Nasz związek był idealny, gdy jesteśmy obok siebie, nie ma sporów, dogadujemy się, wspieramy, mamy podobny pogląd na życie i na wszytsko co nas otacza. Minął rok odkąd jesteśmy razem, lecz głównym problemem tego związku jest odległość. On od kilku lat osiedlił się za granicą, ma tam mieszkanie i Jego zdaniem w tamtym miejscu można czegoś się dorobić, choć wziąż ma problem z tym ponieważ na koncie ma troszke długow..nie chce wracac do polski.. przez ostatni rok bywal za granica i w polsce, mysle ze gdzies 7 razzy podrózował w to i z powrotem, jezdzac do mnie, te wyjazdy równiez były jego pracą dzieki ktorym zarabial pieniadze.. a przynajmniej myslal ze z tego bedzie biznes.. Jego problemem są pieniądze, jeżeli ich nie ma to czuje się chory, jest zły i widze różnicę w jego byciu... poza tym ma stwierdzoną depresję, brał leki do tej pory i wszytsko było dobrze, od 3 miesięcy nie bierze ich, niby wszytsko było dobrze, ale z dnia na dzień czułam różnicę w jego zachowaniu w srtosunku do mnie. chwilami widziałąm miłość, wyznanaia, że jestem jedyna i najważniejszą, a po kilku dniach kłótnia, kłótnie zwykle rozchodzą się o to gdy pytam kiedy wróci do polski, strasznie działą mu to na nerwy, uważam, że problem twki w tym, że on chce wrócić a ja ponaglam go, ciagle pytam kiedy wróci a on po prostu nie ma pieniążków zeby wrocic, 2 miesiace siedział tam bez roboty i nie ma kasy.. a zeby wrocic trzeba miec forse... tylko dlaczego on mi tego nie wytlumaczy? rozmawialam z jego mamą i bratem i mówią, że on tam często zagląda w kieliszek, powiedział dla jego matki, że pije, bo nie ma tabletek depresyjnych i musi odreagować. okłamywał mnie, że siedzi u kolegów, a tak na prawde wolał iść spać i nie odzywać się do nikogo. jestem załamana, kocham Go.. strasznie.. w niedziele ze mną zerwał, powiedział, że ja go zmuszam do powrotu, wcale tak nie było, on sam określił się że przed swiętami wraca, a na koniec wszytsko tak odkręcił że niby ja go zmuszam do tego.. powiedział, że nie chce ze mną być.. ze to nie ma sensu, ze on jest zlym czlowiekiem, ze jego mózg odbiera na innych falach jak on tam jest... nie odzywa się wciąz... czy to już koniec? co ja mam robić? ja go kocham i zależy mi na Nim..
Podobne tematy
No ciężka sytuacja. za wiele zrobić nie możesz nikogo nie da się zmusić do powrotu a jeśli będziesz go błagać żeby wrócił to tak na prawdę nie dowiesz się czy wrócił bo chciał czy dla tego że ty błagałaś. moim zdaniem musisz zaczekać, zerwał w niedziele to nie dawno musi ochłonąć musi do niego dotrzeć że on sam zakończył ten związek. nie odzywaj się do niego zobaczysz może sam się odezwie jak przemyśli i zrozumie. jak kocha to wróci, jak nie kocha to zwróć mu wolność taka jest zasada MIŁOŚCI. po prostu poczekaj
Jeśli nadal ma depresję to potrzebuje pomocy. Ale Ty nie dasz rady mu pomóc, jeśli on tego nie chce. Sytuacja jest trudna, ale popieram, że najlepiej jak poczekasz. Nie można zrobić niczego za kogoś, żeby to nie miało złych efektów. Musisz uzbroić się w cierpliwość i zobaczyć, co los przyniesie.
Poczekałam i odezwał się sam.. jest ok.. ale niepokoi mnie Jego sytuacja.. praktycznie w każdym smsie pisze, ze ma doła, że jest niedobrze.. że wkurza go wszytsko, że musi tam siedzieć... jak zapytałam czy chce o tym wszytskim szczerze pogadać to napisał, że nie i że to sami musi przejść... ehhhhhhhhhhhhhhhh... jak ja moge Mu pomóc?
nie możesz, bo tak naprawdę nie zmusisz go aby zadzwonił. nic nie możesz zrobić jedynie okazać mu wsparcie. sama jestem w związku na odległość dzieli na 1000 kilometrów ale jeśli mój by mi napisał że nie chce rozmawiać to by tego pożałował. jak to wygląda on jest tam i łaskawie pisze ci 3 smsy dziennie? dzwonił czy tylko ci napisał że mu przykro czy coś takiego? on zamierza przyjechać do PL?
Faceci gdy jest im zle, cos ich martwi wolą być sami, nie chcą Nas martwić, czują sie wtedy tacy niemęscy, bo to Oni przeciez dla Nas powinni byc oparciem , a nie na odwrót. Wiem, bo sama wychodziłam z siebie gdy moj tak mial a bylismy daleko od siebie..
piszemy ze sobą codziennie.. On pracuje, ja pracuje od rana do wieczora w ciągu dnia ja nie mam czasu pisać smsów, a tym bardziej On gdzie pracuje na budowie. Pisał mi wczoraj, że bardzo mnie kocha i że teraz ma kryzys, który szybko przejdzie i będzie dobrze. Ogólnie gdy z Nim rozmawiam widzę, że jest niedobrze, On zawsze jest pełen humoru, sypie żartami, a teraz każdy sms wiąże się z tekstem, że jest lipa, jest niedobrze i takie tam.. Chyba ma jakieś problemy, od poniedziałku ktoś mu najpierw rozbił lusterko w samochodzie, następnego dnia pisał, że opone zmieniał i nie wie czy tą opona już wysiadła czy ją ktoś przedziurawił.. hmm? niepokoję się. Od stycznia Go nie ma, dawniej jak wyjeżdzał to jechał tam na maxymalnie 3 tygodnie, a ze mną siedział miesiąc, dwa miesiące, pare tygodni, tydzień.. róznie.. a teraz już 3 miesiące.. strasznie tęsknię.. tak bardzo bym chciała, żeby on podjał decyzję, albo wraca do polski i razem żyjemy, albo niech mnie ściagnie tam do siebie.. Obyśmy byli razem.. ciągle jestem poddenerwowana, nie wiem jak potoczy się nasz związek.. jak to będzie kiedyś.. tak bardzo bym chciała żeby wszytsko ułożyło sie, żebyśmy byli szczęśliwi.
On jak we wtorek po niedzielnej kótni odezwał się to w sumie nie przeprosił mnie nawet, tylko powiedział, że ja jestem niegrzeczna ostatnio i trzeba mnie utemperować... ja wiem, że jestem czasem wredna, zasadnicza i za wiele wymagam, On ma tam problemy a ja jeszcze nasilam je.. nie wiem czy dobrze robie tak to tłumacząc, bo przecież On tez powinien coś od siebie dać .. ale marwie się, że ta jego depresja Go ogranicza.. Rozmawiałam dużo z moją mamą i uważam że Ona zna mnie najlepiej i zna Jego dobrze i wcale nie broniła mnie, wręcz odwrotnie, mówiła, że ja też powinnam czasem pomysleć co mówię... ehhhhhhhhhhh