Witam wszystkich. Od 9 miesięcy jestem z chłopakiem - jest on zawodowym wojskowym. Nasz związek jest na odległość, widujemy się zazwyczaj co 2 tygodnie na weekendzie. Istnieje u niego w wojsku możliwość wyjazdu na misję do Afganistanu, i właśnie on ma taki zamiar. Dodam, że zanim się poznaliśmy, on już był 7 msc na misji. Przez to też rozpadł się jego poprzedni związek. Czasem próbuję z nim rozmawiać na temat tego wyjazdu, próbuję mu tłumaczyć, że nie chciałabym aby wyjeżdżał. Ale to tak, jakby walić głową w mur. Tłumaczy mi, że narazie jeszcze nic nie wiadomo, żebyśmy o tym nie rozmawiali, ale ja boję się, że jak już się dowie, że jest możliwość jego wyjazdu, to pojedzie... że będzie w stanie mnie zostawić na tak długi okres czasu... Nie wiem w ogóle co mam robić. Czasem się zastanawiam, czy on zdaje sobie sprawę z tego, że może mnie stracić tak jak tą poprzednią dziewczynę. Żebyście od razu nie myśleli, że bym go wtedy zostawiła, bo bardzo go kocham, i jak to się mówi "miłość wszystko przetrwa", ale martwię się że nie będę w stanie wytrzymać tyle czasu bez niego.. Jak mu odradzić ten wyjazd? Proszę o jakieś wskazówki.
Podobne tematy
Z tego co piszesz wnioskuję że zawód Twojego chłopaka jest Jego pasją .Gotów był poświęcić już jeden związek dla pasji , więc albo pogodzisz się z Jego decyzją i będziesz na Niego czekać albo stracisz chłopaka .
zgadzam sie zpoprzedniczka, pasja.
Nie możesz go zmuszać, żeby dla Ciebie zrezygnował z tego, co jest dla niego ważne, bo do końca życia będziesz miała to wypominane, że od dla Ciebie zrezygnował z wyjazdu a Ty nie chcesz dla niego zrobić tego czy tamtego.
Jeśli facet czegoś chce to go nie powstrzymasz
Jeśli będziesz go zmuszać to zmiany zdania to tylko pogorszysz sprawę. Powinnaś go wspierać w jego decyzji, jeśli to dla niego takie ważne a nie widzieć tylko czubek własnego nosa ![]()
Jak kochasz to poczekasz ![]()
tak, tylko że to nie jest wyjazd na pół roku do Anglii, Niemiec czy gdziekolwiek, tylko do Afganistanu. Ile się mówi w tv o tym jak tam niebezpiecznie. Przecież ja się będę bała o niego każdego dnia. Pewnie zaczniecie pisać, że po co wiązałam się z takim facetem. W ogóle nie wiedziałam o tym że był na misji, i że chciałby jechać znów. Nie rozmawialiśmy o tym na początku związku. Później się dopiero dowiedziałam. I powiem Wam że nie chodzi tu tylko o to, że ma jechać. Bo gdyby chociaż potrafił ze mną o tym porozmawiać, posluchać moich argumentów, powiedzieć że nie jest jeszcze pewien, że się zastanowi.. a nie, że zawsze odpowiada mi że koniec tematu bo sprawa jest już zamknięta, i jak będzie wyjazd to pojedzie.
OczekującaMary - napisałaś że widzę czubek własnego nosa, przecież tak nie jest, bo powtarzam to jest niebezpieczny wyjazd, i nie chodzi żeby mi było dobrze, ale żeby jemu się nic nie stało, żeby nie ryzykował, skoro nie jest to obowiązkowy wyjazd. I nie do pomyślenia dla mnie jest to, gdybym miała jeszcze mu doradzać żeby tam jechał.
Ale dziękuję za wasze wypowiedzi, no widzę, że to będzie ciężki okres, gdy będzie już wiadomo cokolwiek...
mixi0231 doskonale rozumiem Twój stres i wszelkie obawy, jednak to nic nie pomoże. Jeżeli Twój chłopak będzie chciał to pojedzie i myślę, że zbyt dużo tutaj nie zdziałasz, chyba, że znajdziesz jakieś konkretne argumenty, które do niego przemówią. Porozmawiaj z nim szczerze, powiedz o wszystkich swoich obawach, może to coś da? Nawet jeżeli jego zawód jest zarówno jego pasją - to przy tym powinien się liczyć z Twoimi uczuciami. On pojedzie, Ty zostaniesz i będziesz umierała ze strachu ... Znam dwóch mężczyzn, którzy spędzili na misji trochę czasu, jeden z nich funkcjonuje normalnie po powrocie, wyjeżdżał już chyba trzy razy w różne miejsca, nie odbiło się to za specjalnie na jego psychice i rodzinie, drugi wydawałoby się podobnie, wrócił z pierwszej misji, wszystko było ok - ale chyba tylko z pozoru, zmienił się trochę, ale nikt tego nie komentował, podczas drugiej misji posypał się kompletnie i tutaj już nie przetrwał jego związek, szkoda chłopak stracił rodzinę, zdrowie itp. jest naprawdę w kiepskiej formie.
Jak mi ktoś powiedział dzis..."mundurowy - ma dwie panie - służbe i swoja kobiete..."a Ty jak chcesz z nim być to musisz się pogodzic...I jaką Ty chcesz wskazówkę by on tam nie pojechał?? I tak pojedzie...Bardzo mi bliska osoba byla właśnie na ostatniej zmianie...i wiesz co mi powiedział po powrocie?? WRÓCIŁBY...kto raz tam pojedzie i to przezyje to ciagnie tam...nawet jeśli widział co widział , (był ranny bo go postrzelono...)i tak by jechal..swoje też robi kasa...I jak on tam pojedzie to bardzo bedzie potrzebowal Twojego wsparcia... kontakt na pewno bedzie mieli dobry, to tylko kwestia chęci...bardziej on bedzie sie bał ze Ty sobie kogos znajdziesz...i ten strach o niego, samotosc...próba waszego związku, a że z tamta mu nie wyszło to widocznie tylko nie jego wina...bo ona zawsze mogla sobie znalezc jakiegos pocieszyciela na miejscu w kraju...Kasa kasą żeby tam jechać trzeba mieć ODWAGE...(ilu siedzi w koszarach mięczaków chowają sie by tylko tam nie jechać...gdyby zobaczyli taliba to by mieli pelne gacie)..misja jest dobrowolna, ale każdy ma swoje zdanie...i nie kazdy sie zmienia po misji...pozdrawiam
kto raz tam pojedzie i to przezyje to ciagnie tam...nawet jeśli widział co widział , (był ranny bo go postrzelono...)i tak by jechal..swoje też robi kasa...
dokładnie.. sam mi powiedział, że kto tam nie był, to nie wie jak tam jest, i że chce tam wrócić... no i ta kasa.. też chce ją zarobić na mieszkanie.
niedługo się zobaczymy, to pogadam z nim poważnie na ten temat.
Po przeczytaniu tych waszych komentarzy, jakoś tak bardziej zrozumiałam to wszystko, i nie jestem aż tak nastawiona na "nie", ale i tak trzeba to wszystko przedyskutować.
Dziękuję ![]()