netkobietyWszystkie działy
Psychologia

czuję się samotna w małżeństwie

32 odpowiedzi27 603 wyświetleniazałożony przez judyta2025, 19.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » czuję się samotna w małżeństwie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

1

Temat: czuję się samotna w małżeństwie

Witam. Proszę o radę w sprawie mojego małżeństwa. Jestem od 2 lat w związku małżeńskim, męża znam od ponad 3 lat. Przed ślubem było fantastycznie, mój mąż jako chłopak był czuły, wyrozumiały, pomocny, szukał wiecznie multum godzin żeby spędzić je ze mną. Nie miałam pewności co do tego związku, kochałam innego i myslałam o innym ale z czasem zaangażowałam się w związek z moim chłopakiem, zaręczyłam się i ślub. ślub był przyspieszony od ponad pół roku, ze względu na sprawy materialne. Tuż po ślubie on był zagubiony, uciekał do garażu, do rodziny, traktował mnie jak szwagierke, nie jak żonę. Rok później uznał że nie dojrzał do małżeństwa, a ja przepłakałam multum nocy przez niego, przez samotność. Nie mam z kim tak szczerze pogadać, przeprowadziłam się do niego tuż po ślubie, z teściami mieszkam. Obce miejsce, daleko mam przyjaciół, nie mam prawa jazdy żeby gdzieś wybyć. A dziś... niby lepiej, ale ja jestem tak cholernie samotna, jestem z regóły nieszczęśliwa, szarpię się z nim i jego rodziną. Niby nie pije, nie zdradza mnie, mówi że mu zależy ale czemu każdą wolną minutę woli spędzić z rodziną niż ze mną? Czasem się zdarza że zaplanuje weekend sam na sam, aż jestem zaskoczona. Nie wymaga ode mnie cudów, jeśli nic nie ugotuję to poprosi lub sam sobie robi kanapki, pozwala mi wypocząć, gdzieś wyskoczyć. Ale mam wrażenie że chce się mnie pozbywać, dlatego pozwala mi na wypady. Jeśli się pokłócę z jego bratem lub matką to i tak zawsze w jego oczach to ja jestem ta zła ;(. Jak mu wyjaśnię, przeanalizuje, przyzna mi rację, ale za miesiąc wypomni.
Dodam że ma takie samo wyksztalcenie co ja, pracuje na tym samym poziomie co ja, jest inteligentny, skomplikowany, za dużo gada, stąd te kłótnie. Zawsze mi rzuca, że jeśli mi źle to mogę się wyprowadzić, rozwieść, że mnie spłaci.
Dziewczyny czy to jest normalne? Zostawia mi drzwi otwarte. Mówi że jestem wymarzoną jego żoną, ale ja się z nim szarpię. Ja jestem konkretną kobietą, on jest ode mnie bardziej skomplikowany - nie tylko ja tak uważam. Jeśli boli mnie coś to od razu mu to mówię, jeśli coś mi się nie podoba to także, jeśli proszę żeby nie wynosił rodzinie to co dzieje się u nas to ons swoje. Pamięta na kilka dni, miesięcy, a potem spowrotem, zaniedbuje mnie, wychodzi z pokoju gdzie oglądamy nasz wspólny film i idzie do brata na kilka godzin - mimo że ja prosiłam go żebyśmy wieczór razem spędzili. Wcześniej też proszę żeby przyszedł wcześniej z garażu, bo mi jest smutno, mam problemy, a on wraca ok 21, gdzie ja muszę przed 22 iść spać ze względu na godziny pracy. Wymykam się do kumpeli, wymykam się do rodziców na cały weekend, wybywam do siostry, po takim weekendzie gdzie mnie nie ma w domu w poniedziałek jest stęskniony, szuka jak najwiecej tematów, kzyczy na mnie jak ja nie mam ochoty rozmawiać bo on mnie potzrebuje a ja jestem oziębła. Gdy już we wtorek chcę z nim spędzić czas, wieczór, to on zapracowany, zajęty, a potem widzę że ma czas dla swojej rodziny, ja sama spaceruję, jeżdżę na rowerze, a on na gadulcu u rodzinki. Życie na kupie, on ma bliskich pod ręka a ja nie, jego rodzinie nie mogę się wyżalić bo i tak to ja jestem ta zła, trzymam do nich dystans. Gdy męża nie ma w domu od rana do wieczora, to ja np w taką sobotę nie mam z kim słowa zamienić.
Chodziłam na obiadki, kawki do teściów, żaliłam się na męż a teraz mam przez tp przesrane.
Nie jestem wredna, mąż w pracy zarabia mniej niż ja, czasem dorobi dorywczo i wyrównuje się z moją wypłatą, ale on wiecznie musi robić jakieś kursy, podyplomówki, ja mu tego nie wygaduje, bo każdy kurs to podwyżka pensji. Ale ja się za to nie rozwijam, nie stać mnie na studia, kurs, podyplomówkę.
Jak mam przypływ gotówki, to kupuję sobie ciuchy, robię wypad na winko, kawę, pizzę z kumpelami albo jadę do siorki - a on mi to prędzej czy później wygaduje, że musi mnie przywieźć że szkoda że nie mam prawka - jestem w trakcie. A kolejnym razem mówi, że go dręczę że mogłabym  gdzieś wybyć, że on się czuje taki osaczony. Tak źle tak niedobrze. Ma rodzinę u boku ale wiecznie jest za nimi stęskniony. Ja już pępowin dawno odcięłam.
W kwestii finansowej nigdy nie miałam z nim problemów, nigdy nie brakowało nam na chleb.
W kwestii uczuciowej - zastanawiam się nad rozwodem (nie mamy dzieci), czuję się niespełniona, brakuje mi wspólnych chwil, brakuje mi rozmów. Jeśli nawet poruszamy ważny temat, a wejdzie jego brat, lub go zawoła on wychodzi, nigdy go nie wyprosił.
W tej chwili z bratem i jego kumplam siedzi i pije, zapraszali mnie, ale ja nie mam ochoty, humoru, beczeć mi się chce. Chciałabym pooglądać tv razem z nim, jechać na pizzę, na lody a siedzę sama, znowu.
Dodam że mówię mu czego pragnę, czego chcę, a oboje przed ślubemmieliśmy szansę się wyszumieć. Nie zamykam go w domu, wydzieram się, żeby wyszedł z garażu do ludzi, ale on woli hobby - garaż lub swoją bliska rodzinę.
Czuję się jak 5 koło u wozu, jak taka zabawka którą można pogłaskać, przytulić, spędzić z nią czas ale na kolejny tydzień wyrzucić. I znowu ta zabawka prosi żeby przyszedł wcześniej, mam problemy, w pracy z prawkiem, potrzebuję wsparcia, mówię mu to a on przytuli mnie , pogada, a potem mówi że nie wziął sobie małej dziewczynki za żonę i wychodzi.
On przed ślubem miał poważne problemy ze studami - wywalili by go, pomogłam mu napisać pracę , pomogłam mu pokompletować notatki na obronę, jednocześnie ciągłam swoją obronę, pracę i dom i swoją rodzinę. poświęcałam się dla niego, zwsze byłam u jego boku i jestem jak mam problemy, jestem przy nim tak długo na ile potrzebuje wsparcia. A on mi tego wsparcia daje mało. Jak jestem zajęta, oziębła, nie mam czasu dla niego - to on wraca wcześniej, szuka ze mną pytania, a jak ja mówię że naprawdę nie mam czau to pyta się czy go kocham, czy chcę być z nim, czy nie myslę o kimś innym. Głupie.
nawet dalej stosuję praktykę olewczą, szukam sobię pracy, robię generalne porzadki, wybywam do rodzicy, przyjaciół - a on stęskni się, pyta się czy go kocham, przytula się, prosi o wsparcie, porusza tematy, czy widzę sens w związku bo on tak, ale czuje że ze mna coś jest nie tak... A potem od nowa znowu sama siedzę, znowu on niby taki zapracowany a potem sam się przyznaje że nie miał ochoty być ze mną, że ma ochotę wymknąć się do matki, pogadać z bratem.

Dziewczyny co robić? Chcę jeszcze powalczyć o ten związek, ale nie mam siły. Pragnę faceta który będzie stały w uczuciach, raz zimny drań a raz czuły kotek .A jak mi jest źle to mnie wysyła do rodziców, albo wesprze mnie tak mniej wiecej. Warto być w tym związku? Czy ja za dużo wymagam? Czy ja nie mam prawa czuć się samotna, zmęczona szarpaniną, tłumaczeniem? Na długo i tak to nie podziała, a jak jestem oziębła to on sie zastanawia czy go kocham. Wiem że faceta nie warto trzymamć krótko, że nie warto go więzić, ale mi już psychika pada, jestem taka samotna, jest mi źle, chętnie spakowałabym się jeszcze dziś i wyprowadziła do rodziców, maiałabym wsparcie, bliskich przy sobie, mogłabym się wygadać, a takto tłamsze to. Jak się mężowi wygada jak jest mi źle to mi mówi że nie jestem małą dziewczynką, a sam potem potrzebuje wsparcia.

czy mam mu odbijać piłeczkę? Czy mam go średnio pocieszać i wspierać? Jak najrzadziej bywać w domu? Zwłaszcza gdy będę miała już prawo jazdy? Co mam robić?

On coraz cześciej pragnie dziecka, a ja boję się że potem znowu mi powie że nie dojrzał do ojcostwa tak jak nie dojrzał do małżeństwa. co robić? Proszę o konkretne odp

2

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Przede wszystkim wyprowadzka od teściow jezeli to mozliwe, bo w ten sposób nic nie osiągniesz

3 Ostatnio edytowany przez Luiza83 (2012-05-19 14:04:10)

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Witaj Judyto, dokładnie wiem co czujesz, ja też miałam taką sytuacje. Mój maż tez grał na moich emocjach. Niby twierdził, ze kocha ale tylko tak mówił. Nie zachowywał sie jak maz. Nie chciał ze mna być tak naprawde, nie intereosowało go budowanie rodziny tylko ze mna. Miał taki plan ze ja sie przykleje do jego rodziny, bede z nimi cały czas, odseparuje se od swoich bo oni już są niepotzrebni.
Zostawiał mnie sama i szedł do rodziców, kazdy przyjazd rodzeństwa celebrował jakby przyjeżdzał papiez. Na mnie wtedy nie zwracał uwagi. Na zainteresowania mogłam liczyc jak rodzeństwa nie było. Kiedy miałam juz dosć jechałam do swoich rodziców, zawsze sama. Potem kłócilismy sie cały tydzień, bo wykrzykiwał mi ze zostawiam do na całe weekendy.

On mógł bo przecież to jego rodzice. Ja nie mogłam, bo powinnam sie od nich odciąć.

Zawsze czułam ze woli spędzać czas ze swoją rodziną,wspólne kawki herbatki, obiadki, ferie wakacje, weekendy, grile..
Bardziej interesowało  go co wydarzyło sie w pracy u mamy, siostry niz u mnie.

Podobnie jak tobie mnie tez nic mi nie brakowało, miałam auto (teoretycznie do dyspozycji), ale jak zadecydowąłm ze pojadę spotkać sie z koleżankami, to juz mu sie nie podobałao bo powinnam z nim. Jak chciałam z nim to mówił, ze przyjechało rodzeństwo i on chce spędzic z nimi czas. A ja na tej karuzeli. Nie pił, nie palił, miał stabilną prace, mysle ze sympatie wspólpracowników, ale nie potrfił byc meżem. Nie chiał dziecka, mysle ze bał sie ze nie podoła tej odpowiedzialnosći, ze bedzi musiał podzielic uwage, ze nie bedzie mógł wszedzie towarzyszyc swoim rodzicom.

U mnie dodatkowo doszły powazne kłótnie, bo raczej też nie jestem pokorna. Nie mogłam sobie pozwolic na takie traktowanie. Każda kłótnia była coraz ostrzejsza, padały coraz gorsze słowa, kilka razy odmówiłam obiadków u mamusi, powiedziałm co mysle. Tak go to rozwscieczyło ze obrazal moją rodzinę, mnie wyzywał.Doszło do tego ze sie odsunelismy od siebie. Ja wyłam z bólu on czuł sie pewnie bo był wsród swoich, nigdy nie dostała od niego wsparcia.

Kiedy domagałam sie uwagi, wykrzykiwał, ze mu zazdrosze ze on ma rodzine blisko, ze jestem podła, bo mam coś przeciwko jego rodzicom, ze chce ich skłócić ze soba a jego ociagnąc od rodziny. W końcu stracił w moich oczach jako mężczyzna i nie było to juz do odbudowania.

Pewnie wina leży gdzieś posrodku, ale nie wiem co robiłam zle. Dopatruje sie tylko tego, ze dalam sobie wejsc na głowe ze nie potrafiłam zawalczyc o soją pozycję, nie zachowywałam sie ja dorosły asertywny człowiek, który ma prawo do wyrazania swoich opinii głosno. Bałam sie , nie chciałąm konfliktów z jego rodzina.

Teraz uczę sie życia sama ze soba,  raz mi idzie lepiej raz gorzej, ale jak pomyśle, ze miałabym tam wrócic, az mnie mdli.

Współczuje, bo masz truda sytuacje, proponuje ci rozmowe, jak najwiecej wspólnych wyjazdów, na których bedziecie tylko wy, rozmowa , rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Jesli mozęesz liczyc na nic porozumienia z mezem i zalezy mu na waszym małzeństwie, ustalcie jakiś dzien w tygodniu, kiedy spedzacie czas oddzielnie. Każdy według uznania, nidech wtedy siedzi z bratem , rodzicami do woli. Bądz konsewentna, trzymaj sie swojego zdnia, bo jest słuszne. Małzenstwo to nie zabawa.

Spróbuj, zeby później nie załowac. Mnie sie nie udało. Ale zycze ci z całego serca, zeby Wam wyszło. Nigdzie nie jest kolorowo, u innych trawa jest zawsze zieleńsza niz u nas. Jeśli jest cień szansy na poprawe, tzreba ja wykorzystac, rozmawaiać, mówic o swoich uczuciach, moze spróbować pomyslec o swoich 4 katach.

Pozdrawiam

4

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

nie mamy możliwości wyprowadzenia się, bo nas nie stać. Moja koleżanka mieszka na osobku i właśnie mówiła że to jest życie jak w madrycie. Dziękuję za radę. Ale proszę poradźcie mi, czy jeśli rozmowy nie przyniosą rezultatów to 1) wynająć sobie jakieś małe mieszkanko w miejscowości gdzie pracuję? I dać mu czas na przemyślenie, z kim chce  żyć? Ja czy rodzina? 2) Czy rozwieść się, zakończyć tą szopkę, uregulować sprawy majątkowe, przenieść się do rodziców i żyć od nowa.... ja już chyba mam deprechę, rzadko się uśmiecham, biorę tabletki uspakajajace - które mnie uciszają. Proszę o rady

5

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Judyto nikt nie da Ci gotowej recepty. Ja tez mam swój watek na tym forum, bardzo pomogły mi opinie innych, ale decyzja należała do mnie. Długo myślałam, płakałam, próbowałam, miesiącami żyliśmy obok siebie w milczeniu. Jak już sie pakowałam, strach brał góre i miekłam, nie potrafiłam odejsć.Pochłonełam kilka buteleczek neospazminy.
Ale nastapił taki dzień, poprostu wyszłam stamtad, myslałam tylko o tym ze on mnie nie kocha bo gdyby kochał inaczej by postępowała. Nie zabrałama wtedy nic, tylko torebke. Pojechałam do rodziców, a potem za kilka dni po swoje rzezczy. Mysle o nim o jego rodzicach, wściekam się na nich, potem usmiecham do siebie, ze ja jestem wolna a oni niech kisza sie we własnym sosie.

Podstawowa sprawa, to czy będziesz miała wsparcie od rodziny, to jest dla mnie bezcenne, bez tego bedzie Ci bardzo trudno.

Przemysl wszystko, wwyobraz sobie, ze jego juz nie ma, czy bedziesz tesknic, czy dasz rade udźwignać to emocjonalnie. Nie jest to prosta sprawa, jak opadaja emocje, do głowy przychodza rózne myśli, ja miałam nawet taki moment ze myslałąm sobie, moze rzeczywiscie to ze mna jest cos nie tak, ale naszczęscie mam wokół siebbie ludzi, którzy wspieraja mnie i dzieki nim jest mi łatwiej. Choc, gdyby ktoś mnie spytał czy nadal go kocham, nie potrafiłabym powiedzic, ze nie. Ale wiem ze już nie chce z nim byc.

Nie wiem jakim człowiekiem jest Twój maż, moze poszlibyście do psychologa.

Rozstanie to trudna decyzja i już ostatecznosć kiedy nie ma szans na kompromis, kiedy jednej stronie juz nie zalezy. wiem bo u mnie to też bardzo świeża sparwa, nie mieszkam z mezem dopiero miesiac, takze wiem jak wyglada to od tej drugiej strony. Jeśli masz cień nadziei na zmiane, to spróbuj. Rozmawiaj z nim, spytaj jak on to widzi, jaką widzi dla was przyszłosc.

Powodzenia

6

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Witaj Judyto. Jestem wiele lat po ślubie i  również sporo przeszłam. Po latach mojego małżeńskiego doświadczenia, mogę ci poradzić dokładnie to,  co napisała ci Luiza. Podoba mi się jej wypowiedź. Nie będę więc powtarzać tych samych słów, a dodam tylko, że  dziwnie się składa, że gdy w małżeństwie dzieje się źle, to w bardzo wielu przypadkach, nieporozumienia te są do siebie bardzo podobne. To znaczy wiele takich rzeczy się powtarza jak : niedojrzałość męża do pełnienia swojej roli, traktowanie żony jak zło konieczne, lekceważenie jej w momencie przebywania ze swoją rodziną /co jest bardzo przykre i poniżające/. To tylko część przykładów. I rzeczywiście, gotowej recepty nie ma jak postępować w takich sytuacjach. Trzeba zastanowić się czy  warto walczyć o utrzymanie tego związku, czy łączy was jeszcze uczucie. Ale to wyjaśni TYLKO poważna rozmowa z mężem. Wtedy zorientujesz się czy jest jakaś szansa i czy warto to dalej ciągnąć. Życzę siły w pokonywaniu trudności i pozdrawiam.

7

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

...jesteście po ślubie tak krótko, a już tyle złych emocji między Wami...
nie wiem... Jeśli chcesz walczyć o związek wyciągaj go od rodziny na rozmowy, fajne spędzanie czasu razem, szczere, chociaż trudne rozmowy, wypady do Twoich lub wspólnych znajomych, ale na pewno nie ulegnij w kwestii dziecka jeśli nie będziesz w 200 % pewna.
Trudno coś radzić...każdy jest inny..i każdy związek również...
Z perspektywy swoich doświadczeń...u mnie samotność w małżeństwie była początkiem jego końca.

8

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Też myślę, że pierwszym krokiem, który musisz podjąć jest wyprowadzka od teściów. Nie rozumiem także złych emocji pomiędzy wami. Świeżo po ślubie to raczej dziwne.

9

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Witam.Przyznam, że jesteś w trudnej sytuacji. Bo nie ma nic gorszego niż życie z teściami. Zawsze będziesz tą gorszą. o tyle dobrze że nie macie dzieci. My mamy dwójkę i chyba tylko dlatego jeszcze nie odeszłam. Czasami mam ochotę spakować dzieci i siebie wyjść z mieszkania i nawet się za siebie nie oglądać.Ale nie chcę dzieciom zabierać ojca, je przecież kocha.Moja droga nie łudź się, że będzie lepiej. Z twojej wypowiedzi wnioskuję, że on ciebie nie potrzebuje, więc po co tkwić w tym na siłę. Jesteś młoda i wszystko przed tobą. Zyczę ci powodzenia i radzę uciekaj i walcz o swoje szczęście. Myślę,że ono gdzieś na ciebie czeka tylko ty zajęta myślami o mężu o swojej samotności tego nie widzisz.....To może ktoś mi pomoże?Jesteśmy z mężem 4 lata po ślubie, mamy 2 dzieci.Męża nie widzę  od 6.30 do 19.00 w niczym mi wdomu nie pomaga, wraca z pracy, myje się, je i siada przed telewizorem z piwem i tak codziennie oprócz sobót, bo wtedy to tylko szuka pretekstu żeby sobie zdrowiej popić, dziećmi prawie wogóle się nie zajmuje, wszystkie drobne naprawy wykonuje sama, chodzę do pracy, a jak wracam to nie wiem w co mam ręce włożyc. Zazwyczaj ok 20.00 jestem tak zmęczona, że kładę się z młodszym synkiem, najpierw sobie popłaczę i zasynam.Kochamy się średnio raz na dwa miesiące(żenada).Nie wiem co się dzieje, jestem atrakcyjna, mężczyźni się za mną oglądają, a on nawet nie zauważa czy mam makijaż czy inną fryzure. Wiem,że wpadłam w oko koledze w pracy. On nie wie, że mam męża i dzieci.Jest bardzo przystojny.Jak powiedziałam mężowi otym, że spodobałam się koledze z pracy, to tylko zapytał czy obrączkę noszę.Przykro mi się zrobiło.Nie wiem co mam robić, zero czułości, miłości, a nawet seksu. Jak tak dalej pójdzie to może dojść do zdrady.Odeszłabym ale nasze dzieciątka.Poradźcie coś, proszę.

10

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Witaj "mamdosc". Wyjście jest takie. Zająć się TYLKO dzieckiem i sobą. Zero obiadów, prania, usługiwania. Jak mu narośnie sterta męskich gaci, koszul, skarpetek, to może oprzytomnieje. Piwo pobudza apetyt, więc jeść też mu się zachce... Oboje pracujecie, a ty potrójnie!  Posłuchaj mojej rady i zobaczysz co będzie. Musi do niego dotrzeć że nie jest "panem hrabią", a ty służącą. Jak nie dotrze, to zwinęła bym żagle!  Powodzenia !

11

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

A co jeśli naprawdę ja i mąż nie mamy możliwości wyprowadzenia się od teściów? A nawet gdyby były warunki u moich rodziców to nie liczę na to że byłoby lepiej. Ale finansowo nie damy rady na osobku. Poprostu to nie wchodzi w grę. Wiem, zawsze można szukać faceta z mieszkaniem, ale wtedy mogę mieć kolejne problemy, może gorsze, może będzie mnie zdradzał etc.

Dzięki za radę, jestem na tym forum od niedawna ale podoba mi się. Tu mogę się otworzyć w zupełności...

Powiem Wam szczerzę że związki są bardziej zawiłe niż myślałam. Dziś czuję się lepiej, a dążę do tego żeby czuć się jeszcze lepiej. Szczerze mówiąc zastanawiałam się przedwczoraj wieczorem jakie byłoby życie po rozwodzie... Byłoby mi ciężko, ale jeśli stanę przed faktem dokonanym zamierzam się nie zrujnować, podnieść się z dołka. A teraz narazie tak jak mi doradzałyście, będę rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać, wyjaśniać, tłumaczyć.... Może na dobre to wszystko się poukłada, nie wiem. Narazie jest całkiem dobrze, ale nie wiem na jak długo. Czy znowu będzie jakaś afera i czy kolejną aferę pociągnę...
Ostatnio gdy tylko myślałam że jest oki, że przesadzam, że może wyolbrzymiam moje problemy małżeńskie... przeskrobałam mężowi, oczywiście cała jego rodzinka o tym się dowiedziała i nieźle naskoczył na mnie szwagier i teściowa się wtrąciła. Nieźle, obstawił się rodzinką i zadowolony. Mi byłoby głupio w kłótni z mężem zastawić się rodziną, mieć tzw goryli ;(. Za duża i za stara jestem na takie rzeczy...
Dlatego nie wiem czy rozmawiając o tym, żeby mąż nie mieszał swojej rodziny w nasze sprawy, żeby nie gadał tego czy tamtego - czy to poskutkuje na dobre. Narazie tak ale nie wiem na jak długo.
Nie wiem czy już na dobre powinnam uśpić swoją czujność, czy na dobre mogę zaufać mojemu mężowi i zapomnieć o przykrościach... Nie wiem... Czas pokaże. Ale powiem Wam jedno, jeśli historia się powtórzy nie zamierzam trwać w tym związku, bo póki co nie mamy dzieci, to im ojca nie odbiorę. A czasem nawet nie warto poświęcać się na rzecz dzieci, bo one i tak dużo rozumieją, nie są szczęśliwe gdy rodzice się szarpią

12 Ostatnio edytowany przez aggy (2012-05-23 16:01:03)

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Judytko bardzo ci wspolczuje ale tak mi sie wydaje, ze to mieszkanie z rodzina to wasz problem.

Ja mialam podobna sytuacje ale to ja bylam nastawiana przez moja rodzine. Poznalam idealnego faceta ale cos tam sie wydarzylo i moi rodzice przestali uwazac go za ideal. Moze dlatego, ze bylam bardzo niedojrzala do prawdziwego zwiazku i liczylo sie dla mnie tylko ja co ja chce i kiedy i kazdy mial sie do mnie dostosowac. taka corunia tatusia. I w koncu jak bylo zle z moim mezczyzna poszlam po rade do ojca i ojciec niestety wmieszal sie w nasze sprawy. Rozstalam sie z nim a moj ojciec musial bardzo powaznie poklocic sie z moim bylym. Niestety 8 miesiecy zweryfikowalo moja decyzje i postanowilam wrocic z podkulonym ogonem do mojego bylego, ktory na szczescie dalej mnie kochal. Ale powrot byl na jego warunkach. Mielismy wyprowadzic sie daleko od moich rodzicow i brata. Mielismy byc sami dla siebie. Moj facet dosc szybko mi sie odwiadczyl a ja przyjelam jego oswiadczyny. Potem wyemigrowalismy do innego panstwa i pierwsza rzecza ktora uswiadomil mi moj facet to to, ze to on teraz sie mna opiekuje, dba zeby niczego mi nie zabraklo. Jest dla mnie kiedy jest mi dobrze i kiedy mam zly dzien. Nie moj ojciec, matka, brat. Jak mam zal ide do niego. W lipcu bedzie rok jak jestesmy malzenstwem. Moi rodzice nawet nie przyjechali na slub (a byly dwa cywilny i koscielny duzo pozniej). Mieszkam juz od ponad roku razem a moj ojciec odwiedzil nas tylko raz.

Opowiadam ci moja historie bo chcialabym ci powiedziec, ze moje zycie z moim mezem nie byloby mozliwe gdybysmy mieszkali blisko moich rodzicow. Oni mieszali nam w zyciu. Oni nastawiali mnie, rozpieszczali i zawsze ale to zawsze usprawiedliwiali i stawali po mojej stronie. Nawet jak robilam zle. I to bylo okropne. Teraz to czuje. Jestem szczesliwa i sama wkrotce bede matka. I nie zaluje tej przeprowadzki do innego kraju (moj maz jest cudzoziemcem).

jedyne rozwiazanie tego problemu, jesli chcesz ratowac zwiazek to wyprowadzic sie z dala od jego rodziny i uswiadomic mu co jest niewlasciwe. A niewlasciwe sa jego relacje z rodzina. Ty teraz jestes jego najwazniejsza rodzina a nie przedmiotem w domu.

Jesli tego nie mozecie zrobic to nie ma sensu ciagnac zwiazku na sile. Bo tylko oboje sie krzywdzicie.


_________________________________

Wieczne Miasto BG

13

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Witaj Aggy. Bardzo podobał mi się twój post. Ja również tak bym odpisała. Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu...  I niedobrze,  jak   wtrąca się ona w życie małżonków. Generalnie, najlepiej jak NIKT nie wtrąca się do małżeństwa.  Pokłócą się, pogodzą, to ich sprawa. I jak nikt się nie wtrąci, to jest najlepiej.  Jestem teściową / i podobno dobrą/. Ale nawet jak nią jeszcze nie byłam, to nie lubiłam wtrącać się w nie swoje sprawy. W moje małżeństwo kiedyś się wtrącano i może dlatego tego nie toleruję. Pozdrawiam serdecznie!

14

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

myślę ,że za dużo oczekujemy od mężczyzn chciałybyśmy by byli naszymi przyjaciółkami

15

Odp: czuję się samotna w małżeństwie
beata19959 napisał/a:

Witaj Aggy. Bardzo podobał mi się twój post. Ja również tak bym odpisała. Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu...  I niedobrze,  jak   wtrąca się ona w życie małżonków. Generalnie, najlepiej jak NIKT nie wtrąca się do małżeństwa.  Pokłócą się, pogodzą, to ich sprawa. I jak nikt się nie wtrąci, to jest najlepiej.  Jestem teściową / i podobno dobrą/. Ale nawet jak nią jeszcze nie byłam, to nie lubiłam wtrącać się w nie swoje sprawy. W moje małżeństwo kiedyś się wtrącano i może dlatego tego nie toleruję. Pozdrawiam serdecznie!

Beata....ja to poprostu teraz wiem. doswiadczylam na wlasnej skorze ale nie zdawalam sobie z tego sprawy, ze moi rodzice tak mieszaja w moim zwiazku. wrecz doprowadzili do tego, zebysmy ze soba zerwali. tolerowali moje wyskoki, szopki jakie urzadzala ich coreczka. za cene zeby nie byla z facetem, ktory nie przypadl im do gustu.

dobrze ze sie otrzasnelam i wrocilam do niego. i teraz zyjemy sobie jak paczki w masle. mamy siebie dla siebie. nic wiecej nie potrzeba....no moze tego malenstwa co sie urodzi za 3 mce....maz jest inny ja jestem inna.....wszystko jest inne, lepsze


tańcząca z garami napisał/a:

myślę ,że za dużo oczekujemy od mężczyzn chciałybyśmy by byli naszymi przyjaciółkami

nieprawda. ja nie oczekuje od meza ze bedzie ocieral moje lzy. jestem dla niego kiedy mnie potrzebuje, on jest dla mnie kiedy tego potrzebuje. ale nie mozna traktowac siebie jak przedmiotow. jade do domu bo stara (zona) na mnie czeka. jak nie przyjade na czas to sie zacznie marudzenie. Nie. jade do domu bo zona na mnie czeka. bo ja ja kocham, ona mnie i tak nalezy myslec. nie ma nic gorszego od przyzwyczajenia i bezsesownych obowiazkow.

________________________________________

Wieczne Miasto BG

16

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Ja również doświadczyłam wtrącania się i "umilania" mi życia przez pewnego członka rodziny. Lecz nie przez rodziców. Dlatego potrafię zrozumieć ten problem. Życzę ci w takim razie dalszego szczęśliwego trwania w tym związku.

17

Odp: czuję się samotna w małżeństwie
beata19959 napisał/a:

Ja również doświadczyłam wtrącania się i "umilania" mi życia przez pewnego członka rodziny. Lecz nie przez rodziców. Dlatego potrafię zrozumieć ten problem. Życzę ci w takim razie dalszego szczęśliwego trwania w tym związku.

fajnie ze jestes dobra tesciowa i rozumiesz jaka jest rola malzonkow w budowaniu swojego podkreslam tylko swojego nowego zycia. mozna ich wspomagac ale nie ingerowac w ich problemy.

ja niestety nie mam tesciow (zgineli tragicznie wiele lat temu) i szczerze powiem brakuje mi takiego innego patrzenia na moje zycie. ale coz.........czesto jest tak ze jak tesciowa sie ma to sie na nia narzeka a jak jej nie ma to czuje sie pustke......... pozdrawiam



____________________________________

Wieczne Miasto BG

18

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Widzisz Aggy, teściowej nie masz, ale tak jak piszesz, za 3 miesiące będzie na świecie dzieciątko. I to napewno jest powód do radości! Również cię pozdrawiam!

19

Odp: czuję się samotna w małżeństwie
beata19959 napisał/a:

Witaj "mamdosc". Wyjście jest takie. Zająć się TYLKO dzieckiem i sobą. Zero obiadów, prania, usługiwania. Jak mu narośnie sterta męskich gaci, koszul, skarpetek, to może oprzytomnieje. Piwo pobudza apetyt, więc jeść też mu się zachce... Oboje pracujecie, a ty potrójnie!  Posłuchaj mojej rady i zobaczysz co będzie. Musi do niego dotrzeć że nie jest "panem hrabią", a ty służącą. Jak nie dotrze, to zwinęła bym żagle!  Powodzenia !

faceci to taki przypadek, że co byś nie robiła to i tak nie zrozumieją.
Ja JUŻ PRZERABIAŁAM TAKIE COŚ, zero prania gotowania itp.... ale wszystko obracało się przeciwko mnie ze zdwojoną siłą. mimo to znowu to przerabiam, dlaczego my kobiety musimy wszystko robić.

20

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Kobiety nie muszą wszystkiego robić. One chcą!  Nie można nikogo zmusić do zajmowania się mężem na okrągło. Prać mu, sprzątać, gotować i jedzenie podstawiać pod nos!  Jakiś podział obowiązków musi być! Szczególnie jak oboje pracują zawodowo. A kobiety które się nie szanują, to na własne życzenie tyrają. Ale kobietki, to nie średniowiecze! Nie dajcie się!

21

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

jestem 12 lat w związku 4 po ślubie,mąż pracuje ,a po pracy no właśnie ucieka do garażu z tatusiem,sytuacja niemal identyczna jak u ciebie.doradzę ;wiej puki jeszcze możesz nie macie dzieci ja mam 2 jestem na utrzymaniu męża niestety podporządkowałam mu się, kontaktów z własną rodziną nie utrzymuję bo mężulek ich nie lubi .tak naprawdę czuję że nas nic nie łączy ja zamknięta w 4 ścianach mam wrażenie że się duszę ale trwam w tym związku dla dzieci i z braku perspektyw na przyszłość.nie licz że w waszym związku dziecko coś zmieni [najwyżej na gorsze]wyprowadzka też nic nie da nadal będzie u nich codziennie przesiadywał a ty sama w domu.

22

Odp: czuję się samotna w małżeństwie
lilek83577 napisał/a:

jestem 12 lat w związku 4 po ślubie,mąż pracuje ,a po pracy no właśnie ucieka do garażu z tatusiem,sytuacja niemal identyczna jak u ciebie.doradzę ;wiej puki jeszcze możesz nie macie dzieci ja mam 2 jestem na utrzymaniu męża niestety podporządkowałam mu się, kontaktów z własną rodziną nie utrzymuję bo mężulek ich nie lubi .tak naprawdę czuję że nas nic nie łączy ja zamknięta w 4 ścianach mam wrażenie że się duszę ale trwam w tym związku dla dzieci i z braku perspektyw na przyszłość.nie licz że w waszym związku dziecko coś zmieni [najwyżej na gorsze]wyprowadzka też nic nie da nadal będzie u nich codziennie przesiadywał a ty sama w domu.

TEŻ MI SIĘ TAK WYDAJE, ŻE WYPROWADZKA NIC NIE ZMIENI, CHYBA ŻE DO ODLEGŁEGO KRAJU... CORAZ CZĘŚCIEJ ZASTANAWIAM SIĘ NAD TYM MAŁŻEŃSTWEM, NAD SENSEM. NIE WIEM CO ROBIĆ, NOCĄ GDY ON ŚPI OBOK JA MYŚLĘ CZY JESTEM SZCZĘŚLIWA Z NIM, CZY GO KOCHAM - CZY TYLKO JESTEM Z NIM Z PRZYZWYCZAJENIA. PATRZĘ NA NIEGO - GDY ŚPI - I NIE POTRAFIĘ NA DOBRE OKREŚLIĆ CO DO NIEGO CZUJĘ, CZY JESTEM W TYM ZWIĄZKU BO TAK MI WYGODNIE - CZYLI BOJĘ SIĘ ROZSTANIA CZY POPROSTU ZA DUŻO WYMAGAM - CZY PROBLEM TKWI WE MNIE. NAJGORSZE JEST TO ŻE ZWIĄZEK Z NIM TO MOJ PIERWSZY POWAŻNY ZWIĄZEK, NIE MAM PORÓWNANIA I TU JEST PROBLEM. NIE WIEM CZY DBRZE POSTĘPUJE.
POWIEM WAM DZIEWCZYNY SZCZERZE, ŻE GUBIĘ SIĘ, MOTAM, A WIEM ŻE PRZED ŚLUBEM NIE MIAŁAM AŻ TAK DUŻO WAHAŃ NASTROJU, UCZUĆ. JA MIAŁAM CHARAKTER RACZEJ STATECZNY, TERAZ NADAL MAM ALE NIE NA POZIOMIE MAŁŻEŃSTWA. W INNYCH DZIEDZINACH MOJEGO ŻYCIA NIE MAM PROBLEMÓW - WIEM CZEGO CHCĘ, WYMAGAM SPORO OD SIEBIE I SIĘ NIE MOTAM.....

23

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

I tak kombinuję jak zmienić, polepszyć ten związek, co zrobić. Podsumuwując; dużo z nim rozmawiałam i działa, działa a potem znowu to samo... już się zastanawia gdzie mam jechać na urlop żebym go nie dręczyla - miło mi się zrobiło sad. Także gadałam, wie co czuję, wie co od niego oczekuję, ja też wiem co on ode mnie oczekuje - staram się sprostać jego oczekiwaniom a w zamian mam chwiejne postępowanie z jego strony: 1 dnia jest za dobrze a drugiego do niczego .... wolałabym żeby małymi kroczkami postępował do przodu a nie raz cacy- za słodko a kolejnego, ble - czyli żona zło konieczne....
Co teraz zrobić.....?
Pokazać mu jak ja się czuję? postępować wobec niego jak on postepuje... a do tego mam się zrobić po części na żonę chłodną, bardziej zamkniętą, nie mówić za dużo o uczuciach i udawać że jest spoko?

24

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

wlaśnie niedawno odmowiłam obejrzenia jego dokonań w garażu - nie chce mi się i jestem na niego zła a poza tym wolę sobie tutaj popisać. A on oczywiście obrażony jak małe dziecko, wpadł do pokoju z entuzjazmem żeby mi się pochwalić, żeby pokazać porządeczki w garażu a żonce się nie chce...
czy tak mam częściej postępować? zająć się sobą? Na niego zbytnio nie zwracać uwagi? To dociera do facetów?
No z moim mężem muszę delikatnie postępować bo on jest jak na faceta za bardzo spostrzegawczy

25

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Mój mąż jest kochany ....jak coś się dzieje to winna jestem ja.Zawsze.byłam dla niego kimś wyjątkowym a teraz kurcze on pragnie mieć lalkę  zawsze j est coś nie tak mam 35 lat a czuję się na100. mam dwie córy niby wszystko ok. a jednak...  Przepraszam

26

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Droga Judyto, piorytetem bedzie wyprowadzka od teściów. Młode małżeństwo aby się dotrzeć i poznać potrzebuje trochę przestrzeni w którym można uwić gniazdko. Skoro obydwoje pracujecie, wynajmijcie małe mieszkanko które będzie waszą oazą spokoju.  Przeprowadź z mężem szczerą rozmowę na gruncie neutralnym, i tylko we dwoje! Wyłączcie telefony, jasno i konkretnie przedstaw mu swoje warunki, powiedz o tym że nie jesteś szczęśliwa, że jest Ci bardzo ciężko żyć w takim układzie. Opowiedz mu jak w Twoich oczach wygląda małżeństwo i niech on tak samo zrobi ,niech powie jak w jego miemaniu  ma wyglądać współne życie, czego on oczekuje od żony itp.

27

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

cześć, już dawno mnie tu nie było. Mam bardzo pracowite miesiące...
Dziewczyny powiem Wam szczerze, że nie wiem kto wymyślił małżeństwa  i inne formy związku, beznadzieja. Albo są poważne problemy, albo straszna rutyna. Mam wrażenie że ostatnio mąż mi jest potrzebny tylko po to żeby nie siedzieć samemu, jestem ponad 2 lata po ślubie a rutyna w tym związku jest spora. Czasem mam wielką chęć wprowadzić coś nowego, wybić się z rutyny ale mężowi albo się nie chce albo mówi że jest zbytnio zmęczony...
Czasem wydaje mi się że nie tego oczekiwałam od związku, sądziłam że związek jest inny a tu coraz częściej totalna lipa, czuję się samotna, nie mam komu się wygadać ze swoich wewnętrznych problemów, popadam w totalną nie chcicę. A chciałabym przeżyć coś ciekawego, coś głębszego. Moje życie ostatnio wygląda tak: praca, dom, obiad i spać... przyziemne ;(
Bo tak naprawdę to życie z facetem jest ciekawe na stopie chłopak i osobne mieszkanie, potem faceci wogóle się nie starają....

czy któraś z Was może z ręką na sercu przyznać że czuje się świetnie w swoim związku małżeńskim? Czy są mężowie którzy się starają? Macie jakieś metody żeby pobudzić swojego partnera?

28

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

witam. jestem pierwszy raz na taki forum. od czerwca tego roku jestem mężatką i juz źle się dzieje w naszym zwiazku:( mieszkamy z teściową, przyznam że nie jest źle dogaduje sie z nia. wszystko zaczęło się po ślubie gdy zaczął biegać, myślałam że będą to biegi rekreacyjne a on zaczal to traktowac powaznie i bierze udzial w maratonach. ciesze sie ze znalazl sobie hobby. najgorsze jest to ze nie widzi ze przez biegi zaniedbuje mnie. wszystkie week spedzam sama, a jak sie go pytam ze moglibysmy gdzies pojechac to on mowi ze nie moze ze ma biegi. czasami jak mam czas to jezdze z nim na biegi tu nie ma problemu bo chce z nim czas spedzic a on tego nie docenia. teraz ja bym chciala cos od siebie wyjechac w gory na week ale wiem ze uslysze ze ma biegi.. on nie potrafi pogodzic mnie z biegami. mowie mu ze mozemy jechac na biegi a pozniej pojechac gdzies pochodzic ale on mowi ze dla niego spacer to udreka ze nie lubi chodzic-wiec co mam zrobic zmusic go zeby szedl a w swiadomosci bede wiedziec ze on idzie z litosci. to ma byc spacer z zona zeby spedzic czas a nie udreka! nie rozumie tego! jestesmy mlodzi ida andrzejki sylwester a on woli w domu siedziec bo szkoda kasy wydawac. a wakacjami jest to samo szkoda kasy wydawac na wczasy! a jak wraca z pracy to komputer biegi i nic wiecej... i tak jest codziennie... dziewczyny ja juz nie daje rady mam 25lat a czuje sie jak w bunkrze, wogole nie czuje sie jak w malzenstwie. sama musze na sobie polegac bo na niego nie moge liczyc nawet w kwestii finansowej:(  w domu nic sie nie zainteresuje co sie zepsulo itp. jak mu powiedzialam ze bysmy sprobowali sami wyprowadzic sie to on gada mi o papierach rozwodowych. nie rozumie tego jak mlody czlowiek nie chce sie wyprowadzic od mamy. chodzi mi o to ze teraz nie ma zadnych obowiazkow zwiazanych z domem mama zaplaci za mieszkanie gaz prad a jego nic nie interesuje, a jak bysmy sami zamieszkali to wtedy jest podzial obowiazkow a on nie chce bo twierdzi ze nas nie stac. ja pracuje i on wiec bysmy sobie poradzili ale on woli wygodniej zyc. juz nie wiem co mam robic mam ochote sama sie wyniesc ale nie do rodzicow bo to by bylo dla mnie ponizenie ale sama sobie cos wynajac, ale wiem ze on nie bedzie walczyl o nas. mam takie odczucie ze biegi sa wazniejsze niz ja! zeby sam zaprosli na pizze itp on uwaza ze sama mam mu mowic co chce robic, a zeby sam wpadl na pomysl ze zabiore dzis zone , nie ma nic takiego! musialam sie wyzalic;( gadalam z mama i mwoi zebym wrocila do nich i wyjechala za granice iz aczela od nowa zyc. ale jak to bedzie wygkadac 25lat i rozwodka! pozdrawiam

29

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Bieganie? Wybacz, ale ja dostrzegłam zupełnie inny problem, tylko dziwne, że przed ślubem tego nie widziałaś

Wyprowadź się, niech w końcu zawalczy o Was. Jesteście na etapie ustalania pewnych zasad. Jak teraz się podporządkujesz to później będzie ciężko to zmienić.

A jak będzie wyglądać 25 lat rozwódka?
Normalnie.

30

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Witam

Widzę że dawno nikt tu nie pisał... czytam co piszecie dziewczyny i tak so myślę że tak to jest z maminsynkami co starzy im wpoją to będą traktować jak 10 przykazań a ich samych jak świętych. Nie będą umieli żyć bez nich a swoje kobiety będą poniewierać.
Opisze jak to u mnie jest.
Poznaliśmy sie na necie i wydawal mi sie wsrod tej internetowej szajki co na tym czacie siedziała człowiekiem całkiem normalnym. Mieszkaliśmy w dosc znacznych odległościach od siebie zeby widywać sie codziennie wiec po roku znajomości zaczęliśmy myśleć o mieszkaniu wynajęliśmy. Choć mi wydawało sie ze jest wszystko ok bo niewidzialam jaki z niego mami synek wczesniej to jemu do konca chyba brakowalo rodzicow ktorzy mieli do niego troche daleko (bo zamieszkalismy w moim miescie) po roku stwierdził ze wyjeżdża na dorobek za granice pomimo iz mial dobra prace - niechcial suchac moich przekonań. Wypowiedział umowe najmu dopiero jak jego rodzice przyjechali dal sie namowic na zostanie w kraju ale mieszkanie opuscil. Ja trafilam do rodzicow on do swoich i tak spotykalismy sie troche z przerwami po czym zadecydował ze chce zerwać bo nie odpowiada mu moja osoba. Wtedy usilnie ratowałam ten związek bo go kochalam nie zastanawialam sie dlaczego tak stwierdzil mial czysto ugotowane wyprane kiedy chcial to przyjmowal znajomych nie bylo problemu.Pożycie było idealne dogadywaliśmy się nie było kłotni wtedy jeszcze, a jednak coś mu nie grało.
Po jakimś czasie wróciliśmy do siebie to jak pojechalam do jego domu rodzinnego i weszlam do jego pokoju to zapomnial wylaczyc okienko czatu szukam dojrzalej kobiety mial w nicku.... Przymykalam na wszystko oczy jezdzilam do niego kolejkami busami czasem on do mnie jak mu stary auto pozyczyl w koncu widzialam ze zaczyna mu zalezec ale pierscionka jak nie bylo tak nie bylo a zsumowując minely 4 lata cisnelam go az doczekalam sie upragnionych zareczyn (wziął mnie do jubilera i kazał so wybrać...) znów wynajęliśmy mieszkanie i po ok. roku wzielismy slub. W miedzy czasie probowalismy z interesem i otworzylismy maly sklepik za kase z kredytu co dla niego bylo przeważającą decyzja zeby pobudować gore na jego rodzicach bo nikt nam nie da takiego kredytu by pobudować chałupę swoją i ja wykończyć jak mamy już kredyt. Nie chcialam tego bo nie mialam jakis specalnie dobrych relacji z jego rodzina a trzeba tu dodac ze oprocz tesciow w tym samym domu w suterenie mieszkała tez siostra meza z dwojka dzieci i mezem którzy tez nie specjalnie byli moja osoba zainteresowani. Jak im w tylek nie wchodziles to cie mieli w du.... i dożerali. Dobudowaliśmy gore z teściem na spole powastaly z tego 2 mieszkania po 60 m2 jedno mialo stac puste dla gosci czy turystow (bo tesciowa jest bioenergoterapeutka i chciala tam ludzi przyjmowac) drugie było nasze. Kiedy tam sie wprowadzilismy po pol roku jego siora wynurzyla sie z sutereny i przenieśli sie obok nas do góry. Bylo mnostwo sytuacji ktore doprowadzaly mnie do szalu z nimi wszystkimi ale nie chce tu sie rozpisywac powiem tylko ze dla jego siory bylam nie bratowa nie zwracala sie do mnie po imieniu tylko "sasiadko" dzieci mimo czestego zwracania uwagi mowily mi po imieniu kiedy kazda inna ciocia byla oczywiście ciocia nawet jak byla koleżanką mamy. Mąż po pracy zamiast przychodzić do domu szedł do siostry lub do rodziców i so plotkowali jak schodziłam siedzieli sztywno jak nie schodziłam nikt się nie przejmował że całymi dniami siedzę sama bo po zamknięciu sklepu nie miałam jakis czas pracy a ze to wioska totalna a ja bez prawka ciezko bylo mi sie wydostać. Sytuacje, które miały tam miejsce spowodowały, że wywarłam na mężu nacisk powiedziałam że wyprowadzam się do rodziców a on jak chce niech zostanie lub niech pomysli co zrobic zeby pojsc na swoje jeśli chce być ze mną.  Moja mama pomogla nam wyjsc z dlugow (zaciągnietych na wykończenie góry u teściów)zeby moc zaciagnac nowy kredyt na mieszkanie i drugi na wykonczenie . W nowym mieszkaniu jestesmy ok. miesiaca i wydawalo by sie ze bedzie dobrze ale zaczal po pracy chodzic do nowych sasiadow i na parapetowki (bo to nowy blok wszyscy młodzi) i mam jeszcze gorzej niz mialam. Wiec chyba sie msci ze wymusilam na nim wyprowadzke (choć na siłę go nie ciągnełam) i nie ma powrotu bo kredyt trzeba splacac, zyje sobie jak kawaler mi tlumaczy ze bedzie mnie zlewal dopuki nie znajde pracy stalej bo kredyty trzeba placic ale ja czuje z to zemsta. Wczesniej chociaz probowal byc mily mialam nadzieje ze sie zmieni ze zapragnie stworzyc wlasna rodzine ze sie ulozy teraz slysze tylko o kasie ze nie bedzie mnie sponsorowal (wg mnie sponsoruje sie kur.. a nie zone) ze jak nie przestane sie czepiac jego (bo ma prawo wyjsc do kolegow kiedy chce) i nie wezme sie w garsc to zacznie ukaldac so zycie z inna osoba a ja nawet nic nie bede wiedziec. Nie sadze zeby chodzilo tu do konca o prace bo z jednej pensji nam na wszystko starcza. Zawsze szukał jakiś pretekstów. Pisze to ku przestrodze wam dziewczyny ktos kto zlewa na poczatku na niczym mu nie zalezy tylko rodzice i rodzenstwo sie liczy dla niego to nie kandydat na meza tylko na starego kawalera. Myślałam że bedzie inaczej na poczatku wszystko bylo ok potem stopniowo coraz gorzej. Dzieci oczywiscie tez nie ma nie chce mówi że dopuki nie bede miala takiej roboty zeby pojsc na macierzynstwo to nie bedzie.
Jestem jeszcze z nim bo czasem wystepuja objawy zycia na jego planecie zachowuje sie normalnie jakby mu zalezalo  licze ze wkoncu znudzi mu sie uprzykrzac mi zycie i pomysli o przyszlosci... Kiedy go pytam czemu tak mnie traktuje czy mnie jescze kocha czy jest bo jest twierdzi że kocha ale mam watpliwosci Więc albo po tym najgorszym okresie po przeprowadzce przejdzie mu chęć poniżania mnie i olewania albo zaczne olewac go tez zyc swoim zyciem i fikcje ciagnac albo odpuszcze.... Tak to jest jak sie chce milosci na siłę.

31

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

Witam

Mam podobny problem. Co prawda nie jesteśmy małżeństwem, ale niepokoi mnie zachowanie mojego chłopaka. Znamy się bliżej 3 miesiące, nie licząc tego, że wcześniej go kojarzyłam ze szkoły. Na początku bardzo chciał się spotykać, pisał sms-y. Chciał żebym się otworzyła na tą nową znajomość. Nie był nachalny, bardzo kulturalny i sprawiał wrażenie osoby odpowiedzialnej. Poznałam go z moimi rodzicami, niedługo potem poznałam jego rodziców. Dostał pracę bardzo dużo poświęca jej czasu,ale również rodzinie. Od pewnego czasu przychodzę do niego w soboty lub w niedziele, ale większość czasu siedzimy z jego rodzicami...a tu ciasteczko, albo obiadek... prawie w ogóle nie mamy czasu dla siebie:( Jak mu lekko zwracam uwagę to mówi, że nadrobimy zaległości, a na następnym spotkaniu jest to samo... czy to normalne? przychodzę na 4 godziny a 20 minut ma czasu dla mnie. To po co ja tam przychodzę skoro robię za ozdobę skoro podczas tych rozmów on rozmawia tylko z rodziną, a ja siedzę jak ten kołek..co mam zrobić ciągnąć to?Albo chce mnie poznawać z resztą rodziny...raz do babci, raz do kuzynki ile można?! Mam wrażenie, że unika kontaktu tylko ze mną. Bardzo mi na nim zależy...Proszę o odpowiedz.

32

Odp: czuję się samotna w małżeństwie

ciężko stwierdzić, krótki czas z jednej strony dobrze że chce cię poznać z rodzicami gorzej jak by nie chciał z drugiej ciotki babcie i kuzynki to przesada bo to teraz nie jest najpilniejsze.
Tylko pytanie czy jest to przejaw u twojego chłopaka mamin-syństwa czy węża w kieszeni z tym wysiadywaniem ... niektórzy lubią tak wysiadywać po rodzinie bo to babcia, ciocia zawsze coś na stół postawią to do restauracji nie trzeba zabierać nigdzie chodzić... lub po prostu z lenistwa, musisz zaobserwować. U mnie zdecydowanie był to maminsynek po dziś dzień,
jak mieszkaliśmy jeszcze z jego rodziną to zmuszał mnie już w pewnym czasie żeby schodzić do nich na rodzinne spendy czy jak tescie sprosili gości żeby ich zabawiać. Wszystkie wigilie i musiały być u nich potem ewentualnie moja rodzina... Musisz uważać. Mam nadzieję że nie zniechęciłam cię po tym co napisałam tak było u mnie u ciebie nie musi . Za to ty musisz naciskać stanowczo na jakies wypady. Stawiaj go przed faktem dokonanym że umówiłaś was już do znajomych że masz już zarezerwowane bilety do kina np. coś co zmusi go by nie ciągnął do rodziców, a jak dalej będzie to samo to musisz się zastanowić czy warto bo gadać może cuda wianki ale pępowiny nie przetnie ;( więc w tym przypadku szkoda twojego zdrowia i nerwów ;( I zdecydowanie nigdy nie zgadzaj sie na mieszkanie u jego rodziców jak związek zabrnie dalej bo jacy mili by nie byli to nigdy dobrze nie będzie. Mam nadzieję że pomogłam  może się jeszcze wyklaruje wszystko w dobrą stronę wink trzymam kciuki pozdrawiam.

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » czuję się samotna w małżeństwie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026