Hej,
Nigdy wcześniej nie korzystałam z forum. Od 5 miesięcy jestem w stałym związku. Odległość jaka nas dzieli to jakieś 250 km. Poznaliśmy się przypadkiem i wszystko szybko się potoczyło. Ja mam 28 lat on 34 lata. Nie w głowie nam jakieś pogrywania, ja uważam, że to TO:) on też. Mimo krótkiej znajomości mam pewność. Problem polega na moim dziwnym zachowaniu, nie wiem z czym się to wiąże... Otóż 2-3 razy w miesiącu mam taki paniczny lęk i strach przed tą odległością. Mam pretensje o to, że nie odzywa się (mimo, iż wiem że jego praca czasami nie pozwala mu na odzywanie się do mnie) od słowa do słowa dochodzi do wyrzucenia ze mnie pretensji, która kończy się moim płaczem (nagromadzenie emocji). Problem jest taki, że mam choleryczny charakter więc powiem co leży mi na sercu, wypłaczę się i mi przechodzi a on- człowiek spokojny i opanowany słucha tego i stara się mnie zrozumieć. Na początku związku rozmawialiśmy do późnych godzin ale ten etap poznawania minął i przeszliśmy do fazy stabilizacji. Planujemy wspólną przyszłość, na razie o niej cicho mówimy ale wiem, że tak będzie (chyba, że będzie miał dosyć tych moich dziwnych wybuchów). Czy któraś z Was ma podobne zachowania? Jeśli tak jak sobie radzicie? Nie mam żadnych problemów ze sobą, tzn. akceptuję siebie, jestem bardzo ciepła i rodzinna (to zachowanie zdarza się 1-2 razy w miesiącu, być może jest uwarunkowane hormonalnie, albo przyzwyczaiłam się do częstego kontaktu i teraz normalnie mi go brakuje). Nadal rozmawiamy często i dużo, codziennie ale porównywalnie krócej niż przez pierwsze 2-3 miesiące. Myślałam nad tym wszystkim bo kochamy się bardzo a wiem, że to moje zachowanie go rani... panować nad tym próbuję ale mimo tego w pewnym momencie nagromadza się emocji tyle, że wybuchają z większą siłą (jak popłaczę to na następny dzień mi przechodzi i jest ok). Może to jest strach przed utratą tego związku? Nie wiem skąd się we mnie bierze, może z tego, że jest idealnie (poza odległością i widywaniem się 2-3 weekendy w miesiącu- jego praca jest absorbująca i nie każdy weekend ma wolny, a jeśli ma to się spotykamy, czasami też wolę żeby jechał ze swoimi kumplami w góry, bo myślę, że to świetny sposób na odreagowanie stresów z pracy, on kocha góry.) Może doszukuję się dziury w całym? W te dziwne dni mam wrażenie, że to mi bardziej zależy na związku (wynika to z tego że nie mam norm pracy, mam własną działalność gosp. więc mogę sobie pozwolić na częstszy kontakt niż on). Mam sporo zajęć, jestem aktywna sportowo. Mam wszystko poukładane, tzn. dzień z góry zaplanowany wiem co muszę zrobić, załatwić. W sporcie odreagowuje swoje stresy. Rozm. o przyszłości i on wie, że będzie musiał się przenieść bo ja nie mogę przenieść swojej firmy (specyficzna branża). To tak z grubsza... Macie radę jak nad tym popracować?
Pozdrawiam,
Mmarta