Poznaliśmy się na studiach.Nie byliśmy sobą specjalnie zainteresowani,ot tacy kolega-koleżanka.Mało tego,chłopak trochę mnie momentami irytował
Wszystko się zaczęło,kiedy rzuciłam studia po paru miesiącach nauki.Wróciłam do domu,do swojego rodzinnego miasta.Owe studia mi nie odpowiadaly,byłam bardziej ambitna,postanowilam startowac za rok do innego miasta na inny kierunek.Poza tym za wszelką cenę chciałam uciekać jak najdalej od swojego (teraz juz ex)chlopaka,z ktorym wówczas wspolne wynajmowanie stancji dalo mi w kosc.Po tym jak nie pokazywalam sie juz kilka dni na uczelni,napisal do mnie na gg ten kolega wlasnie z pytaniem,co sie ze mna dzieje.Dalej wszystko sie potoczylo lawinowo.Codzienne rozmowy na gg po kilka godzin,okazalo sie ze jestesmy do siebie bardzo podobni,lubimy te same rzeczy,mamy podobne poglady i poczucie humoru.Z czasem kazda wieczorna rozmowa na gg stala sie zwyczajem.Prawił mi jakieś skromne komplementy,troszke adorowal,a mi to odpowiadalo.Z zadnym chlopakiem nie mialam tak dobrego kontaktu.Po miesiącu pisania ze soba postanowilismy sie spotkac.Pojechalam do niego.To byl cudowny dzien,po ktorym nagle straciłam głowę!dla niego... (nadal zachodze w glowe,jakim cudem nagle tak bardzo zauroczyl mnie chlopak z ktorym przeciez wczesniej widywalam sie codziennie na uczelni).Wiem ze jemu tez nie bylam obojetna,chociaz podczas spotkania zachowywalismy się jak zwykli znajomi,ktorzy sie po prostu nie widzieli dluzszy czas.Pozniej wrocilismy do rzeczywistosci-oddaleni o 100km,w kontakcie tylko poprzez rozmowy na gg,czasem jakis sms.Po 2 tygodniach znowu postanowilismy sie spotkac,w innym miescie,tak ze oboje mielismy do pokonania po polowie odleglosci nas dzielacej.Pierwsze pocalunki.Absolutny brak poczucia czasu.Po paru h znowu rozłąka.Znowu kontakt przez internet.Nie wiedzielismy,jak nazwać swoje relacje,on sie mnie pytal,czy widze dla nas szanse,ja odpowiadalam,że nie wiem,bo na prawde nie wiedziałam.Postanowilismy sie pospotykac jeszcze,zobaczyc co czas przyniesie.Po 2/3 kolejnych spotkaniach,w ktorych pokazałam serie zimnych uczuć,emocje opadły.Może dlatego,że zaczelam miec wątpliwości,czy jestem traktowana przez niego powaznie co wynikalo czasami z jego dziwnych odzywek.Poźniej mi powiedział,że zraniłam go swoim zachowaniem.Po jakims czasie on doszedl do wniosku,ze to nie ma sensu.Zgodzilam sie z tym.Postawilismy w koncu na luźna znajomość,tylko przyjaźń.Wowczas nagle obudzily sie we mnie jakies uczucia do niego,nie wiem jak to opisac,zadzwonilam do niego,prawie plakalam,o on byl tylko zdziwiony moim rozbiciem wewnetrznym...Po tym dałam sobie na luz.Kontakt osłabł,pozniej jednak znowu ożył,nasze relacje byly karuzela.Ale z czasem znowu zaczelismy normalnie gadać,tak jak wcześniej,tylko juz po prostu na nic nie liczac.Po paru miesiacach będąc w dobrych,jak mi sie zdawało relacjach,poprosilam go o pewna przysluge,zostawiajac mu oczywiscie możliwość wyboru.Zgodzil sie mi pomoc bez wahania.Po czym po kilku dniach,nagle,po serii "przemyśleń" nagle zmienil zdanie,i liczył na to,że zrozumiem.Nie rozumialam,bo przecież zadeklarowal się pomoc.Sprawa dla mnie byla wowczas bardzo wazna,a on mnie zawiódł.Poklocilismy sie.Płakałam.Tak bardzo mnie rozczarował...Zamilkłam,nie chcialam z nim rozmawiac.
Po jakimś czasie musialam jechac do miasta w ktorym on mieszkal (i studiowal) i z samego sentymentu,od tak postanowilam go o tym poinformowac.Zapropownowalam spotkanie.Zgodzil sie.Spotkanie okazalo sie porazka,w ogole rozmowa nam sie nie kleiła,a on zdawalo sie ze chce jak najbardziej mi dopiec.Wrocilam do domu zalamana,plakalam jak bóbr.Bylam pewna ze to koniec znajomosci.Znowu sie nie odzywalam,nie mialam ochoty wdawac sie z nim w zadne dyskusje.Az tu nagle po miesiacu odezwal się do mnie.Jednak zadne z dalszych rozmow nam sie nie kleiły,brak tematow do rozmowy,suche odpowiedzi z jego strony.A z drugiej strony,wciąż mialam obraz tego fatalnego ostatniego spotkania i rozczarowania po jego "obiecankach-cacankach".Postanowilam definitywnie zerwac z nim kontakt.Nie dawac znaku zycia,i wyrzucic go z pamieci.Nie potrafilam...Ale szlam w uparte.Jednak snił mi się po nocach,tesknilam za pogaduchami z nim,ciagle wspominalam i snulam "co by bylo gdyby...".Az nie wytrzymalam,zadzwonilam do niego w sylwestra po kilku miesiacach ciszy.Był w szoku,że się odezwalam,tak nagle.Pozniej,powoli,bardzo powoli zaczelismy znowu ze soba pisac,znowu sie dogadywac.Najpierw rozmowy zwykle,bez zadnych podtekstow,kolezenskie,pozniej niestety badz stety-z podtekstem.Analizowalismy czasami,dlaczego to co bylo miedzy nami nie wyszlo.Jego zdaniem przyczynila sie do tego odleglosc i troche moje "zimne" serce.A ja po prostu nie lubie sie odkrywac z uczuciami,bo nie chce byc wykorzystana,nie chce pokazywac od razu jak bardzo mi zalezy...Ostatnio pisalismy znowu bardzo czesto,rozmawialo nam sie bardzo dobrze,pojawila sie sposobnosc ku spotkaniu.Mial przyjechac do miasta w ktorym jestem obecnie.Od owego feralnego spotkania minąl przeszlo rok.Nie wiedzialam czego sie spodziewac,jak beda wygladaly nasze relacje kiedy juz staniemy na przeciwko siebie.Postanowilam wrzucic na luz,zobaczyc jak bedzie.Spotkalismy sie-super!godziny spedzonego razem czasu-super!chodzilismy objeci,przytulalismy sie.Co wiecej,bardzo to mi odpowiadalo.Az w pewnym momencie,on chcial mnie pocalowac,a ja go odrzucilam.Automatycznie.Nie wiem dlaczego to zrobilam.Chyba sie balam,ze powroci to wszystko z przeszlosci.Te wszystkie uczucia ktore kiedys do niego mialam.Odrzucilam go,znajac wszystkie jego perypetie z dziewczynami,o ktorych wielokrtonie mi opowiadal.Stal sie bardzo przewrazliwiony na tym punkcie.Nawet przez ten czas,kiedy zaniechalam z nim konatktu,on wdal sie w jakas krotka milostke na odleglosc z dziewczyna,ktora pozniej stwierdzila,że to nie ma sensu,bo pojawil sie w jej zyciu ktos inny.
W kazdym razie,po tym fakcie,już nie było zadnych czulosci.Malo tego-unikal kontaktu fizycznego ze mna.Pytalam sie czy wszystko ok,a on sie tylko smial ze dlaczego niby teraz mamy o tym gadac,skoro i tak zaraz mu napisze na gg esej o tym.Ot taka dobra mina do zlej gry.Po spotkaniu poukladalam sobie troche w glowie,doszlam do wniosku ze nie potrafie go traktowac jako zwyklego kumpla,ze chcialabym czegos wiecej,ze chyba jednak chcialabym sprobowac zwiazku na odleglosc.Poplakalam sie,nagle zdalam sobie sprawe,ze znowu mi na nim zalezy.Mielismy sie spotkac na drugi dzien,okazalo sie,ze jednak sie nie zobaczymy,bo niby nagle mu cos wypadlo.Chcialam z nim bardzo porozmawiac,powiedziec mu o swoich przemysleniach,spotkac sie chociazby na 5minut...On jednak stwierdzil,ze nawet takiego czasu dla mnie nie znajdzie.Moje rozbite myśli,nie moglam sobie znalezc miejsca.I wyjechal,wrocil do siebie.Po jakims czasie,rozmawialismy na gg.Chcąc nie chcąc,napisalam mu ze nie potrafie go traktowac tylko jako zwyklego kolegi,ze wrocily uczucia.Po czym otrzymalam cała salwe wywodów,przepelnionych zalem,gorycza.Powiedzial ze moje gadanie sie nie trzyma kupy,najpierw daje mu mylne sygnaly,pozniej odtracam,i jak ja tak moglam,wiedzac ile on przeszedl w relacjach partnerskich.A ja tylko sluchalam co on ma mi do ogloszenia,wylania calego zalu z siebie i tylko przytakiwalam,przeprosilam,wytlumaczylam,probowalam w kazdym razie...A on powiedzial ze to tylko slowa,a licza sie czyny.Ja powiedzialam,ze jesli chce czynow,to przyjade do niego,bo nie chce tego tak zostawic.A on ironicznie sie tylko zapytal "po co?szkoda Twojego czasu i pieniędzy"...Teraz nie odzywa sie juz dluzszy czas,a ja na zmiane co rusz mam wahania nastroju,nie wiem co zrobic,czasem placze,zaluje ze go odtracilam,bo zdaje sobie sprawe z tego jak go musialam tym skrzywdzic.Teraz chyba dopiero widze,że chyba rownie mocno tkwie w jego pamięci,jak on w mojej.A może się mylę?Ciagle o nim mysle,zaluje ze to spotkanie wygladalo tak a nie inaczej.On powiedzial,ze to byla ta magia chwili,tylko o nia chodzilo,a ja dalam mu po prostu swoim zachowaniem w twarz.
Zastanawiam sie jak dalej beda wygladaly nasze relacje,czy w ogole sens jest aby kontynuowac znajomosc?Bo niby w jakich relacjach?Chcialam mu powiedziec o tym,ze myslalam,aby sprobowac zwiazku na odleglosc.Czy jest w tym sens??!?!
Obecnie dzieli nas 200km,to nie jest koniec swiata,teoretycznie moglibysmy sie spotykac ze 3/4 razy w miesiacu np na weekendy.Tylko ze nasze plany przyszlosciowe sa calkowicie rozne,on chce wyjechac za rok z Polski.Wybiegam myslami w przyszlosc,bo nie chce zwiazku chwilowego,chociaz wiem,ze rozniee bywa w zyciu,moze wcale tak na prawde nie pasujemy do siebie,moze za bardzo go sobie wyidealizowalam,moze odbieram to poprzez pryzmat przeszlosci,a moze to jest po prostu zbyt swieża sytuacja,a za tydzien/dwa wszystko mi przejdzie.Ale chodzi o to,że zawsze o nim myslalam,nawet wowczas gdy sie nie odzywalismy do siebie szmat czasu,nie potrafilam go wyrzucic z pamięci.
To jest CHORE ![]()
Mam nadzieje ze nazbyt nie zanudziłam i że znajdzie sie osoba,ktora mi podrzuci pomysl,co zrobic z ta cala sytuacja.Bo ja juz nie mam sil
(
Podobne tematy
Na moje powinnaś sobie dać z nim spokój, bo tylko się męczysz niepotrzebnie. Oboje jesteście niezdecydowani i nie wiecie czego chcecie. Zerwij z nim kontakt, ale tak totalnie, bo jak długo będziesz się trzymać tej znajomości- tak długo będzie on siedział w Twojej głowie. Ale sama musisz się najpierw zastanowić czego w ogóle chcesz:)
a ja to widzę zupełnie inaczej..zerwanie kontaktu nie bardzo pomoże, bo Ty jesteś w nim zakochana po uszy...nie wiem, z czego wynikały Twoje opory, żeby znajomość popchnąć do przodu...chłopak wyglądał na zdecydowanego, to Twoja postawa zrodziła w nim obawy...ja wsiadłabym w pociąg do niego, a potem stawałabym na rzęsach, żeby przekonać go, że warto dać mi ostatnią szansę...myślenie o dalekiej przyszłości zostawiłabym na później...po prostu nie zaznałabym spokoju, zostawiając to tak jak jest i długo plułabym sobie w brodę, że bałam się zaryzykować..tym bardziej, że jemu naprawdę na Tobie zależało..mietowa245, żaden facet nie jeździłby tyle kilometrów na spotkania, dał się tak wodzić za nos przez tyle czasu, gdyby sam nie czuł motyli w brzuchu..
jeśli chłopak kategorycznie odmówiłby dania kolejnej szansy, zastosowałabym się wtedy do rady red..
ale decyzja nie jest moja, tylko Twoja ![]()
tak jak mowisz,semiramido-zerwanie kontaktu mi nie bardzo pomoże,tym bardziej,że juz raz próbowałam-bezskutecznie.W ostatniej konwersacji powiedział,że juz nastepnej szansy nie będzie.Nie wiem jak mam sie do tego odnieść,cały czas główkuje nad tym i chyba jedyną możliwościa wyjaśnienia sytuacji byłaby szczera rozmowa twarza w twarz.Chcialabym pojechac do niego,ale z drugiej strony nawiedzaja mnie czarne myśli,ktore moga sie urzeczywistnic.Że ja tu odkryje przed nim swoje uczucia,a on sie glupio zapyta czego ja sie po tym wszystkim spodziewam?Tak juz mi raz powiedzial po tym,jak oznajmilam mu w ostatniej rozmowie,ze przyjade do niego.Zapytal sie najpierw po co,i czy mysle ze jak przyjade to on mi wpadnie w ramiona?on ma bardzo cięzki charakter,jest strasznie pamietliwy,sam mi to tez powiedzial...Cięzko będzie.Mam straszny mętlik w glowie,juz od tygodnia,caly czas tak samo...O kant dupy to wszystko rozbić ![]()
kochana, a co ma powiedzieć facet, który już tyle razy się starał, a z Twojej strony spotykał sprzeczne sygnały, w jednym momencie okazywałaś zainteresowanie, a zaraz potem go odpychałaś...jeśli mówisz mu, że Ci zależy i przyjedziesz, nie dziw się jego słowom "po co? to nie ma sensu"....co ma powiedzieć? dla niego to są znowu kolejne Twoje słowa, których pewnie podobnych padło setki z Twoich ust...Ty nie mów o tym, tylko to zrób i mu pokaż, że go chcesz...niczym nie ryzykujesz...bo albo sytuacja się zmieni na Twoją korzyść, albo nie zmieni się wcale...gorzej nie będzie
ale najpierw sama się zastanów, czy Twoje odpychające zachowanie się nie powtórzy...bo jeśli uda Ci się go tym razem przekonać, to na pewno nie będziesz miała kolejnej okazji...teraz masz ostatnią szansę udowodnienia mu, że Ci na nim zależy...trzymam kciuki ![]()
PS. z 15 lat temu sama spędziłam 9 godzin w autobusie pewnego upalnego dnia, żeby przeprowadzić godzinną rozmowę z takim jednym, co to przez niego nie mogłam spać ani normalnie funkcjonować....wprawdzie nie było to "wielkie ajlawiu", ale oboje potrzebowaliśmy szczerego wzajemnego wygadania się, żeby sprawy między nami ułożyły się pomyślnie..dlatego wiem, że nie zawsze trzeba dawać czas czasowi, tylko należy działać...mnie wtedy od razu spokój powrócił ![]()