yarko73 napisał/a:To co piszesz to wierutna bzdura
Punkt dla Pana za kulturę prowadzenia konwersacji
yarko73 napisał/a:Sam wylądowałem na zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego na ponad miesiąc po awanturze w domu
Niech zgadnę - brał Pan zupełnie niewinny, kulturalny udział w zwykłej domowej awanturze, aż tu nagle zwyrodniała żona wezwała policję... (?) Wzywając karetkę, w Centrum Powiadamiania Ratunkowego podała zapewne, że prosi o przyjazd pogotowia ratunkowego w związku z awanturą domową?
To zrozumiałe, wszak w przypadku każdej awantury domowej pogotowie przyjeżdża natychmiast.
yarko73 napisał/a:Przyjęciu do szpitala nie towarzyszyła żadna masa decyzji dokonywanych przez niezależne organy, tylko policja i karetka pogotowia wezwana przez żonę na skutek awantury.
Czy w Pańskiej miejscowości, w przypadku awantury domowej, policji standardowo towarzyszy karetka pogotowia? Pozazdrościć opieki zdrowotnej (swoją drogą - musi być doskonale dofinansowana), w moim mieście przyjeżdża tylko policja, chyba, że osoba, której dotyczy interwencja zachowuje się w sposób jednoznacznie wskazujący na zaburzenia psychiczne i konieczność hospitalizacji (lub konieczna jest interwencja medyczna z innych powodów, na przykład wtedy, kiedy pijany mąż, zupełnie żartem, trochę pokroi żonę nożem albo w ramach romantycznych, małżeńskich pieszczot wybije jej kilka zębów).
Podejrzewam jednak, że był Pan najzupełniej trzeźwy, nieagresywny i przykładnie kulturalny, aż tu naraz bach - nie tylko policja, ale i pogotowie!
Czy dobrze się domyślam, że zarówno żona, jak i cała rodzina, policja i załoga karetki pogotowia, sąd, personel szpitala, a przede wszystkim upiorny ordynator oddziału są w zmowie przeciwko Panu? To wszak dosyć często się zdarza, podobnych historii od pacjentów słyszałem co najmniej kilkaset...
yarko73 napisał/a:Dodatkowo po przyjęciu na moją prośbę o spotkanie z rzecznikiem praw pacjenta zostałem poinformowany że rzecznik jest na 3 tygodniowym urlopie 
Nikt go nie zastępował? Co za bałagan. Ale skoro leżał Pan 6 tygodni, zapewne miał Pan okazję wreszcie się z nim spotkać (?) Czy dobrze zgaduję, że również rzecznik praw pacjenta należy do spisku?
yarko73 napisał/a:Fakt jest taki, że wypisanie się ze szpitala na własne żądanie bez współpracy rodziny jest niemożliwe
Jeśli istnieją przesłanki do zatrzymania pacjenta to nawet współpraca rodziny nie pomoże, a co dopiero, kiedy rodzina jest w zmowie z personelem oddziału, policją i sądem!
yarko73 napisał/a:Z reguły to rodzina jest głównym czynnikiem ubezwłasnowalniającym (...)
Zwłaszcza zaś rodzina, która się bez powodu uwzięła...
yaro73 napisał/a:(...) jeśli nie jesteś w stanie wyperswadować komuś bliskiemu że twój pobyt w szpitalu jest niepotrzebny (...)
Zapewne w Pańskim przypadku był zupełnie niepotrzebny i właśnie dlatego został Pan złośliwie zatrzymany.
yarko73 napisał/a:będziesz tam przebywać aż zakończy się standardowe "leczenie", czyli przetrzymywanie, trwające tyle ile mają przyjęte w danym szpitalu
W każdym szpitalu "mają przyjęte" tyle samo, bo regulują to stosowne przepisy, a bezpośrednio zależy to od postawionego rozpoznania.
yarko73 napisał/a:Z drugiej strony niestety ordynator nie weryfikuje intencji rodziny ani rzeczywistych potrzeb pacjenta tylko standardowo przekonuje rodzinę o konieczności leczenia ze względu na konieczność utrzymania pokaźnych statystyk leczenia na swoim oddziale.
Musiał Pan być szczególnie cennym dla szpitala nabytkiem. W tych szpitalach, które znam, nie ma potrzeby podwyższania statystyk, bo i tak pękają w szwach od pacjentów (wśród których ogromny procent to zresztą ludzie całkowicie zdrowi, przetrzymywani złośliwie wbrew woli. Na nieco podobnej zasadzie więzienia mają problem z nadmiarem niewinnych).
yarko73 napisał/a:Rodzina natomiast raczej jest skłonna słuchać lekarza niż pacjenta.
To też bardzo częste, choć do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego tak jest, tym bardziej, że przecież pacjent zwykle jasno i komunikatywnie tłumaczy rodzinie, że jest najzupełniej zdrowy.
Mam jeszcze pytanie, które zadaję wszystkim nieszczęśliwym pacjentom, przywożonym do szpitali psychiatrycznych siłą (nota bene, co dziwne, zazwyczaj przez policję - widać wożenie zupełnie zdrowych pacjentów do szpitali jest podstawowym policji obowiązkiem), zwykle na mocy zmowy rodziny, policji, sądu, prokuratury, personelu szpitala i paru jeszcze innych, postronnych osób - czy w związku z oczywistą, brutalną przemocą, której dopuszczono się wobec Pana, wystąpił Pan z jakąkolwiek skargą, wnioskiem do sądu, zgłosił Pan ten skandaliczny incydent na policji, w prokuraturze, w sądzie...?
Czy też, ze względu na fakt, że wszystkie te organa pozostają w zmowie przeciwko Panu było to zupełnie niemożliwe lub bezsensowne?
I czy dobrze się domyślam, że podczas pobytu w szpitalu był Pan, rzecz jasna zupełnie bez powodu (a raczej powodem była złośliwość ordynatora i reszty personelu) unieruchamiany za pomocą pasów lub kaftana bezpieczeństwa?
Podsumowując - czy Pan wspominał może coś o wierutnych bzdurach?