Potrzebuję Drogie Panie Waszej rady.
Poznałem przez Internet wspaniałą kobietę, lecz na własne życzenie od początku do końca sabotowałem tą znajomość.
Nieważne, dlaczego tak postąpiłem powiem tylko tyle, że postąpiłem podle, choć była to tylko wirtualna znajomość za pośrednictwem Internetu i telefonu, i trwająca krótko to wystarczyło żeby poznać, żeby poczuć, że Ona jest zjawiskowym człowiekiem. Czym mnie tak zachwyciła? Jeśli powiem, że sercem, miłością, choć nie do mnie, to i tak nikt tego nie zrozumie. Ja akurat to rozumiem, rozumiem Ją, bo czuję dokładnie tak samo jak Ona te sprawy.
Krótko mówiąc jest pierwszą osobą, którą spotkałem w ciągu całego mojego już dość długiego życia, a która potrafi kochać tak szczerze, bezgranicznie i oddanie.
Nie wiem, dlaczego zamiast od początku przyznać się do prawdy i ją wyjawić brnąłem uparcie we własne kłamstwa.
Może gdybym zaraz na początku powiedział całą prawdę to wszystko dzisiaj wyglądałoby inaczej i choć nie twierdzę, że tak by było, to z pewnością było by lepiej tak dla Niej jak i dla mnie.
Wyjawiłem Jej całą prawdę i oczywiście wszystko się skończyło, o co ja nie mam i nie mogę mieć do Niej żalu.
Nie chciałem zniknąć z Jej życia bez wyznania całej prawdy, choć dzisiaj chyba postąpiłbym inaczej i po prostu zerwał kontakt bez wyznania tej okrutnej prawdy.
Z drugiej strony nie chciałem tego robić by Jej nie martwić by nie myślała, że może coś przytrafiło mi się złego. Pomimo tak krótkiego okresu znajomości zdążyłem już nie raz na sobie odczuć Jej troskę o mnie.
Cała znajomość trwała raptem dokładnie siedem dni i 120min licząc od mojej odpowiedzi (5:32) do Jej ostatniego sms-a (8:32).
Naprawdę ciężko mi jest pojąć, dlaczego w przeciągu tak krótkiego czasu ta kobieta przestała być mi obcą osobą, a stała się naprawdę kimś bliskim.
Zdaję sobie sprawę jak to wygląda w Waszych oczach, ale ja nie jestem już nastolatkiem i nie zakochuję się w kimś w tak krótkim czasie, a na dodatek online.
Z drugiej strony dzisiaj mam wszystkie znane objawy, które każdy na sobie odczuwa po rozstaniu z kimś, kto nie był tylko zwykłym znajomym czy przyjacielem.
Dzisiaj, teraz mija właśnie 50 godzina odkąd mój telefon milczy i ta cisza mnie przeraża. Tak bardzo chciałbym do Niej napisać, zadzwonić, lecz nie zrobię tego, bo chcę by o tym wszystkim jak najszybciej zapomniała.
Wiem, że bardzo Ją skrzywdziłem swoimi kłamstwami, choć to, co mówiłem to nie były tylko same kłamstwa.
Chciałbym jednak by zapamiętała mnie o ile jest to w ogóle możliwe w inny sposób niż tylko, jako kolejnego kłamliwego sukinsyna.
Chciałbym by pomimo tego, co Jej zrobiłem, pomimo tego, że wykorzystałem Jej ufność pozostawić po sobie, choć w minimalnym stopniu ciepłe wspomnienie.
Dlatego chciałbym wysłać Jej pocztą kwiaty a na dołączonym bileciku napisać tylko dwa słowa, przepraszam za wszystko, choć oczywiście zdaję sobie, że nic nie jest w stanie wynagrodzić Jej cierpienia z mojego powodu.
Tylko właśnie nie wiem czy jest to dobry pomysł? Może po prostu nic nie wysyłać, nie przypominać Jej o sobie a tym samym nie narażać Jej na przykre wspomnienia, i niech zwyczajnie jak najszybciej o wszystkim zapomni?
Co o tym myślicie? Jest jeszcze jeden problem w ewentualnym zrealizowaniu tego. Otóż nie znam Jej domowego adresu. Znam tylko imię, nazwisko, miejscowość, w której mieszka, adres pracy i Jej telefon.
Z tego powodu wysłanie kwiatów bezpośrednio do domu raczej nie wchodzi w grę, bo pomimo tego, że miejscowość, w której mieszka ma niespełna 2000 mieszkańców to nie sądzę by kurier zadał sobie tyle trudu by zlokalizować adres.
W takim wypadku wchodzi, więc w rachubę raczej tylko miejsce pracy, ale nie chciałbym narobić Jej z kolei jakichś kłopotów z tego tytułu.
Powiedzcie proszę, ale szczerze czy to, co chcę zrobić ma sens? Czy Wy chciałybyście by taka znajomość zakończyła się na sms-ie, czy może wolałybyście jednak otrzymać zupełnie niezobowiązujący bukiet kwiatów w ramach zadośćuczynienia?
Z pewnością nic nie jest w stanie Jej wynagrodzić tego jak postąpiłem i nawet nie liczę na cokolwiek, lecz chyba tylko tyle mogę zrobić.