netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

niechęć do dziecka....

50 odpowiedzi15 251 wyświetleńzałożony przez agniecha4242, 19.04.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 51 ]

1

Temat: niechęć do dziecka....

Kochani. Długo zastanawiałam się, czy napisać, bo wstydzę się tego co czuję ale muszę z kimś o tym porozmawiać, bo oszaleję. Mam wspaniałą, szczęśliwą rodzinę. Jesteśmy z mężem szczęśliwymi rodzicami 3 miesięcznej Julitki. wszystko jest cudownie ale... Mąż ma z poprzedniego małżeństwa córkę. Adoptowaną. Wiem, ze moje uczucia nie sa właściwe ale nie potrafię zapanować nad tym, że jej nie znoszę. Moze dlatego, że jest paskudnym dzieckiem, co dostrzegł już też mój mąż. Wychodza geny biologicznych rodziców. Ale to i tak mnie raczej nie usprawiedliwia. Nie lubię kiedy przychodzi, cieszę się, ze jej wizyty ostatnio sa rzadsze. Nie cierpię samego faktu istnienia jej w jego zyciu.Zaczynam sama o sobie zle myśleć, bo wiem, że to co czuję nie jest dobre, ale nie potrafię tego w sobie zmienić. Powiedzcie mi, co się ze mną dzieje, że tak znielubiłam to dziecko, czego oczywiście jej nie okazuję broń Boze. Kiedy ją poznałam bardzo ja polubiłam ale teraz.......odczuwam satysfakcję, że ich relacje się pogarszają... Wiem, ze to chore i dlatego muszę komuś wreszcie powiedzieć szczerze co czuję sad. Nie radzę sobie z niechęcią do niej. Stała się dla mnie złem koniecznym.

2

Odp: niechęć do dziecka....

Cześć wink Ooo ! I to jest temat ,powiem Ci że miałam podobnie z  córką byłego mojego partnera , gdy ją poznałam wydawała mi się słodką dziewczynką,bardzo ją polubiłam ,bawiliśmy się razem,jeździliśmy rowerami ,spacery itp. Po pewnym czasie  nie darzyłam już ją takim uczuciem ,wszystko w niej mnie wkurzało ,to że musiałam z nią zostać ,posprzątać zabawki, nawet wkurzało mnie kiedy przychodziła do mnie porozmawiać ,a wcześniej takie rzeczy były dla mnie normalne. Myślę że poprostu byłam o nią zazdrosna ,gdy widziałam jak mój chłopak spędza z nią czas jak się dogadują , to szlak mnie trafiał a zwłaszcza wtedy gdy nie mieliśmy czasu dla siebie,cieszyłam się gdy zostawaliśmy razem tylko ja i on ,ona bardzo mnie lubiła i o tym dobrze wiedziałam ale moja niechęć była silniejsza ...wiem że to jest jej ojciec i ona też w jakimś stopniu czuła się zagrożona ,ale może jestem i podła ale gdy pojawiała się koło mnie wychodziłam z pomieszczenia .. Kiedyś sąsiadka mi powiedziała że kobiety zawsze są zazdrosne o dzieci swoich partnerów i rzadko która potrafi pokochać je na dłużej .

3

Odp: niechęć do dziecka....
agniecha4242 napisał/a:

Moze dlatego, że jest paskudnym dzieckiem, co dostrzegł już też mój mąż.

Zdefiniuj "paskudny". Chodzi o charakter? Wygląd? Czy jedno i drugie?

Ile ona ma lat?
Wydaje mi się, że włączyło się w Tobie "obsikiwanie" terytorium. Brzmi to niezbyt ładnie, ale mi na to wygląda. Masz swojego męża i swoje dziecko i być może podświadomie odsuwasz tą drugą bo czujesz się zagrożona, czujesz, że Twój mąż, ojciec Twojego dziecka może swoją uwagę i czas dzielić na dwa, a Ty chciałabyś, aby poświęcał 110% siebie Waszemu dziecku, a nie obcemu i jeszcze adoptowanemu.

Napisz czym ona Cię denerwuje i kiedy to się zaczęło.

4

Odp: niechęć do dziecka....

Dziękuję Ci za Twoje słowa. Spodziewałam się tu tylko ostrej krytyki, a tej nie załuję sobie sama, a to przecież nie pomoże mi rozwiązać problemu. Trochę mi lepiej, ze nie jestem sama. Że nie tylko ja tak czuję. Może masz rację, w tym co mówisz. Nie lubię kiedy ją przytula a szaleję, kiedy mówi, ze to nasza Julitka jest jego ukochanym skarbem. To straszne co powiem, ale mam ochotę, aby odnalazła kiedyś swoich biologicznych rodziców i zniknęła z naszego życia. Kiedy mąż mówi o niej siostra Julitki to zaciskam zęby. Chciałabym wykrzyczeć, że to nie jest żadna siostra. Boję się samej siebie.

5

Odp: niechęć do dziecka....

Pozatym wiadomo że swojemu dziecku jest się w stanie więcej wybaczyć, więcej miłości i cierpliwości wkładasz w jego wychowanie .. A to że chcesz mieć szczęśliwą rodzinę  że trójkę wcale nie jest dziwne .

6

Odp: niechęć do dziecka....
Teo napisał/a:
agniecha4242 napisał/a:

Moze dlatego, że jest paskudnym dzieckiem, co dostrzegł już też mój mąż.

Zdefiniuj "paskudny". Chodzi o charakter? Wygląd? Czy jedno i drugie?

Ile ona ma lat?
Wydaje mi się, że włączyło się w Tobie "obsikiwanie" terytorium. Brzmi to niezbyt ładnie, ale mi na to wygląda. Masz swojego męża i swoje dziecko i być może podświadomie odsuwasz tą drugą bo czujesz się zagrożona, czujesz, że Twój mąż, ojciec Twojego dziecka może swoją uwagę i czas dzielić na dwa, a Ty chciałabyś, aby poświęcał 110% siebie Waszemu dziecku, a nie obcemu i jeszcze adoptowanemu.

Napisz czym ona Cię denerwuje i kiedy to się zaczęło.

Ma 7 lat. Nie chodzi o wygląd. Zresztą jest ładną dziewczynką. Pisząc "paskudna" miałam na myśli charakter. Jest pomimo siedmiu lat bardziej wyrachowana niż niejeden dorosły. I kompletnie pozbawiona przywiązania jakiegokolwiek do kogokolwiek. Za fajne prezenty puściłaby z torbami matkę i ojca. Tam gdzie dają tam idzie. I nie dociera do niej nic. Jak jest nie po jej myśli, czegoś się od niej wymaga to już jej się nie chce być. Ostatnio to już mnie chyba wkurza samo to, że ona jest. Kiedy się to zaczęło? Sama teraz nie potrafię tego precyzyjnie określić...jakiś czas temu, kiedy zaczęłam obserwować jej zachowania i zauważać, że wcale nie jest fajna. Wiesz, ja nie czuję się chyba zagrożona przez nią. Ostatecznie mój mąż jest po rozwodzie. Zostawil dla mnie wszystko. W jakimś sensie ją też. Wiem że jestem dla niego najważniejsza. Czuję się przez niego bardzo, bardzo kochana. Ale masz chyba rację, że drażni mnie to, że jest obca i co ona tu robi?.... masz chyba rację z tym znaczeniem terenu. tylko czemu jestem taka okropna?! Bo jestem skoro takie mam mysli.....

7

Odp: niechęć do dziecka....
Ladymarlen napisał/a:

Pozatym wiadomo że swojemu dziecku jest się w stanie więcej wybaczyć, więcej miłości i cierpliwości wkładasz w jego wychowanie .. A to że chcesz mieć szczęśliwą rodzinę  że trójkę wcale nie jest dziwne .

Ladymarlen.... dziękuję Ci całym sercem. Az mi się popłakało, bo już myślałam, ze jestem naprawdę jakaś nienormalna...

8

Odp: niechęć do dziecka....
agniecha4242 napisał/a:

Ma 7 lat. Nie chodzi o wygląd. Zresztą jest ładną dziewczynką. Pisząc "paskudna" miałam na myśli charakter. Jest pomimo siedmiu lat bardziej wyrachowana niż niejeden dorosły. I kompletnie pozbawiona przywiązania jakiegokolwiek do kogokolwiek. Za fajne prezenty puściłaby z torbami matkę i ojca. Tam gdzie dają tam idzie. I nie dociera do niej nic. Jak jest nie po jej myśli, czegoś się od niej wymaga to już jej się nie chce być.

Ile miała lat jak ją adoptowali? Wiesz, jej zachowanie nie świadczy o genach, nienawidzę takiego generalizowania, że np dzieci z domu dziecka są złe i wredne i nic się z nimi nie da zrobić bo to takie geny. Dzieci są takie jak się je wychowa, a w genach to one mogą mieć skłonności do uzależnień i podatność na jakieś tam choroby.
Córka Twojego męża została tak wychowana i o takie zachowanie możesz winić tylko ojca jak i matkę (ale tych prawnych, nie biologicznych).
Szczerze mówiąc to jesteś trochę okropna. Wydaje mi się, że nie patrzysz na nią przez pryzmat dziecka partnera, a podłego, interesownego dzieciaka, które jest do tego adoptowane. No "zło" w czystej postaci. Może powinnaś się raczej skupić na jej zachowaniu i porozmawiać z mężem, że jego córka nie zachowuje się właściwie i może razem ustalicie jakąś domową dyscyplinę, żeby zacząć ją powoli wychowywać przynajmniej w tym czasie jak jest u was.

Poza tym dziecko to dziecko. To nie jej wina, że trafiła do domu dziecka. To nie jej wina, że miała takich, a nie innych rodziców i to nie jej wina, że zachowuje się tak, a nie inaczej, bo tak została nauczona.

9

Odp: niechęć do dziecka....
agniecha4242 napisał/a:

(...) tak znielubiłam to dziecko, czego oczywiście jej nie okazuję broń Boze. (...)

Wszystkie dzieci mają zamontowane specjalne czujniki wychwytujące wszelkie emocjonalne fałszywki. Twoja pasierbica (tak, tak, tak się nazywa dziecko męża) dobrze zdaje sobie sprawę z Twej (delikatnie rzecz nazywając) niechęci do niej.


agniecha4242 napisał/a:

(...)Ma 7 lat. Nie chodzi o wygląd. Zresztą jest ładną dziewczynką. Pisząc "paskudna" miałam na myśli charakter. Jest pomimo siedmiu lat bardziej wyrachowana niż niejeden dorosły. I kompletnie pozbawiona przywiązania jakiegokolwiek do kogokolwiek. (...)

Ta "paskudna" dziewczynka przywiązała się do swoich biologicznych rodziców.
Nie chcieli jej/nie mogli wychować, oddali do domu dziecka.

Ta "paskudna" dziewczynka przyzwyczaiła się do swych opiekunów w domu dziecka.
Któregoś dnia jedna pani z jednym panem zabrali ją do swego domu.
Powiedzieli, że od tego czasu są jej nowymi rodzicami.

Ta "paskudna" dziewczynka przyzwyczaiła się do swojej nowej mamy i swego nowego taty.
Pewnego dnia ten nowy tata wyprowadził się z jej nowego domu, poślubił inną kobietę, ma nowe dziecko.
I ta nowa kobieta, w nowym domu nowego taty, bardzo jej nie lubi.

Dlaczego ta "paskudna" dziewczynka po raz kolejny ma komuś zaufać?
Dlaczego ta "paskudna" dziewczynka ma do kogokolwiek i do czegokolwiek się przyzwyczaić?
Ona, w wieku 7 lat, już wie, że zawsze wtedy, gdy do kogoś się przyzwyczai, ten ktoś ją zawiedzie, opuści, porzuci.
Dlaczego po raz kolejny ma narazić się na ból, cierpienie, odrzucenie? Lepiej jest nie przyzwyczajać się, lepiej chwytać to, co dają, bo może za chwilę i to zniknie.

10

Odp: niechęć do dziecka....
Wielokropek napisał/a:

Ta "paskudna" dziewczynka przywiązała się do swoich biologicznych rodziców.
Nie chcieli jej/nie mogli wychować, oddali do domu dziecka.

Ta "paskudna" dziewczynka przyzwyczaiła się do swych opiekunów w domu dziecka.
Któregoś dnia jedna pani z jednym panem zabrali ją do swego domu.
Powiedzieli, że od tego czasu są jej nowymi rodzicami.

Ta "paskudna" dziewczynka przyzwyczaiła się do swojej nowej mamy i swego nowego taty.
Pewnego dnia ten nowy tata wyprowadził się z jej nowego domu, poślubił inną kobietę, ma nowe dziecko.
I ta nowa kobieta, w nowym domu nowego taty, bardzo jej nie lubi.

Dlaczego ta "paskudna" dziewczynka po raz kolejny ma komuś zaufać?
Dlaczego ta "paskudna" dziewczynka ma do kogokolwiek i do czegokolwiek się przyzwyczaić?
Ona, w wieku 7 lat, już wie, że zawsze wtedy, gdy do kogoś się przyzwyczai, ten ktoś ją zawiedzie, opuści, porzuci.
Dlaczego po raz kolejny ma narazić się na ból, cierpienie, odrzucenie? Lepiej jest nie przyzwyczajać się, lepiej chwytać to, co dają, bo może za chwilę i to zniknie.

Mądre słowa, łzy same lecą ...
To jest rzeczywistośc i niech tu nikt nie mówi,że dziecko jest powodem zazdrości,nienawiści,zła.
Dziecko potrzebuje ciepła , miłości.
Nie rozumiem, jak ktoś kto jest matką ,może posiadac w sobie tak negatywne uczucia w stosunku do któregokolwiek dziecka.

11 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2012-04-20 08:33:32)

Odp: niechęć do dziecka....
agniecha4242 napisał/a:

Nie lubię kiedy ją przytula a szaleję, kiedy mówi, ze to nasza Julitka jest jego ukochanym skarbem. To straszne co powiem, ale mam ochotę, aby odnalazła kiedyś swoich biologicznych rodziców i zniknęła z naszego życia. Kiedy mąż mówi o niej siostra Julitki to zaciskam zęby. Chciałabym wykrzyczeć, że to nie jest żadna siostra. Boję się samej siebie.

I kto tu jest PASKUDNY

agniecha4242 napisał/a:

Wiesz, ja nie czuję się chyba zagrożona przez nią. Ostatecznie mój mąż jest po rozwodzie. Zostawil dla mnie wszystko. W jakimś sensie ją też. Wiem że jestem dla niego najważniejsza. Czuję się przez niego bardzo, bardzo kochana. Ale masz chyba rację, że drażni mnie to, że jest obca i co ona tu robi?....

Odebrałaś męża i ojca. Była żona odsunie się, ułoży sobie zycie na nowo ale dziecko ? Pewnie powinni oddac ja do domu dziecka, żeby Ci nie przeszkadzało. Nie przewidziałąś, że jej tak łatwo się nie pozbędziesz?!

Wejdź na wątek BYĆ DRUGĄ I MACOCHĄ w dziale PSYCHOLOGIA. Tam jest cała masa kobiet, które wychwują dzieci z poprzednich związków swoich obecnych partnerów. Nauczysz się sporo od nich i znajdziesz bratnie dusze.

12

Odp: niechęć do dziecka....

Wielokropek ma rację. Ona może być "paskudna" względem Ciebie, bo to Ty zabrałaś jej tatusia, czemu ma Cię lubić? Tak naprawdę to Ty powinnaś zabiegać o jej względy, a nie ona o Twoje.

13

Odp: niechęć do dziecka....

Mała jest zazdrosna o tatę, rozwaliła jej się następna rodzina - tata ma nową żonę, żona małe dziecko, ochy i achy. Sama na jej miejscu bym się wkurzyła i naszczała Wam złosliwie na nowy dywan. Ona wyczuwa Twoje nastroje - i jest jeszcze bardziej agresywana - nakręcacie się wzajemnie.

To jest dziewczynka. Córunia tatunia. Maleństwo jest dla niej zagrożeniem większym niż Ty, bo mamusię można wymienić. Dziewczynka manifestuje że jej nie zależy - ze strachu. Dostała w dupę bardziej niż niejednemu się wydaje.

Ty z kolei masz właśnie wyrzut hormonów - nie dosyć że dopiero wracasz do normy po porodzie - i z głową i z figurą, to jeszcze hormony zalewają Ci istotę szarą. Wiem co mówię - mam trójkę dzieci. Pierwotne instynkty - żaden wstyd. Chodzi o to że to Ty jesteś dorosła - mała jest mała. I nie mówię że należy jej się taryfa ulgowa - bo właśnie takie taryfy rozpuszczają dzieci do granic mozliwości. Jej jest potrzebna kobieta, przyjaciółka, wzór. Rozmowa, tłumaczenie, wspólnie spędzony czas.

Nie bój się jej, spróbuj się zaprzyjaźnić. Nie traktuj że możesz "zwrócić", bo sama wiesz że nie możesz. Własną pięścią byś się potem okładała z wyrzutów sumienia. Wchodząc w związek - wiedziałaś o niej. Nie ona miała tu decydujące zdanie - może warto wyciągnąć rękę na zgodę. Nie spodziewałabym się od razu fanfar, ale jak do niej trafisz - będziesz miała przyjaciela do końca życia w swojej pasierbicy. Faceci przychodzą i odchodzą, dzieci zostają.

14

Odp: niechęć do dziecka....

dzieci adoptowane, ktore są świadome skąd pochodzą bardzo latwo jest zranic, sam fakt, że są już w domu dziecka świadczy o tym że nie są potrzebne, są niechciane a z takim bagażem doświadczen w tak młodym wieku nie licz że ta dziewczynka polubi jeszcze kogoś. To dorośli zawinili tu najbardziej i to właśnie wy Ty, Twój partner i jego była powinniście zrobić wszystko żeby to naprawic.


Wiążąc się z tym mężczyzną wiedziałaś że ma dziecko, więc dorośnij i ponoś konsekwencje swoich czynów a nie biedne dziecko obarczasz winą

15

Odp: niechęć do dziecka....

Mój Boże. Mam wrażenie, że nie czytacie tego, co piszę. Chciałam po krótce, ale widzę, że się nie da. Wobec tego od początku. Wielokropku, piszesz, że mała jest taka, bo tak ją wychowali, bo przywiązała się do biologicznych rodziców itd. Otóż nie było tak. Biologiczni rodzice oddali ją, kiedy miała miesiąc, zatem nie pamięta ich ani nie była z nimi związana. Trafiła do rodzinnego domu dziecka, gdzie wychowywała się razem z inną dziewczynką, dwa lata starszą od niej. Dorastała w tej rodzinie do trzeciego roku życia, potem nastąpiła adopcja. Rodzina zastępcza była zatem jej jedyną rodziną, jaką znała. Ci ludzie byli w jej pojęciu rodzicami a tamta dziewczynka jak siostra. Od razu dodam, ze była tam bardzo dobrze traktowana. tamci ludzie nawet myśleli o tym aby ją adoptować ale ze względu na nieco podeszły już wiek, nie bardzo była taka możliwość. Kiedy mój mąż z byłą żoną przyjechali po nią przywiezli jej w prezencie dwie lalki i kilka słodyczy a takze sukieneczkę. kiedy zobaczyła prezenty wsiadła bez oglądania się do samochodu i pojechała z nimi. I tu ważne spostrzeżenie, które przeraziło mojego męża i dało mu do myślenia na jej temat. Od tamtej chwili NIGDY! ani jednym słowem nie
wspomniała o tamtym domu. Jakby go nigdy nie było. Czy nadal uważasz Wielokropku, że to normalne zachowanie??? I że tego nauczył ją mój mąż i jego była żona??? To dziecko mnie przeraża nie bez powodu. Jak może dziecko pójść z obcymi ludzmi i nie płakać za domem?! Dla kilku prezentów!

EWARG - Piszesz, że odebrałam męża i ojca. Nie stawiaj takich zarzutów, bo nie wiesz, jak było. Nie chciałam się angażować w ten związek właśnie dlatego, ze on miał rodzinę. Wyprowadził się, rozwiódł i dopiero wówczas postanowiłam, że damy sobie szansę. Kiedy się rozwodził, nie miał pewności, że z nim będę, ale się rozwiódł, bo po prostu nie chciał być z tamtą kobietą. Zresztą jeśli związek jest dobry a mąż kocha żonę to żadna kobieta nie jest w stanie tego rozwalić, nawet miss świata. Mąż to nie jest cukierek aby sobie przyjść i go odebrać. Wybacz, ale taka jest prawda.

TEO - dlaczego piszesz, że ona mnie nie lubi?? Poznała mnie długo po tym jak tata się wyprowadził, więc nie jestem dla niej kimś, kto zabrał tatę. A co do sympatii to właśnie bardzo się mylisz. Mała jak na ironię bardzo mnie lubi i ma do mnie ogromne zaufanie. Sądzę tak po tym, że jeśli coś ją gryzie to przychodzi z tym własnie do mnie. Ostatnio przyszła do mnie aby porozmawiać..... o swojej adopcji. Bo podsłuchała rozmowę cioci z mamą. I nie poszła z tym do mamy ani do taty ale do mnie. Przyszło mi więc wzięcie takiej rozmowy na siebie. Przecież nie zbędę dziecka, zwłaszcza w tak poważnym temacie. Wytłumaczyłam jej na tyle, na ile uważałam że mam prawo a potem zaproponowałam aby jednak porozmawiała z mamą. Więc posłuchała i poszła do mamy. I to był błąd. Ta kretynka, bo nie sposób jej nazwać inaczej wytłumaczyła siedmiolatce krótko: matka cię nie chciała to cię oddała a ja szukałam dziecka, bo nie mogłam mieć ze swojego brzucha, to cię wzięłam. Dowiedziałam się o tym od małej. Przez kilka wizyt była smutna i jakas zamknięta w sobie ale nie chciała nic mówić. Któregoś razu mąż wyszedł do sklepu a my zostałyśmy same. Wtedy przyszła, przytuliła się i powiedziała: Agnieszka ja Ci powiem czemu jestem smutna. I powiedziała. Bardzo przeżyła fakt, że mama rodzona jej nie chciała. Jak można tak powiedzieć dziecku???!!! To ja wytłumaczyłam jej, że mama bardzo ją kochała i chciała taką córeczkę ale nie mogła mieć, bo nie miała domku ani pieniędzy. Że dzięki temu ma teraz dwie mamusie. jedna ją urodziła a druga ją wychowuje i obie ją kochają. I dziecko jest całe szczęśliwe. Może i ja jej nie znoszę ale nie piszcie mi jaka to jestem wredna dla niej, bo nie jestem! Staram się być dla niej jak najlepsza, bo wiem, że to tylko dziecko, nawet jeśli go nie lubię! Czy chciałabym aby zniknęła? Chyba tak. I mówię o tym otwarcie. I nie jestem z siebie dumna!!! Nie mam wpływu na swoje uczucia ale gdyby mi było z nimi dobrze, nie byłoby mnie tutaj! Jestem, bo jest mi z tym ciężko, a nie potrafię tego zmienić. Zwłaszcza jak słyszę kiedy mówi: tata kocham Cię, kupisz mi coś? Bo jak nie, to się na Ciebie obrażę. Czy teraz ktoś wreszcie zrozumie o czym tu piszę?? Nie szukam usprawiedliwienia ale pomocy. Aby znikła ta niechęć która się pojawiła sama nie wiem kiedy.....

16

Odp: niechęć do dziecka....

Masz rację.
Masz wrażenie.
Przeczytałam wszystko to, co napisałaś, dokładnie (zawsze tak robię przed napisaniem swego postu).
I w swym poście, gdybym nawet mogła, nie zmieniłabym ani jednego słowa.
O nic Cię nie oskarżałam, ani nie oskarżam. Napisałam to, co napisałam, by pokazać Ci tą samą sytuację, którąś Ty opisała, tyle tylko, że z pozycji dziecka. Tego dziecka.

agniecha4242 napisał/a:

(...)Kiedy mój mąż z byłą żoną przyjechali po nią przywiezli jej w prezencie dwie lalki i kilka słodyczy a takze sukieneczkę. kiedy zobaczyła prezenty wsiadła bez oglądania się do samochodu i pojechała z nimi. I tu ważne spostrzeżenie, które przeraziło mojego męża i dało mu do myślenia na jej temat. Od tamtej chwili NIGDY! ani jednym słowem nie
wspomniała o tamtym domu. Jakby go nigdy nie było. Czy nadal uważasz Wielokropku, że to normalne zachowanie??? I że tego nauczył ją mój mąż i jego była żona??? To dziecko mnie przeraża nie bez powodu. Jak może dziecko pójść z obcymi ludzmi i nie płakać za domem?! Dla kilku prezentów!(...)

Twierdzisz, że w rodzinie zastępczej panowała dobra atmosfera. Ok. Jeśli tak było, to rodzice zastępczy opowiedzieli małej o tym, co będzie się działo. Przygotowali ją do przyjścia nowych rodziców. Uprzedzili, jak będzie to wyglądało. Trzylatka sporo rozumie.

Nie oglądała się za siebie?
Tak, rozumiem to zachowanie. W ten sposób można powstrzymać łzy. Można udać, że nic szczególnego się nie dzieje (zwłaszcza, gdy zaciśnie się zęby). Taki jest sposób radzenia sobie w trudnej emocjonalnie sytuacji.
I rozumiem również milczenie małej. Dzieci nie mówią nic na temat, który jest dla nich trudnym, zbyt bolesnym. Zaczynają mówić, wspominać, gdy już ból jest mniejszy, możliwy do przeżycia. Zaczynają mówić (często po tygodniach, miesiącach, często dopiero po latach), gdy temat jest dla nich bardziej bezpiecznym.


I jeszcze jedno. Wiem, o czym napisałaś. Wyobrażam sobie, że jest Ci trudno. Ale też wiem, że nie jesteś jedyną osobą, której w tej sytuacji jest trudno. Ale Ty jesteś osobą dorosłą. Współczuję Tobie. Współczuję również Twej pasierbicy.


Tak dużo o tej sytuacji napisałam z pozycji Twej pasierbicy, byś ją zrozumiała; byś zrozumiała, jak wiele trudnych sytuacji przeszła; byś się jej nie bała. Dzięki temu, być może, zauważysz jej zalety. A wierz mi, ma je na pewno. Chcesz je poznać? Spróbuj.

17

Odp: niechęć do dziecka....

Próbuję Wielokropku, próbuje....choć nie idzie mi łatwo. Ale Ty nie widziałaś jej spojrzenia, tego wyrachowania, przeliczania.... Ale ok. Może dużo przeszła, niech będzie, że to dlatego. Staram się to sobie uzmysłowić. Ale z jednym się absolutnie z Tobą nie zgodzę. Absolutnie! I tu mam do Ciebie pytanie: czy masz dzieci? Jeśli tak, to czy wyobrażasz sobie, że mówisz swojemu dziecku, że zostanie zabrane przez obcych ludzi i ono poprostu idzie i zaciska zęby??? I nic??? Chyba sobie żartujesz! Pomijam fakt, że ona nie szła z nimi z zaciśniętymi zębami tylko w podskokach, zachłystując sie prezentami. Nikt mi nie wytłumaczy, że to zachowanie u trzyletniego dziecka normalne i że mozna to czymś usprawiedliwić. Chyba tylko brakiem uczuć i przdkładaniem mieć nad być.

18

Odp: niechęć do dziecka....

Moje dzieci są już dorosłymi i dojrzałymi ludźmi.

Znam też mnóstwo "obcych" dzieci.
I tych, które wychowywały się w dobrej, przyjaznej atmosferze.
I tych, które od samego początku miały "pod górkę".
Dlatego też nie dziwię się zachowaniu tej małej, ani wtedy, gdy miała lat trzy, ani teraz. Długa droga przed Tobą i Twym mężem, by nauczyć ją okazywania uczuć; by zaufała, by poczuła się bezpiecznie.

Jak napisałaś, jesteście (mimo wszystko) na dobrej drodze. Mała już trochę Ci zaufała, przyszła do Ciebie ze swym problemem. Przekonała się też, że nie zostawiłaś ją z tym, że byłaś przy niej, że tłumaczyłaś. To dla niej ważne doświadczenie. Taki mały plaster naklejony na olbrzymią ranę.


Daj czasowi czas.
Ta mała nie jest dla Ciebie i Twej córeczki żadnym zagrożeniem.

Trzymam kciuki. smile

19

Odp: niechęć do dziecka....

Dziękuję Wielokropku.Chciałabym znów poczuć do niej taką sympatię, jak kiedyś..... Myślisz, że dam radę??? Bo ja się boję, że może mi się to nie udać. A żyć na zasadzie "przetrwania" jej wizyty to ani łatwe, ani fajne ani co gorsza normalne. Zwłaszcza, że ona we mnie widzi jakiś autorytet. To co powie mama może być nieprawda ale jak ja powiem to przyjmuje za pewnik. Nie wiem skąd to u niej. Na mamie wprawdzie nie raz się zawiodła, ale czemu akurat mnie obrała za kogoś tak pewnego??? Gdyby wiedziała z czym się borykam, nie chciałaby mnie znać.....

20

Odp: niechęć do dziecka....
agniecha4242 napisał/a:

Próbuję Wielokropku, próbuje....choć nie idzie mi łatwo. Ale Ty nie widziałaś jej spojrzenia, tego wyrachowania, przeliczania.... Ale ok. Może dużo przeszła, niech będzie, że to dlatego. Staram się to sobie uzmysłowić. Ale z jednym się absolutnie z Tobą nie zgodzę. Absolutnie! I tu mam do Ciebie pytanie: czy masz dzieci? Jeśli tak, to czy wyobrażasz sobie, że mówisz swojemu dziecku, że zostanie zabrane przez obcych ludzi i ono poprostu idzie i zaciska zęby??? I nic??? Chyba sobie żartujesz! Pomijam fakt, że ona nie szła z nimi z zaciśniętymi zębami tylko w podskokach, zachłystując sie prezentami. Nikt mi nie wytłumaczy, że to zachowanie u trzyletniego dziecka normalne i że mozna to czymś usprawiedliwić. Chyba tylko brakiem uczuć i przdkładaniem mieć nad być.

Agniecha4242...przeczytaj sobie swoje posty powolutku i ostroznie i zastanow sie na tym, czy oby na pewno masz prawo nazywac swoja pasierbice "paskudna". W domu dziecka zadne z tych dzieci nie ma mamusi czy tez tatusia. Zdaja sobie sprawe z tego, ze to jest ich dom "na teraz", ze w kazdym momencie moze przyjsc jakas pani z panem i zabrac je do ich stalego domu, ze to bedzie ich mamusia i tatus. Adopcja jest bardzo trudnym i dlugim procesem. Nigdy nie uwierze w to, ze dziewczynka zobaczyla ich pierwszy raz dopiero wtedy, gdy zabierali ja do domu. Nigdy nie uwierze w to, ze nikt dziewczynce nie tlumaczyl, co bedzie mialo miejsce. Nigdy nie uwierze w to, ze nikt nie zachecal i nie nastawial dziewczynki pozytywnie do tak waznego wydarzenia. Mam 3letniego synka i gwarantuje Ci, ze 3letnie dzieci sa w stanie bardzo wiele zrozumiec. A to, ze dziewczynka ucieszyla, ze idzie w koncu z kims do prawdziwego domu, ze bedzie miala mamusie i tatusia, ze dostala pyszne slodycze i dwie lale...toz to normalne zachowanie szczesliwego dziecka!

Co do jej obecnego zachowania napisze Ci tak...Jesli ta dziewczynka nie bylaby adoptowanym dzieckiem, na co zrzucilabys wine za jej wychowanie? Tak jak napisal Wielokropek, pomysl przez co ona przeszla. Czy na jej miejscu tez nie bralas bys tego co daja tu i teraz, wiedzac, ze za niedlugo moze sie to skonczyc?

Wchodzac w zwiazek z swoim mezem, wiedzialas jakie beda tego konsekwensje. Powinnas robic wszystko, aby pomiedzy Wami sie ukladalo, gdyz TWOJA PASIERBICA POTRZEBUJE SWOJEGO OJCA TAK SAMO, JAK POTRZEBUJE TEGO JULITA.

Nie wazne czy Twoja pasierbica jest adoptowana czy tez nie. Jest ona dzieckiem Twojego meza, Twoja przybrana corka. Jest ona rowniez siostra Julity, czy Tobie sie to podoba czy tez nie.

21

Odp: niechęć do dziecka....
agniecha4242 napisał/a:

Dziękuję Wielokropku.Chciałabym znów poczuć do niej taką sympatię, jak kiedyś..... Myślisz, że dam radę??? Bo ja się boję, że może mi się to nie udać. A żyć na zasadzie "przetrwania" jej wizyty to ani łatwe, ani fajne ani co gorsza normalne. Zwłaszcza, że ona we mnie widzi jakiś autorytet. To co powie mama może być nieprawda ale jak ja powiem to przyjmuje za pewnik. Nie wiem skąd to u niej. Na mamie wprawdzie nie raz się zawiodła, ale czemu akurat mnie obrała za kogoś tak pewnego??? Gdyby wiedziała z czym się borykam, nie chciałaby mnie znać.....

Nie widzę żadnego powodu, dla którego miałabyś nie dać rady. Proponuję tylko, byś przeniosła swą uwagę ze swych lęków i obaw na potrzeby tej małej. Innymi słowy, byś w tym kontakcie więcej zajmowała się nią niż sobą. Nic tak nie prostuje rozumu, jak zajęcie się inną osobą, nie sobą. tongue

A ta mała jest bezczelna. Widzieć w Tobie autorytet? tongue
Zawsze twierdziłam, że dzieci są najmądrzejszymi istotami na świecie.

Powodzenia. smile

22

Odp: niechęć do dziecka....

Jesteś mądra kobietą agniecha4242,więc mała lgnie do Ciebie.Wytrzymasz,zwracaj uwagę na jej zalety,a nie na wady.Ona niczego Ci nie zabierze,ale może dać duuuużo miłości.Tyle wycierpiała,a to dopiero dziecko.Ja zawsze bardzo poważam ludzi,którzy potrafią dać serce obcemu dziecku,tym bardziej adoptowanemu-jesteś Wielka.A Wielokropka warto posłuchać,wiem coś o tym smile,pozdrawiam.

23

Odp: niechęć do dziecka....

Sasha - proces adopcji to jedno a widzenia z małą to drugie. Dla małej to był bardzo krótki proces. Przyjechali, zobaczyli, potwierdzili, że biorą i po CZTERECH! wizytach zabrali do domu. Gdyby mała chowała się w państwowym domu dziecka, rozumiałabym że poszła bez żalu. Ale dorastała w rodzinie zastępczej, jedynej rodzinie jaką znała. Ci ludzie wychowywali ją niemal od pierwszych dni jej życia. Byli zatem jak normalni rodzice dla niej. Nawet sentymentu??? Tęsknoty jakiejkolwiek? Żalu? Nie Sasha, nie tłumacz mi, że to normalne.Mała kiedy zobaczyła swoich nowych rodziców nie była zadowolona ani chętna do kontaktu, ale kiedy przywiezli prezenty w jednej chwili jej postawa się zmieniła.Mam wrażenie, że gdyby dziś przyjechali jeszcze inni ludzie, i przywiezli jej jeszcze lepsze prezenty, wypiełaby się na ojca i matkę. A skoro sama masz trzylatka w domu to wytłumacz mu, ze teraz pojedzie do innych rodziców. Pokaż mu ich cztery razy, zachęć do wyjazdu i on pojedzie z radością i w podskokach tak? I nie zapłacze za Tobą? Ty wierzysz w to, co mówisz???

Słaba kobieta - posądzasz mnie o mądrość? Boję się, że mnie przeceniasz niestety... Ale dziękuję, że jeszcze wierzysz we mnie po tym co napisałam. To że mała lgnie do mnie potrafię sobie wytłumaczyć. Była żona mojego męża nie traktuje jej dobrze. Mała często opowiada różne sytuacje. Przy rozwodzie nie liczyła się z nią wogóle, nie macie pojęcia jaką z niej sobie zrobiła kartę przetargową. Dlatego pewnie małej brakuje takiego normalnego kontaktu z drugą kobietą. I tu powinna być to mama, ale niestety. Ja natomiast, tak jak wam już pisałam, naprawdę staram się ją traktować dobrze. Ona uwielbia pomagać mi w kuchni, upiększać się razem w łazience. Brakuje jej tego w domu. Dlatego staram się jej zapewnić takie normalne rzeczy kiedy jest u nas. A to że ją znielubiłam tak bardzo, to mój wewnętrzny problem, który staram się przepracować w sobie a nie przekładać na nią.
Wczoraj cały dzień myślałam nad tym wszystkim co mi tutaj piszecie. I powiem Wam, ze doszłam do wniosku, ze mi nie chodzi o to, ze ona jest dla mnie zagrożeniem, bo wiem, że nie jest. Ja się jej nie boję. Chodzi mi chyba o to, ze jest dla mnie chodzącym przypomnieniem o przeszłości męża. Czymś, co łączy go z byłą żoną. Jest jakimś kawałkiem życia, który nie należy do mnie. Nie wiem czy udało mi się precyzyjnie wytłumaczyć co mi tam po głowie chodzi.

WIELOKROPKU - jeszcze raz dziękuję. Chciałabym mieć w sobie choć część Twojej mądrości. Twoje słowa zmuszają mnie do zastanawiania się nad tym wszystkim. Oby moje przemyślenia poszły w dobrym kierunku.

24 Ostatnio edytowany przez Sasha (2012-04-22 09:13:52)

Odp: niechęć do dziecka....

Agniecha4242, zacznijmy od tego, ze nie pisalabym Ci czegos w co sama nie wierze. Wiec tak, wierze w to co pisze. Przyklad mojego synka jest nie na miejscu, gdyz jestem jego biologiczna mamusia i nie pochodzi on z rodziny zastepczej i do tego tez zmierzam. Przeczytaj jeszcze raz to co Tobie napisalam, nie chce sie powtarzac, ale...nie uwierze w to, ze tej malutkiej nikt nie tlumaczyl jak sytuacja wyglada i co bedzie mialo miejsce. Mysle, ze z czasem dziewczynka zrozumiala, ze bedzie musiala odejsc z nowymi rodzicami, a zabawki i slodycze byly jedynie dodatkowa zacheta. Piszesz o tym z tak ogromnym przekonaniem, ale nie trudno jest mi wywnioskowac, ze nie bylas tam obecna podczas tej sytuacji.

Spojrz jak bardzo bliska stajesz sie tej dziewczynce. Przeszlosc jest przeszloscia, nie mozesz jej zmienic, tak wiec czy jest sens w odbieraniu sobie spokoju ducha i radosci myslac o przeszlosci meza? Czy nie lepiej jest byc wdziecznym za to co sie ma, tu i teraz i dazyc do pelnego szczescia?

25

Odp: niechęć do dziecka....

a jak odbierałaś małą jak nie byłaś w ciąży? z punktu widzenia małego dziecka:
1 zabrałaś jej ojca
2 rozbiłaś jej rodzinę
3 urodziłaś małego berbecia przez którego czuje się zagrozona.
a te wszystki Twoje rozważania o wychodzacym charakterze biologicznych rodziców, itp.itd sa poprostu śmieszne. to ty jestes dorosłą kobietą, ponoć mądrą. pomyśl jeszcze o tym w jakiej sytuacji stawiasz swojego męża. czuje sie między młotem a kowadłem. może Cię to zdziwi ale pomimo tego że ma nowe dziecko tamto też KOCHA. nie buntuj go przeciwko córce. acha i nie martw się dziecko zawsze wyczuje fałsz, a wtedy będzie wredna 'SPECJALNIE" dla Ciebie

26

Odp: niechęć do dziecka....

Sasha nie byłam tam obecna to wiadomo. Ale jak myślisz, skąd o tym wiem jesli nie od męża? Nie zacząłby się zastanawiać nad nią, gdyby jej zachowanie było normalne. Mówisz, że nie powinnam dawać za przykład Twojego synka, bo on ma biologiczną mamusię. Co dla dziecka znaczą slogany biologiczna, nie biologiczna... co ono z tego rozumie? Zabrzmi brutalnie, ale człowiek nawet do psa się przywiązuje a ona nie przywiążała się przez trzy pierwsze lata swego życia do ludzi, którzy ją wychowali? Tylko dlatego, że nie byli biologiczni??? Co wy mówicie? Ok. Niech wam będzie, że to jest normalne. Dla mnie nie jest i nigdy nie będzie. Mam do czynienia z wieloma dziecmi w rodzinie. I ŻADNE z nich się tak nie zachowuje. A u nas sytuacje typu: przyjdę do was jak coś mi kupicie, czy jak mi kupicie to nie pójdę do mamy są na porządku dziennym.

Ewaaa- nie rozważam jej genów dla kaprysu. O jej biologicznej mamie mąż ma sporo wiedzy. Wiecie dlaczego oddała małą? Bo nowy facet zaproponował, że jak ją odda, to da jej na prawo jazdy. Suuuuper. Wyrachowanie i przelicznik małej sam zatem zmusza, do takich refleksji.

27

Odp: niechęć do dziecka....
agniecha4242 napisał/a:

(...) Mam do czynienia z wieloma dziecmi w rodzinie. I ŻADNE z nich się tak nie zachowuje. A u nas sytuacje typu: przyjdę do was jak coś mi kupicie, czy jak mi kupicie to nie pójdę do mamy są na porządku dziennym. (...)

Pomyślałam nad innymi przyczynami takiego zachowania. I znalazłam!
Czasami dorośli, nie mogąc sobie dać rady z dzieckiem, zaczynają je przekupywać, tzn. "jeśli zjesz kaszkę, dostaniesz...". Dzieci, nawet małe, szybko podchwytują taki sposób manipulowania dorosłymi. A efekty? Dziecko przed wykonaniem czegokolwiek, do czego chce je namówić dorosły, pyta o nagrodę.

28

Odp: niechęć do dziecka....

Jedna z Was zadała mi niedawno pytanie, na co zwaliłabym zachowanie małej, gdyby nie była adoptowana? A mnie, kiedy czytam wasze posty nasuwa się inne pytanie : czym usprawiedliwiałybyście każde jej złe zachowanie, gdyby nie była adoptowana?? Mam wrażenie w tej chwili,że każde, najgorsze nawet jej zachowanie jest przez Was natychmiast usprawiedliwione, bo adopcja. Znam dwójkę adoptowanych dzieci naszych znajomych. Ich przywiązanie do adopcyjnych rodziców jest ogromne. I takie zachowanie jest dla mnie normalne, dzieci te zyskały rodziców i ich radość wydaje się być aż na wyrost. A jeśli dziecko adoptowane wyrasta na mordercę to też pewnie jest zupełnie normalne, bo przecież jest adoptowane, tak się nauczyło biedactwo. Dziewczyny, rozumiem wiele ale bez przesady.
Wielokropku - bardzo szanuję Twoje zdanie, ale jak sama napisałaś, wielu rodziców "przekupuje" dzieci. Ale te dzieci nie są w stanie zamienić tych rodziców na super lalkę. a nasza mała tak... Może i ja jestem zła, okrutna i niewyrozumiała. Tylko co to zmienia w tym, na kogo wyrasta to dziecko...

29

Odp: niechęć do dziecka....

Zamiast patrzeć na wady dziecka, zwróć uwagę na zalety. Wykreowałaś ją na bezdusznego potwora, który dla zabawek itp. zrobi wszystko. Z tamtymi 3 lata, lata których się raczej nie pamięta. Często się zdarza, że dzieci są przekupne, tu tylko poprę zdanie innych, którzy się wypowiadali. Tak wytykasz jej to nie przywiązywanie się do innych, ale spójrz na jakiekolwiek inne dziecko, czy jest w nich coś co cię drażni? Każdy ma wady, trzeba się do nich przyzwyczaić, brak przywiązania nie skreśla jej z bycia dobrym dzieckiem. Zresztą, takie zachowania można u dziecka zlikwidować, choć  ona sama zmądrzeje gdy dorośnie. Każdy z nas był "paskudnym" dzieckiem, nabieramy doświadczenia i zmieniamy swoje postępowanie. Przypomnij swoje dzieciństwo, chociażby z opowieści innych, na pewno nie raz wyprowadziłaś kogoś z równowagi. Nie walcz z nią, zresztą nie wygrasz, po prostu potraktuj ją jak dziecko, nawet jak swoje własne. Niech wie, że ma się do kogo przywiązać.

30 Ostatnio edytowany przez Sasha (2012-04-24 04:49:46)

Odp: niechęć do dziecka....
agniecha4242 napisał/a:

Sasha nie byłam tam obecna to wiadomo. Ale jak myślisz, skąd o tym wiem jesli nie od męża? Nie zacząłby się zastanawiać nad nią, gdyby jej zachowanie było normalne. Mówisz, że nie powinnam dawać za przykład Twojego synka, bo on ma biologiczną mamusię. Co dla dziecka znaczą slogany biologiczna, nie biologiczna... co ono z tego rozumie? Zabrzmi brutalnie, ale człowiek nawet do psa się przywiązuje a ona nie przywiążała się przez trzy pierwsze lata swego życia do ludzi, którzy ją wychowali? Tylko dlatego, że nie byli biologiczni??? Co wy mówicie? Ok. Niech wam będzie, że to jest normalne. Dla mnie nie jest i nigdy nie będzie. Mam do czynienia z wieloma dziecmi w rodzinie. I ŻADNE z nich się tak nie zachowuje. A u nas sytuacje typu: przyjdę do was jak coś mi kupicie, czy jak mi kupicie to nie pójdę do mamy są na porządku dziennym.

Ewaaa- nie rozważam jej genów dla kaprysu. O jej biologicznej mamie mąż ma sporo wiedzy. Wiecie dlaczego oddała małą? Bo nowy facet zaproponował, że jak ją odda, to da jej na prawo jazdy. Suuuuper. Wyrachowanie i przelicznik małej sam zatem zmusza, do takich refleksji.

Agniecha4242, Ty najzwyczajniej w swiecie zrobilas sobie kozla ofiarnego z tej male dziewczynki. Czujesz do niej niechec, bo przypomina Ci o przyszlosci Twojego meza. Mala jest be, bo jest adoptowana, wiec jak Twoj maz ma w ogole prawo nazywac ja siostra Julity! Twoje slowa. Ma zle geny i do tego jeszcze zakloca spokoj Waszej trojki. Nie odpowiadasz na pytania jakie Ci zadalam. Czytasz to, co chcesz przeczytac i bulwersujesz sie, gdy doczytasz sie slow krytyki. Spojrz na siebie, jakim Ty jestes idealem i to w tym wieku. Sama jestes matka, a piszesz tak paskudnie o tej malej, ze sie cztac nie chce. Mozesz teraz udawac przed nia, ze wszystko jest dobrze, ze ja lubisz i ackeptujesz. Ale to jest zwykle oszustwo i predzej czy pozniej zrobi sie nieciekawie. Z takim podejsciem jak Twoje, nie zmienisz niczego. Nie bede wiecej radzila, bo w koncu Ty wiesz najlepiej.

31 Ostatnio edytowany przez Małgorzatka (2012-04-24 14:16:15)

Odp: niechęć do dziecka....

Chciałabym zauważyć jeden fakt, bez odnoszenia się do postawy autorki wątku, pozostawię to bez komentarza.
Dziecku rozpadła się rodzina. Tatuś ma nową córeczkę oraz panią, z którą śpi. Jej matka być może też założyła nową rodzinę. Dziewczynce przybył nowy tatuś być może braciszek nie wiem. W tym wszystkim to dziecko adoptowane pozostało same sobie. jej rodzice mają już nowe dzieci. Niby mówią: "to Twoja siostrzyczka." - "tylko dlaczego ona ma inną mamusię, dlaczego ja mieszkam w innym domu?" To nie wygląda tak jak w elementarzu w szkole, gdzie stoi mamusia, tatuś, siostrzyczka i piesek. Jeszcze jak do tego dodamy fakt, że jest świadoma swojej adopcji, to w jej głowie muszą się dziać straszne rzeczy. Dziecko w tym wieku już sporo wie, rozumie. Dla mnie byłoby już tego za wiele, a co dopiero dla takiej małej dziewczynki.

32

Odp: niechęć do dziecka....

Sasha - jedno sprostowanie. Mała nie jest be, bo adoptowana, tylko be bo się bardzo be zachowuje. Napisałaś, że ja bardzo paskudnie o niej piszę. Ja nie piszę o niej paskudnie tylko czarno na białym opisuję jej zachowanie, a brzmi paskudnie, bo zachowanie jest paskudne. Ale pewnie sobie wymyślam. Napewno ona jest słodka tylko ja ją zle przedstawiam... A mój mąż? Dlaczego on traci do niej zapał??? Dlaczego siedzi wieczorami i zamartwia się, że ona taka jest a nie inna. Że sam się obawia tego jak się do niej zniechęca??? Dlatego że ja piszę tutaj paskudnie? Czy dlatego, że jej zachowanie nie jest cacy?? Dlaczego podejmuje z nią próby rozmowy a potem wychodzi z pokoju ze łzami w oczach i mówi, że ma dość, bo i tak jakby grochem o ścianę.... To bierze się z mojej niechęci do niej??? Ok, ja jestem zła. Ale on?

Małgorzatka - szanuję Ciebie ale proszę nie wymyślaj takich bzdur. Mama małej nikogo nie ma, mieszka tylko z nią więc nie twórz takich historii.Nie wygląda to jak w elementarzu? To niestety tak, jak u co drugiego niemal dziecka. Kiedy mój mąż był ze swoją byłą żoną w ich domu z tego co opowiada i on i jego rodzice były wieczne wrzaski, szarpanina a mała na to patrzyła. To było jak w elementarzu? I dlatego zle zrobił, że odszedł by dziecku oszczędzić takiego życia. Mała sama nie raz opowiada, że jak tata mieszkał z mamą to mama na tatę i na nią krzyczała. Podkreśla, że u nas jest inaczej, że się nie kłócimy. Ale pewnie robimy zle. Zastanawia mnie jedno. Cały czas piszecie, że jej zachowanie jest takie a nie inne bo rozwaliła się jej rodzina, bo tata mieszka ze mną, bo urodziła się Julitka... To wszystko prawda. Ale dlaczego jej zachowanie było takie samo kiedy była w rodzinie zastępczej??? Tam nie było mnie. Złej i okropnej. Byli ludzie, którzy naprawdę się dla niej poświęcili. I to była jej jedyna rodzina. Dorastała w niej. Bo nie biologiczna? A co ona wtedy z tego rozumiała? Ja dziś mogę Julitce tłumaczyć że jestem ciocią, babcią, sąsiadką.... jakie ma znaczenie jak się nazwiemy? Przywiązanie jest jedno i to samo!!!

Czy którakolwiek z was, udzielając mi rad, wie wogóle o czym pisze? Przezyłyście coś takiego? Wiecie co to znaczy? Od jakiegoś czasu razem z mężem zaczęliśmy współpracować z psychologiem dziecięcym z ośrodka adopcyjnego. Pewnie poszłam tam, żeby jej zaszkodzić prawda? Psycholog ten zna naszą małą dłużej jeszcze niż mój mąż. I jako osoba profesjonalnie oceniająca jej zachowania też jest jak to powiedział:" nieco przerażony brakiem uczuć i więzi u takiego dziecka". A  pracuje tam wiele lat i ma porównanie. Bardzo nas wspiera i tłumaczy jak mamy z nią rozmawiać, jak spędzać czas by choć odrobinę ją zmienić. Jednak on sam powiedział po kilku spotkaniach, że to będzie bardzo długi i żmudny okres i żebyśmy mieli świadomość tego, że ona się może nie zmienić. Że taka już jest. Ale pewnie on się niezna albo też jest paskudny.

Ja jej nie nielubię od zawsze. Kiedyś bardzo ją lubiłam. To ona sama stopniowo mnie do siebie zniechęciła. Może jestem za mało silna, może i zła. Ale to dziecko jest trudniejsze niż wam się wydaje. A że zastanawiamy się w takim wypadku nad genami? A któżby się nie zastanawiał??? Człowiek myśli w takich chwilach o wszystkim.

33

Odp: niechęć do dziecka....

Nie będe wypowiadała się na temat tego kto kogo zostawił, dlaczego i jakie były przyczyny to nie moja sprawa.
Natomiast wypowiem się na temat twojej niechęci do dziecka bo sama tez to przechodziłam.

Jeśli sama nie zmienisz nastawienia do dziecka, nie spróbujesz sie do niej nastawić pozytywnie to nic się nie zmieni i nic ci nie pomoże, a tylko będziesz pałała do tej małej jeszcze większa nienawiścią. Musisz sobie uświadomic to, że ta dziewczynka jest przyrodnią siostra twojej córki i one obydwie będą miały prawo sie widywać, lubieć, spędzać ze soba czas i ty nie możesz psuć im tych relacji swoją niechęcią do tego dziecka. To że jest adoptowana raczej nic nie powinno zmieniac, a nawet tobie ułatwić bo nie musisz przynajmniej wyobrażac sobie jak wiele drugich żon, że twój maż przechodził z inna kobieta to co ty przechodziłaś z nim i jest dla ciebie tak ważne. MAsz pod tym względem duże ułatwienie bo dopóki samemu się tego nie przechodzi to może wydaje sie to śmieszne, a jednak nie jest tak do końca.

Dziewczynka nic nie jest winna takiej sytuacji, a wręcz jest w podwójnie złej bo kolejny raz straciła rodzine. To że jest zazdrosna czasami o tate to normalne, często u rodzeństwa w pełnej rodzinie, a co dopiero u dziecka z rozbitej rodziny.
To wy musicie pomóc tej małej sie odnaleźć bo ona jest zagubiona. Ty równiez bo ona wie, że dla jej kochanego taty jestes ważna i jej siostra równiez. To jest dziecko, które znalazło się w bardzo trudnej sytuacji i okazuje to poprzez swoje zachowanie. Twoj mąz siedzi i sie nad tym zastanawia i zamartwia bo to dostrzega i mysli jak małej pomóc. Kocha ja bo traktuje jak swoja córke. Przeciez problemy z dziecmi maja rózniez pełne rodziny. Jak ty będzies zmiała kiedys problem z zachowaniem swojego dziecka to  tez bedziesz sie zmaartwiała i myslała o tym. To jest normalne.
Mała pewnie tez wyczuwa twoja niechęc do niej, wie, że tacie urodziło się kolejne dziecko i pewnie jest zazdrosna. Boi się, że tatę straci bo ma on nową córke.

Wy jesteście dorośli i wy musicie pomóc dziecku. Nie ma znaczenia czy jest adoptowane, jest córka twojego męza, a siostra twojej córki. Dopóki sobie nie uświadomisz że dla was wszytkich będzie lepiej jak ją zaakceptyjesz i spróbujesz choc troche dac ciepłych uczuc to całe zycie będzie cię zjadała nienawiśc i niechęc do niej. Będziesz sie zamartwiała, dręczyła, miała złe dni kiedy młoda będzie przychodziła, czekała z utesknieniem az pojedzie itd. ale to bez sensu. Czy nie lepiej przejśc do porządku dziennego nad tym i próbowac stworzyc jej przyjazne warunki, rozmawiac z nia i sprawic by czuła się choc troche jak u siebie.

Spójrz na to tak, jesteś dorosła, masz swoje dziecko, męża a nie potrafisz sobie poradzic z uczuciami do tej małej, to co dopiero ona ma zrobic? Ona tym bardziej nie potrafi sobie z tym poradzic. Jej sie świat zawalił, a to co czuje wyraża przez zachowanie, tak robią dzieci, twoja Julka tez tak będzie robiła.

Pozdrawiam.

34

Odp: niechęć do dziecka....
agniecha4242 napisał/a:

(...)Czy którakolwiek z was, udzielając mi rad, wie wogóle o czym pisze? Przezyłyście coś takiego? Wiecie co to znaczy? (...)

Piszę ten post, mimo że wcześniej postanowiłam nie zabierać już głosu w Twoim wątku, jako jedna z wywołanych do odpowiedzi.
Wiem dokładnie co i o czym napisałam.
Mało tego, swoje posty napisałam po dłuższym zastanowieniu.
I nie wycofuję ani słowa.

Fakt, nie adoptowałam dziecka, moje osobiste dzieci okazywały i okazują uczucia, gdyż nauczenie ich tego było moim priorytetem.

Wiem za to (z własnego doświadczenia), co znaczy i jak funkcjonuje dziecko po trudnych przeżyciach.
Wiem, jak trudno jest takiemu dziecku uwierzyć osobie dorosłej, z jakimi oporami i trudnościami decyduje się zaufać dorosłemu.
Wiem (z własnego doświadczenia), jak trudno jest przekonać takie dziecko do siebie; jak trudno jest być z dzieckiem nie przejawiającym żadnych uczuć.
Wiem też, z własnego doświadczenia, że taki proces jest bardzo długotrwałym.
Wiem, bo sama wielokrotnie to przeżywałam, że często w takiej sytuacji dorosły się zniechęca, denerwuje, złości, obojętnieje.
Wiem, jak trudno znaleźć jest w sobie siłę, cierpliwość, wytrwałość. Wiem to z własnego doświadczenia.

35

Odp: niechęć do dziecka....

agniecha4242.... przeczytałam wszystkie zamieszczone w tym temacie posty i postanowiłam dodać swoją opinię.

Moim zdaniem Twoje uczucia w stosunku do tego dziecka, t.j.:Twoja niechęć, to że dostrzegasz w niej w większości wady, które Cie drażnią, że uważasz, że jest "paskudna", itd są całkowicie naturalne. Czemu tak sądzę? Bo jesteś matką i założę się, że właśnie gdy nią zostałaś pojawiły się te uczucia. Twój organizm nastraja Cię na opiekę nad swoim dzieckiem i podświadomie traktujesz ją jako zagrożenie/konkurencję, ale nie dla Ciebie tylko dla Twojej córki. Każdy rodzic chce dla swojego maleństwa jak najlepiej, ale to właśnie matki mają w sobie takie "coś" co odsuwa je od dzieci partnerów z poprzednich związków. W końcu to my kobiety czujemy tą niesamowitą więź z dzieciątkiem. Mężczyznom dużo łatwiej przychodzi akceptacja dzieci partnerów z poprzednich związków, gdyż ich organizmami nie rządzą hormony. Z resztą Kochana nie jesteś jednostkowym przypadkiem. Wystarczy sobie przeczytać "Kopciuszka". Tak to niestety jest.

Zgodzę się z wypowiedziami, że Twoja pasierbica jest tylko dzieckiem, że ciężej jest dotrzeć do maluchów z trudnym dzieciństwem, że nie okazują uczuć, nie przywiązują się, ale wydaje mnie się, że tu nie ma takiego problemu.
Przecież przychodząc właśnie do Ciebie z problemem okazała Ci zaufanie i przywiązanie.
Jeśli chodzi o to, że wymusza różne rzeczy, to tym też bym się nie przejmowała. Dzieci, nawet te z bardzo dobrych domów wychowywane w atmosferze miłości, też się w taki sposób zachowują. Robią awantury w sklepach, rzucają przedmiotami, tarzają się po podłodze, gryzą, kopią bo "CHCĄ!". Jedyne co w tej sytuacji można i trzeba robić to rozmawiać, tłumaczyć a przede wszystkim nie ulegać takim szantażom! Ciebie bardziej denerwuje jej zachowanie, bo właśnie nie masz w stosunku do niej tej wyrozumiałości jaką będziesz miała w stosunku do swojej córeczki. Myślę, że jeżeli okażecie z mężem dużo miłości i stanowczości to zmienicie jej zachowanie.

Zgodzę się również z tym, że mądra z Ciebie kobieta. Widzisz co się z Tobą dzieje, nie podoba Ci się to i szukasz rozwiązania, a wierz mi - nie każdy byłby do tego zdolny.

Obawiam się, że z czasem będzie Ci coraz trudniej, bo może się i tak stać, że zaczniesz porównywać pasierbice z córką, zaczniesz zazdrościć sukcesów pasierbicy, bo "przecież one należą się Twojej najcudowniejszej córeczce na świecie", itd...
To wszystko też będzie naturalne! Jesteś matką - nic na to nie poradzisz.

Jedyne co mi przychodzi do głowy jako rada dla Ciebie to:
Może spróbuj zmienić charakter relacji z pasierbicą. Nie stawiaj się w roli jej macochy. Potraktuj ją jak koleżankę, przyjaciółkę, a nie jak dziecko. Być może jeśli uda Ci się z nią zaprzyjaźnić przestaniesz dostrzegać w niej tylko wady. Może uda Ci się oszukać naturę smile

Trzymam kciuki!

36

Odp: niechęć do dziecka....

przeczytalam praktycznie wszystkie posty. przestalam na kilku ostatnich... z jednej strony probuje Cie zrozumiec Agniecha4242, ale z drugiej nie umiem... z jednej strony chce mi sie plakac, a z drugiej jestem wsciekla..

Twoj maz sie zniecheca do malej? a co robisz w tym kierunku, zeby myslal inaczej? czy nie jest Ci wygodniej "pozbyc" sie "intruza"(niech mi bog wybaczy za takie nazwanie dziecka) i miec Tatusia tylko dla swojej coreczki??... czy Ty chcialabys, jakby Cie maz zostawil, zeby Twoje dziecko spotkalo cos takiego?
nie myslalas o tym, ze dziecko bylo nastawiane przez rodzine zastepcza, ze oni sa tylko na chwile i w koncu bedzie miala inna mamusie i tatusia?
czy probowalas to dziecko zrozumiec? czy nie pomyslalas, ze blad popelnili jak i rodzina zastepcza tak i rodzice adopcyjni?
nie myslalas, ze mala by poszla do kogos innego bo caly czas czuje sie w jakis sposob niechciana?? bo chce w koncu miec dobrze?

ehhh, nie chce mi sie juz nawet pisac na ten temat... to tyle ode mnie...

37 Ostatnio edytowany przez Lewa311 (2012-07-31 17:11:12)

Odp: niechęć do dziecka....

agniecha4242 To co przeczytałam jest dla mnie straszne. Nie dziwi mnie twoje zachowanie. Nie rozumiem jak mozna w wieku 3 lat nie przywiazac sie do tak bliskich ludzi, przeraza mnie to. Często miałam kontakt z dziećmi w tym wieku i ci ludzi powinni być dla niego najważniejsi. Aż zastanawiam sie czy w tej rodzinie zastepczej wszystko było w porzadku. Moze działo sie cos o czym nie wiesz...

38 Ostatnio edytowany przez eve84 (2012-07-31 17:29:55)

Odp: niechęć do dziecka....
Lewa311 napisał/a:

agniecha4242 To co przeczytałam jest dla mnie straszne. Nie dziwi mnie twoje zachowanie. Nie rozumiem jak mozna w wieku 3 lat nie przywiazac sie do tak bliskich ludzi, przeraza mnie to. Często miałam kontakt z dziećmi w tym wieku i ci ludzi powinni być dla niego najważniejsi. Aż zastanawiam sie czy w tej rodzinie zastepczej wszystko było w porzadku. Moze działo sie cos o czym nie wiesz...

A ja myślę, że to po prostu taki charakter. Bywa, że ludzie dorośli np. ojcowie też zostawiają swoje rodziny bez żadnych skrupułów. Taki charakter, choć nie wiem czy tego nie dało by się wytłumaczyć i jakoś odpowiednio dziecko nakierować albo po prostu dobrze wychować. Uważam też, rodziny zastępcze przechodzą jakiś kurs czy coś takiego, żeby własnie dziecko się nie przywiązywało ponieważ z reguły dzieci z takich rodzin idą do adopcji. Już w rodzinie adopcyjnej  powinno się dzieci uczyć ( wychowywać ) , że to rodzina dla człowieka jest najważniejsza.

39 Ostatnio edytowany przez Lewa311 (2012-07-31 20:58:04)

Odp: niechęć do dziecka....
eve84 napisał/a:

A ja myślę, że to po prostu taki charakter. Bywa, że ludzie dorośli np. ojcowie też zostawiają swoje rodziny bez żadnych skrupułów. Taki charakter, choć nie wiem czy tego nie dało by się wytłumaczyć i jakoś odpowiednio dziecko nakierować albo po prostu dobrze wychować. Uważam też, rodziny zastępcze przechodzą jakiś kurs czy coś takiego, żeby własnie dziecko się nie przywiązywało ponieważ z reguły dzieci z takich rodzin idą do adopcji. Już w rodzinie adopcyjnej  powinno się dzieci uczyć ( wychowywać ) , że to rodzina dla człowieka jest najważniejsza.

Tak, są ludzie zostawiający rodziny bez skrupułów. Ale jest różnica miedzy dorosłymi ludzmi, a małym dzieckiem... Swiat tak małego dziecka opiera sie na osobach mu bliskich, ci ludzie sa w jego oczach autorytetem. Naśladuje ich i uczy się od nich życia. Ludzki umysł jest zagatka, ale aż boje sie pomyslec co wyrośnie z tej małej.

40

Odp: niechęć do dziecka....

Lewa doczytaj drugi post Evy ktorego chyba nie doczytalas...

41 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-01 08:49:46)

Odp: niechęć do dziecka....

hmm ja tez nie znosze dzieci mojego rodzenstwa, a swoje, ktore oczekuje pewnie bede inaczej traktowala. kiedys ktos mnie zapytal, czy je kocham. tak, tylko te jedne-dziewczynke,ktora jest najspokojniejsza. zadnego innego. tamtych nie cierpie.
po pierwsze z poprzedniego zwiazku, po drugie adoptowana. okropna mieszanka. nie jestes jedna osoba, ktora w tej sytuacji by znielubila dziecko. w dodatku uwaga,czas i alimenty....wrrr. tak, jak sie zarabia zas.....ego tysiaka, to 300zlotych jest to duzo.
z drugiej strony wspolczuc dziecku tego, ze kolejny raz jego swiat runął. ze musi zapomniec, to nie dlatego, ze jest BE tylko dlatego, ze tak latwiej zyc, bez swiadomosci tego, ze znowu jej nikt nie chce.moze to jej sposob radzenia sobie ze swiadomoscia tego, ze NIE CHCĄ MNIE?.
agnieszka nie musisz byc ukochana ciocią, ale powinnas walczyc o uczucie do adoptowanej dziewczynki. twojemu mezowi juz raz front sie zmienil, zycie bywa paskudnie zmienne. czego ci nie zycze!!! nie oskarzam cie, bo ja sama pewnie zachowalabym sie podobnie, ale mimo to szkoda.
ja mam w domu bratanka na wakacje, moj narzeczony  poswieca mu caly wolny czas, bo dziecko jest po rozwodzie(rok temu), a  jego ojciec ma nową laskę i jego w nosie. i tez mam go dosyc, i czesto po prostu brzydko każę spływać, moze to wina 37 tygodnia ciazy. a moze po prostu nie chce go widziec:( bo ile mozna znosic halasujące 8 letnie dziecko z humorami, bo jego rodzice sie rozwiedli. wina rodzicow, ale ja skutki znosze. a nie musze.

42

Odp: niechęć do dziecka....

czytając te wszystkie Twoje posty agniecha pierwsza myśli jaka mi przyszła do głowy : co za zakompleksiona baba !, nie potrafi poradzić sobie z własnymi emocjami, znalazła sobie kozła ofiarnego w postaci 7 letniej dziewczynki , i to w niej upatruje całe zło, pisząc że źle się zachowuje że ma paskudny charakter, a mądre słowa krytyki przyjmuje z oburzeniem i jeszcze bardziej podsyca swoją niechęć i nienawiść do dziecka, do tego żyje w jakimś dziwnym dla mnie absurdzie twierdząc że dziecko nie jest w stanie wyczuć jej niechęci ! buntuje ojca przeciwko dziecku, czym wyrządza mu ogromną krzywdę!
To Ty jesteś źródłem niechęci do małej, nie ona , nie jej zachowanie,
Ty generujesz sama w sobie takie negatywne uczucia do niej tłumacząc się sama przed sobą ze to przez jej złe zachowanie,
wymagasz od 7 latki zachowań dorosłej kobiety, masz w stosunku do niej wygórowane oczekiwania, obarczasz ją za to wszytko co świadczy o Twojej niedojrzałości ,
znajdź w sobie tą paskudną dziewczynką o której piszesz , tą której tak nie możesz znieść.
Cholernie mi przykro z powodu tego dziecka, sama byłam w bardzo podobnej sytuacji i wiem jak ona może się czuć i jakie konsekwencje będzie zbierać w dorosłym życiu.
Napisałaś na forum żeby się usprawiedliwić, nie zamierzasz zobaczyć w tym swojego wkładu,
nie ma usprawiedliwienia dla tego typu zachowania, dorosły człowiek sam bierze odpowiedzialność za siebie, za wybory jakich dokonuje i za to że swoim zachowaniem krzywdzi młodego człowieka, dopiero kiedy przyjmiesz swoją małość w stosunku do tego dziecka które przeżywa i przechodzi dużo więcej niż Ty będzie szansa na to że zdasz sobie sprawę z tego że to Ty odpowiadasz za swoje uczucia i emocje,
mam ogromną nadzieje, że dziewczynka wyjdzie bez większego szwanku z toksycznej relacji jaką jej fundujesz

43

Odp: niechęć do dziecka....
cytrusowa napisał/a:

czytając te wszystkie Twoje posty agniecha pierwsza myśli jaka mi przyszła do głowy : co za zakompleksiona baba !, nie potrafi poradzić sobie z własnymi emocjami, znalazła sobie kozła ofiarnego w postaci 7 letniej dziewczynki , i to w niej upatruje całe zło, pisząc że źle się zachowuje że ma paskudny charakter, a mądre słowa krytyki przyjmuje z oburzeniem i jeszcze bardziej podsyca swoją niechęć i nienawiść do dziecka, do tego żyje w jakimś dziwnym dla mnie absurdzie twierdząc że dziecko nie jest w stanie wyczuć jej niechęci ! buntuje ojca przeciwko dziecku, czym wyrządza mu ogromną krzywdę!
To Ty jesteś źródłem niechęci do małej, nie ona , nie jej zachowanie,
Ty generujesz sama w sobie takie negatywne uczucia do niej tłumacząc się sama przed sobą ze to przez jej złe zachowanie,
wymagasz od 7 latki zachowań dorosłej kobiety, masz w stosunku do niej wygórowane oczekiwania, obarczasz ją za to wszytko co świadczy o Twojej niedojrzałości ,
znajdź w sobie tą paskudną dziewczynką o której piszesz , tą której tak nie możesz znieść.
Cholernie mi przykro z powodu tego dziecka, sama byłam w bardzo podobnej sytuacji i wiem jak ona może się czuć i jakie konsekwencje będzie zbierać w dorosłym życiu.
Napisałaś na forum żeby się usprawiedliwić, nie zamierzasz zobaczyć w tym swojego wkładu,
nie ma usprawiedliwienia dla tego typu zachowania, dorosły człowiek sam bierze odpowiedzialność za siebie, za wybory jakich dokonuje i za to że swoim zachowaniem krzywdzi młodego człowieka, dopiero kiedy przyjmiesz swoją małość w stosunku do tego dziecka które przeżywa i przechodzi dużo więcej niż Ty będzie szansa na to że zdasz sobie sprawę z tego że to Ty odpowiadasz za swoje uczucia i emocje,
mam ogromną nadzieje, że dziewczynka wyjdzie bez większego szwanku z toksycznej relacji jaką jej fundujesz

Tak naprawde to nie jest zalezne od agniechy, że takie ma uczucia w stosunku do tej małej. Przecież dobrze sie wobec niej zachowuje nawet jeśli czuje coś innego, watpie w to ze dziecko wyczuwa jakąś niechęć. A jeśli dobrze przeczytałam, to agniecha nie buntuje ojca przeciwko tej małej, ale to on sam zauważył jaka ona jest, to nie jest tylko jej wymysł. Nawet poszli do psychologa.

44 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-08-01 12:46:29)

Odp: niechęć do dziecka....
agniecha4242 napisał/a:

Zaczynam sama o sobie zle myśleć, bo wiem, że to co czuję nie jest dobre, ale nie potrafię tego w sobie zmienić. Powiedzcie mi, co się ze mną dzieje, że tak znielubiłam to dziecko, czego oczywiście jej nie okazuję broń Boze. Kiedy ją poznałam bardzo ja polubiłam ale teraz.......odczuwam satysfakcję, że ich relacje się pogarszają... Wiem, ze to chore i dlatego muszę komuś wreszcie powiedzieć szczerze co czuję sad. Nie radzę sobie z niechęcią do niej. Stała się dla mnie złem koniecznym.

Nie bój się. To nie chore. Nic się złego nie dzieje. Powiem więcej - bardzo dobrze, że masz kontakt ze swoimi uczuciami. Trzymaj się tego! Twoja intuicja podpowiada, żeby się od tego dziecka trzymać z daleka.

Uczucia nie są dobre ani złe. Po prostu są. I jeśli jesteś ich świadoma, możesz postępować RACJONALNIE. Nie pozwolić, żeby Tobą rządziły, ale też ich nie wypierać, nie dręczyć siebie za to, że czujesz to co czujesz.

Gdy zaakceptujesz siebie całą, razem z tymi uczuciami, które uważasz za negatywne, będzie Ci łatwiej mieć dla tego dziecka współczucie. Bo ono jest bardzo nieszczęśliwe.

Ocenami niedojrzałych paniuś nie przejmuj się. Kto coś przeżył, rozumie.

Polecam książkę "Języki miłości", autor dr Gary Chapman.

Próbowałam dotrzeć do mojej pasierbicy; myślałam że będzie dobrze, bo czasem zachowywała się dobrze. Gdy się zorientowałam, że jestem tylko i wyłącznie bankomatem, było mi przykro; dużo bardziej cierpiałam, gdy się okazało, że jej ojciec, mój partner jest dla niej tylko bankomatem.

Historia mojej pasierbicy nie ma happy endu, ale Twojej może mieć. Myśmy nie wymagali (bo dziecko tyle przeszło). Ty możesz wymagać i traktować ją uczciwie po prostu.

45

Odp: niechęć do dziecka....

NAJLEPIEJ POWIEDZIEĆ " NIE CIERPIĘ" "NIECH ZNIKNIE" BACHOR "

módlcie się baby by wasze dzieci kiedyś nie znalazły się w takowej sytuacji !!!! AMEN.

46

Odp: niechęć do dziecka....
agniecha4242 napisał/a:

Jedna z Was zadała mi niedawno pytanie, na co zwaliłabym zachowanie małej, gdyby nie była adoptowana? A mnie, kiedy czytam wasze posty nasuwa się inne pytanie : czym usprawiedliwiałybyście każde jej złe zachowanie, gdyby nie była adoptowana?? Mam wrażenie w tej chwili,że każde, najgorsze nawet jej zachowanie jest przez Was natychmiast usprawiedliwione, bo adopcja. Znam dwójkę adoptowanych dzieci naszych znajomych. Ich przywiązanie do adopcyjnych rodziców jest ogromne. I takie zachowanie jest dla mnie normalne, dzieci te zyskały rodziców i ich radość wydaje się być aż na wyrost. A jeśli dziecko adoptowane wyrasta na mordercę to też pewnie jest zupełnie normalne, bo przecież jest adoptowane, tak się nauczyło biedactwo. Dziewczyny, rozumiem wiele ale bez przesady.
Wielokropku - bardzo szanuję Twoje zdanie, ale jak sama napisałaś, wielu rodziców "przekupuje" dzieci. Ale te dzieci nie są w stanie zamienić tych rodziców na super lalkę. a nasza mała tak... Może i ja jestem zła, okrutna i niewyrozumiała. Tylko co to zmienia w tym, na kogo wyrasta to dziecko...

agniecha ty też jesteś matką i ciekawe jak usprawiedliwisz zachowanie swojej córki za jakiś czas? a że nie zawsze będzie słodkim uroczym maluszkiem to raczej pewne.

47

Odp: niechęć do dziecka....

Czy niechęć autorki do dziecka jest spowodowana tylko tym, że dziewczynka lubi prezenty i jest w stanie wiele zrobic dla nich?

Bierze mnie złość na autorke jak czytam jej posty. Dziecko widzi w niej autorytet, lgnie do niej a ona jej nienawidzi bo jest chciwa? To tylko dziecko, fakt, że juz na tyle duże, że można zacząć próbować wytłumaczyć że taka postawa jest zła, a na prezenty trzeba zasluzyć.
Mam w domu 3 latka i wiem jak bardzo lubi prezenty, i śmieszy mnie to że autorka ciągle mówi o sytuacji jak to odbierali ją z rodziny zastępczej i mala poszła z nimi bez problemu bo dostała prezenty. No cóż to tylko dziecko.

Zamiast myśleć jak to by było fajnie gdyby dziewczynka zniknęła postaraj się jej pomóc, bo widać, że na matkę nie ma co liczyć, a Ty możesz miec dobry wpływ na nią.  Lub zawsze mozna skorzystać z porady psychologa, a nie myślec ze lepiej się jej pozbyć.  Mam wrażenie, że jak juz masz WŁASNE dziecko to to adoptowane jest złe. A wyobraź sobie, ze i twoja córeczka może mieć kłopoty z zachowaniem i co wtedy na co to zwalisz, bo chyba nie nie złe geny. Czy może będziesz mówić, ze lepiej by było gdyby zniknęła??

48

Odp: niechęć do dziecka....

A ja uważam, ze jesteś, Autorko, o ta mala zazdrosna, ponieważ była córeczką tatusia o wiele wcześniej, niż w jego życiu pojawiłaś się Ty.
Dziewczynka przypomina Ci o tym, ze Twój mąż miał wcześniej inna rodzinę. Do tego, urodziłaś Wasze wspólne dziecko i czujesz, ze jego pozycja jest zagrożona. To są normalne ludzkie instynkty, ale można nad nimi pracować.

Pierwsze, co powinnaś zrobić, to zaakceptować swoje myśli i pogodzić się z nimi.
Drugie, przestać zwalać złe zachowanie dziecka na geny - dziecko jest jak plastelina, a rodzice je modelują. To dziecko ma trudna przeszłość, to fakt. Do tego rozwód rodziców, gdzie było karta przetargowa - czuje się zagrożone, niepewne.
Pora popracować nad zachowaniem tej dziewczynki, tyle!

I błagam, nie zwalaj wszystkiego na geny, dam Ci prosty przykład, pochodzę z rodziny patologicznej gdzie na porządku dziennym były alkohol, agresja i przemoc. Nie wyrosłam na bandytę, wręcz przeciwnie. Alkoholu nie nadużywam. Jestem normalna, bo na normalna osobę zostałam wychowana! Przemyśl to sobie.

49

Odp: niechęć do dziecka....

Autorko, a jak często mała jest u Was?

Ja Cię nie potępiam, wiem co czujesz.

A powiedz czy nie jest przypadkiem tak, że za bardzo wzięłaś sobie do serca uczestniczenie w wychowaniu tego dziecka? Że rozum mówił "musisz" , a serce nie było gotowe?

Odpuść. Wyluzuj. To dziecko ma mamę, z którą żyje na co dzień, ma tatę. To oni muszą ją wychowywać. A Ty? Ty bądź od przyjemności.

Masz prawo w jakiś dzień się z nią nie spotkać, bo np. źle się czujesz. Niech wtedy Twój mąż weźmie ją na lody czy do kina, czy do figloraju a nawet niech zabierze Wasze dziecko, a ty wtedy odpoczniesz. Nie czuj się winna.

Nie męcz się tym wszystkim. Świata nie zbawisz.

A co do zachowania dziecka, uważam, że ona po prostu zachowuje się jak dziecko gdzie rozwiedli się rodzice. Manipulacje i ciągłe przeciąganie granic, no ale za to winni są rodzice, a nie dziecko.

50

Odp: niechęć do dziecka....

W porównaniu do mojej kuzynki, która była dzieckiem tysiąc razy gorszym to ta mała jest święta.
Była dzieckiem tysiąc razy gorszym , moim zdaniem przez złe geny mojego wujka i jego laski. Wychowana przez moja babcie, niczego jej nie brakowało. Miłości, ani zrozumienia, ani przyjaźni. A jednak to kawał diabła, był i jest i będzie. Który zresztą tylko do mnie ma szacunek, bo nigdy jej nie pobłażałam.

Posty [ 51 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026