Nie wiem, czy to dobre forum na takie rozważania.
Syn zaczął brać, jak miał 14 lat. Czemu tak wcześnie, czy z jakiegoś konkretnego powodu w ogóle wziął? Nie wiem. Czy zauważyłam, że coś jest nie tak? Owszem, ale sporo czasu minęło, zanim się w pełni zorientowałam i zareagowałam. Niby wcześniej było coś nie tak, ale nie zwracałam na to zbytnio uwagi. Niestety. Umiał kombinować ze zdobywaniem kasy, więc tym bardziej było mu cokolwiek łatwiej ukryć. Nie chciał się zgodzić na leczenie. Kazałam mu się wynosić z domu, chociaż później żałowałam tego. Nie wiem, co robił przez ten czas. Później zgodził się na leczenie. I niby było w porządku. Niby przepracowaliśmy wszystko. Wydawałoby się, że się koszmar skończył, bo inaczej tego nazwać się nie da. Cóż, myliłam się. Dalej tkwi w tym gó...e. Co robi teraz? Też nie wiem. Powiedziałam mu, że nie ma już prawa wstępu do mojego domu. Teraz ma 20 lat.
Musiałam to wyrzucić z siebie.
Podobne tematy
witaj, rozumiem ze bierze narkotyki. .
Moim zdaniem powinnas w jakiś sposób odnalesc go i skierować na zamknięty odwyk. .
Inaczej nie wybaczysz sobie tego ze go wyrzuciłas i nie pomogłas mu do końca życia .
Na początku, jak już się zorientowałam, że bierze, nie chciał leczenia. Kazałam mu się wtedy wynosić z domu. W końcu na leczenie się zdecydował. Pomogłam. Załatwiłam ośrodek, zamknięty. Jakoś przeszliśmy przez leczenie, chociaż łatwo nie było. Wrócił do domu, i niby wszystko było w porządku. W zasadzie na początku istotnie było dobrze. Ale później zwiał z domu, kradnąc od razu cała kasę, jaką w nim trzymałam - i się zaczęło. I wtedy powiedziałam mu, żeby mi się już więcej na oczy nie pokazywał.
Boli mnie to, to oczywiste, w końcu to moje dziecko, jakby nie było. Ale jak on tego nie chce rzucić - nie jestem w stanie mu pomóc. Co teraz robi, gdzie przebywa? Nie mam pojęcia.
nie miej do siebie pretensji- zrobiłaś wszystko co mogłaś, wyciągnęłaś do niego rękę- a on jej nie przyjął. Może kiedyś podniesie się z tego dna, ale chyba musi po prostu tego chcieć. To tak jak z alkoholikami.
Na pewno jest Ci ciężko.. nie takiej przyszłości oczekuje się w związku z dzieckiem.
Jego nałóg jak zadra zawsze będzie tkwił w Twoim sercu.. chociażby nie wiadomo ile lat minęło.
Trzymaj się jakoś
może będzie lepiej !
Zrobiłaś co mogłaś - każdy uzależniony MUSI dotknąć SWOJEGO dna.
Może się jeszcze okazać, że Twoja twarda decyzja uratuje mu życie. Nie musi tak być, ale może.
@didina
Człowiek nie powinien oczekiwać niczego względem nikogo. Nie mam dzieci po to, aby od nich oczekiwać.
Nie wiem, czy to dobre forum na takie rozważania.
Syn zaczął brać, jak miał 14 lat. Czemu tak wcześnie, czy z jakiegoś konkretnego powodu w ogóle wziął? Nie wiem. Czy zauważyłam, że coś jest nie tak? Owszem, ale sporo czasu minęło, zanim się w pełni zorientowałam i zareagowałam. Niby wcześniej było coś nie tak, ale nie zwracałam na to zbytnio uwagi. Niestety. Umiał kombinować ze zdobywaniem kasy, więc tym bardziej było mu cokolwiek łatwiej ukryć. Nie chciał się zgodzić na leczenie. Kazałam mu się wynosić z domu, chociaż później żałowałam tego. Nie wiem, co robił przez ten czas. Później zgodził się na leczenie. I niby było w porządku. Niby przepracowaliśmy wszystko. Wydawałoby się, że się koszmar skończył, bo inaczej tego nazwać się nie da. Cóż, myliłam się. Dalej tkwi w tym gó...e. Co robi teraz? Też nie wiem. Powiedziałam mu, że nie ma już prawa wstępu do mojego domu. Teraz ma 20 lat.
Musiałam to wyrzucić z siebie.
Mój siostrzeniec też brał , podobno wszystko, siostra wyrzuciła go z domu, tak trzeba podobno i kiedy stoczył się na dno sam chciał się od niego odbić , zgodził sie na leczenie , zamknięty ośrodek gdzieś w szczerym polu, było mu trudno ale nie zrezygnował , po ok. roku odwyku pojechali na spływ kajakowy , nie wrócił z niego do ośrodka , wrócił ale siostra nadal go nie przyjęła, wynajął pokój , znalazł pracę , uprawia sport, miał sporo długów, które spłacał z niewielkiej pensji, siostra pomagała mu ,zapraszała na obiad ,załatwiała mu sprzątanie ,mycie okien u znajomych, teraz ma 25 lat dziewczynę , jest fajnym chłopakiem , nie stosuje żadnych używek, nie pali, nie pije nawet lampki szampana, otoczenie dziwi się trochę ale on daje radę , podjął naukę w LO, wszyscy się cieszymy ale wiemy, że to jeszcze ciągle nie jest całkowity sukces.
Trzeba pomóc takiemu człowiekowi ale mądrze z pomocą terapeutów , ludzi którzy się na tym znają i nie kierować się sercem matki , kochać mądrze.Czasem trzeba być bezwzględnym żeby uratować dziecko. Siostra przechodziła gehennę kiedy brał ,bałam się o nią , zachorowała na raka mówią że ze stresu. Walczy ,nie ma przeżutów, jesteśmy dobrej myśli. Cieszy się że ma takiego syna , a ja razem z nią.