często jest tak, że za bardzo idealizujemy swoje rodzinne miasto...
sama padłam tego "ofiarą"
studiowałam i mieszkałam w Krakowie, ale po tych paru latach zaczęłam tęsknić za swoim małym miastem. Dobrze mi się kojarzyło, przecież tam miałam tylu znajomych, a w Krakowie czułam się samotna w tłumie. Tam została rodzina, w małym mieście lepiej się mieszkało, itp. - takie rzeczy sobie wmawiałam i coraz bardziej sama się nakręcałam, że Kraków jest zły, a "moje" miasto takie wspaniałe.
Postanowiłam wrócić do rodzinnej miejscowości. Wszyscy mi to odradzali, a ja nie słuchałam. Wróciłam - i po zaledwie paru miesiącach zaczęłam strasznie żałować. Spadły różowe okulary - okazało się, że trudno znaleźć pracę, znajomi wyjechali do większych miast lub za granicę, rodzice nas osaczali, zero anonimowości, ludzie pesymistycznie nastawieni do całego świata, wiecznie narzekający, niskie zarobki... Czułam, że sie tam duszę i po pół roku planowałam już wyprowadzkę. Strasznie tęskniłam za Krakowem. Dopiero wtedy zauważyłam, że tam żyło się nam 100X lepiej i po prostu szukałam dziury w całym.
Nie wróciłam do Krakowa, ale ze swojego rodzinnego miasta, za którym tak niby tęskniłam też się wyprowadziłam z wielką ulgą. Wiem, że już nigdy tam nie wrócę.