra napisał/a:

Nela trudno się czyta to co napisałaś ale znasz takie miejsce z własnych obserwacji więc na pewno możesz coś o tym napisać.Masz racje że takie miejsca są bardzo potrzebne bo czasami ratują chorym życie.
A  jakie są "wymogi"kwalifikacje do tego by się znaleźć na oddziale psychiatrycznym?Prawdą jest, że głównie osoby mogące zagrażać sobie lub innym ?

Nie ma żadnych szczególnych "wymogów", jak Pani to określiła.
Przyjęcie do szpitala psychiatrycznego (lub na oddział psychiatryczny szpitala) następuje dokładnie tak, jak w przypadku każdego innego działu medycyny. Każda osoba, której przysługują świadczenia zdrowotne, może zgłosić się do oddziału psychiatrycznego, jeśli skarży się na określone dolegliwości leżące w obszarze zainteresowań psychiatrii. W normalnych warunkach pacjent zgłaszający się na leczenie do oddziału psychiatrycznego powinien dysponować ważnym skierowaniem uzyskanym od lekarza pierwszego kontaktu. Jeśli jednak stan pacjenta jest stanem naglącym - może on zostać przyjęty bez takiego skierowania.
Pozostaje tylko pytanie, czy jej stan wymaga koniecznie hospitalizacji - to ocenia już wykwalifikowany personel szpitala/oddziału.
Jeśli pacjent nie wymaga bezwzględnego leczenia szpitalnego, zostaje skierowany do leczenia w trybie ambulatoryjnym - np. w Poradni Zdrowia Psychicznego.
Osoby zagrażające własnemu życiu lub zdrowiu i życiu innych osób są czasem przyjmowane do psychiatrycznego leczenia szpitalnego wbrew własnej woli - jednak zapewniam, że odbywa się to przy zastosowaniu całej masy formalności, pod kontrolą wielu niezależnych osób i instytucji.
Zupełnie inny tryb postępowania dotyczy osób, które w radykalny sposób naruszają porządek prawny a ten stan rzeczy wynika wprost z występujących u nich zaburzeń psychicznych. Wówczas można podjąć decyzję co do tzw. detencji, czyli skierowaniu pacjenta na przymusowe leczenie psychiatryczne. Jednak, proszę mi wierzyć, skierowanie chorego na detencję wymaga naprawdę wielu procedur (m. in. wyroku sądu), dlatego wszelkie sensacyjne doniesienia o pacjentach bez powodu przetrzymywanych w szpitalu wbrew woli należy wkładać między bajki.

Inna sprawa, że pacjenci, zwłaszcza z zaburzeniami psychotycznymi, snują często najbardziej niesamowite opowieści na temat tego, jak na skutek zmowy najróżniejszych osób zostały "bez powodu" zamknięte w szpitalu. Opowieści takie są bardzo często elementem szerszego systemu urojeniowego o charakterze prześladowczym - jeśli na przykład pacjent głosi, że jest mesjaszem i pragnie umrzeć na krzyżu w sposób oczywisty odczuwa żal i urazę w stosunku do osób, które uniemożliwiają mu spełnianie posłannictwa, zamykając go w szpitalu.
Między innymi dlatego w diagnostyce klinicznej wywiad z pacjentem uzupełnia się o dane z tzw. wywiadu obiektywnego, czyli rozmowy z rodziną względnie otoczeniem społecznym chorego.
Dla przykładu - pacjent, przebywający w oddziale psychiatrycznym i zachowujący się zupełnie bez zarzutu twierdzi, że do dzisiaj sam nie wie, dlaczego został w ogóle do szpitala przywieziony. Tymczasem od najbliższych dowiadujemy się, że w okresie bezpośrednio poprzedzającym hospitalizację chory był agresywny, odmawiał przyjmowania posiłków, nie przyjmował przepisanych leków, groził samobójstwem lub nawet podjął próbę samobójczą, zaś w dzień przybycia do szpitala usiłował podpalić dom, co skończyło się interwencją policji. Takich przypadków we własnej praktyce klinicznej i sądowej spotkałem setki.
Sensacyjne doniesienia na temat osób dręczonych przez rodzinę i personel psychiatryczny zawdzięczamy przede wszystkim literaturze i kinematografii. Proszę zwrócić uwagę, jak ogromna liczba amerykańskich horrorów zawiera motyw szpitala psychiatrycznego lub przynajmniej choroby psychicznej któregoś z bohaterów.
W kinie i literaturze jednak takie wątki mają swój artystyczny sens i walor - proszę mi wierzyć, że prawdziwe życie  jest w tym zakresie dużo mniej szokujące.

Podsumowując należy powiedzieć, że oddziały psychiatryczne szpitali nie różnią się w znaczący sposób od oddziałów innych specjalizacji.
Do niedawna jedna z najwyraźniejszych różnic polegała na tym, że oddział psychiatryczny był jedynym oddziałem, w którym wolno było palić - zgodnie z nową ustawą o zakazie palenia w miejscu publicznym w tym momencie jest to chyba niezgodne z prawem ale przypuszczam, że taki zakaz w oddziałach psychiatrycznych umrze bardziej lub mniej oficjalną śmiercią.
Pacjenci psychiatryczni palą ogromne ilości papierosów - nie tylko z powodu własnych zaburzeń (np. o charakterze nerwicowym) ale najprawdopodobniej również dlatego, że nikotyna ma pewien pozytywny wpływ na farmakodynamikę leków psychotropowych.
Na przestrzeni ostatnich lat w psychiatrii bardzo dba się o zmiany, które uczynią hospitalizację dużo mniej uciążliwą dla pacjenta - na przykład zapewnia się chorym rózne rozrywki, terapię zajęciową, społeczność terapeutyczną itd. Personel oddziałów psychiatrycznych odchodzi również od noszenia fartuchów - a to po to, by nie odróżniać się od pacjentów i nie stwarzać dodatkowej, niepotrzebnej bariery.
Przekonania co do stosowanych w leczeniu psychiatrycznym najrozmaitszych tortur tkwią swymi korzeniami w średniowieczu.

17

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Mam w grupie dziewczyny, które pracują w psychiatryku. I rzeczywiście dla osób np. z załamaniem nerwowym, z depresją, alkoholizmem, narkomanią, musi być ciężko, bo tacy ludzie mimo wszystko są "normalni". Z nimi można dojść do porozumienia, można pogadać... ale są pacjenci ze schizofrenią i innymi typowymi chorobami psychiatrycznymi i z nimi jest ciężko. Potrafią dla zabawy rozebrac pielęgniarkę, wyrywają metalowe zaglówki z łóżek i sie nimi biją, jeżdżą łóżkami po korytarzach itd. Ale jak same mówią, zależy jaki to jest oddział. Swoją drogą DoRota1984 na jakiej podstawie rodzice umieścili Cię w tym szpitalu? Nawet jeśli masz jakiś uszczerbek na zdrowiu psychicznym wydaje się być tą osobą, jak to nazywają moje koleżanki "z którą można normalnie pogadać", wydaje mi się, że byłaś na oddziale załamań nerwowych czy coś w tym stylu. A tamtych kobiet nie należy się bać, mimo, że sprawiają złe wrażenie. One są chore z jakiegoś powodu. Wystraszone, bo ktoś je skrzywdził, chciał zabić itd...  im trzeba współczuć i pomóc.

18

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Dziękuję Net-Ekspertowi za wyczerpujące informacje.

19 Ostatnio edytowany przez dominika25 (2010-11-22 14:47:28)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

zgadzam się z waszymi wypowiedziami na takie oddziały trafiaja różni ludzie z depresjami po próbach samobójczych itp  ,oddziały te są podzielone, z tego co wiem to na oddziale żeńskim jest gorzej niż na męskim. Moja mama tam robiła sprzątała ,to nie raz atakowały ja pacjentki,. wylewały wodę a nawet potrafiły rzucać  się z łapskami .Mama bała się o swoje zdrowie ,jej koleżankę tak podrapały na buzi że masakra. A o czystości w toaletach nie wspomnę, i to kobiety potrafiły załatwiać się w szędzie ,a za papierosa zrobiły by wszystko. Mój tata jeżdzi w pogotowiu, jak wchodzi na taki oddział, to zaraz wszystkie go obskakują.A tacy chorzy ludzie maja siłę jak nie wiem, jeden facet przywiązany do tego ciężkiego łóżka pasami potrafił w złości przewalić całe łóżko razem z sobą i jak to możliwe ?Ale pacjenci są różni ,nie którzy są mniej chorzy .Moja ciocia zaś pracowała na oddziale męskim to sobie chwaliła, że niektórzy są całkiem normalni nawet kawki i słodycze jej dawali ,wszystko zależy od ludzi i stopniu ich choroby .

20

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Dziwny przypadek DoRota bo wydaje mi się że znam Cię osobiście i wiem nie stety jak traktują Cię  rodzice są podli w stosunku do Ciebie sami powinni się leczyć tylko im nikt nic nie zrobi bo mają pracę Ty jesteś na ich utrzymańu. Współczuję Ci strasznie

21

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

chcialabym podzielic sie doswiadczeniem z mojego pobytu w szpitalu psychiatrycznym.bylam tam miesiac czasu,a mialam byc 3 dni.nie podawano mi zadnych lekow.bylam "na obserwacji",dlatego ze uzaleznilam sie od lekow uspokajajacych i wyladowalam wlasnie w szpitalu.dziwne dla mnie bylo samo odtrucie,gdyz polegalo na tym,ze dostalam 1 tabletke relanium ...i to bylo wszystko.widocznie pani doktor ma male doswiadczenie w zakresie tego,jak odtruwac pacjetow.jak sie pozniej okazalo,moglam nawet umrzec po tak gwaltownym odstawieniu tabletek.te wszystkie historie z zasikanymi przescieradlami to prawda.widzialam tez kobiety zapinane w pasy,albo np.kobiete w zaawansowanej ciazy,ktorej w dzien podawano srodki nasenne,zeby nie marudzila za bardzo pielegniarka.pani ordynator co 3 dni mowila,ze wyjde,az zeszly 4 tygodnie.nie bylam ani ubezwlasnowolniona,ani tez skierowana przez sad...nie moglam wychodzic poza teren szpitala bez pielegniarki,a jesli juz z pielegniarka,to na 5 minut dziennie...ja osobiscie nie zapomne tego do konca zycia.pielegniarki robily naloty po pokojach w ciagu dnia,przeszukiwaly nasze rzeczy...a gdy cos znalazly,to na forum przy wszystkich osmieszaly daną pacjentkę.ja przez caly ten czas plakalam,ale personel mial to w dupie.lekarz caly czas mowil,ze swoje musze przejsc.no i rzeczywiscie przeszlam.uwazam to za bardzo traumatyczne przezycie,nigdy tego nie zapomne...

22

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Faktycznie,
dziwna historia.
I nie było w Pani sprawie do tej pory żadnego wyroku sądu?

23

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Chyba co szpital, to inna historia.
Szpitale psychiatryczne (tak samo jak każde inne) ciężko nazwać miejscami przyjemnymi. Zarówno w jednym jak i drugim przypadku wszystko zależy również od ludzi, którzy tam pracują. Będąc na odwiedzinach w "psychiatryku" zastałam to, czego się spodziewałam. Choroby psychiczne to nie grypa- weźmiesz tabletkę i jesteś zdrowy. Spotkałam tam wielu pacjentów z różnymi chorobami. Ci, mogący stwarzać zagrożenie byli zamknięci w izolatkach- to był widok, którego po prostu unikałam, bo nie należę do osób z "twardą" psychiką, którzy przyjmują wszystko na spokojnie. Dla wszystkich trzeba przede wszystkim okazać zrozumienie- zarówno patrząc na zasikane prześcieradła, czy kradzieże, dziwne zwroty w kierunku odwiedzających, agresję itd.
Jakiekolwiek przykre miejsca by to nie były, ludzie naprawdę tam dochodzą do siebie (przynajmniej w szpitalu opisywanym przeze mnie). Nie potrafię nawet tego wyjaśnić, bo dla "normalnego" człowieka, który nie miał z tym styczności, albo tylko "słyszał" jest to coś kompletnie abstrakcyjnego.

24

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Abra:


Ja akurat wiem jak jest w psychiatrykach, bo tak się składa, że byłem aż 12 razy w różnych psychiatrykach na terenie Polski...

W psychiatrykach psychiatrzy z reguły walą w pacjentów "tony" psychotropów, co powoduje, że pacjenci chodzą przymuleni, ospali, śpią bardzo dużo. Tak - to od psychotropów i taki jest cel psychotropów, ponieważ psychotropy nic nie leczą, tylko chemicznie starają się kontrolować zachowanie człowieka, a że w psychiatrykach personel i lekarze chcą mieć święty spokój, to dają takie szpryce pacjentom, żeby Ci nie byli zbyt aktywni. Bo na oddziale zamkniętym są takie nudy, że z samych tych nudów człowiekowi może odwalić... (mam na myśli jakąś głupawkę)...

Do psychiatryków trafiają różni ludzie - z różnymi problemami, ale na początku od razu zaznaczę, że diagnoza "schizofrenia" to mit... Może trudno Wam w to uwierzyć, a szczególnie mi, gdy napisałem, że byłem 12 razy w psychiatrykach... Jest wielka stygmatyzacja, przez którą ludzie oceniają, że jak ktoś był 12 razy w psychiatrykach to prawdopodobnie nie ma co go słuchać, bo jest "wariatem", albo morderca...

Eh... Dużo by mówić.
Dlatego otworzyłem witrynę WWW (adres WWW jest po prostu moim tutejszym nickiem), na której przedstawiłem swoją histrię i staram się rozwiewać ten wielki mit funkcjonujący w społeczeństwie... Społeczeństwo myśli, że diagnoza psychiatryczna to choroba i to choroba mózgu, podczas gdy DSM-IV i ICD-10 już dawno wycofały pojęcie "choroba psychiczna", ponieważ nie chodzi o choroby mózgu (tym zajmuje się neurologia), tylko chodzi o PROBLEMY ŻYCIOWE - takie jakie wszyscy mamy.

Osoby zamykane w psychiatrykach to bardzo często np. młodzież skonfliktowana z rodzicami, gdzie rodzice po prostu w zmowie z psychiatrami stosują psychiatrię jako formę kary lub wierzą w mit, że jesli dziecko się buntuje przeciwko rodzicom, to jest "chore psychicznie", bo psychiatra tak powiedział (mimo, że diagnoza taka to wyłącznie subiektywna ocena zachowania przez psychiatrę, bardzo często pochopna ocena)...
Poza tym w psychiatrykach siedzą też osoby np. które czują brak sensu życia z jakiegoś powodu, bo np. są samotne, po rozwodzie, będące ofiarami przemocy itp.
No i jeszcze w psychiatrykach też siedzą tacy... ludzie... narkotyki, alkohol i te sprawy oraz starsze osoby z jakimiś chyba starczymi problemami neurologicznymi, a także zdarzają się w psychiatrykach po prostu osoby upośledzone umysłowo...

Kto jest zainteresowany tematem tego zapraszam na stronę, którą otworzyłem właśnie w celu dzielenia się tą wiedzą i w celu stworzenia społeczności stanowiącej wsparcie w kierunku radzenia sobie z problemami bez wciągania się w psychotropy. Szczególnie polecam Ci ten następujący artykuł "Standardowe oddziały psychiatryczne, a krakowski odział 7F i projekt Soteria" - znajdziesz na mojej stronie...

Dawid Biel (znany również jako DawidWarsaw)
Pozdrawiam

25

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

CAŁA PRAWDA O POLSKICH SZPITALACH PSYCHIATRYCZNYCH
nie jestem botem linkt tu po dopisaniu http
viucomet.bloog.pl/?pod=1

26 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-09-19 11:30:06)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
Wojciech Imielski napisał/a:

Podsumowując należy powiedzieć, że oddziały psychiatryczne szpitali nie różnią się w znaczący sposób od oddziałów innych specjalizacji.

To znaczy, że na oddziałach psychiatrycznych często jest fatalnie, całkiem niezależnie od przymusów, tortur czy innych kosmitów. smile Można długo wymieniać, co się w szpitalach nie dzieje, a można wymienić, co się dzieje i się przerazić. smile
Atmosfera placówek psychiatrycznych jest fatalna. Chore osoby się BOJĄ tej atmosfery. Nuda, rozwiązywanie każdej sytuacji psychotropami - przymulenie, przesypianie wielu godzin to jedno. Ale konieczność (skoro chce się być leczonym) przebywania wśród ludzi, którzy się tak niezrozumiale zachowują (przeróżne osoby przecież trafiają na oddziały) to pewna trauma. Można się przejść, odwiedzić znajomą osobę (prędzej czy później któryś znajomy trafia do psychiatryka) i odpowiedzieć sobie na proste pytanie "jak mi się spodoba pozostanie tu jeszcze godzinę dłużej, dzień, tydzień?". Chory pozostaje godzinę, dzień i tydzień. A chory to nie znaczy ślepy i głuchy.

Ach, polecam poczytać o EKSPERYMENCIE ROSENHANA, zanim się słowem odezwiecie do psychiatry. big_smile

27

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
Abra napisał/a:

Witam

Założyłam ten wątek ponieważ chciałabym się dowiedzieć jak naprawdę jest w szpitalach psychiatrycznych i jacy ludzie tam trafiają.Chodzi o to że często słyszy się że po pobycie na takim oddziale osoba czuje się jeszcze bardziej chora(obserwując innych chorych i przebywając w takiej atmosferze).Czy to prawda czy to jakieś niedorzeczne stwierdzenia?Jeszcze jedno,kto kieruję na taki oddział w jakich przypadkach?

Witaj!

BYłam w takim szpitalu i mogę coś na ten temat napisać.Trafiaja tam ludzie naprawdę przrózni-od lekkiego stanu złego samopoczucia do naprawde psychiczne chorych ludzi...trafiaja tamludzie chorzy na depresję w ktorej pojawiaja sie mysli rezygnacyjne po przez proby samobójcze jak i schizofrenicy,ludzie obłakani...Byłam prawie miesiąc czasu-zgłsoiłam się sama bo przezywalam okropny kryzys w moim życiu i postanowiłam sie zatroszczyc sama o siebie zostając w szpitalu.Co do leczenia lekami,nie jest tak ze cie faszeruja czym sie da a ty nie masz nic do gadania.Ze mna mieli wielki problem bo nie chciałam przyjmować leków.Buntowałąm sie...jak ktos moze mi od tak dac jakis lek nie przeprowadzajac ze mną dogłebniejszej rozmowy? Więc ja na to NIE!
Był wzywany lekarz,rozmawiała ze mną...jakos mnie przekonał ale rano odmówiłam ponownie...wezwali ordynatora ktory na to ze jestem tutaj i powinnam z nimi wspołpracowac wiec ja na to ze skoro tak,to ja takze prosze o wspołpracę i prosze o rozmowę na temat tych leków i tak sie stało...poprosiłam o ulotki kotre mogłam przeczytac.Odmówiłam brania tych leków i poprosiłam o antydepresanty i tak sie stało.Moja rozmowa z nimi była grzeczna,nie było domagającego sie wołania i krzyku,tylko spój bo wiem ze tak trzeba,że oni sa dla mnie i jak ja bede z nimi rozmawiała jak z ludzmi to oni ze mną.Byłąm pod dobra opieką!

Miałam psychologa i dogłebne rozmowy i testy.MIałam mozliwosc naprawde na wyciszenie się.Trafiłam do dobrego szpitala,bo wiem ze są takie gdzie jest strach i duzo bardzo psychicznie chorych ktorzy wywołują strach i zgrozenie w człowieku!!!


Było duzo schizofreników ktorzy chodzili jak obłakani,mówili dziwne rzeczy i doczepiła sie do mnie taka jedna-bałąm sie jej...ale wiedziałąm ze spokojnie musze sie od niej jakos odsunąc-mówiłam tez o moich obawach lekarzowi.

Jeden moze pomóc drugiemu ale takze wpłynąc na pogorszenie stanu.

Kiedy trafiłam do spzitala,weszłąm do pokoju a tam na łozku leżała młodziutka dziwczyna.Była otłumaniona lekami-nie było z nia zadnego kontaktu..pytała wciaz czy widziałam jej mamę i czy żyje a ja odpowiadała ze widziałąm,mówiąc ze masz piękną mamę...ale ona co pięc min powtarzała pytanie wkółko to samo....Po tygodniu dowiedziałm sie ze ta schizofreniczka przychodziła wczesniej do niej wmawiajac jej ze jej mama umiera...że juz nie żyje...Rozmawiałąm z mamą tej dziewczyny.Zaczał sie atak z mojej strony na ta schizofreniczka wspolnie z anorektyczką-super intelignetna dziewczyna aby pozbyc sie jej w naszym pokoju i tak sie stało.

Po mesicu ta młodziutk dziwczyna po naszych rozmowach stawała na nogi...widziałam jej zmiany na lepsze...ordynatro pytał sie mnie o zdanie co do tej dziewczyny...

Ta dziwewczyna trafiła do szpitala po nie zdanej maturze-załamała sie i chciała sie zabic!!!

Nie kazdy szpital jest taki straszny ale isntieją okropne!!!

28

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Tam gdzie przebywałąm nie było tortur ani krzyków w nocy...był spokój i mozna było przespac cała noc...!!!!!!!

29

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Mój wujek ma problemy psychiczne. Jest alkoholikiem, ma ciągłą depresję i co jakiś czas straszy moją mamę, że się zabije i każe jej wzywać karetkę, bo rzekomo sobie podciął żyły. Oczywiście nic takiego się nie dzieje, gdy karetka przyjeżdża to zastaje pijanego faceta, który zarzeka się, że nic nie pił... Był kilka razy na odwyku w specjalnym ośrodku, niestety zero efektów, a do psychiatryka nie pójdzie, bo nie i już. A my nie możemy go tam wrzucić na siłę wbrew jego woli. Jest kulą u nogi mojej mamy, bo żyje z jakiegoś śmiesznego zasiłku, który przepija, a potem błaga moją mamę, żeby mu kupiła jedzenie, bo jest głodny. Stale ją naciąga, żeby mu wszystko kupowała i właśnie wydzwania do niej po nocach, że się zabije. Szału można dostać. Mama oczywiście jest ciągle zdenerwowana, bo to jednak jej brat. A załamał się po śmierci swojej mamy, do tego jeszcze rozwód. No i zachowuje się teraz jak dziecko i traktuje moją mamę jak własną. Masakra, nie mam pojęcia co z nim zrobić.

30

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

To chyba nie jest temat do tego wątku...
Ale pierwsze i jedyne, co od razu Państwo mogą zrobić, to przestać w jakikolwiek sposób wspierać wybryki wujka - pijaka, bo na razie, jak widzę, z entuzjazmem sponsorują Państwo jego pijaństwo (niekoniecznie finansowo).

31

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Odniosłam się między innymi do powyższych wypowiedzi a propos możliwości ubezwłasnowolnienia kogoś. Otóż najwyraźniej nie można kogoś tak zamknąć w psychiatryku. Mimo, że stwarza sam dla siebie zagrożenie (kiedyś połknął jakieś tabletki i mu płukali żołądek) i ma problemy psychiczne. Ale jak sam nie zechce się do szpitala wybrać, to nikt go nie może zmusić. A jak tu wytłumaczyć chorej osobie, że jest chora? Tak nie powinno być. Wiem, że jedyne, co by pomogło, to pokazać mu, że musi być samodzielny i przestać odstawiać takie rzeczy, czyli nie wspierać go finansowo i nie traktować poważnie jego telefonów w środku nocy. Tylko mama niestety nie ma serca go tak potraktować, próbowałam już z nią o tym rozmawiać. Zresztą z tymi telefonami to nigdy nie wiadomo, a nuż sobie faktycznie coś zrobi.

32

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Niestety  'z bliska'' a raczej ''od srodka'' moglam to zaobserwowac...bylam tam jeden dzien i jedna noc..caly czas plakalam,nawet na moment niemoglam sie uspokoic...powod?z tego miejsca nie da sie po prostu wyjsc normalnym po dluzszym przebywaniu...pamietam jeden chlopak trafil tam normlany ( wolal szpital niz poprawczak) chyba wlasnie dzieki niemu przetrwalam....pamietam to dokladnie -otumanione lekami dziewczyny,ktore mialy obled w oczach ,dzieci ,ktore probowaly po raz kolejny popelnic samobojstwo,nie oge zapomnec chlopaca,ktory mial nie ciekawa sytuacje w domu i probowal wyskoczyc z okna -prosto ze szkoly trafil na oddzial zamkniety,na jego twarzy mieszal sie smutek,tesknota ,chec bliskosci i ciepla ale z kolejna dawka ''lekow'' stawalo mu sie to wsyztsko obojetne,zanikala w nim gdzies radosc a dopiero co zaczal 1 klase gimnazjum....pamietam okna bez klamek a za nimi kraty brak kontaktow(gniazdek) tempe sztucce i ''opieke'',ktora miala byc wsparciem a traktowali Cie jak totalnego debi** i straszyli zastrzykami lub prochami jak ''nie bedziesz grzeczna''...totalnie zero prywatnosci nawet do kibla chodzisz z kims...totalny obled.....

33

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
Wojciech Imielski napisał/a:

Niezwykle ważne jest również to, że w przypadku ustania przyczyn przymusowego zatrzymania w szpitalu psychiatrycznym należy niezwłocznie wypisać pacjenta, który sobie tego życzy.
Tak naprawdę, wbrew sensacyjnym opowieściom, nie można zatrzymywać w szpitalu osoby nie ujawniającej zaburzeń psychicznych lub osoby z zaburzeniami psychicznymi nie stanowiącej zagrożenia dla siebie i otoczenia.  I takie nadużycia, jeśli w ogóle się zdarzają (w co szczerze wątpię), mają miejsce niezwykle rzadko. 
Bardzo często jednak się zdarza, że osoba głęboko zaburzona psychicznie - na przykład cierpiąca na zaburzenia psychotyczne, głosi w różnych sytuacjach, że została zamknięta w szpitalu wbrew własnej woli i zupełnie bez powodu. Czasem jest to objawem typowo psychotycznego braku krytycyzmu w stosunku do własnych zaburzeń lub wynika z faktu, że okres ostrych objawów psychotycznych pokryty jest całkowitą niepamięcią (jak na przykład w majaczeniu alkoholowym - delirium). Bardzo znamienne jest, że większość osób z zaburzeniami psychotycznymi nie dostrzega u siebie żadnych objawów psychopatologicznych.
Zapewniam, że w oddziale psychiatrycznym, wbrew obiegowym przekonaniom, nie dzieje się nic szczególnie dramatycznego.
Sensacyjne opowieści wynikają z pokutujących, zupełnie nierealnych wyobrażeń osób niezorientowanych w temacie.

Należy pamiętać, że lekarz podejmujący decyzję o przyjęciu pacjenta do szpitala wbrew jego woli podlega odpowiedzialności zawodowej, cywilnej i karnej. Zasadność jego decyzji każdorazowo musi zostać potwierdzona przez ordynatora oddziału. O każdorazowym zatrzymaniu pacjenta w szpitalu wbrew jego woli kierownictwo zakładu opieki zdrowotnej obowiązkowo i niezwłocznie informuje sąd opiekuńczy właściwy dla danego terenu i to właśnie sąd podejmuje ostateczną decyzję co do zasadności takiego zatrzymania. Jeśli uzna, że zatrzymanie było bezzasadne, wydaje orzeczenie, na mocy którego osoba zatrzymana w szpitalu musi być z niego zwolniona ze skutkiem natychmiastowym.
Naprawdę trudno spodziewać się, żeby wszystkie te osoby były w jakiejś dziwnej, mętnie uzasadnionej zmowie przeciwko pacjentowi.

Jeśli jednak ktokolwiek czuje się pokrzywdzony własną, przymusową hospitalizacją, powinien zwrócić się w tej sprawie do:
- rzecznika praw pacjenta
- dyrektora placówki leczniczej, w której hospitalizacja miała miejsce
- okręgowej izby lekarskiej na danym terenie
lub zgłosić nadużycia bezpośrednio organom ścigania.

To co piszesz to wierutna bzdura. Sam wylądowałem na zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego na ponad miesiąc po awanturze w domu. Mimo że nie podpisałem zgody na pobyt, zostałem zmuszony do współpracy za pomocą sądu znajdującego się na terenie szpitala, który groził ciągłym zbieraniem dowodów i przetrzymywaniem mnie tygodniami na oddziale obserwacyjnym (posiedzenie sądu odbywało się co tydzień). Na samo pierwsze posiedzenie czekałem 2 tygodnie zamknięty na oddziale obserwacyjnym. Przyjęciu do szpitala nie towarzyszyła żadna masa decyzji dokonywanych przez niezależne organy, tylko policja i karetka pogotowia wezwana przez żonę na skutek awantury. Dodatkowo po przyjęciu na moją prośbę o spotkanie z rzecznikiem praw pacjenta zostałem poinformowany że rzecznik jest na 3 tygodniowym urlopie smile Fakt jest taki, że wypisanie się ze szpitala na własne żądanie bez współpracy rodziny jest niemożliwe. Ordynator po prostu nie słucha pacjenta. Z reguły to rodzina jest głównym czynnikiem ubezwłasnowalniającym, jeśli nie jesteś w stanie wyperswadować komuś bliskiemu że twój pobyt w szpitalu jest niepotrzebny, będziesz tam przebywać aż zakończy się standardowe "leczenie", czyli przetrzymywanie, trwające tyle ile mają przyjęte w danym szpitalu, w moim przypadku było to 6 tygodni. Natomiast jeśli nikt z twojej rodziny nie jest zainteresowany stanem twojego zdrowia podczas pobytu w szpitalu i tym co się z tobą dzieje, możesz tam siedzieć nie wiadomo ile bo samego ze szpitala nie wypuszczą. Z drugiej strony niestety ordynator nie weryfikuje intencji rodziny ani rzeczywistych potrzeb pacjenta tylko standardowo przekonuje rodzinę o konieczności leczenia ze względu na konieczność utrzymania pokaźnych statystyk leczenia na swoim oddziale. Rodzina natomiast raczej jest skłonna słuchać lekarza niż pacjenta. W praktyce wypisanie się ze szpitala psychiatrycznego na własne życzenie bez jasno określonego co do tego stanowiska rodziny jest niemożliwe. Jak już tam trafisz, to grzęźniesz w wewnętrznej procedurze a twojej niemocy dopełnia fakt że jesteś za kratkami. Tak to wygląda.

34 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2012-05-09 20:31:21)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
yarko73 napisał/a:

To co piszesz to wierutna bzdura

Punkt dla Pana za kulturę prowadzenia konwersacji smile

yarko73 napisał/a:

Sam wylądowałem na zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego na ponad miesiąc po awanturze w domu

Niech zgadnę - brał Pan zupełnie niewinny, kulturalny udział w zwykłej domowej awanturze, aż tu nagle zwyrodniała żona wezwała policję... (?) Wzywając karetkę, w Centrum Powiadamiania Ratunkowego podała zapewne, że prosi o przyjazd pogotowia ratunkowego w związku z awanturą domową?
To zrozumiałe, wszak w przypadku każdej awantury domowej pogotowie przyjeżdża natychmiast.

yarko73 napisał/a:

Przyjęciu do szpitala nie towarzyszyła żadna masa decyzji dokonywanych przez niezależne organy, tylko policja i karetka pogotowia wezwana przez żonę na skutek awantury.

Czy w Pańskiej miejscowości, w przypadku awantury domowej, policji standardowo towarzyszy karetka pogotowia? Pozazdrościć opieki zdrowotnej (swoją drogą - musi być doskonale dofinansowana), w moim mieście przyjeżdża tylko policja, chyba, że osoba, której dotyczy interwencja zachowuje się w sposób jednoznacznie wskazujący na zaburzenia psychiczne i konieczność hospitalizacji (lub konieczna jest interwencja medyczna z innych powodów, na przykład wtedy, kiedy pijany mąż, zupełnie żartem, trochę pokroi żonę nożem albo w ramach romantycznych, małżeńskich pieszczot wybije jej kilka zębów).
Podejrzewam jednak, że był Pan najzupełniej trzeźwy, nieagresywny i przykładnie kulturalny, aż tu naraz bach - nie tylko policja, ale i pogotowie!
Czy dobrze się domyślam, że zarówno żona, jak i cała rodzina, policja i załoga karetki pogotowia, sąd, personel szpitala, a przede wszystkim upiorny ordynator oddziału są w zmowie przeciwko Panu? To wszak dosyć często się zdarza, podobnych historii od pacjentów słyszałem co najmniej kilkaset...

yarko73 napisał/a:

Dodatkowo po przyjęciu na moją prośbę o spotkanie z rzecznikiem praw pacjenta zostałem poinformowany że rzecznik jest na 3 tygodniowym urlopie smile

Nikt go nie zastępował? Co za bałagan. Ale skoro leżał Pan 6 tygodni, zapewne miał Pan okazję wreszcie się z nim spotkać (?) Czy dobrze zgaduję, że również rzecznik praw pacjenta należy do spisku?

yarko73 napisał/a:

Fakt jest taki, że wypisanie się ze szpitala na własne żądanie bez współpracy rodziny jest niemożliwe

Jeśli istnieją przesłanki do zatrzymania pacjenta to nawet współpraca rodziny nie pomoże, a co dopiero, kiedy rodzina jest w zmowie z personelem oddziału, policją i sądem!

yarko73 napisał/a:

Z reguły to rodzina jest głównym czynnikiem ubezwłasnowalniającym (...)

Zwłaszcza zaś rodzina, która się bez powodu uwzięła...

yaro73 napisał/a:

(...) jeśli nie jesteś w stanie wyperswadować komuś bliskiemu że twój pobyt w szpitalu jest niepotrzebny (...)

Zapewne w Pańskim przypadku był zupełnie niepotrzebny i właśnie dlatego został Pan złośliwie zatrzymany.

yarko73 napisał/a:

będziesz tam przebywać aż zakończy się standardowe "leczenie", czyli przetrzymywanie, trwające tyle ile mają przyjęte w danym szpitalu

W każdym szpitalu "mają przyjęte" tyle samo, bo regulują to stosowne przepisy, a bezpośrednio zależy to od postawionego rozpoznania.

yarko73 napisał/a:

Z drugiej strony niestety ordynator nie weryfikuje intencji rodziny ani rzeczywistych potrzeb pacjenta tylko standardowo przekonuje rodzinę o konieczności leczenia ze względu na konieczność utrzymania pokaźnych statystyk leczenia na swoim oddziale.

Musiał Pan być szczególnie cennym dla szpitala nabytkiem. W tych szpitalach, które znam, nie ma potrzeby podwyższania statystyk, bo i tak pękają w szwach od pacjentów (wśród których ogromny procent to zresztą ludzie całkowicie zdrowi, przetrzymywani złośliwie wbrew woli. Na nieco podobnej zasadzie więzienia mają problem z nadmiarem niewinnych).

yarko73 napisał/a:

Rodzina natomiast raczej jest skłonna słuchać lekarza niż pacjenta.

To też bardzo częste, choć do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego tak jest, tym bardziej, że przecież pacjent zwykle jasno i komunikatywnie tłumaczy rodzinie, że jest najzupełniej zdrowy.

Mam jeszcze pytanie, które zadaję wszystkim nieszczęśliwym pacjentom, przywożonym do szpitali psychiatrycznych siłą (nota bene, co dziwne, zazwyczaj przez policję - widać wożenie zupełnie zdrowych pacjentów do szpitali jest podstawowym policji obowiązkiem), zwykle na mocy zmowy rodziny, policji, sądu, prokuratury, personelu szpitala i paru jeszcze innych, postronnych osób - czy w związku z oczywistą, brutalną przemocą, której dopuszczono się wobec Pana, wystąpił Pan z jakąkolwiek skargą, wnioskiem do sądu, zgłosił Pan ten skandaliczny incydent na policji, w prokuraturze, w sądzie...?
Czy też, ze względu na fakt, że wszystkie te organa pozostają w zmowie przeciwko Panu było to zupełnie niemożliwe lub bezsensowne?

I czy dobrze się domyślam, że podczas pobytu w szpitalu był Pan, rzecz jasna zupełnie bez powodu (a raczej powodem była złośliwość ordynatora i reszty personelu) unieruchamiany za pomocą pasów lub kaftana bezpieczeństwa?

Podsumowując - czy Pan wspominał może coś o wierutnych bzdurach?

35 Ostatnio edytowany przez yarko73 (2012-05-11 19:35:32)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
Wojciech Imielski napisał/a:

Niech zgadnę - brał Pan zupełnie niewinny, kulturalny udział w zwykłej domowej awanturze, aż tu nagle zwyrodniała żona wezwała policję... (?) Wzywając karetkę, w Centrum Powiadamiania Ratunkowego podała zapewne, że prosi o przyjazd pogotowia ratunkowego w związku z awanturą domową?

Nie, wykonała 2 telefony, na policji poinformowała o awanturze, a na pogotowiu że chciałem rzucić się pod TIR-a, co mówiłem jej ale 2 tygodnie wcześniej. Najwyraźniej przypomniała sobie o tym fakcie w dogodnym dla niej momencie, jak wiadomo policja może zatrzymać w przypadku awantury na 2 godziny a psychiatryk na kilka tygodni. Zresztą w psychiatryku jeden z pielęgniarzy potwierdził mi że każda metoda jest dobra żeby sprytnie "usadzić" męża (a może nie był w zmowie? smile ).

Wojciech Imielski napisał/a:

Czy dobrze się domyślam, że zarówno żona, jak i cała rodzina, policja i załoga karetki pogotowia, sąd, personel szpitala, a przede wszystkim upiorny ordynator oddziału są w zmowie przeciwko Panu? To wszak dosyć często się zdarza, podobnych historii od pacjentów słyszałem co najmniej kilkaset...

Oczywiście że nie, całą resztę załatwiły szpitalne procedury, które zapewne są ogólnie dostępne i wcale nie upiorne, prawda? sad To nie żadna zmowa.

Wojciech Imielski napisał/a:
yarko73 napisał/a:

Dodatkowo po przyjęciu na moją prośbę o spotkanie z rzecznikiem praw pacjenta zostałem poinformowany że rzecznik jest na 3 tygodniowym urlopie smile

Nikt go nie zastępował? Co za bałagan. Ale skoro leżał Pan 6 tygodni, zapewne miał Pan okazję wreszcie się z nim spotkać (?) Czy dobrze zgaduję, że również rzecznik praw pacjenta należy do spisku?

Najwyraźniej ktoś go powinien zastępować ale tak się nie stało. Co za bałagan. A może to nie jest problem, że pacjent nie ma się jak zwrócić do odpowiednich organów?

Wojciech Imielski napisał/a:
yarko73 napisał/a:

będziesz tam przebywać aż zakończy się standardowe "leczenie", czyli przetrzymywanie, trwające tyle ile mają przyjęte w danym szpitalu

W każdym szpitalu "mają przyjęte" tyle samo, bo regulują to stosowne przepisy, a bezpośrednio zależy to od postawionego rozpoznania.

Poproszę o pokazanie "stosownego" przepisu, chętnie poczytam.

Wojciech Imielski napisał/a:

I czy dobrze się domyślam, że podczas pobytu w szpitalu był Pan, rzecz jasna zupełnie bez powodu (a raczej powodem była złośliwość ordynatora i reszty personelu) unieruchamiany za pomocą pasów lub kaftana bezpieczeństwa?

Czy coś pisałem na ten temat, czy pomyliły się Panu posty?

PS. Po przeczytaniu tej odpowiedzi raczej nie skorzystałbym z Pana usług, które oferuje Pan na swojej stronie.
Może wygórowana pewność siebie jest przydatna przy szkoleniach ale w połączeniu z Pańską cyniczną odpowiedzią na mój post wygląda to nieco karykaturalnie.

36

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Szanowny Panie,
zarówno cynizm, jak i wygórowana pewność siebie ogarniają mnie szczególnie wtedy, gdy ktoś zarzuca mi wypisywanie wierutnych bzdur i opowiada wątpliwej wiarygodności historie, przyczyniające się do utrwalania w świadomości społecznej upiornego, średniowiecznego obrazu psychiatrii, psychologii i lecznictwa psychiatrycznego.

Widziałem w życiu tysiące pacjentów, w tym bardzo wielu zatrzymanych w szpitalu wbrew woli. Nigdy nie spotkałem się z przypadkiem, by ktokolwiek został zatrzymany bez poważnego, całkowicie uzasadniającego hospitalizację powodu - sami lekarze często robią co mogą, by uciążliwego lub groźnego pacjenta mieć jak najszybciej z głowy, bo z taką osobą zazwyczaj wszyscy mają kłopot, a perspektywy terapeutyczne bywają mierne lub wręcz żadne.

Pewna pani, wypowiadająca się na tym Forum pisała, że została zamknięta w szpitalu bez żadnego uzasadnienia. Kiedy w tym wątku rozwinęła się dyskusja, zaczęła pisać do mnie dość oryginalne e-maile, przekonując mnie, że Polską rządzi mafia kościelna, wszystko zmierza ku zagładzie, wokół nas wszędzie są duchy zmarłych... itd. Być może jest tak, jak pisała, jednak ja, zwłaszcza po lekturze listów, mam swój zdecydowany pogląd na jej "bezzasadne" zatrzymanie w szpitalu.

Co do osób zatrzymanych wbrew woli - oczywiście, żadna z nich nie widzi najmniejszego sensu i uzasadnienia własnej hospitalizacji. Przy tym opowiadana historia zazwyczaj miewa standardowy scenariusz - otóż pacjent siedział najspokojniej w domu, oglądając ulubiony serial, kiedy nagle wpadł patrol policji, założył mu kajdanki i odwiózł do szpitala psychiatrycznego. Z oświadczeń rodziny i funkcjonariuszy policji wiadomo natomiast, że zainteresowany pobił żonę i teścia, podpalił kanapę, groził zabójstwem sąsiadce i powiesił psa na klamce.

Co do zwracania się do odpowiednich organów - pytałem Pana, czy rozmawiał Pan z rzecznikiem później, po jego urlopie, nie udzielił Pan jednak odpowiedzi. Rzecznik przedłużył sobie urlop, czy też po jego powrocie nie miał Pan już ochoty się do niego zwracać? Co do innych rozwiązań - żyje Pan w dziwnym świecie, z moich doświadczeń wynika, że każdy obywatel ma prawo i możliwość w każdym dowolnym momencie zwrócić się do sądu, policji i prokuratury, jeśli dzieje mu się krzywda, co więcej - obywatele sięgają po te prawa masowo. Czy zgłaszał Pan gdziekolwiek nadużycia popełnione wobec Pana Osoby?

Co do unieruchomienia - nie sądzę doprawdy, bym pomylił posty. Zadałem Panu po prostu pytanie i wyraziłem pewne przypuszczenia - niesłuszne, jeśli nie był Pan unieruchamiany.

Co do regulacji prawnych - pisałem już o tym, przypadki zatrzymania pacjenta wbrew woli reguluje Ustawa o Ochronie Zdrowia Psychicznego (treść dostępna w Internecie w wielu miejscach). Długość hospitalizacji zależy od rozpoznania i wynika, jak sądzę, z umów w ramach współpracy szpitali z Narodowym Funduszem Zdrowia (za każdy refundowany pobyt w szpitalu płaci NFZ). Od kilku lat nie pracuję już w służbie zdrowia i nie trzymam na biurku stosownych przepisów, jeśli jednak gdzieś na nie trafię, chętnie zamieszczę o tym informację na Forum. Panu radzę po prostu poszukać lub zapytać jakiegokolwiek lekarza, zapewne z przyjemnością wskaże Panu stosowne regulacje.

Podsumowując - tak naprawdę nie mam żadnego prawa kwestionować Pańskiej opowieści (podobnie jak w zasadzie nie mam prawa twierdzić, że Polską nie rządzi mafia kościelna ani że wokół nas nie przebywają duchy) ale szczerze wątpię w jej prawdziwość. Podejrzewam, że pominął Pan "kilka" istotnych dla całej sprawy szczegółów.

Jeśli jednak moja w sposób oczywisty cyniczna odpowiedź bardzo Pana uraziła - przepraszam, tak naprawdę nie było to moim celem.

Co do korzystania z moich usług - ma Pan to wielkie szczęście, że żyjemy w czasach wolnego rynku, w związku z czym dostępność usług wszelkich jest wręcz nieograniczona. Dlatego w razie ewentualnej potrzeby na pewno znajdzie Pan coś dla siebie.

37

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
Wojciech Imielski napisał/a:

żyje Pan w dziwnym świecie, z moich doświadczeń wynika, że każdy obywatel ma prawo i możliwość w każdym dowolnym momencie zwrócić się do sądu, policji i prokuratury, jeśli dzieje mu się krzywda, co więcej - obywatele sięgają po te prawa masowo. Czy zgłaszał Pan gdziekolwiek nadużycia popełnione wobec Pana Osoby?

Po co? I ile będę się sądził, kilka lat o kilkutygodniowy pobyt w szpitalu? Szpital psychiatryczny zostanie ukarany? Wypłaci mi odszkodowanie? Przecież to fikcja, takie są realia, to nie jest żaden dziwny świat, tylko szara polska rzeczywistość.

Nie rozmawiałem z rzecznikiem bo już nie było sensu po tym jak podpisałem zgodę na pobyt. Wyszedłem z założenia że to szybsze rozwiązanie niż sądzenie się z oddziału obserwacyjnego. Niezależnie od tego zacytuję fragment artykułu który wyczytałem na stronie wiadomosci24.pl/artykul/zwerbowani_do_szpitala_psychiatrycznego_67864.html

"Szkoda, że w naszym kraju nie ma odpowiednich miejsc dla chorych psychicznie ludzi. Z tych szpitali wychodzi się w gorszym wstanie niż, gdy się zaczynało ?odsiadkę?. Bezruch i bezczynność, odmierzanie godzin do końca dnia to jedyne zajęcie w takich szpitalach."

Z mojego doświadczenia - cała prawda o szpitalach psychiatrycznych.

38

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Witam-skąd takie złe przeswiadczenie o szpitalach psychiatrycznych ?choć przyznam że dopóki sama nie wyladowałam w szpitalu takie same miałam zdanie o szpitalach psychiatrycznych.Moja córeczka zgineła tragicznie-przeżyłam jej smierć strasznie i choć mineło dwa lata to do dnia dzisiejszego nie mogę sie uporac z tym wszystkim,Tęsknie za nią i bardzo ją kocham.Po śierci brałam ogromne ilości psychotropów,bezsenne noce,myśli samobójczekoszmary nocne  i lekarz rodzinny powiedział że musze zasiegnąć porady psychiatry.Zgłosiłam sie do poradni psychiatrycznej gdzie trafiłam na wspaniałą panią doktor która po długiej rozmowie poradziła mi i wręcz prosiła abym zgłosiła się na oddział psychiatryczny bo sobie sama nie poradzę,że mi pomoże itd.byłam przeciwna bo właśnie bałam się takiego oddziału-pokazała mi najpierw ten oddział,personel i zgodziłam sie zgłosić następnego dnia.Spotkałam sie z miłym przyjeciem,wspaniała opieką zarówno lekarzy jak i pielegniarek i całego personelu-lezałam wprawdzie na odziale z przypadkami depresje,nerwicy i przez miesiac mojego pobytu nie spotkało ani mnie ani z zadnego pacjenta nic złego.Otrzymywałam leki depresyjne i na sen,bardzo duzo mi pomogły rozmowy z lekarzami.Mogłam wychodzić z odziału sama na spacer i nawet miałam za moją prośbą przepustki na weekend do domu.Spotkałam tam wspaniałych ludzi z którymi jestem w kontakcie do dnia dzisiejszego i co najważniejsze w kazdej chwili moge pojechać do swojej doktor i z nią porozmawiac i w dobrych i w złych chwilach.Pozdrawiam

39

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
skrzacik1956 napisał/a:

Witam-skąd takie złe przeswiadczenie o szpitalach psychiatrycznych ?choć przyznam że dopóki sama nie wyladowałam w szpitalu takie same miałam zdanie o szpitalach psychiatrycznych.Moja córeczka zgineła tragicznie-przeżyłam jej smierć strasznie i choć mineło dwa lata to do dnia dzisiejszego nie mogę sie uporac z tym wszystkim,Tęsknie za nią i bardzo ją kocham.Po śierci brałam ogromne ilości psychotropów,bezsenne noce,myśli samobójczekoszmary nocne  i lekarz rodzinny powiedział że musze zasiegnąć porady psychiatry.Zgłosiłam sie do poradni psychiatrycznej gdzie trafiłam na wspaniałą panią doktor która po długiej rozmowie poradziła mi i wręcz prosiła abym zgłosiła się na oddział psychiatryczny bo sobie sama nie poradzę,że mi pomoże itd.byłam przeciwna bo właśnie bałam się takiego oddziału-pokazała mi najpierw ten oddział,personel i zgodziłam sie zgłosić następnego dnia.Spotkałam sie z miłym przyjeciem,wspaniała opieką zarówno lekarzy jak i pielegniarek i całego personelu-lezałam wprawdzie na odziale z przypadkami depresje,nerwicy i przez miesiac mojego pobytu nie spotkało ani mnie ani z zadnego pacjenta nic złego.Otrzymywałam leki depresyjne i na sen,bardzo duzo mi pomogły rozmowy z lekarzami.Mogłam wychodzić z odziału sama na spacer i nawet miałam za moją prośbą przepustki na weekend do domu.Spotkałam tam wspaniałych ludzi z którymi jestem w kontakcie do dnia dzisiejszego i co najważniejsze w kazdej chwili moge pojechać do swojej doktor i z nią porozmawiac i w dobrych i w złych chwilach.Pozdrawiam

A nie było porannej musztry w stylu wojskowym, półtoragodzinnego stania na korytarzu w oczekiwaniu na śniadanie i wszechobecnego krzyku sprzątających salowych?
To musiałaś trafić na wyjątkowy oddział.

40 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2012-05-26 00:38:08)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Panie Yarko, Pan powinien koniecznie iść z tym do telewizji. Czy to na pewno był szpital?
Artykuł, który Pan proponuje jako źródło wiedzy jest, owszem... bardzo sensacyjny.
Mimo wszystko dziwię się, że po tak dramatycznych przejściach poprzestał Pan na pisaniu na forum. I jakoś tak to zawsze jest... skrzywdzony pacjent jakoś nie widzi sensu podjęcia jakichkolwiek działań.

41

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Mam pytanie. Kiedyś w strasznym dole poszedłem porozmawiać o tym z panią wszystkowiedzącą psycholog. Powiedziałem że nie mam już sił i chyba kończę tą zabawę. A ona stwierdziła że w tej sytuacji ma obowiązek zawiadomienia szpitala tudzież policji. Ja np. jakbym zobaczył gościa który mówi idę się wieszać to by mnie to kompletnie nie ruszyło. Nie jestem Stefan donosiciel. Czy psycholog ma taką władzę żeby spowodować że po jego telefonie przyjadą i zabiorą w kaftan i zamkną i potem zrobią z osoby zdołowanej całkowite warzywo, niezdolne już w ogóle do funkcjonowania?

42 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2012-05-26 11:22:06)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Szanowny Panie,
taką, jak Pan to nazwał, "władzę", ma każdy obywatel. Samobójstwo w naszym kraju nie jest karalne, ale jeśli istnieją uzasadnione przesłanki, że ktoś usiłuje je popełnić z przyczyn chorobowych i można temu zapobiec, może lepiej wezwać pogotowie, niż pozwolić mu się powiesić, prawda?

Z drugiej strony - każdy ma prawo się powiesić, jeśli koniecznie chce, tyle, że zwykle osoby o określonej wrażliwości nie chcą pozwalać, żeby ktoś tak po prostu się zabił.

No, chyba, że akurat Pana to by "kompletnie nie ruszyło".

Przy okazji - ile razy widział Pan, by zrobiono z kogoś "niezdolne już w ogóle do funkcjonowania warzywo"?

Szkoda, że trafił Pan na wszystkowiedzącą panią psycholog. Gdyby Pan trafił na normalną psycholog, pewnie wszystko wyglądałoby inaczej.

43

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Widziałem w przychodniach różnych ludzi którzy leczyli się (czasem w szpitalu, czasem "tylko" w poradni) psychiatrycznie tzn. brali te "dopalacze". I co widać było po ich twarzach i po funkcjonowaniu. Kompletnie zamuleni, przymuleni bez sił do życia, często na dziadowskich rentach, a były to osoby które brały leki po 5,6,10,20 lat.

Po prostu ja uważam że sens leczenia depresji i jakichś lekkich nerwic ma może miejsce gdzieś w bogatych krajach, gdzie obywatela stać na nowoczesne leki za np. 1000 zł za opakowanie i tu może rzeczywiście dojść do poprawy a nawet zaleczenia (bo przecież nie całkowitego wyleczenia).

A jak jest w polskich umieralniach (bo ja tych instytucji szpitalami nie nazywam)? Leki z lat 50-tych, jakieś haloperidole i inne seronile i lerivony, najtańsze i już dawno wycofane w świecie "medykamenty". Taki jest kontrakt nfz i stan finansów. Pacjent ma być naładowany nieskutecznymi prochami, wyjść potem przyjść do poradni po kolejne dawki różnych kolejnych prochów. A skutki uboczne są powszechnie znane. Psychoterapia to kolejna ściema.

Tak naprawdę ja jestem zdania że choroby psychiczne powinno się leczyć tylko gdy osoba "lata z nożem z krzykiem zabiję cię" itp. przypadki. Leczenie nerwicowców, chorych na depresję, anoreksję, itd. nie ma sensu. Szkoda kasy i czasu. Oni na początku choroby są już takim stanie, że lepiej nie będzie, a może być tylko gorzej.

Raz w życiu wziąłem kilka tabletek nasennych przepisanych przez lekarza. Miałem taką "bombę" że po 3 minutach zasypiałem. A nogi momentalnie robiły się jak z betonu. Potem się okazało że substancja (zolpidem) widnieje na zakazanej liście tzw. DOPALACZY.

Ja mam na osiedlu byłych amatorów tego typu używek. Są to po 2-3 latach "brania" autentyczne wraki fizyczne i psychiczne, ludzie naprawdę niebezpieczni. Ciekawe jak wygląda ktoś kto 5-10 LAT a nie tydzień brał tego typu prochy. Chyba nawet prostej krzyżówki nie będzie już potrafił rozwiązać  smile

44 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2012-05-26 13:22:09)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Szanowni Państwo,
obawiam się, że dyskusja zmierza donikąd i szczerze powiedziawszy jestem nią trochę zmęczony, tym bardziej, że nie znoszę w kółko powtarzać tego samego. I że nie mam właściwie żadnego interesu w tym, by bronić współczesnej psychiatrii.

Chodzi mi tylko o to, by osoby cierpiące, czytając niektóre zamieszczone tu wypowiedzi nie zniechęcały się do korzystania z usług terapeutycznych, bo poszukiwanie pomocy dla wielu pacjentów zaczyna się właśnie od forum internetowego.

Ze swej strony zachęcam do korzystania z usług terapeutycznych takich, jakie są dostępne. Jest z tym tak, jak z wszelkimi innymi usługami - po prostu trzeba znaleźć coś dla siebie. Należy pamiętać, że za efekt terapii pacjent jest odpowiedzialny w przynajmniej tym samym stopniu, co lekarz. Niestety, nierzadkie jest nastawienie, w którym chory oczekuje, że przepisany lek rozwiąże jego problemy psychiczne czy emocjonalne, a to tak, jakby leczyć dziurawe zęby przy pomocy tabletek przeciwbólowych. Rzadko kiedy chce się pacjentowi zabrać za porządną i ciężką pracę nad samym sobą i to jest podstawowy problem. Znam wiele osób, zasadniczo zdrowych psychicznie, które w przypadku lęku czy podenerwowania wolą łyknąć pastylkę (albo piwko...), zamiast męczyć się jakąś nudną relaksacją i jej podobnymi pierdołami. Tabletka przecież działa od razu, nie boli, a relaksację trzeba ćwiczyć... to zbyt wielki wysiłek.

Ja sam jestem w zasadzie przeciwnikiem leków psychotropowych (i wszelkich innych), jakie by one nie były, z wyjątkiem tych przypadków, kiedy wsparcie farmakologiczne jest naprawdę niezbędne. Leki zawsze pociągają za sobą pewien rodzaj uzależnienia a nierzadko miewają niebezpieczne skutki uboczne.

Co do historii o pacjentach "naładowanych nieskutecznymi prochami" - znam wielu pacjentów funkcjonujących świetnie na przepisanych lekach, tyle, że po nich tego działania leków po prostu nie widać. Dramatyczne opowieści o "zamulonych" pacjentach nie biorą się oczywiście z powietrza - rzecz dotyczy osób chorych na ciężkie postacie zaburzeń psychotycznych i w ich przypadku silne leki psychotropowe rzeczywiście wywołują często bardzo uciążliwe objawy uboczne. Tyle, że w tym przypadku mamy do czynienia z typowym w medycynie i psychoterapii problemem wyboru mniejszego zła - pacjent przeżywa nasilone objawy uboczne, ale za to nie słyszy np. głosów grożących mu gwałtem czy pozbawieniem życia. Że sytuacja taka jest daleka od ideału - chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości. Jednak w dzisiejszym stanie rozwoju nauki korzystamy po prostu z tego, co jest dostępne. Każdy wolałby, żeby zęby się nie psuły - niestety, do zębów to jakoś nie przemawia. A zawsze można powiedzieć, że ich leczenie nie ma sensu, bo i tak przecież wypadną.
Podobne wątpliwości towarzyszą chociażby terapii substytucyjnej w leczeniu narkomanów - no bo "przecież narkoman dalej ćpa", tyle, że nieco słabszy narkotyk (np. buprenorfinę czy metadon zamiast heroiny). Człowiek dorosły powinien jednak wiedzieć, że życie w ogóle dalekie jest zwykle od ideału. I myślę, że rodzina narkomana bywa zadowolona z jakiejkolwiek terapii. Kto przeżył dramat uzależnienia w rodzinie ten wie, co mam na myśli.
Ale cieszmy się, że nie żyjemy w średniowieczu, kiedy ludzie, zdarzało się, umierali z powodu kataru.

Podsumowując - w większość przypadków jest tak, że zdrowieje ten, kto naprawdę chce zdrowieć. Obok leków starej generacji ("zamulających"), stosowanych w ciężkich przypadkach chorób psychicznych, medycyna dysponuje wieloma lekami działającymi bez obciążeń ubocznych - sam fakt, że ich działania nie widać, mówi chyba za siebie.

Nawet w Internecie znaleźć można liczne pozytywne wypowiedzi pacjentów, którym leki psychotropowe znacząco poprawiły stan psychiczny.

Jak zawsze zawodzi więc umiejętność krytycznego myślenia i brak znajomości wnioskowania statystycznego - obok kilku czy kilkudziesięciu pacjentów "zamulonych" spokojnie funkcjonują być może setki innych, również biorących leki, a "nie zamulonych" - tyle, że ci ostatni nie chwalą się faktem leczenia, a żadnych objawów ubocznych po nich nie widać.

kms33 napisał/a:

Leczenie nerwicowców, chorych na depresję, anoreksję, itd. nie ma sensu. Szkoda kasy i czasu.

Tego zdania pozwolę sobie nie komentować, bo musiałbym kolejny raz być niegrzeczny. Zostawiam je i szczególnie polecam do oceny Użytkownikom Forum.

45

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Nie ma sensu w tym sensie  smile że przyczyną ich chorób jest najczęściej bezrobocie, brak pracy lub strach o nią, lub presja środowiska (muszę być lepszy, wydajniejszy, ładniejsza, muszę, muszę).

A przecież liczba chorych psychicznie będzie rosła lawinowo (w 2040 r. depresja będzie DRUGIM problemem zdrowotnym na świecie). Kasy na leczenie nie będzie, i i tak trzeba będzie to leczenie ograniczyć.

Wystarczyłoby tym ludziom zapewnić przede wszystkim pracę (bo w 90% zaczyna się od utraty pracy lub źródeł dochodów lub utraty dochodów męża/żony/matki), jakieś zajęcia, staże, osobiście uważam że rok pobytu "w lesie", nad wodą, może z psami, czy innymi zwierzakami, więcej przyniesie takiej osobie pożytku, niż prochy. Taniej, zdrowiej i przyjemniej.

46 Ostatnio edytowany przez yarko73 (2012-05-26 18:24:27)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
Wojciech Imielski napisał/a:

Panie Yarko, Pan powinien koniecznie iść z tym do telewizji. Czy to na pewno był szpital?
Artykuł, który Pan proponuje jako źródło wiedzy jest, owszem... bardzo sensacyjny.
Mimo wszystko dziwię się, że po tak dramatycznych przejściach poprzestał Pan na pisaniu na forum. I jakoś tak to zawsze jest... skrzywdzony pacjent jakoś nie widzi sensu podjęcia jakichkolwiek działań.

Radom. Krychnowice. Szpital psychiatryczny. Był Pan tam kiedyś? Ostatnio były na portalach informacje o nadużyciach w tym szpitalu.
Do telewizji nie muszę, ale mogę opisać pewne sprawy na forum, po to by czytelnik miał więcej rzetelnych informacji o tym jak może to wyglądać, jakkolwiek by nie były przez Pana teoretycznie kwestionowane. Mam wrażenie że z gruntu odrzuca Pan określone opinie o szpitalach psychiatrycznych, dziwi mnie to szczerze mówiąc, mimo że w internecie jest wiele opisów doświadczeń podobnych do moich.

kms33 napisał/a:

Nie ma sensu w tym sensie  smile że przyczyną ich chorób jest najczęściej bezrobocie, brak pracy lub strach o nią, lub presja środowiska (muszę być lepszy, wydajniejszy, ładniejsza, muszę, muszę).

A przecież liczba chorych psychicznie będzie rosła lawinowo (w 2040 r. depresja będzie DRUGIM problemem zdrowotnym na świecie). Kasy na leczenie nie będzie, i i tak trzeba będzie to leczenie ograniczyć.

Wystarczyłoby tym ludziom zapewnić przede wszystkim pracę (bo w 90% zaczyna się od utraty pracy lub źródeł dochodów lub utraty dochodów męża/żony/matki), jakieś zajęcia, staże, osobiście uważam że rok pobytu "w lesie", nad wodą, może z psami, czy innymi zwierzakami, więcej przyniesie takiej osobie pożytku, niż prochy. Taniej, zdrowiej i przyjemniej.

Zastanawiam się jak to w ogóle jest możliwe że leki psychotropowe mają pomóc na depresję spowodowaną utratą źródeł dochodu. Z własnego doświadczenia wiem, że to czysta fikcja. Nie pomagają.

Wojciech Imielski napisał/a:

Szanowni Państwo,
obawiam się, że dyskusja zmierza donikąd i szczerze powiedziawszy jestem nią trochę zmęczony, tym bardziej, że nie znoszę w kółko powtarzać tego samego. I że nie mam właściwie żadnego interesu w tym, by bronić współczesnej psychiatrii.

Chodzi mi tylko o to, by osoby cierpiące, czytając niektóre zamieszczone tu wypowiedzi nie zniechęcały się do korzystania z usług terapeutycznych, bo poszukiwanie pomocy dla wielu pacjentów zaczyna się właśnie od forum internetowego.

Nie odnotowałem żadnej terapii podczas kilkutygodniowego pobytu we wspomnianym szpitalu psychiatrycznym, poza wycinaniem kolorowych kartek z papieru i szydełkowaniem w wersji dla kobiet - pozostawię to bez komentarza - również nie odnotowałem żadnych terapeutycznych rozmów z psychologiem poza standardowym, krótkim wywiadem na podstawie którego została wpisana do karty dość nieprzyjemnie brzmiąca krótka diagnoza (biorąc pod uwagę brak treściwych rozmów z psychologiem). Dwukrotnie odwiedziłem psychiatrę poza szpitalem i również nie dostałem żadnej propozycji terapii, a jedynie leki psychotropowe. Jaki ma związek psychiatria z terapią?

47 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2012-06-02 16:31:36)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
yarko73 napisał/a:

Mam wrażenie że z gruntu odrzuca Pan określone opinie o szpitalach psychiatrycznych, dziwi mnie to szczerze mówiąc, mimo że w internecie jest wiele opisów doświadczeń podobnych do moich.

Szanowny Panie,
nie odrzucam żadnych opinii, tym bardziej, iż zdaję sobie świetnie sprawę z faktu, że poziom opieki medycznej wygląda różnie w różnych miejscach (w niektórych jest wręcz żenujący). Uważam poza tym, że uwagi, zwłaszcza krytyczne, są bardzo potrzebne.

Przy okazji wspomnę, że zdziwiłby się Pan, gdyby Pan poznał bliżej moje zdanie na temat służby zdrowia w ogóle - jest ono na ogół bardzo negatywne, a do lekarskiego środowiska zawodowego czuję wręcz nieprzeparty wstręt. Nie znam bardziej pazernej na forsę, zmanierowanej, obłudnej, zakłamanej, bezzasadnie zarozumiałej (jeśli zarozumiałość w ogóle może być "zasadna") i amoralnej grupy zawodowej, realizującej prywatne interesy pod fasadą altruistycznej misji zbawiania świata, z bolesną miną i wielkim, demonstracyjnym poświęceniem na dodatek. 

Zdecydowanie odrzucam natomiast baśnie o psychiatryczno - medyczno - sądowo - prokuratorsko - policyjno - rodzinnych spiskach przeciwko biednym, całkowicie zdrowym pacjentom, siłą, wbrew woli zatrzymywanym w szpitalach. I muszę Panu przyznać, że owszem, takich baśni jest w Internecie niestety bardzo wiele.

Jeśli ktokolwiek został w jakikolwiek sposób skrzywdzony (a nie wątpię, że tak się zdarza przy różnych okazjach, z różnych powodów i w różnych szpitalach), głęboko nad tym ubolewam i dziwię się, że swoją krzywdę pozostawia bez stosownego działania. Ot, co.

Co do samego zatrzymania wbrew woli - proszę mi wybaczyć, ale dalszą dyskusję uważam za bezsensowną.

I proszę nie uważać mnie za wroga, po prostu wyrażam swoje zdanie. Gdyby któryś z Panów trafił do mnie po pomoc zapewniam, że w miarę moich skromnych możliwości otrzymałby rzetelne, profesjonalne i bardzo zaangażowane wsparcie, niezależnie od karykaturalnych bzdur, które podobno wypisuję na swojej stronie wink

yarko73 napisał/a:

Zastanawiam się jak to w ogóle jest możliwe że leki psychotropowe mają pomóc na depresję spowodowaną utratą źródeł dochodu. Z własnego doświadczenia wiem, że to czysta fikcja. Nie pomagają.

No, jasne. A przecież powinny spowodować natychmiastowe, ponowne uzyskanie źródeł dochodu... smile Panowie, chyba nie rozumiemy się w kwestii istoty stosowania i natury działania leków. Równie dobrze mógłby Pan zwracać uwagę, że leki przeciwbólowe nie leczą raka.

48 Ostatnio edytowany przez yarko73 (2012-06-02 19:08:53)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
Wojciech Imielski napisał/a:
yarko73 napisał/a:

Zastanawiam się jak to w ogóle jest możliwe że leki psychotropowe mają pomóc na depresję spowodowaną utratą źródeł dochodu. Z własnego doświadczenia wiem, że to czysta fikcja. Nie pomagają.

No, jasne. A przecież powinny spowodować natychmiastowe, ponowne uzyskanie źródeł dochodu... smile Panowie, chyba nie rozumiemy się w kwestii istoty stosowania i natury działania leków. Równie dobrze mógłby Pan zwracać uwagę, że leki przeciwbólowe nie leczą raka.

Co wobec tego robią leki psychotropowe?

49

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

w przyrodzie slaby gatunek...ginie...niestety taka jest prawda..jesli sami sobie nie pomozemy to nikt nam nie pomorze...i nie liczmy na cud...

50

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

zycie to nie bajka bez kasy dzis nie da rady...trzeba byc silnym zwartym i gotowym...na 12 godzin pracy by przetrwac....

51

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Leki psychotropowe mają wbrew pozorom bardzo kreatywne działanie.

Potrafią zamienić korę mózgową w gąbkę  smile, a nawet zwierzę (człowieka) w roślinę (warzywo).

52

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
kms33 napisał/a:

Leki psychotropowe mają wbrew pozorom bardzo kreatywne działanie.

Potrafią zamienić korę mózgową w gąbkę  smile, a nawet zwierzę (człowieka) w roślinę (warzywo).

Jestem zaskoczona. Czy jeśli brałam antydepresanty, to Twoim zdaniem jestem pierwszą na świecie marchewką posiadającą umiejętność stukania w klawiaturę?

(Nie przymulały. To bez nich chodziłam jak śnięta.)

53

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Zdarzyło mi się wziąć kiedyś lek o nazwie Seronil (jakiś inhibitor wychwytu serotoniny rzekomo pomagający). Brałem z tydzień, nie było żadnej poprawy, a mało co nie załatwiłem się na amen jak 2h po tabletce walnąłem sobie parę piw. Efekt był "wspaniały", kolega mówił mi tylko mi tu nie padnij. Ale przynajmniej na imprezie poznałem fajną laskę na jeden raz i depresja minęła  smile

Od tamtej pory lat ponad 11 nie brałem żadnych antydepresantów.

54 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2012-06-07 16:56:03)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Nooooo, i widzi Pan - po co brać jakieś leki, które wcale nie działają, nawet po całym tygodniu (po całych siedmiu dniach!) stosowania, skoro można walnąć kilka piwek!
Klasyka podejścia do leczenia, moje gratulacje! smile

Swoją drogą wyobrażam sobie tę potworną "depresję", co minęła wraz z "fajną laską na jeden raz" smile smile smile

Więcej takich postów proszę. To starczy za całe moje nudnawe tłumaczenie działania i stosowania leków i wszelkich terapii.
Spróbujmy takiego eksperymentu - zamiast wypisywać, jak działają leki, dzięki takim wpisom dowiemy się, dlaczego "nie działają".

55

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Leki kosztuję proszę Pana około 20-30-40-50 złotych (a może i 200 nie wiem) za pudełko.
Zakładając nawet że pomogą "zaleczyć" chorobę po roku to ile wydamy ? 500-600 zł?
Dla osoby która nie ma sił wstać z łóżka a tym samym pójść do pracy i zarobić np. na te właśnie leki wybór jest jeden. Olać leki. I tak wszystko jedno. Ja to przerabiałem.

Dajcie jako państwo ludziom PRACĘ albo przynajmniej warunki do jej wykonywania (ale są złodziejskie vaty, opłaty, zusy, city, pity).

JEDYNYM lekiem na depresję jest Praca. I zajęcie czasu.

Załóżmy że osoba chora ma 600 zł dochodu renty albo nie ma pracy. I nagle wygrywa 450.000 w totka. Nagle znajduje sens życia, bo otwiera sklep czy zakład, albo ośrodek pomocy bezdomnym psom. Ma za co żyć, rozwijać zainteresowania, hobby, ucieka tym samym od RAKA duszy.

Tak, alkohol to głupota. Ale jeśli typowa wypłata w Polszy to 1000-1800 zł, to jaki to wszystko ma sens myśli statystyczny 35-45-55latek. I tak mój los się nie polepszy. Jakby koszty życia były takie żeby mu połowę zostawało, to by miał sens życia. A jak koszty sięgają tego że 500 żarło 400 opłaty i 100 zostaje na "rozrywki i wolny czas", to chyba tym wolnym czasem nie jest wypad w Alpy, tylko nawalenie się w chacie albo na imprezie.

Tak było jest i będzie. A leczenie pochłania miliony (refundacje leków, utrzymanie szpitali i personelu). Ciekawe dlaczego nie płacą za nie przynajmniej pośrednio ci co doprowadzili do tego - np. nieuczciwi pracodawcy.

A może podczas entuzjazmu euro2012 jakichś "paru" jedynych żywicieli rodziny, właścicieli firm, się powiesi lub otruje, bo nie ma z czego żyć i wypłacić swoim pracownikom pensji.

Zrobią może jakiś spektakl, może ich odratują, a leczyć będzie się gdzie? W psychiatrykach. Fluoksetyną albo haloperidolem. A gdyby było uczciwie wypłacone, nie byłoby potrzeby hospitalizacji.

Niech tą "Polskę" szlag trafi.

56 Ostatnio edytowany przez fajka2 (2012-06-07 15:10:36)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

no tak, ale widzisz jaka jest rzeczywistość   kms33 i nie zmieni się ona bo tak chcesz. jeżeli jest do wyboru powieszenie albo wyleczenie depresji/innych chorób farmakologią to czemu tego nie robić? a co z rodziną którą zostawia osoba, która nie wytrzymała "ciśnienia"? może Ciebie ominęła przyjemność wychowywania się w rodzinie, którą właśnie dotknął koszmar poddania się depresji i masz do tego taki luźny stosunek, ale zastanów się chłopie? co piszesz. bo to czytają różni ludzie i przez Twoje "nicnieznaczące" wpisy mogą zrezygnować z jednej ze skutecznych metod wyjścia z depresji.

i nie każda terapia to koszt 500 zł. nie masz bladego pojęcia jak wygląda prawdziwa terapia.

57

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

A od kiedy to choroby psychiczne są wyleczalne? Najwyżej zaleczalne na pół roku. ŻADEN psychiatra nie powie tego pacjentowi przed rozpoczęciem "terapii".

Dostaje taki psychiatra amerykański czy polski znaczenia nie ma "zestaw" od przedstawiciela farmaceutycznego do ćwiczenia na pani Joli i panu Kaziu (przecież to podstarzały pacjent po 50-tce czyli śmieć z plebsu).

Nawet czasem ten lek jest refundowany w prawie 100% przez NFZ wow. Znam jedną dziewczynę koło 40tki. Chodzące warzywo, wygląda na ok. 60. Bierze lek Zolaxa chyba na schizofrenię po 3.20. Zapewne też zaczynała od lekkich antydepresantów.

Lekarz musi mieć pracę, przedstawiciel musi mieć pracę, lekarz chce polecieć w zamian do Tajlandii czy Egiptu. Koncern musi zarobić.

Tyczy się to całej tej chemii, która kompletnie nie jest potrzebna.

Kiedyś były elektrowstrząsy, a jeszcze wcześniej po prostu ludzie na to nie chorowali, bo żyli spokojnie z pracy na roli. A teraz jest wielkomiejski stres i prawda jest brutalna ale jakiś miliard ludzi umrze do 2050 z powodu depresji itp. chorób lub po zniszczeniu organizmu chemią (efekt końcowy ten sam tylko kwestia czy śmierć po 1-2 latach choroby czy 20 "leczenia").

Pytanie czy rozciągnięcie chorowania na dziesiątki lat jest bardziej czy mniej humanitarne od rozstrzelania na miejscu? Na to pytanie mogliby odpowiedzieć ci, którzy mają np. porównanie Auschwitz, dr Mengele, z "demokracją" i "wolnym rynkiem".   smile

Medycyna nie potrafi (bo nie mają w tym żadnego interesu zarządzający światem) wyleczyć np. stwardnienia rozsianego, raka, jaskry, amd, chorób nerek, kręgosłupa i wielu innych. Tak samo jest z NIEuleczalnymi chorobami typu psychicznego.

Cała medycyna to ściema. Jakieś tam kaszle, i drobne skaleczenia potrafią wyleczyć. Cała reszta to tylko leczenie zachowawcze. Lekarze może i się starają, ale urzędnicy i inne organa wiedzą już jak dobić człowieka jak psa.

Był sobie pracownik, wyleciał z roboty (częste zwolnienia), depresja, został mu zasiłek dla bezrobotnych a potem pod płot.

Być może leki pozwolą mu na chwilę stanąć na nogi. Ale nie zawsze lek działa. A czas leci, a kasy na leki nie ma. I w 90% przypadków albo przerywa się terapię (renty żaden orzecznik nie da bo pani Krysia leży w domu i nie ma siły pójść szukać pracy) albo idzie harować na czarno, jak są siły.

Leczy się więc i tak ten, kto ma pieniądze, siły i czas. Czyli robi 8h za 5000, i stać go na normalny porządny być może działający lek.

Dla plebsu są starocie z lat 50-tych po 30 zł, nieskuteczne i pozorujące leczenie. Plebs ma zdychać pod płotem ewentualnie za murami szpitala.

Tak było jest i będzie. Uświadomienie sobie swojego miejsca na tym ziemskich łez padole pozwoli odpuścić mękę, walkę i stres. Tak zostało to zaprogramowane, a stres się bierze z tego, że ludziki z plebsu dają się wpuszczać w maliny, czyli walkę o dobra materialne, kasę, zaszczyty, studia, pracę, rodzinę, szczęście.

Ale plebs jak się urodził na dnie, tak MA zdechnąć. Tak jego los został napisany przy urodzeniu, i nic tego nie zmieni. Trzeba tylko czekać na odejście z tego bagna, oby z czystym sumieniem. To jest prawdziwy cel życia.

58

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

widzę, że masz szeroką więdzę na temat wyleczalności chorób psychicznych jak i działania leków, które są tańsze, bo refundowane i w dodatku starej generacji więc w zasadzie bezużyteczne. możesz mi powiedzieć skąd bierzesz takie wnioski?

kms33 napisał/a:

Nawet czasem ten lek jest refundowany w prawie 100% przez NFZ wow. Znam jedną dziewczynę koło 40tki. Chodzące warzywo, wygląda na ok. 60. Bierze lek Zolaxa chyba na schizofrenię po 3.20. Zapewne też zaczynała od lekkich antydepresantów.

zapewne nie brała lekkich antydepresantów, bo ma schizofrenie, to dwie oddzielne choroby schizofrenia i depresja. i gdy masz schizofrenie łykasz leki na schizofrenie, wiesz?

kms33 napisał/a:

Tyczy się to całej tej chemii, która kompletnie nie jest potrzebna

to po co pijesz piwo skoro ta cała chemia nie jest potrzebna? ja na przykład wolę łykać chemię i móc w sposób kontrolowany zapanować nad dołkiem, niż jeszcze bardziej rozwadniać sobie mózg alkoholem.

kms33 napisał/a:

Pytanie czy rozciągnięcie chorowania na dziesiątki lat jest bardziej czy mniej humanitarne od rozstrzelania na miejscu? Na to pytanie mogliby odpowiedzieć ci, którzy mają np. porównanie Auschwitz, dr Mengele, z "demokracją" i "wolnym rynkiem".

ciekawe jak szybko byś prosił o powrót do tej "demokracji" gdybyś znalazł się w Auschwitz u doktora Mengele. dziwne, że nie odczuwasz wstydu używając takiego prównania. ale widać terapia alkoholowa zrobiła swoje.

kms33 napisał/a:

Tak było jest i będzie. Uświadomienie sobie swojego miejsca na tym ziemskich łez padole pozwoli odpuścić mękę, walkę i stres. Tak zostało to zaprogramowane, a stres się bierze z tego, że ludziki z plebsu dają się wpuszczać w maliny, czyli walkę o dobra materialne, kasę, zaszczyty, studia, pracę, rodzinę, szczęście.

ja np. wywodzę się z plebsu i mam nawet dobra materialne, pieniądze też się znajdą, rodzinę, szkołę i przygotuj się szczęście! tabletki jako plebs łykam refundowane, dlatego że mają statystycznie większą skuteczność w porównaniu z lekami nieplebsowymi. jak słusznie zauważyłeś psychiatria to taki mały eksperyment, więc co mi po leku, który jest nowy, drogi ale jeszcze za krótko na rynku by można było określić jego "efektywność". i może na mnie poprostu nie zadziałać. mam tą przyjemność, że w refundowanych wybieram ile mi się podoba, więc i coś skutecznego dla plebsu się znajdzie.


kms33 napisał/a:

To jest prawdziwy cel życia.

dziękuję nie skorzystam, a Tobie szczerze współczuję.

59

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Troszeczkę zaczytywałem się swego rodzaju w działaniu różnych tzw. cudownych eliksirów, typu xanax, prozac, promazyna, mianseryna, lerivon, remeron, efectin i paru innych.

Przykład pierwszy z brzegu: anafranil - darmowy albo prawie darmowy. Skoro opiekuńcze państwo kupuje gdzieś w Niemczech tabletki które rozdaje pacjentom za darmo, to zapewne te tabletki są dobre  :-) ("Lek ma długo historię, gdyż stworzony został w latach 60. Lekarze przepisują anafranil rzadko, znacznie częściej od niego używane są leki nowocześniejsze. Lek jest skuteczny przy depresji (według szeregu badań skuteczniejszy jest od nowszych leków), jednak bardzo ważnym jego zastosowaniem jest także leczenie nerwicy natręctw. Przy tym zaburzeniu na pełne efekty terapeutyczne anafranilu czekać należy dłużej niż przy depresji, bo do dwóch miesięcy. W Polsce widoczna jest tendencja odchodzenia od leku, ze względu na znaczną ilość skutków ubocznych"). A oto one - samo zdrowie.

Suchość błony śluzowej jamy ustnej, co grozi pojawieniem się uszkodzeń zębów. Zaparcie. Nadmierne pocenie się. Zmęczenie. Bóle głowy. Bezsenność. Mdłości i wymioty. Nagły spadek ciśnienia krwi przy zmianie pozycji ciała na pionową. Zawroty głowy. Zaburzenia akomodacji oka. Wzrost wagi ciała. Drżenia mięśni, napięcie mięśni. Przyspieszenie rytmu serca. Uderzenia krwi do głowy. Nadmierna aktywność. Agresja. Koszmarne sny. Zaburzenia koncentracji oraz pamięci. Nasilenie się depresji. Pogłębienie stanów lęku i niepokoju, zwłaszcza na początku leczenia. Zwiększony lub zmniejszony pociąg płciowy.
Wzrost apetytu. Mrowienie kończyn. Wysypka. Przejście od stanu depresji do stanu nadmiernej aktywności. Utrudnienia w oddawaniu moczu. Znaczne obniżenie liczby białych ciałek oraz płytek krwi. Gwałtowne bicie serca. Napady epileptyczne. Zaburzenia mowy. Upośledzenie koordynacji ruchów. Zmiany impulsów elektrycznych w mózgu. Wydzielanie się mleka z gruczołów sutkowych. Powiększenie gruczołów sutkowych. Gromadzenie się wody w ustroju. Podwyższone ciśnienie krwi. Zapalenie wątroby. Duszność. Przebarwienia skóry i języka. Splątanie, szczególnie u pacjentów starszych. Złudzenia słuchowe, rozszerzenie źrenic. Wzrost ciśnienia śródgałkowego. Gorączka. Wstrząs alergiczny, zapalenie gruczołów limfatycznych, zapalenie żył.

Brakuje tylko stwardnienia rozsianego, wylewu, ropnia mózgu i choroby Ehlersa-Danlose'a do kompletu.

Po takiej dawce wiedzy medycznej wybieram jednak Budweisera, w końcu sklep otworzyli   :-)

60

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Witam serdecznie,
być może stanie się w tej chwili tak, że odgrzebię stary temat nie odświeżany od paru tygodni, jednak czytając te dwie strony nasunęły mi się pewne myśli. Dla porządku powiem, że nie byłem nigdy w szpitalu psychiatrycznym ani nie korzystałem z usług przedstawiciela zawodku lekarskiego tej specjalizacji.
Otóż zwracając uwagę na koszmarną zarozumiałość, cyznim oraz wypowiedzi przesiąknięte wyższością i ironią (nie jest dla mnie jasne z jakiego powodu) pana Imielskiego muszę stwierdzić, że jeżeli podejście do chorych w szpitalach psychiatrycznych wygląda właśnie w taki sposób jaki przedstawia postawa tego pana to ludzie, którzy się w owych placówkach znaleźli rzeczywiście mają na co narzekać.
I być może nie jest to odniesienie do faktów przedstawionych wyżej - przynajmniej tych o bezprawnych zatrzymaniach, według pana Imielskiego, ludzi w szpitalach, bo rzeczywiście ma tutaj rację, to sposób w jaki się na ten temat wypowiada jest urągający wszelkim normom, które każdy empatyczny, trzeźwo myślący człowiek przypisuje do zawodu lekarza psychiatry bądź psychologa / psychoterapeuty. Gdy ktoś do pana przychodzi na sesję terapeutyczną, to również konstruuje pan zdania w ten sposób? Doświadczenie zawodowe to co innego, niż rutyna, a pan zdążył ocenić wszystkich tutaj wypowiadających się o szpitalach negatywnie czytając zaledwie ich posty!
Ponadto powołuje się pan na prawo, które w Polsce nie działa nawet w przypadku czegoś równie trywialnego jak przestępstwa skarbowe, rozpatrywane z wiadomych przyczyn o wiele skuteczniej, niż przypadek osoby, która została wepchnięta do szpitala siłą, na złość. Skąd więc w panu ta pewność, że się tak nie dzieje? Skąd to absulutne przekonanie o wykonywalności procedur prawnych? Może wystarczy mieć paru znajomych, może w policji czy w szpitalu i już sprawa załatwiona? Patrząc na polskie przyzwyczajenia brzmi to o wiele bardziej prawdopodobnie niż sytuacja, w której szereg instytucji za każdym razem oraz na terenie całego kraju przestrzega procedur. Proszę również pamiętać, że chociaż społeczeństwo przyzwyczaja się już do braku oceny osób chorych to jednak proces ten przebiega wyjątkowo powolnie. A lekarze również pochodzą z różnych środowisk społecznych. Idę o zakład, że nie każdy lekarz traktuje chorego psychicznie jako jednostkę sobie równorzędną, co zapewne pociąga za sobą pewne konsekwencje - na przykład takie, że zdanie chorego kompletnie się nie liczy. Lekarz posiada zarówno w społeczeństwie pewną pozycję, autorytet. To jest władza, szanowny panie, tylko o wiele bardziej subtelna niż reguralne przepisy prawa.

61 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2012-07-07 01:56:24)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Proszę nie przesadzać, to nie jest kółko wzajemnej adoracji, my tu prowadzimy ostrą dyskusję.
A i pan Imielski wcale się nie obraża, kiedy ktoś mu w tej dyskusji przysoli.

callan napisał/a:

Gdy ktoś do pana przychodzi na sesję terapeutyczną, to również konstruuje pan zdania w ten sposób?

Nie zajmuję się psychoterapią i nie prowadzę sesji terapeutycznych. Umiem za to porządnie człowiekiem potrząsnąć, jeśli zachodzi taka potrzeba. Głaskać i przytulać też potrafię, tyle, że potrząsanie uważam za przeważnie skuteczniejsze.
Zdania zaś konstruuję w najróżniejszy sposób, zależnie od okoliczności, głównie zaś od tego, czy kogoś akurat przytulam, czy nim potrząsam.
Jeśli jest Pan zainteresowany moim sposobem konstruowania zdań, serdecznie zapraszam do lektury moich książek i artykułów. Moim Pacjentom nie należy współczuć, nigdy na mnie nie narzekali.

kms33 napisał/a:

Po takiej dawce wiedzy medycznej wybieram jednak Budweisera, w końcu sklep otworzyli   :-)

Współczuję, bo znam ten ból. Polecam utwór Irka Dudka pt. "Za dziesięć trzynasta" smile
Ale... czasem w tym szaleństwie być może jest pewna metoda...

62

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Czytałem że leczenie zdegenerowanych alkoholików na oddziałach odwykowych w psychiatrykach kosztuje mies. 2.244 zł. Narkomanów pewnie jeszcze więcej. Takich trzyma się przykładowo pół roku, rok, może 2 mies. może 5 lat. Jakie to koszty generuje, każdy sobie może obliczyć. A mówią że w NFZ na wszystko brakuje.  :-)

Z tego co mi wiadomo, to wypis z takiego szpitala, daje duże szansę na otrzymanie 572 zł renty. Co w połączeniu z brakami perspektyw na pracę ludzi po 50-60 będzie oznaczać, że w tym szaleństwie będzie metoda  :-)

Podobno w miarę łatwo (w porównaniu do innych schorzeń) dostać rentę na schizofrenię. Najpierw się łazi do poradni, słyszę głosy w głowie, ciągle mnie śledzą  :-) potem pobyt w szpitalu, trochę prochów, wypis, komisja zus, i kasa jest. Potem np. za granicę do roboty na parę lat, a w tym czasie 700 zł na konto co miesiąc wpływa. Jak nie wyjdzie za granicą, to tu na czarną godzinę będzie.

Prawda to?

63 Ostatnio edytowany przez Jennifer (2012-07-07 18:53:21)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych
kms33 napisał/a:

Widziałem w przychodniach różnych ludzi którzy leczyli się (czasem w szpitalu, czasem "tylko" w poradni) psychiatrycznie tzn. brali te "dopalacze". I co widać było po ich twarzach i po funkcjonowaniu. Kompletnie zamuleni, przymuleni bez sił do życia, często na dziadowskich rentach, a były to osoby które brały leki po 5,6,10,20 lat.

Po prostu ja uważam że sens leczenia depresji i jakichś lekkich nerwic ma może miejsce gdzieś w bogatych krajach, gdzie obywatela stać na nowoczesne leki za np. 1000 zł za opakowanie i tu może rzeczywiście dojść do poprawy a nawet zaleczenia (bo przecież nie całkowitego wyleczenia).

A jak jest w polskich umieralniach (bo ja tych instytucji szpitalami nie nazywam)? Leki z lat 50-tych, jakieś haloperidole i inne seronile i lerivony, najtańsze i już dawno wycofane w świecie "medykamenty". Taki jest kontrakt nfz i stan finansów. Pacjent ma być naładowany nieskutecznymi prochami, wyjść potem przyjść do poradni po kolejne dawki różnych kolejnych prochów. A skutki uboczne są powszechnie znane. Psychoterapia to kolejna ściema.

Tak naprawdę ja jestem zdania że choroby psychiczne powinno się leczyć tylko gdy osoba "lata z nożem z krzykiem zabiję cię" itp. przypadki. Leczenie nerwicowców, chorych na depresję, anoreksję, itd. nie ma sensu. Szkoda kasy i czasu. Oni na początku choroby są już takim stanie, że lepiej nie będzie, a może być tylko gorzej.

Raz w życiu wziąłem kilka tabletek nasennych przepisanych przez lekarza. Miałem taką "bombę" że po 3 minutach zasypiałem. A nogi momentalnie robiły się jak z betonu. Potem się okazało że substancja (zolpidem) widnieje na zakazanej liście tzw. DOPALACZY

Ja mam na osiedlu byłych amatorów tego typu używek. Są to po 2-3 latach "brania" autentyczne wraki fizyczne i psychiczne, ludzie naprawdę niebezpieczni. Ciekawe jak wygląda ktoś kto 5-10 LAT a nie tydzień brał tego typu prochy. Chyba nawet prostej krzyżówki nie będzie już potrafił rozwiązać  smile

64 Ostatnio edytowany przez Jennifer (2012-07-07 18:28:16)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

tongue:

65 Ostatnio edytowany przez Jennifer (2012-07-07 19:38:33)

Odp: Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Ok - zarejestrowałam się pod innym Nickiem - żeby wyjaśnić Ci kms33- róznicę między szpitalem psychiatrycznym a Oddziałem Zamkniętym - mylisz pojęcia !!! - pociskasz tu takie bzdury - i dziwię się Wojtkowi Imielskiemu ( sorki,że tak na TY - ale na forum to jest tak przyjęte ) ,że cierpliwie tłumaczy - że wogólę - odpisuje na Twoje głupie !!! tak bardzo głupie posty !!!
bylam w szpitalu psychiatrycznym - 3 razy - o tym później ....

w przychodni - PZP - siedzą pod gabinetem - ludzie ,którzy się leczą !!!
mało który - ma oczy naćpane - z prostej przyczyny - biorą dopasowane leki - nowej generacji ...
to są ludzie z diagnozą - odwrotnie do Ciebie - bo Ty należysz - do tych "niezdiagnozowanych - jesteś "normalny " niech Ci bedzie ......

jestem na "dziadowskiej " rencie - też Cię z błędu wyprowadzę - mam" zielone papiery - a nie żółte "
dziwne - bo na orzeczeniu - nie ma pieczątki psychiatry ...
biorę lek angielski - za który płacę - 3,20 - bo mam wpisany odpowiedni - symbol choroby - Ty nie wiesz jaki???? -ale Wojtek - pewnie od razu wie .....

tyle wstępu ..... pozdrawiam Wojtka

Posty [ 1 do 65 z 150 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Cała prawda o szpitalach psychiatrycznych

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026