netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Kochanki, którym się udało

319 odpowiedzi76 679 wyświetleńzałożony przez Eileen, 05.04.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochanki, którym się udało

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 320 ]

1 Ostatnio edytowany przez Eileen (2014-04-05 14:55:04)

Temat: Kochanki, którym się udało

Podobno zło zawsze wraca. Podobno faceci bardzo rzadko zostawiają żony. Podobno nie da się zbudować szczęścia na czyjejś krzywdzie. Właśnie, podobno. Wątków o zdradzonych/zdradzających jest mnóstwo i w każdym praktycznie piętnuje się niedochowujących przysięgi małżeńskiej i "te trzecie/tych trzecich"; równie często wytyka się im głupotę, zaślepienie i wróży czarną przyszłość. Czy zawsze słusznie?

Chciałabym zebrać tutaj historie o tych, którym się udało stworzyć udany, długi związek z "odbitym" mężem czy żoną, o tych, którzy wybrali kochankę/kochanka, są z tego zadowoleni i dlaczego.

Oczywiście nie chcę tutaj promować zdrady, jako najlepszego sposobu znalezienia drugiej połówki. Wiem jednak, że zdania o tym, że się nie da w ten sposób zdobyć szczęścia, są często tylko pobożnym życzeniem, które miałoby ustrzec przed zdradą wszystkich ewentualnych chętnych. Sama znam parę, która w ten sposób się poznała i była razem aż do śmierci mężczyzny - a kobieta, dużo młodsza od niego i bardzo zamożna, mogąc znaleźć nowego partnera, została do końca sama, bo nikt nie był w stanie jej go zastąpić.

Wiem, że temat budzi wiele kontrowersji, zwłaszcza, jeśli ktoś sam został zdradzony. Proszę jednak o powściągnięcie ostrych słów pod adresem wypowiadających się - to pojawia się, myślę, w wystarczającej ilości wątków.

2 Ostatnio edytowany przez batszeba (2014-04-05 15:20:34)

Odp: Kochanki, którym się udało

Jak się zakłada jakikolwiek wątek na forum publicznym, a zwłaszcza zaliczający się do tzw. trudnych i kontrowersyjnych tematów,  to się trzeba liczyć z różnymi opiniami, tak lajf - to tak tytułem wstępu.


Ja znam dwa przypadki - w pierwszym małżeństwo rzeczywiście się wypaliło, przestali ze sobą sypiać, coś się skończyło i tyle. Kochanka była tą drugą bardzo krótko, facet się zebrał, porozumiał z żoną i rozwód nastąpił szybko i bezboleśnie. Krótko po rozwodzie wziął z tą  drugą ślub, była żona też kogoś miała i związała się z nim na stałe. O ile mi wiadomo żyją sobie razem spokojnie i tyle.


Przypadek drugi - sprawa obrzydliwa, kochankę miałam nieprzyjemność poznać i uważam, że najgorszy dla kobiety jest brak poczucia własnej wartości - wtedy nawet największa uroda i najlepsze zdjęcia wstawione na FB nie pomogą, bo to jest po prostu czuć po paru zdaniach smile
Sprawa miała miejsce w dość hermetycznym środowisku, X znała żonę oraz męża od bardzo dawna. Do środowiska wróciła po kilku latach nieobecności i zerwanym związku ze znanym i wiele starszym mężczyzną. W środowisku upatrzyła sobie dwóch panów, obydwu żonatych. Jeden kiepsko rokował, wzięła się za drugiego. W tym czasie na świecie było już jedno dziecko. Kochankowanie trwało około roku, w trakcie którego żona zaszła w ciążę (z mężem). X to nie odstraszyło i pan mąż wybrał się do żony leżącej na patologii ciąży z informacją o wyprowadzce. Żona urodziła dziecko tydzień później:)
A potem - potem zaczęły się akcje opisywane wielokrotnie na tym forum, szarpaniny, pranie brudów (także w Internecie). X natychmiast zrobiła sobie dziecko z mężem:). Rzecz jasna rozwód ciągnął się jak flaki z olejem, nie wiem, czy na chwilę obecną został orzeczony, a będzie to już jakieś 5 lat!
Z tego co wiem, X jest umiarkowanie szczęśliwa - motylki opadły i zaczęła się szara rzeczywistość, do tego - jak już napisałam, jak się ma niskie poczucie własnej wartości, to odbicie żadnego chłopa nie pomoże. Jakby to ująć: X reagowała i reaguje zle, jeżeli w otoczeniu zjawia się jakakolwiek kobieta, która zwraca uwagę innych mężczyzn. Po prostu wyłazi z niej takie nieładne coś, co bardzo ją szpeci smile


A propos osławionego budowania na cudzym nieszczęściu: po prostu widziały gały co brały i tyle. Jakiego faceta sobie jedna z drugą wyszarpała, takiego mają, pretensje mogą mieć tylko do siebie oraz do panów i władców...

3 Ostatnio edytowany przez czlowiek_znikad (2014-04-05 15:30:15)

Odp: Kochanki, którym się udało

Juz to pisalem gdzies -- mój dziadek porzucil babcie dla kochanki i zyl z nia az do smierci 20 lat pozniej. Nie pamietam wielu szczególów, ale na 99% zyli szczesliwie (pamietam ja nawet z dziecinstwa -- spokojna, mila kobieta).

Drugi przyklad -- Albert Einstein, który ozenil sie z kochanka i zyl z nia az do jej smierci, czyli przez 24 lata.

Trzeci przyklad: mój stryj, który zyje spokojnie z nowa kobieta juz chyba bedzie z 20 lat...

Wiec tutaj frazes o budowaniu na cudzym nieszczesciu wydaje sie byc tylko desperackim zyczeniem...

4

Odp: Kochanki, którym się udało
czlowiek_znikad napisał/a:

Juz to pisalem gdzies -- mój dziadek porzucil babcie dla kochanki i zyl z nia az do smierci 20 lat pozniej. Nie pamietam wielu szczególów, ale na 99% zyli szczesliwie (pamietam ja nawet z dziecinstwa -- spokojna, mila kobieta).

Drugi przyklad -- Albert Einstein, który ozenil sie z kochanka i zyl z nia az do jej smierci, czyli przez 24 lata.

Trzeci przyklad: mój stryj, który zyje spokojnie z nowa kobieta juz chyba bedzie z 20 lat...

Tutaj frazes o budowaniu na cudzym nieszczesciu wydaje sie byc tylko desperackim zyczeniem...

Ja nie do końca uważam, że to taki frazes - to bardziej ostrzeżenie, żeby panny trochę bardziej świadomie w związki właziły, a nie leciały jak ćmy do ognia. Bo z facetem, który sam nie wie czego chce, ucieka od odpowiedzialności i problemów w nowy związek niczego dobrego się nie zbuduje, motylki opadną a problemy pozostaną.

5

Odp: Kochanki, którym się udało

Jeżeli byli wierzący to pewnie wierzą że po śmierci będą zdychać w wielkich mękach no chyba tacy głupi to nie są.
Mam nadzieję że te kobiety nie odpuściły i były to rozwody z ich winy.

6

Odp: Kochanki, którym się udało
batszeba napisał/a:

Jak się zakłada jakikolwiek wątek na forum publicznym, a zwłaszcza zaliczający się do tzw. trudnych i kontrowersyjnych tematów,  to się trzeba liczyć z różnymi opiniami, tak lajf - to tak tytułem wstępu.

Wiem, po prostu uznałam, że ciekawiej by było, gdyby jeden temat był inny - bez miliona epitetów pod adresem kochanki. Osobiście mnie to nie rusza, bo sama kochanką nie byłam i - mam nadzieję - nie będę, więc nie chcę ich bronić z prywatnych pobudek, po prostu chcę ruszyć temat z innej strony. smile
I dziękuję za historie.

  Ja znam tylko jedną taką parę - reszta jest za młoda, żeby stwierdzić, czy im się ostatecznie uda. W każdym razie sporo młodsza siostra mojego dziadka (B.), mając 17 lat, wyjechała kiedyś do Niemiec do siostry swojej matki - do pracy. Ciotka miała męża - H. Nie zajmowała się dzieckiem, domem, nie chciała z rodziną jeździć na wakacje nawet - wszystko to robiła B. Finału można się domyślać, po ok. 10 latach H. rozszedł się z żoną i po jakimś czasie (krótkim) związał z B. Co prawda kochanką w pełnym tego słowa znaczeniu nie była, ale wiadomo - zdrada emocjonalna + jej obecność musiały mieć na to wpływ. Małżeństwo szczęśliwe, do śmierci H. byli razem, potem B. nie związała się z nikim ponownie.

7

Odp: Kochanki, którym się udało

LJeżeli chodzi o stworzenie szczesliwego zwiazku z zonatym facetem to i się udalo - jezeli chodzi tylko o dlugie zwiazki, to nie.
Z tym, ze ja przegralam z alkoholem - mój ex się rozpil po przyjezdzie do UK - a z alkoholem tu przegrywaja nawet szczesliwwe malzenstwa z wieloletnim stazem - taki urok zycia na emigracji.
Ale nawet teraz, pomimo problemow utrzymujemy stosunki na bardzo dobrym poziomie, z kontaktami z corka też nie ma problemown bo mieszka raptem kilka ulic dalej.
Sadze, ze gdybysmy mieszkali nadal w PL byloby ok smile
Wyrzutow zadnych nie mam do dziś - zone mial dziwna big_smile - mieszkalam w jego domu przez kilka lat a co niektorzy sasiedzi nawet nie zorientowali się, ze jestem "ta druga" big_smile taka raczej... Aspoleczna byla tongue
No i "tesciowa" też mnie bardziej lubila big_smile

8

Odp: Kochanki, którym się udało
batszeba napisał/a:
czlowiek_znikad napisał/a:

Juz to pisalem gdzies -- mój dziadek porzucil babcie dla kochanki i zyl z nia az do smierci 20 lat pozniej. Nie pamietam wielu szczególów, ale na 99% zyli szczesliwie (pamietam ja nawet z dziecinstwa -- spokojna, mila kobieta).

Drugi przyklad -- Albert Einstein, który ozenil sie z kochanka i zyl z nia az do jej smierci, czyli przez 24 lata.

Trzeci przyklad: mój stryj, który zyje spokojnie z nowa kobieta juz chyba bedzie z 20 lat...

Tutaj frazes o budowaniu na cudzym nieszczesciu wydaje sie byc tylko desperackim zyczeniem...

Ja nie do końca uważam, że to taki frazes - to bardziej ostrzeżenie, żeby panny trochę bardziej świadomie w związki właziły, a nie leciały jak ćmy do ognia. Bo z facetem, który sam nie wie czego chce, ucieka od odpowiedzialności i problemów w nowy związek niczego dobrego się nie zbuduje, motylki opadną a problemy pozostaną.

Batszeba - zgadzam się w 100%. Motylki opadają po jakimś czasie, przychodzi szarość dnia jak w każdym związku. Nie ma już podniecenia związanego z owianymi tajemnicą spotkaniami, dreszczyk mija.

Kobiety po rozstaniach bardzo często rzucają się na facetów, by podbudować własną samoocenę, zgadza się. Jednak to do niczego nie prowadzi, bo każdy związek z czasem okaże się porażką.
Jestem przekonana, że na czyimś nieszczęściu własnego się nie zbuduje. Rozumiem-związanie się z kimś po rozstaniu, ale zdradzać?! Wchodząc w nowy związek po rozstaniu, po całej żałobie-jest zupełnie czymś innym niż kłamstwo i zdrada w trakcie związku.

Znam jednego faceta, który rok zdradzał żonę. Jest z kochanką od 4 lat, ale nie wiem co to za związek, skoro on stał się jej parobkiem, nie ma na kartę do telefonu i zdarza się, że ryczy w głos, bo traktuje go jak gó...o. Ale z braku laku jest z tą kobietą, zachowuje się jakby nie miał innego wyjścia. Odchodząc od żony był pewny w 100% , że będzie najszczęśliwszym facetem pod słońcem, a tu zonk.

9

Odp: Kochanki, którym się udało

Nie zrozumiem nigdy ludzi ktorzy godzą się być kochankiem/kochanką, a pozniej nagle wymagają czegoś więcej. Narzędzie do okazyjnego "kochania", a pozniej wymaga sie czlowieczenstwa... rozbiegnac sie i walnac w sciane. Nic wiecej.

10 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-04-05 17:42:17)

Odp: Kochanki, którym się udało

Po pierwsze. Kochanka"której sie udało" to nie kochanka. Ale druga Zona. Obecna partnerka. Rodzina.
A co to znaczy udało?? Udało co? Zaciągnąć faceta do łóżka? Namówić go na rozwód? Rozwalić rodzine?
Ta teza tak postawiona oznacza ze to kochanki polują na facetów i udaje im sie albo nie.. Takiego delikwenta albo tylko zaciągnąć do łóżka. Albo namówić na wspólne życie.
A przeciez to nieprawdziwa teza. Zdrada to decyzja dwóch stron. Co będzie dalej tez.

Chociaż. Idea pt kochance sie udało. Lub nie udało. Obwinia te kochankę o to ze "zła kochanka byla'" bo dobrej kochance by sie udało.
Niestety ściąga odpowiedzialność ze zdradzajacych partnerów. . A na to sie nie zgodzę.
Jak jej sie udało to jej zasługa??
A jak jej sie ni udało to trafiła na zły egzemplarz męża zdradzacza?? I wtedy nie jej wina ze plan sie nie powiodl??

Zadaj ell inaczej pytanie. Ile związków budowanych na zdradzie kończy sie happyendem dla kochanków?
Albo czy zdrada to dobre podwaliny budowania nowego związku?
Albo czy romanse kończą sie miłością?

11

Odp: Kochanki, którym się udało

Znam faceta, który zdradził żonę najpierw z jedną kochanką, potem z drugą, potem wrócił do żony, potem znowu zdradził, żona się z nim rozwiodła, no bo ile można znosić zdrad, z braku laku wrócił do kochanki nr 2, która przyjęła go z otwartymi ramionami. Ostatnio jak go spotkałam płakał, że kocha tylko ex żonę i chciałby wrócić, no ale już ona go nie chce i co ma zrobić bidulek, hehe biedny musi być z kochanką...

12

Odp: Kochanki, którym się udało
End_aluzja napisał/a:

Po pierwsze. Kochanka"której sie udało" to nie kochanka. Ale druga Zona. Obecna partnerka. Rodzina.
A co to znaczy udało?? Udało co? Zaciągnąć faceta do łóżka? Namówić go na rozwód? Rozwalić rodzine?
Ta teza tak postawiona oznacza ze to kochanki polują na facetów i udaje im sie albo nie.. Takiego delikwenta albo tylko zaciągnąć do łóżka. Albo namówić na wspólne życie.
A przeciez to nieprawdziwa teza. Zdrada to decyzja dwóch stron. Co będzie dalej tez.

Chociaż. Idea pt kochance sie udało. Lub nie udało. Obwinia te kochankę o to ze "zła kochanka byla'" bo dobrej kochance by sie udało.
Niestety ściąga odpowiedzialność ze zdradzajacych partnerów. . A na to sie nie zgodzę.
Jak jej sie udało to jej zasługa??
A jak jej sie ni udało to trafiła na zły egzemplarz męża zdradzacza?? I wtedy nie jej wina ze plan sie nie powiodl??

Zadaj ell inaczej pytanie. Ile związków budowanych na zdradzie kończy sie happyendem dla kochanków?
Albo czy zdrada to dobre podwaliny budowania nowego związku?
Albo czy romanse kończą sie miłością?

Bardzo dobrze, że to napisałaś. Uprzedziłaś mnie.

13

Odp: Kochanki, którym się udało
batszeba napisał/a:

A propos osławionego budowania na cudzym nieszczęściu: po prostu widziały gały co brały i tyle. Jakiego faceta sobie jedna z drugą wyszarpała, takiego mają, pretensje mogą mieć tylko do siebie oraz do panów i władców...

Zdarza się, że jak ktoś się zauroczy to zbyt szybko zakłada rodzinę, a kilka lat później uświadamia sobie, że to nie była odpowiednia osoba. Przy tym uświadamia sobie swoje prawdziwe potrzeby i oczekiwania... Zazwyczaj drugie małżeństwo takiej osoby jest szczęśliwe. Samo sformułowanie temat do mnie nie trafia. Kochanka, której się nie udało to była kochanka wink a ta której się udało to partnerka lub druga żona smile

14

Odp: Kochanki, którym się udało
End_aluzja napisał/a:

Po pierwsze. Kochanka"której sie udało" to nie kochanka. Ale druga Zona. Obecna partnerka. Rodzina.
A co to znaczy udało?? Udało co? Zaciągnąć faceta do łóżka? Namówić go na rozwód? Rozwalić rodzine?

Przecież napisałam: Chciałabym zebrać tutaj historie o tych, którym się udało stworzyć udany, długi związek z "odbitym" mężem czy żoną, o tych, którzy wybrali kochankę/kochanka, są z tego zadowoleni i dlaczego.

End_aluzja napisał/a:

Ta teza tak postawiona oznacza ze to kochanki polują na facetów i udaje im sie albo nie.. Takiego delikwenta albo tylko zaciągnąć do łóżka. Albo namówić na wspólne życie.
A przeciez to nieprawdziwa teza. Zdrada to decyzja dwóch stron. Co będzie dalej tez.

Owszem, dwóch stron. Jednak dużo częściej jest tak, że to ta trzecia osoba chciałaby normalnego związku, bo dla niej to nie wiąże się to z rozwodem. I jeśli tak jest, to wtedy decyzja "chwilowo" jest w rękach zdradzającej osoby - chwilowo w cudzysłowie, bo patrząc choćby po wątkach na forum, widać, że niektórzy tę chwilę przeciągają na lata, mamiąc kochanki wizją rozwodu "jak dzieci podrosną", "jak spłacą kredyt" czy "we właściwej chwili", która nigdy nie nadchodzi. Kochanka/kochanek mogą sobie wtedy najwyżej podjąć decyzję o tym, czy godzić się nadal ze swoją pozycją, czy odejść. 


End_aluzja napisał/a:

Chociaż. Idea pt kochance sie udało. Lub nie udało. Obwinia te kochankę o to ze "zła kochanka byla'" bo dobrej kochance by sie udało.
Niestety ściąga odpowiedzialność ze zdradzajacych partnerów. . A na to sie nie zgodzę.
Jak jej sie udało to jej zasługa??
A jak jej sie ni udało to trafiła na zły egzemplarz męża zdradzacza?? I wtedy nie jej wina ze plan sie nie powiodl??

Ale ja absolutnie nie chciałam ściągać odpowiedzialności ze zdradzających partnerów. Zresztą w innym wątku dot. kochanek już to nawet pisałam kiedyś. Wg mnie o wiele większą winę ponosi ten będący w związku, bo to on ma wobec kogoś zobowiązania - kochanek/kochanka może nie mieć żadnych.

End_aluzja napisał/a:

Zadaj ell inaczej pytanie. Ile związków budowanych na zdradzie kończy sie happyendem dla kochanków?
Albo czy zdrada to dobre podwaliny budowania nowego związku?
Albo czy romanse kończą sie miłością?

Najtrafniejsze byłoby pierwsze i mniej więcej o to mi chodziło. Drugie - zależy od poglądów wypowiadających się i nie musi mieć pokrycia z rzeczywistością. Trzecie - niby trafne, ale już widzę rzesze kochanek, którym przecież on powiedział "kocham Cię", ale... nie odszedł, bo dzieci/chora żona/zły moment/inne zależne od inwencji twórczej zdradzającego.

15

Odp: Kochanki, którym się udało

Eileen
Redaktor Działu Praca i Kariera



kobieta 22-letnia , zakłada temat o kochankach , którym się ''udało'' , tylko ciekawe po co ? . Nie wiem dziewczyno po co Ci ta wiedza , może po to żeby po prostu w jakiś szczególny sposób istnieć na tym forum ? Piszesz , że nie chcesz promować zdrady , ale chyba masz świadomość tego , że różny będzie odzew , między innymi ten pozytywny , pań które do rozbicia małżeństw się przyczyniły. I wyobraź sobie teraz , że kochanka , która bije się z myślami , wchodzi w tenże temat , i podejmuje decyzję ostateczną , bo jednak wywnioskowała , że jej się uda . To tak , jakby założyć temat pt. '' złodzieje , którym się udało '' , tylko pytanie , CO IM SIĘ UDAŁO ?

16

Odp: Kochanki, którym się udało

kochamkonie +1

autopromocja "nowej redaktorki" smile

17

Odp: Kochanki, którym się udało
Krwawe Kopytko napisał/a:

kochamkonie +1

autopromocja "nowej redaktorki" smile

Niestety , ale tak to właśnie wygląda . A tyle ciekawych tematów jest do ''założenia".

18

Odp: Kochanki, którym się udało

"Kochanki którym się udało"
Ale co się udało ?
- przespać z kochankiem - chyba każdej smile
- uniknąć porzucenie przez kochanka - niewiele sad
- rozwieść kochanka i założyć związek/małżeństwo - pewnie trochę jest.
- przeżyć razem więcej niż 10 lat - też się znajdą
- dożyć końca swoich dni razem - pewnie i takie się znajdą.
- być naprawdę szczęśliwą w związku z kochankiem ?
I to jest chyba pytanie, które miała na myśli autorka wątku.
Czy kochanka, świadoma tego, że rozbiła komuś małżeństwo, zabrała ojca z domu, może uniknąć takiego dnia, kiedy spojrzy w lustro i nie pomyśli o sobie - ale ze mnie szuja, nie ma usprawiedliwienia dla tego co zrobiłam.
Jeżeli taka się znajdzie, to nie warto zaprzątać sobie nią głowy.
Jeżeli jest wypraną z empatii bezwzględną egoistką, to nie warto takim cieniem człowieka się zajmować.

Tak samo, jak nie warto zajmować się życiem mafioso który bez chwili wahania zabija ludzi którzy staną mu na drodze do władzy, pieniędzy. Jeżeli potrafi cieszyć się tak zdobytymi pieniędzmi, to choćby nawet uniknął zamachów konkurencji i umarł w swoim łóżku, czy można powiedzieć że był szczęśliwym człowiekiem, że mu się w życiu "udało" ?

Udało mu się uniknąć wyrzutów sumienia.
Czy dzięki temu, mógł być naprawdę szczęśliwy ?

19

Odp: Kochanki, którym się udało

Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nie znam ani jednej pary, która swój związek rozpoczęła od zdrady (przynajmniej jednej ze stron), a potem beztrosko się ze sobą związała, przeżywając wspólnie wiele szczęśliwych lat.
Każda, absolutnie każda historia, którą znam na tyle dobrze, że mogę powiedzieć coś więcej niż tylko z plotek, zakończyła się w ten sposób, że mężczyzna wcześniej czy później chciał wrócić do żony. Niektórym się udało, inni zdradą przekreślili wspólne życie, nie zmienia to jednak faktu, że w moim otoczeniu nie zdarzyło się, aby to kochanka stała się tą pierwszą dłużej niż przez chwilę, a w najlepszym wypadku przez jakiś czas. Czasem byli ze sobą po cichu, czasem już oficjalnie razem zamieszkali, a jednak finał i tak za każdym razem był taki sam.

----------
Do Krwawe Kopytko i kochamkonie - przyznaję, że nie rozumiem Waszego oburzenia. Oburzył Was sam fakt, że temat założyła redaktorka czy oburzył Was poruszony temat? Redaktorka poza swoim działem jest taką samą osobą, jak Wy. Na forum wszystkich nas obowiązują te same zasady, w tym, że każdy ma prawo podyskutować na dowolny, interesujący go temat, o ile nie jest on napisany w sposób wulgarny, prymitywny oraz nie narusza obowiązującego prawa i/lub zasad współżycia społecznego. Moja osobista opinia jest taka, że żadna z tych zasad nie została tutaj naruszona. Dodam przy okazji, że nikt od redaktorów nie oczekuje, że dla forum będą zmieniać własne poglądy, nawet jeśli bywają one kontrowersyjne. Ważne, aby swoje zdanie wyrażać w sposób kulturalny oraz nie budzący zastrzeżeń.

Co prawda nie wiem jakie były intencje Eileen, ale może właśnie o to chodzi, aby pokazać, że historii z happy endem jest jak na lekarstwo, jeśli więc ktoś ma poukładane w głowie, a od mężczyzny oczekuje czegoś więcej niż przelotnego romansu, to nie warto pakować się w "złe" związki? I nawet jeśli pojawi się kilka kochanek, które opowiedzą swoje historie jak z bajki, to przecież jedna jaskółka jeszcze wiosny nie czyni wink.

20

Odp: Kochanki, którym się udało

Olinko Redaktor Naczelna Forum , a skąd pomysł że jesteśmy oburzone ? My z Krwawym Kopytkiem wyraziłyśmy tylko swoje zdanie , a z Twojej wypowiedzi wnioskuję , że takie nasze prawo (wszak nikogo nie obrażamy ) ,i to bardzo miłe , że jedna Redaktor Forum , broni drugą Redaktor Forum .

21

Odp: Kochanki, którym się udało

kochamkonie, nie rozumiemy się. Owszem, jak najbardziej mogłyście wyrazić swoje zdanie, pod warunkiem, że piszecie na temat poruszony w pierwszym poście. A tam, o ile dobrze widzę, nie ma nic na temat pracy redaktorek. 
Ja wyjaśniłam z grzeczności, żeby uciąć dalsze, zupełnie zbędne zresztą, dywagacje i na tym temat mam zamiar zakończyć. Jednocześnie przypominam, że off-top narusza regulamin, w związku z czym od tej pory wszystkie posty odbiegające od głównego zagadnienia będą usuwane. Jeśli masz jakieś uwagi lub wątpliwości, to zapraszam na maila, przypadkowy wątek nie jest miejscem właściwym do prowadzenia tego rodzaju dyskusji.

22 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-04-06 02:30:34)

Odp: Kochanki, którym się udało

zgodnie z zapowiedzią usunięte przez moderatora - off-top

23

Odp: Kochanki, którym się udało
kochamkonie napisał/a:

Olinko Redaktor Naczelna Forum , a skąd pomysł że jesteśmy oburzone ? My z Krwawym Kopytkiem wyraziłyśmy tylko swoje zdanie , a z Twojej wypowiedzi wnioskuję , że takie nasze prawo (wszak nikogo nie obrażamy ) ,i to bardzo miłe , że jedna Redaktor Forum , broni drugą Redaktor Forum .

Kochmkonie i Krwawe Kopytko wyraziły tylko swoją opinię. Takie jest założenie forum.

To co teraz robicie to nie jest moderacja tylko cenzura. Dobrze by się było Drogie Moderatorki nie zapędzać....

24

Odp: Kochanki, którym się udało

Znam małżeństwa, gdzie dla kochanki mąż wziął rozwód po wielu wspólnych latach.
Znam małżeństwa, które były zgodne. Mieli wspólne pasje. Byli prawie wzorem.
Niestety dbałość o męża nie wyszła na dobre.

Jak ich losy się potoczą nie wiadomo...

Siostrę mojej mamy zostawił mąż dla swojej dużo młodszej podopiecznej.
Została z dwójką dzieci.
Ciocia nigdy się z nikim nie związała. Była piękną kobietą, ale religijną.
Mąż ożenił się z kochanką. Mają dziecko.
Żyją wiele lat razem. To już chyba ponad 35 lat...
Kuzyn bardzo idealizuje ojca. Dla cioci, która żyła skromnie było to chyba trudne.
Podziwiam ją.

Myślę też, że wiele osób, które porzuciło rodzinę dla kochanki bardziej się stara.
Nie chcą, aby ta ofiara z rodziny była czymś nietrwałym.
Są lepszymi partnerami niż w pierwszym małżeństwie.

Osobiście nie bardzo wierzę, że nie da się zbudować szczęścia na cudzym nieszczęściu.
Ale uważam, że z życia przyjdzie czas się rozliczyć...

Czy wszyscy np. zbrodniarze ponoszą karę...?

25

Odp: Kochanki, którym się udało
kochamkonie napisał/a:

Piszesz , że nie chcesz promować zdrady , ale chyba masz świadomość tego , że różny będzie odzew , między innymi ten pozytywny , pań które do rozbicia małżeństw się przyczyniły. I wyobraź sobie teraz , że kochanka , która bije się z myślami , wchodzi w tenże temat , i podejmuje decyzję ostateczną , bo jednak wywnioskowała , że jej się uda . To tak , jakby założyć temat pt. '' złodzieje , którym się udało '' , tylko pytanie , CO IM SIĘ UDAŁO ?

Pozwoliłam sobie zacytować tylko fragment dotyczący związku, bo do reszty nawet nie wypada mi się odnosić.

Tak, zdaję sobie sprawę, że odzew będzie różny, powiem więcej, nawet o ten pozytywny właśnie mi chodzi. Hm, co jeżeli potencjalna kochanka przeczyta i na podstawie tego podejmie jakąś decyzję? Nie biorę odpowiedzialności za innych, uważam, że to ich prywatna sprawa, na jakiej podstawie podejmują decyzje i jakie.
Nikt nie powiedział, że można dyskutować wyłącznie na tematy lekkie, łatwe i przyjemne, a najlepiej to w ogóle na takie, gdzie wszyscy mają takie same zdanie. Skoro w wielu wątkach można przekonywać, jak kochanki źle kończą, to dlaczego nie może być jednego tematu z historiami, w których z bycia kochankami stworzyło się szczęśliwy związek, rodzinę? Bo komuś się taka opcja nie podoba, nie chce przyjąć tego do wiadomości, niepokoi go taka możliwość czy podważa to jego dotychczasowe wypowiedzi?

I znowu powtórzę, co im się udało, mimo że jest jasno napisane w 1. wątku - kochanki, którym udało się stworzyć szczęśliwy związek.

Dziękuję za historie tym, którzy je podali, jak widać - da się. Po co więc na siłę to negować albo zabraniać rozmów na ten temat? Bo wyda się, że czasami takie związki są szczęśliwe, a większości się to nie podoba?

26

Odp: Kochanki, którym się udało

"I znowu powtórzę, co im się udało, mimo że jest jasno napisane w 1. wątku - kochanki, którym udało się stworzyć szczęśliwy związek."
Eileen, czy możesz napisać, czym dla Ciebie jest szczęscie w związku ?
Jak wygląda, jak czują się w nim obie strony ?

Dla mnie szczęście to potrafić cieszyć się tym co mam.

Często zdrada przyrównywana jest do morderstwa z premedytacją.
Czy człowiek który zamordował innego, może cieszyć się z tego co zabrał zamordowanemu ?
Może.
Ale czy zasługuje na miano człowieka ?

Podobnie w związku zrodzonym ze zdrady.
Czy osoby w nim potrafią cieszyć się ze wspólnego przebywania ?
Mogą.
Ale czy ta szczęśliwość nie jest zakłócana świadomością krzywdy na którym jest zbudowana ?
Jeżeli tak jest, potrafią zapomnieć o krzywdzie, czy te ich "szczęście" jest taką wartością którą można podziwiać i uznać za prawdziwe szczęście ?

Nie wierzę w szczęście zakłócone wyrzutami sumienia, które każdego normalnie czującego, zdolnego do miłości nie tylko zauroczenia, w którymś momencie życia dopadną.
"w życiu piękne są tylko chwile"..
Tak samo poczucie szczęścia w związku zrodzonym ze zdrady, może trwać chwilę.
Do momentu przytłoczenia świadomością krzywdy którą się wyrządziło.

Czy taki związek mozna uznać za szczęśliwy, bo choć przez chwilę ?

27 Ostatnio edytowany przez Eileen (2014-04-06 13:17:21)

Odp: Kochanki, którym się udało
Secondo1 napisał/a:

"I znowu powtórzę, co im się udało, mimo że jest jasno napisane w 1. wątku - kochanki, którym udało się stworzyć szczęśliwy związek."
Eileen, czy możesz napisać, czym dla Ciebie jest szczęscie w związku ?
Jak wygląda, jak czują się w nim obie strony ?

"Stworzyć szczęśliwy związek" to oczywiście maksymalne uproszczenie. Generalnie chodzi mi o to, kto stworzył normalną rodzinę/relację, zapoczątkowaną zdradą - na przekór powszechnemu twierdzeniu, że szczęścia na krzywdzie zbudować się nie da.
Czym dla mnie jest szczęście w związku - jasne, mogę się rozpisać, ale chyba nie o to chodzi, każdy patrzy na to inaczej, nie wiedziałam, jak ująć taki "normalny związek", więc napisałam po prostu "szczęśliwy". Może niefortunnie, ale mówię - duże uproszczenie. I proszę, nie pytaj teraz, czym dla mnie jest normalny związek. big_smile

Secondo1 napisał/a:

Często zdrada przyrównywana jest do morderstwa z premedytacją.
Czy człowiek który zamordował innego, może cieszyć się z tego co zabrał zamordowanemu ?
Może.
Ale czy zasługuje na miano człowieka ?

Nie zgadzam się z porównaniem - przecież ta trzecia/ten trzeci nie kradnie partnera wbrew jego woli, a tak z tego wynika. Przyszedł ktoś, zabrał sobie partnera i teraz szczęśliwy. Jak by na to nie patrzeć, to jest decyzja obojga.
Czy można się cieszyć z takiego związku? Przypuszczam, że tak - jak wszystko zależy od konkretnej osoby. Czy zasługuje na miano człowieka? Dla mnie to już trochę zbyt hm... patetyczne. Zdrada to jednak nie jest morderstwo. Nie twierdzę, że jest czymś dobrym, ale jednak to jest czyn innego kalibru.


Secondo1 napisał/a:

Podobnie w związku zrodzonym ze zdrady.
Czy osoby w nim potrafią cieszyć się ze wspólnego przebywania ?
Mogą.
Ale czy ta szczęśliwość nie jest zakłócana świadomością krzywdy na którym jest zbudowana ?
Jeżeli tak jest, potrafią zapomnieć o krzywdzie, czy te ich "szczęście" jest taką wartością którą można podziwiać i uznać za prawdziwe szczęście ?

Pewnie część potrafi, zresztą jak patrzeć po przykładach podanych wyżej. Może i jest zakłócana świadomością krzywdy, ale:
a) nie wierzę, że zakłóca im to każdy moment, zwłaszcza np. jeśli rozbity związek trwał pół roku czy rok, to wątpię, że szczególnie zaprzątają sobie tym głowę np. po 20-30 latach wspólnego życia (oczywiście to tylko moje przypuszczenia)
b) jeżeli ten pierwszy związek się rozpadł, bo kochankowie postanowili związać się "oficjalnie", to w części pewnie było tak, że rzeczywiście w pierwszym związku się nie układało (niekoniecznie nawet przez kłótnie, picie, bicie, przemoc, ale przez zwykle niedobranie się, bo - jak ktoś wyżej napisał - wzięli ślub np. zbyt młodo czy pod naciskiem rodziny/otoczenia, czy przez ciążę czy cokolwiek innego). Chodzi mi o to, że popularna ściema przedstawiana kochankom "nie sypiam z żoną" czy "nie układa mi się z mężem" czasami może nie być ściemą i wtedy również niekoniecznie będą wspominać spowodowaną krzywdę, bo dla nich poznanie kochanki/kochanka mogło być tylko swego rodzaju katalizatorem przyspieszającym decyzję o rozstaniu.
 
Inna sprawa, jeśli kochanek/kochanka podchodzi do tego od początku znajomości na zasadzie "chcę odbić męża/żonę", bo mi się podoba i koniec, a inna, jeśli skądś się znają i po prostu zakochają w sobie - wtedy taka zakochana/zakochany niekoniecznie będzie stawiać szczęście żony/męża nad swoje własne, zwłaszcza jeśli - skoro mówimy o późniejszych trwałych związkach - kochanek jest gotowy zostawić obecną drugą połówkę i związać się z tą trzecią. Nie wiem, czy nie namieszałam i czy to jest zrozumiałe. hmm


Secondo1 napisał/a:

Nie wierzę w szczęście zakłócone wyrzutami sumienia, które każdego normalnie czującego, zdolnego do miłości nie tylko zauroczenia, w którymś momencie życia dopadną.
"w życiu piękne są tylko chwile"..
Tak samo poczucie szczęścia w związku zrodzonym ze zdrady, może trwać chwilę.
Do momentu przytłoczenia świadomością krzywdy którą się wyrządziło.

Czy taki związek mozna uznać za szczęśliwy, bo choć przez chwilę ?

Nie wiązałabym zdolności do miłości ze zdolnością do odczuwania wyrzutów sumienia.
Nie wiem, dlaczego ale tutaj uważam zupełnie odwrotnie - wydaje mi się, że te wyrzuty sumienia byłyby większe na początku, przy samym zostawianiu partnera/partnerki dla innej osoby, ewentualnym rozwodzie, kiedy oglądałoby się w pewnych sytuacjach jej cierpienie itd., natomiast że po jakimś czasie ta świadomość wyrządzonej krzywdy by malała.

I nie, takiego związku nie można nazwać szczęśliwym, jeśli przez chwilę i nie o takie związki mi chodzi, ale niekoniecznie ci zdradzający i kochanki muszą patrzeć na to/odczuwać to w ten sam sposób. Zresztą ciężko spekulować na ten temat, bo - jak mówią - "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono". Dlatego głównie prosiłam o wypowiedzi tych osób albo kogoś, kto takie historie zna - bo cała reszta, łącznie ze mną, może tylko podejrzewać.

28

Odp: Kochanki, którym się udało

Eileen, nie ważne, że masz 22 lata.
Ważne, że piszesz moim zdaniem niedojrzale jak na osobę będącą redaktorką działu. 
To, że ludzie są razem do końca życia nie jest równoznaczne ze szczęściem.
Tego nie wiemy. Nie wiemy czy Ci ludzie są szczęśliwi.
Ma się wydać, że można żyć szczęśliwie budując to szczęście na rozpaczy kogoś innego.
Chcesz dodać otuchy kochankom, zdradzającym? 
Jak dla mnie to tyle, że sprawiedliwości być może na świecie po prostu nie ma...

Uważam, że kochamkonie trafnie wyczuła twoje intencje.
A usunięcie jej postu jako off topu jest naruszeniem swobody wypowiedzi.

Twoje ostanie zdanie przekonało mnie, że zakładając ten wątek miałaś jednak pewną intencję.

Równie dobrze, można by wstawić tutaj cytaty z PŚ dotyczące cudzołóstwa.

Rzeczywiście myślisz bardzo prosto: którym się udało...
- rozbić małżeństwo
- sprawić, że inna kobieta cierpiała
- stracić szansę na życie wieczne  ( mam np takie poglądy)
itd...

Być może są związki szczęśliwe zbudowane na zdradzie.
Ale wydaje mi się, że ludzie, którzy kierują się w życiu pewnymi zasadami czy wartościami nie są w stanie w takim związku osiągnąć prawdziwego szczęścia.
Jest ono przepłacone jednak jakimś dyskomfortem psychicznym.

Oczywiście ludzie pomijający ten aspekt być może nie mają z tym większego problemu.

Może zostanę zjechana, ale według mnie prawdziwa, dobra miłość niesie szczęście i radość.
Nie smutek, łzy i zgliszcza.

To takie uzupełnienie do przykładów na " udało" się...

29

Odp: Kochanki, którym się udało

Ja się przecież nie wypieram swoich intencji, które, owszem, są jasne i nawet sprecyzowane w 1. poście - chcę zobaczyć, czy rzeczywiście nie da się zbudować szczęśliwego związku na zdradzie, jak większość chętnie twierdzi przy każdej okazji. Nie rzucam okruchów nadziei kochankom, jak to odbiorą - ich indywidualne podejście.

Nie rozumiem oburzenia czy potępiania tego wątku. Jeśli okazałoby się, że niektórzy są szczęśliwi w takich związkach, to co wtedy? Nie ma sprawiedliwości na świecie? To może nie ma, jeśli jednak są takie osoby, to nie można o nich pisać? Dlaczego? Bo komuś światopogląd runie? Przecież ja nie żądam, żeby pisać kłamstwa, żeby potwierdzić tezę z tematu. Interesują mnie prawdziwe wydarzenia - więc jeśli takie istnieją, czemu udawać, że ich nie ma? Bo tak wygodniej czy tak bezpieczniej w związku, twierdząc, że zdrada unieszczęśliwi każdego?

Nie wszyscy kochankowie muszą być wierzący, nie pisałam tutaj wyłącznie o katolikach.

Mam nadzieję, że nie odebrałaś tego jako "zjechanie". Po prostu nie rozumiem, dlaczego pisanie o tym ma być takie złe.

Ach, i oczywiście rozumiem, że jestem niedojrzała, bo chcę porozmawiać na niewygodny temat i nie boję się przedstawić zdania, z którym nie wszyscy się zgadzają. Gdybym pisała, że nikomu to szczęścia nie da, to moja dojrzałość by wzrosła?

30

Odp: Kochanki, którym się udało

Eileen
Redaktor Działu Praca i Kariera


broni swojego zdania i jest ok. , ja broniłam swojego i mój post został usunięty jako off top .
Eileen , pięknie piszesz , tylko to nijak się ma do rzeczywistości . Zawsze byłam zdania , że fora , które skupiają ludzi mają służyć czemuś i komuś , tematy zakładane mają dodawać otuchy , czasami wskazywać jakąś drogę , pomagać w dokonywaniu wyborów. Pytam , czemu ma służyć ten temat , komu pomóc (Tobie ?).

31

Odp: Kochanki, którym się udało

Strasznie ci ellen zależy na dowodach ze czasami faceci nie mówią sciemy. Ze czasami faktycznie Zona ich nie rozumie. Ze związki pO zdradzie są "normalne"

Tak ellen. Szukasz dowodów. Sama tak napisałas

Tak ellen. Tobie sie na pewno uda. Nie szukaj tutaj potwierdzenia. Ten facet nie oszukuje. Będziesz z nim szczęśliwa.

32

Odp: Kochanki, którym się udało

W szczęśliwych związkach dla kochanek miejsca nie ma.

33

Odp: Kochanki, którym się udało

@Iceni No chyba że to związek otwarty

34

Odp: Kochanki, którym się udało

Moim zdaniem Eileen nie zrobiła nic złego zakładając wątek. Została za to personalnie negatywnie oceniona, co uważam za niefair. Eileen nie nawołuje przecież do pochwały zdrady.
Co do tematu: czy można budować związek na czyjejś krzywdzie? Myślę, że ludzie, którzy zdradzają nie są szczęśliwi w swoich własnych związkach. Powinni rozwiązać swoje problemy z partnerami, ale ludzie są niedoskonali. Bywają słabi, popełniają błędy, ulegają impulsom. Prokurują sytuacje, z których nie potrafią wyjść z twarzą. Wszyscy tacy jesteśmy, więc uważam, że nie mamy prawa wieszać psów na kochankach obu płci. Chyba, że zdrada dotyczy bezpośrednio nas - wówczas emocje są uzasadnione.
Myślę, że jest sporo par powstałych na gruzach poprzednich związków. Mało się o tym mówi, bo taktycznie temat jest drażliwy. Myślę też, że szczęście kochanków zależy w dużej mierze od tego, jak układały się ich byłe zwiazki i czy rozstali się z ex partnerami w zgodzie.
Nie zawsze zdradzony/a jest krzywdzonym/ą. Czasem np. mąż pije i stosuje przemoc, żona poznaje innego mężczyznę i do niego ucieka. Oczywiście, powinna najpierw się rozwieść itd. , ale w takiej sytuacji zasadne może być najpierw zamieszkać u kochanka, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo. Inny przykład mężczyzna ciężko pracuje, oo pracy gotuje obiad i bawi się z dziećmi a w weekendy sprząta. Zaniedbana żona nudzi się przed telewizorem. Znam takie małżeństwo, spodziewam się, że on niedługo pozna kobietę, która da mu wytchnienie. Tu nie doszło do zdrady, ale grunt jest gotowy. W takich sytuacjach wiele zależy od tego, czy dana osoba potrafi podjąć wysiłek, żeby naprawić swój związek, czy też ucieknie od niego.
Nie przeczę, że są ludzie wyrachowani, którzy zdradzają i nie obchodzi ich los męża/żony. Ale weźcie pod uwagę, że życie nie jest czarno-białe. Wina leży zawsze po stronie zdradzającego, niewątpliwie. Jednak nie można tej osoby skreślić, odsądzić od czci i wiary, ponieważ nie wiemy na 100% jak byśmy zachowali się sami w podobnej sytuacji.

35 Ostatnio edytowany przez Eileen (2014-04-06 23:31:19)

Odp: Kochanki, którym się udało
kochamkonie napisał/a:

Eileen
Redaktor Działu Praca i Kariera


broni swojego zdania i jest ok. , ja broniłam swojego i mój post został usunięty jako off top .
Eileen , pięknie piszesz , tylko to nijak się ma do rzeczywistości . Zawsze byłam zdania , że fora , które skupiają ludzi mają służyć czemuś i komuś , tematy zakładane mają dodawać otuchy , czasami wskazywać jakąś drogę , pomagać w dokonywaniu wyborów. Pytam , czemu ma służyć ten temat , komu pomóc (Tobie ?).

A ja zawsze byłam zdania, że forum ma służyć DYSKUSJI na temat podany w 1. poście - może być to otucha, pomoc, ale nie musi. Przejrzyj, proszę, wątki na forum, nie tylko w dziale dotyczącym miłości - poważnie, jest mnóstwo tematów, które nie polegają na pocieszaniu kogokolwiek, tylko na rozmowie na dany  temat.

End_aluzja napisał/a:

Strasznie ci ellen zależy na dowodach ze czasami faceci nie mówią sciemy. Ze czasami faktycznie Zona ich nie rozumie. Ze związki pO zdradzie są "normalne"

Tak ellen. Szukasz dowodów. Sama tak napisałas

Tak ellen. Tobie sie na pewno uda. Nie szukaj tutaj potwierdzenia. Ten facet nie oszukuje. Będziesz z nim szczęśliwa.

Do tej pory ignorowałam wycieczki osobiste, ale litości, są chyba jakieś granice. Z całym szacunkiem, czy mogłabyś nie fantazjować na mój temat, jeżeli nie masz żadnych wiadomości, tylko jakieś wymysły? Jeżeli nie chcesz/nie potrafisz zrozumieć, że zakładam temat z takich powodów, jakie podałam, nie musisz od razu pisać bajek. Rozumiem, że łatwiej Ci założyć, że jestem kolejną kochanką, która szuka potwierdzenia, że będzie ze swoim wybrankiem na zawsze (nawet nie chce mi się przekonywać, że tak nie jest, ale wystarczy przejrzeć moje tematy, żeby sprawdzić, kim akurat jestem zajęta), niż przyznać, że - karygodne - są ludzie, którzy mogą mieć inne zdanie i - nie do pomyślenia - zdarzają się, jak widać, historie, w których ktoś z kochanką stworzy udany związek. 
Kojarzę Twoje posty i zdaję sobie sprawę, że ten temat może być bolesny, nie wiem i mam nadzieję, że się nie dowiem, jak bardzo, ale to nie znaczy, że nie wolno nikomu poruszać nieprzyjemnych spraw. Ostatecznie nikt nie musi się tutaj wypowiadać. Jednak snucie teorii spiskowych tylko dlatego, że śmiałam napisać coś, co nie przypadło do gustu, jest trochę poniżej godności.

A-xamit, dziękuję, za wypowiedź - wyjątkowo - na temat. :)

36 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2014-04-07 00:09:45)

Odp: Kochanki, którym się udało
Eileen napisał/a:
Secondo1 napisał/a:

Często zdrada przyrównywana jest do morderstwa z premedytacją.
Czy człowiek który zamordował innego, może cieszyć się z tego co zabrał zamordowanemu ?
Może.
Ale czy zasługuje na miano człowieka ?

Nie zgadzam się z porównaniem - przecież ta trzecia/ten trzeci nie kradnie partnera wbrew jego woli, a tak z tego wynika. Przyszedł ktoś, zabrał sobie partnera i teraz szczęśliwy. Jak by na to nie patrzeć, to jest decyzja obojga.
Czy można się cieszyć z takiego związku? Przypuszczam, że tak - jak wszystko zależy od konkretnej osoby. Czy zasługuje na miano człowieka? Dla mnie to już trochę zbyt hm... patetyczne. Zdrada to jednak nie jest morderstwo. Nie twierdzę, że jest czymś dobrym, ale jednak to jest czyn innego kalibru.

Oczywiście masz rację - ta/ten trzecia/ci nie przysięgali zdradzonemu, jednak swoją postawą zachęcali, akceptowali postępowanie zdradzacza. W prawie jest pojęcie "współwinny".
To najlepiej obrazuje udział kochanki/ka w rozbiciu związku.

Zdrada to faktycznie nie jest morderstwo. Przynajmniej tak wprost. Dość rzadko kończy się śmiercią fizyczną, znacznie częścią psychiczną.
Czasami nawet po latach nie jest w stanie odżyć część zabitego w zdradzonym "JA".


Eileen napisał/a:
Secondo1 napisał/a:

Podobnie w związku zrodzonym ze zdrady.
Czy osoby w nim potrafią cieszyć się ze wspólnego przebywania ?
Mogą.
Ale czy ta szczęśliwość nie jest zakłócana świadomością krzywdy na którym jest zbudowana ?
Jeżeli tak jest, potrafią zapomnieć o krzywdzie, czy te ich "szczęście" jest taką wartością którą można podziwiać i uznać za prawdziwe szczęście ?

Pewnie część potrafi, zresztą jak patrzeć po przykładach podanych wyżej. Może i jest zakłócana świadomością krzywdy, ale:
a) nie wierzę, że zakłóca im to każdy moment, zwłaszcza np. jeśli rozbity związek trwał pół roku czy rok, to wątpię, że szczególnie zaprzątają sobie tym głowę np. po 20-30 latach wspólnego życia (oczywiście to tylko moje przypuszczenia)
b) jeżeli ten pierwszy związek się rozpadł, bo kochankowie postanowili związać się "oficjalnie", to w części pewnie było tak, że rzeczywiście w pierwszym związku się nie układało (niekoniecznie nawet przez kłótnie, picie, bicie, przemoc, ale przez zwykle niedobranie się, bo - jak ktoś wyżej napisał - wzięli ślub np. zbyt młodo czy pod naciskiem rodziny/otoczenia, czy przez ciążę czy cokolwiek innego). Chodzi mi o to, że popularna ściema przedstawiana kochankom "nie sypiam z żoną" czy "nie układa mi się z mężem" czasami może nie być ściemą i wtedy również niekoniecznie będą wspominać spowodowaną krzywdę, bo dla nich poznanie kochanki/kochanka mogło być tylko swego rodzaju katalizatorem przyspieszającym decyzję o rozstaniu.
 
Inna sprawa, jeśli kochanek/kochanka podchodzi do tego od początku znajomości na zasadzie "chcę odbić męża/żonę", bo mi się podoba i koniec, a inna, jeśli skądś się znają i po prostu zakochają w sobie - wtedy taka zakochana/zakochany niekoniecznie będzie stawiać szczęście żony/męża nad swoje własne, zwłaszcza jeśli - skoro mówimy o późniejszych trwałych związkach - kochanek jest gotowy zostawić obecną drugą połówkę i związać się z tą trzecią. Nie wiem, czy nie namieszałam i czy to jest zrozumiałe. hmm

Jest zrozumiałe smile
Myślę że lepiej być porzuconym, zdradzonym kochanką niż tą która dożyją 30 lat wspólnego życia z kochankiem.
Z czasem kiedy zaczyna się zliczać ilość zmarszczek, przychodzi czas rozliczeń z życiem.
Naprawdę lepiej doznać katharsis poprzez krzywdę zdrady i porzucenia, taką samą jak z moim udział miał ktoś inny, niż poddać się samorozliczeniu.
No chyba, że ktoś nie ma tej podstawowej wrażliwości, która pozwala kochać.
Kochać kogoś, nie tylko siebie.
Ale czy z kimś takim warto rozpoczynać romans smile

Oczywiście przypadki patologii
- często osoby pokrzywdzone w takich patologicznych związkach, mają dosyć płci przeciwnej na dłuższy czas po zakończeniu związku.
A co dopiero podczas jego trwania smile

Często, osoby w patologicznych związkach łakną choć odrobiny, choćby erzacu dobroci, miłości.
Wtedy łatwo wpaść z deszczu pod rynnę,  w ręce następnego toksyka.

Dlatego, szczególnie w związkach toksycznych, choćby ze względów czysto higienicznych potrzebna jest właściwa kolejność zakończenia starego i rozpoczęcia nowego związku.

37

Odp: Kochanki, którym się udało

Jak dla mnie temat niewypał i tymbardziej mnie dziwi, że jesteś redaktorką jednego z działów.
Wspomniałaś, że nie tylko o rzeczach przyjemnych powinniśmy rozmawiać.
Widzisz, kolejna gafa, bo ludzie to forum współtworzący to najczęściej Ci, którzy zostali skrzywdzeni.
Absolutny brak taktu, a co najfajniejsze, ty w to najzwyczajniej w świecie brniesz,
nie widząc nic złego, bronisz, komentujesz,eh....
Brak słów.

38

Odp: Kochanki, którym się udało

Znam jeden taki przypadek. Czy udało rzeczywiście? Nie wiem. Historia pokrótce taka, że on zostawił żonę i dziecko, a w zasadzie się na nie wypiął. Alimenty płacił w kratkę, córki nie odwiedzał wcale.
Rozwód z żoną, ślub z kochanką. Była drugą żoną przez dwa lata. A potem on wrócił do pierwszej. Jakoś się kochance "udało". Na krótko. O innych przypadkach nie słyszałam, jeśli już to o tych dla kochanek negatywnych.

39 Ostatnio edytowany przez eine_gute_ehefrau (2014-04-07 00:54:04)

Odp: Kochanki, którym się udało

Mnie zszokowala cenzura, ktora sie tutaj dokonala
oraz zanegowanie przez Moderatorki prawa do wolnosci wypowiedzi,
wypowiedzi, ktore nie naruszaly niczyjego dobra osobistego, nie byly poza tematem jak tu sie sugeruje,
oraz nie cechowaly je wulgaryzmy.
Jestem oburzona przemoca, ktora tu sie odbyla na zasadzie " kto ma pilota ten ma wladze "

40 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-04-07 00:46:03)

Odp: Kochanki, którym się udało

mnie zszokowało zupełnie co innego tongue

Ja się przyznałam do odbicia faceta innej kobiety i do tego, ze wcale tego nie żałuję, ze pomimo innych trudności mimo upływu lat facet też tego nie żałuje, i za zoną nie płacze tongue

I nikogo to nie obeszło big_smile

Natomiast oberwało się dziewczynie, która w sobotni poranek siedząc przy porannej kawie i czytając forum zaczęła się zastanawiać nad tym, czy w ogóle są kobiety, którym się udało stworzyć szczęśliwy związek będąc tą drugą.

Kowal zawinił, Cygana powiesili big_smile big_smile

41

Odp: Kochanki, którym się udało

A ja myślę, że robicie z igły widły, normalna histeria forumowa się zaczęła i to z obydwu stron: moderatorstwa, które zaczęło ciąć wypowiedzi i straszyć oraz  pań, które zaczęły dopatrywać się ukrytych intencji założycielki wątku (że pewnie sama jest kochanicą i szuka usprawiedliwienia).

Swoją drogą dziwne, trafiały się dużo ostrzejsze wypowiedzi na tym forum i takiego wrzasku nie było smile


Myślę, że wątek został głupio sformułowany: trzeba było poddać analizie kwestię tego, jaka część związków z żonatymi kończy się pozytywnie (i co to w ogóle znaczy pozytywnie w takich sytuacjach) dla kochanki i jaki udział mają w tym biedne męskie misie. Bo mają, bezwolne nie są ....


Argument o tym, że na forum jest wiele osób pokiereszowanych życiowo, które np. zostały pokrzywdzone w wyniku zdrad uważam za śmieszny - idąc tym torem w ogóle nie ma sensu zakładania żadnych wątków, bo za kazdym razem może przeczytać go ktoś, kogo jego treść zrani.


Ewentualne gromy, które spadną na moją osobę mnie nie obchodzą - temat kochankowania, zdrad, umizgów żonatych znam do wyrzygania, zdrady były są i będą i trzeba przyjąć do wiadomości także to, że czasami mężowie (a także żony) wybierają te trzecie czy tych trzecich, nawet jeśli strona zdradzona chciała nieba przychylić.

42 Ostatnio edytowany przez lustro (2014-04-07 00:50:36)

Odp: Kochanki, którym się udało

eine_gute_ehefrau,

dokladnie - CENZURA i PRZEMOC.
Nie pierwszy raz i pewnie(niestety nie ostatni).
Kolezanka" redaktorka" wrzucila tekst, forumowiczka,miala czelnosc sie z tektem nie zgodzic i publicznie dac temu upust.
Na pomoc przybywa "moderacja" z pilotem w rece...

DEMOKRACJA I WOLNOSC WYPOWIEDZI... TAKA TO CHYBA NOSI NAZWE.

43

Odp: Kochanki, którym się udało

Ale przecież jak się wam ta "cenzura" tak nie podoba, to sobie idźcie i stwórzcie własne forum, a nie przychodźcie na gotowe a potem tylko narzekać!

44

Odp: Kochanki, którym się udało
Iceni napisał/a:

Ale przecież jak się wam ta "cenzura" tak nie podoba, to sobie idźcie i stwórzcie własne forum, a nie przychodźcie na gotowe a potem tylko narzekać!

Iceni, na jakie gotowe ?
Przeciez nikt inny jak wlasnie my, ktorzy tu przychodzimy i wypowiadamy swoje opinie, tworzymy to forum.
Jaki sens ma wycinanie i modelowanie wypowiedzi ?

45

Odp: Kochanki, którym się udało

A dlaczego przychodzisz własnie tu, a nie na jakieś inne?

Czy własnie nie dlatego, ze panuje tu jakiś w miarę porządek i spokój? A dzięki komu to jest jeśli nie dzięki moderacji? To dzięki tej "cenzurze" jest takie, jakie jest, a nie wygląda jak dziesiątki innych gdzie tylko kłótnie i wzajemne przepychanki.

Więc moze najpierw warto się zastanowić dlaczego to, a nie inne forum, a potem warczeć na cenzurę  smile

46

Odp: Kochanki, którym się udało

Oh ICENI,
Ty chcesz mi powiedziec,ze bylas "TWORCZYNIA" tego forum?( my wszystkie,przyszlysmy na "gotowe"?)
To forum,chyba dziala od (zgaduje)...2008?

Czyli rozumie,ze przez szesc dlugich lat Ty to forum"AKTYWNIE" tworzylas?

Jesli nie-to wybacz,ale Ty tez przyszlas na gotowe.

47 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-04-07 01:20:25)

Odp: Kochanki, którym się udało

Czy ja pisałam o sobie?
Nie, twórcami są osoby, które nadają mu kształt od lat i nad tym pracują smile
Ja przede wszystkim nie jestem moderatorem smile i zadnego wpływu na kształt forum nie mam smile

I owszem, przyszłam na gotowe - palcem nie kiwnęłam w tym kierunku, dlatego cieszę się z tego, co mi forum daje i na "cenzurę" nie narzekam a raczej doceniam fakt, ze są ludzie, którzy takie miejsca tworzą - internet jest wielki, a z jakiegoś powodu wybrałam to forum, a nie jakieś inne - więc chyba "One" wiedza co robią lepiej ode mnie smile

48

Odp: Kochanki, którym się udało

Oczywiscie,ze nie ICENI, Ty przeciesz jestes " REDAKTOREM" -i na cenzure nigdy narzekala nie bedziesz.MODERATOREM tez nie jestes...
Jakiez to dyplomatyczne i poprawne politycznie.
Piszesz:

Nie, twórcami są osoby, które nadają mu kształt od lat i nad tym pracują

,czy my,uzytkownicy tego forum,mozemy Te osoby "poznac"?
Czy to jest tak,ze istnieje tak glebokie incognito,ze zalozyciele tego forum,to osoby,ktorym my,TWORZACY TO FORUM,maja oddawac czesc?

Bez ""UZYTKOWNIKOW",Droga ICENI i MODERACJO,TO FORUM PRZESTANIE ISTNIEC.

Wiec moze troche wiecej szcunku dla ludzi.

PS

Daje glowe,ze jutro, o powiedzmy 15,wszystkie te posty beda usuniete,jako "NIE ZGODNE Z REGULAMINEM",badz lzejsza wersja,jako "OFF TOP"

49

Odp: Kochanki, którym się udało
Iceni napisał/a:

A dlaczego przychodzisz własnie tu, a nie na jakieś inne?

Czy własnie nie dlatego, ze panuje tu jakiś w miarę porządek i spokój? A dzięki komu to jest jeśli nie dzięki moderacji? To dzięki tej "cenzurze" jest takie, jakie jest, a nie wygląda jak dziesiątki innych gdzie tylko kłótnie i wzajemne przepychanki.

Więc moze najpierw warto się zastanowić dlaczego to, a nie inne forum, a potem warczeć na cenzurę  smile

Hymm... zastanowilam sie wink
i wiesz co, nie z tych powodow przychodze na to forum wink
a juz na pewno nie warcze, zostawiam to mojemu psu wink

50

Odp: Kochanki, którym się udało
lustro napisał/a:

PS

Daje glowe,ze jutro, o powiedzmy 15,wszystkie te posty beda usuniete,jako "NIE ZGODNE Z REGULAMINEM",badz lzejsza wersja,jako "OFF TOP"

dorzucam moja zgrabna noge wink

51 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-04-07 01:37:55)

Odp: Kochanki, którym się udało
lustro napisał/a:

Oczywiscie,ze nie ICENI, Ty przeciesz jestes " REDAKTOREM"

Ja akurat mam tytuł redaktora przez przypadek, czekam aż mi go zdejmą - sama nie raz byłam upominana - wiec złośliwości możesz sobie darować smile

I mam nadzieje, ze połowa z tych wpisów jutro zniknie:) Łącznie z moimi smile

52

Odp: Kochanki, którym się udało

Czyli szeroko pojeta " PRAKTYKA.
Doskonale wiesz,jak to dziala....
Jutro nie bedzie po tym sladu,a Ty "REDAKTOREM" pozostaniesz nadal.
Szczerze,i tu uklon w Twoja strone,chcialabym miec tak zachowawczy stosunek do zycia jak Ty.
Naprawde.

53

Odp: Kochanki, którym się udało

A Ty zawsze robisz problemy z nieistotnych drobiazgów? wink jakie znaczenie ma dla twojego zycia czy jakiś post zniknie czy nie ?
To nie jest portal informacyjny, idź na Onet walczyć z cenzurą, to się na coś przyda, będzie miało sens i na coś się przyda społeczeństwu, a nie w  temacie o kochankach big_smile big_smile

54

Odp: Kochanki, którym się udało

Droga Iceni,

jakie znaczenie ma dla twojego zycia czy jakiś post zniknie czy nie ?

A jakie ma dla Ciebie?
Wiesz,to,co napiasals w ostatnim poscie,swiadczy o Tobie,nie o mnie.

55 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2014-04-07 07:28:38)

Odp: Kochanki, którym się udało

Iceni, fajnie ze sie ujawni?as i pokaza?as swój tupet.
Sformu?owanie typu a kto to forum stworzyl, przyszliscie na czyje?, sami sobie stworzcie,  skierowane do osób które s? tak naprawd? klientkami, dzi?ki nam te forum zarabia na siebie i codziennie tworzy si? od nowa.
Terazz wiemy, jakiego kalibru trzeba by? kobieta, by cieszyc si? z krzywdy ktora si? wyrzadzilo innej kobiecie...

56

Odp: Kochanki, którym się udało

Słuchajcie, powściągnijcie może emocje.
Komuś nie podobał się wątek, ok. Ta osoba wyraziła to w sposób nieakceptowany, okazując redaktoroce pogardę, oceniając ją z góry jako kryptokochankę, która szuka wsparcia. Post ten został usunięty. Ponieważ moderatorka akurat czytała ten wątek, niektóre zakładają złą wolę,  zmowę i odbieranie prawa wypowiedzi. Prawo wypowiedzi mamy, ale nie mamy prawa kogoś obrażać. A Eileen została obrażona.
Czy możemy wrócić do głównego tematu wątku? Też mnie interesuje kwestia związków budowanych na zdradzie.
I nie. Nie jestem i nie byłam niczyja kochanką oraz nie zostałam porzucona dla innej

57

Odp: Kochanki, którym się udało
Eileen napisał/a:

Chodzi mi o to, że popularna ściema przedstawiana kochankom "nie sypiam z żoną" czy "nie układa mi się z mężem" czasami może nie być tylko ściema
 
Inna sprawa, jeśli kochanek/kochanka podchodzi do tego od początku znajomości na zasadzie "chcę odbić męża/żonę", bo mi się podoba i koniec, a inna, jeśli skądś się znają i po prostu zakochają .

Ellen. A Słyszałas o kochankach którzy zostali Kochankami a sie nie znają?
Zakładasz w swoich wątku ze jeśli kochanka kochankowie kieruje " ale ja go kocham"... To ma prawo włazic z butami w czyjeś życie. Słuchać z zachwytem na ustach kłamstw męża który dzwoni do zony i  wymyśla alibi. Cieszyć sie ze ten facet facetka tak pięknie oszukuje ze udaje mu sie wykroic raz w tygodniu godzinke na seks z kochankiem. A miał być na wywiadowce w szkole ale przeciez dzieci sie dobrze uczą...

Piszesz o sytuacji w której- co to znaczy sie w sobie zakochali? Od pierwszego wejrzenia? Wielka miłość nie wybiera?? No to trzeba sie rozstać z partnerem i wio w nowy związek.
Ale czy ty rozumiesz ze piszesz o sytuacji w której ktoś. Kobieta lub mężczyzna. W imię tzw wielkiej miłości tkwi przez pól roku rok dwa lata 5 w sytuacji w której jej jego potencjalny ukochany codziennie kłamie oszukuje zadaje ból swojej dotychczasowej partnerce. Wykorzystuje ja/ jego. Zmusza- przez brak wiedzy o zdradzie żeby Ona/on marnowaly swoje życie i czas na zdrsdzajacego okrutnego wyrachowanego złego partnera.
A ona/ on nie ma prawa do szczęście? Do miłości? Do kogoś kto będzie tylko dla nich?
Ty Zakładasz ze jeśli spotkam przystojnego interesującego faceta ( mój szef mi sie apropOs w nocy snil- może sie zakocham? Jestem na pewno lepsza od jego zony. Młodsza. I obca...) to mam iść jak w dym bo może z tego będzie miłość a miłości nie można przekreslac...
Powinnam brnac w te relacje, zgadzać sie na kłamstwa oszustwa życie w ukryciu i hotele na godzinę--- bo -- jak ty uważasz-- tak sie rodzi prawdziwa miłość...

Ellen. Jeśli ludzie sie w sobie zakochuja to zanim przez miesiące lata zaczną konsumowac swój związek nowy i oszukiwać wszystkich--- to niech w ten związek wejdą i zaczną go tworzyć. A nie kraść.

Twój wątek to problem badawczy sformułowany tak- czy warto jest angażować sie w romans licząc na to ze romans zakończy sie rozbiciem dotychczasowego związku i szczęśliwym happyendem?
Twój wątek to pytanie. Jak spotkam fajne ciacho ze stałym partnerem to czy mogę bez wyrzutów sumienia gryzc- w imię nie tego ze mam mokro miedzy nogami-- ale przeciez jak "kocham" to mam prawo...

Ja rozumiem ze ludziom sie różnie układa. Ze czasami grom z jasnego nieba i ciach!! Wszystko inne przestaje sie liczyć.
Ja wierze tylko w jedno- w uczciwość w związku. Więc jak mój mąż sie zakocha. To droga wolna.
Ja chce żyć z kimś kto mnie kocha. Dla kogo jestem częścią jego życia. Radością. Spełnieniem.
Mam do tego prawo? Mam.
Więc nie zgadzam sie z teza-- zdrada jest wstępem do nowej relacji nowego związku.
Tej wstęp można sobie zrobić czysto. A nie kosztem kogoś innego.
Kiedy wypowiadają sie na forum zdrsdzajacy faceci dobija mnie jedno-- oni są świecie przekonani ze nie mogą zostawic zony bo ona sobie bez nich nie poradzi. Szczeznie jak rzezucha. Umrze z rozpaczy.
Bo przeciez oni dla tej zony bogiem spełnieniem i sensem istnienia.
A ja nie wierze ze dla jakiejkolwiek kobiety taka maczana wielokrotnie parowa kłamca i lovelas na boku jest czymś wiecej niż jest faktycznie. Życiowa dupa sierota i chujoplatem którego dopiero kochanka pewnie zmusi do tego by był z nią.
I wtedy. Jak pokazuje praktyka. Wiecej huujosow zostaje przy żonie. ..

Znam związki kolejne.
Jeden z nich. Poznali sie i coś poczuli. Ona sie odsunela zupełnie i dała mu czas na uporządkowanie życia. Nie mieli romansu. Nie rozmawiali o tym jak bardzo sie kochali. Ona sie odsunela. Bo on miał rodzine. On niezależnie zdecydował ze zmieni swoje życie. Dzisiaj są razem. Wychowują wspólnie wspólne dzieci.
Znam drugi. Młodsza odbiła faceta. W czasie romansu zaszła w ciążę. Są razem. Pilnuje faceta na każdym kroku. Mały ma jakieś trzy lata. Jest obsesyjnie zazdrosna. Boi sie. Każdego dnia. Ze on spotka następna taka jak ona. W każdej kobiecie widzi rywalkę. Byście zobaczyli jej minę jak tylko zamienisz słowo z jej facetem-- co wszystkie wokół czynimy chętnie...
Znam trzecia. Facet tak co pól roku krąży miedzy Zona a kochana zawsze definitywnie kończąc jeden związek. Chyba musi spotkać trzecia bo z tymi już szczęśliwy być nie umie.
I znam taki w którym mąż właśnie po roku wrócił do zony. Chciał przeciez kochanki. Żonę już miał. A tamta zaczęła oczekiwać relacji jak z kochanka.

Ellen. Na forum ciagle piszą kobiety zreszta faceci tez którzy siedzą w takich dupo-relacjach wierząc ze z takiej relacji powstanie to coś. Ale Ellen. Jak może powstać to coś jeśli ty wiesz ze dla twojego wybranka fakt posiadania rodziny zony związku nie jest żadna przeszkoda żeby rezerwować hotel na nazwisko kolegi. Jeśli wiesz ze twoja wybranka bez skrupułów zostawia w domu męża z dziećmi bo ma ochotę na kolegę z pracy?
Kiedykolwiek przestaniesz sie spodziewać ze kolejna młoda ładna stanie na drodze twojego już obecnego partnera?
Masz 22 lata. Pamietam jak po studiach rozmawialysmy z koleżankami ze niestety wszyscy interesujący faceci zwykle są w związkach. Chociaż w tym wieku jest tak. Ze facet w związku to nie facet żonaty. To można:) ale... Po pierwsze wtedy małżeństwa były powszechniejsze. Więc jak ktoś chciał z kimś być to brał ślub- i wtedy nietykalność. Jak byli para. To różnie bywało. Ale. Ale jedna zasada. Mógł wpaść w oko. Ja tez mogłam. Ale dopóki miał dziewczynę. To na tym sie kończyło...

A ty pytasz. Warto dawać doopy na boku i traktować to jako całkiem udana furtkę do wspólnej przyszłości??

58

Odp: Kochanki, którym się udało

Równie dobrze można założyć wątek: złodzieje, którym się udało.

Chodzi o to, żeby nie propagować pewnych zachowań.
Od mamy usłyszałam: kiedyś jak ktoś zdradzał, to ludzie się od takiej osoby odsuwali. Nikt takiemu nie podał ręki. Teraz to jest społecznie akceptowalne.

Zgadzam się z nią. Przykładem jest chociażby ten wątek.

Podam jeszcze inny przykład.
Mój mąż żyje z dużo młodszą kochanką od prawie 3 lat.
Są zerwania ( kiedy kiepsko z kasą), powroty kiedy jest lepiej.

I teksty: nie jest szczęśliwy, nie da się zbudować szczęścia na cudzym nieszczęściu.
Nie planuję z nią ślubu, nie planuję rozwodu.
Wmawianie mi, że on nie wie czemu z nią jest.
Ale to nie jest tak jak mi się wydaje.
To tak jakby ktoś miał ładne auto, które jednak wciąż się psuje.
I zastanawia się czy jest sens go ciągle naprawiać.

A ja: a co jest lepsze?
Mieć ładne auto i je naprawiać czy chodzić na piechotę, bo na lepszy Cię nie stać.

Więc Eileen, nie można oceniać czy ludzie są szczęśliwi, bo jednak są razem.
Często nie ma już do czego wracać.
Za dużo się wydarzyło.

59

Odp: Kochanki, którym się udało

Kochanki którym sie udało ? Hmm

To moze troche z mojego doswiadczenia, z własnych przejsć..
Nie,nie...nigdy kochanką nie byłam...
Ale miałam niestety niewątpliwą przyjemnosć bycia z kimś kto sobie taką kochanke zafundował..
Taka jak ty 22 latka zakreciła sie koło mojego byłego (35 lat) i kręciła sie jakiś rok dopóki nie osiągneła celu..
A jej celem było wspólne życie z nim, mieszkanie i cała reszta..
Nie bede wchodziła w szczegóły..
Ale z racji tego,ze mamy dzieci to chcac nie chcac jestem obserwatorem tej ich miłości big_smile

Ujmijmy to tak.Panienka zajęła moje miejsce.. Sprząta,pierze,odkurza, ceruje skarpetki (tak tak dobrze czytacie)ale nie gotuje bo niestety ale mama nie nauczyła..
Kolejna zaleta wpierdzielenia sie w związek z zajętym facetem tooo  ....Strach big_smile
Żyje w ciągłym strachu.. A czego sie boi? No cóż,proste.. Boi sie takich samych kobiet jak ona.Takich które bez oporów rozwalają związek.Wystarczy ,ze jakaś kolezanka stanie koło "misia" i już jest kur.. dziwk... Czyli kimś takim jak ona big_smile Oj nie znosi takich kobiet, takich samych jak ona..
I oczywiscie w zwiazku z tym,ze jej sie udało "zdobyć" faceta doskonale zdaje sobie sprawe że innej też może sie  udać. On rozwalił dla niej rodzine,więc? Pokazał ,że mozna..
Obydwoje pokazali sobie na co ich stać..
Mimo,że minal już rok od rozstania strach i obawy nie minęły.O mnie też sie wiecznie boi..
Że były będzie chciał wrócić,bo w końcu mamy dzieci, kilkanaście lat przeżytych itd itd.
Na telefonie jest non stop,sprawdza,kontroluje.Nawet jak "misiu" przyjdzie do dziecka na pare minut coś podrzucić to już jest telefon i jakieś 10 minut nawijania..

Taki strach bedzie całe życie..Moze on ja zapewnia ,ze nie odejdzie,ze nie zdradzi.Ale to pomaga tylko na chwile..
Czy można zbudować coś dobrego na czymś takim..?

No cóż,zycie pokaże...

60

Odp: Kochanki, którym się udało

Przykład z życia. Państwo Marcinkiewiczowie...
Odszedł od żony.
Kochance się udało...
A gdyby pierwsza żona Pana Marcinkiewicza nie chciała go znać?
Do kogo by wrócił?
Żyłby może dalej z drugą?

Eileen napiszę to jeszcze raz: nie wiemy czy te związki są szczęśliwe i czy będą.
Nie wiemy, czy ci ludzie czasem nie żałują, ale jak to się mówi: mleko się już rozlało.
Trzeba dbać o to w co się wpakowali.
Zrobili to w końcu w wierze, że się uda, że będą szczęśliwi.

61 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-04-07 10:11:25)

Odp: Kochanki, którym się udało

To moze ja dorzuce 2 historie .

Moja osobista. Kurewnie mojego męża sie nie udało . Mimo szantaży a to ze niby w ciąży , a potem niby poroniła ot jaka ona to biedna . 


Historia moich znajomych .

On zostawił żonę z dzieckiem. Z kurewna sie ożenił maja swoje dziecko . Na pierwszy rzut oka. Małżeństwo udane .
Wybudowany dom , ze względu na jego możliwości finanse podrożę po świecie. Cud ,miód , orzeszki .

Po 5 latach motylki zdechły , maja normalne problemy i obowiązki życia codziennego

Ale co siedzi w ich wnętrzu ??

Ona :  Kazda kobieta jest potencjalna kochanka jej męża , każde jego niewinne wyjście z kolegami czy jakaś delegacja powoduje u niej strach , lek , podejrzenia .

On: Widzi juz wady swojej nowej zony .
Pierwsza zona była spokojna , opiekuńcza w stosunku do niego i dziecka teraz mu tego brakuje.
Ten nowy model jaki sobie zafundował jest za bardzo rozrywkowy . Kazdy weekend to impreza 3 dniowa .
Nowa zona jest wygodna , wymagająca finansowo i nie wiele teraz z siebie daje  w sferze duchowej do tego małzenstwa.
Juz go zdobyła to nie musi sie już starać o niego .

Jak czasem z nimi sie spotykam to  są miedzy nimi ciągle jakieś, małe większe kłótnie , jakieś niedomówienia. Ciągła rywalizacja o pozycje w towarzystwie .

Kiedyś mi sie zwierzył ze nie tak to miało wyglądać . Utrzymywał kontakt z pierwszym dzieckiem , ale  ono po czasie wydoroślało i już nie chce utrzymywać z nim kontaktu przechodzi na ulicy na druga strona.
Ma za złe sobie ze do tego doprowadził bo gdyby nie dziecko z kurewna rozstałby sie z nią , ale nie chce po raz kolejny zafundować traumy  drugiemu dziecku.

Zrozumiał ze popełnił błąd bo kiedyś idealizował związek z kurewka a nie doceniał to co miał .Dał sie ponieść  namiętności ,motylkom,  nowemu ciału.

I czy takie małżeństwo można nazwać szczęśliwym.NIE-

Na pozór jak ktoś ich nie zna może stwierdzić ze są szczęśliwy. Ale ich wnętrza nie są szczęśliwe.

62

Odp: Kochanki, którym się udało
bet napisał/a:

Chodzi o to, żeby nie propagować pewnych zachowań.
Od mamy usłyszałam: kiedyś jak ktoś zdradzał, to ludzie się od takiej osoby odsuwali. Nikt takiemu nie podał ręki. Teraz to jest społecznie akceptowalne.

Jeżeli nie ma dzieci albo są dorosłe to nie ma nic niewłaściwego w testowaniu związków/małżeństw. Jak ktoś kocha to przecież nie odejdzie. Nie rozumiem tego przesadnie rygorystycznego podejścia...

@Monika7676, bardzo sensownie to opisałaś smile Z tym, że to nie wyczerpuje wszystkich możliwości. Bywa, że rozbijany związek/małżeństwo jest, bo jest, a osobą rozbijającą kieruje autentyczne uczucie i wtedy strachu nie ma.

63

Odp: Kochanki, którym się udało

Marioosh666 jestem w stanie sie z tobą zgodzić, ale tylko do pewnego momentu.
Bo masz racje jest mnóstwo takich związków/małzeństw gdzie ludzie są ze sobą bo są.Można wymieniać godzinami powody ich bycia razem...
A pojawienie się osoby 3 to tak zwane hmm wybawienie ?
Nie wiem czy mozna mówić o prawdziwym uczuciu spotykajac sie 2 razy w tygodniu..
Bardziej nazwałabym to fascynacja, zauroczeniem.Bo w koncu widzimy kogoś kto sie dla nas wystroił...
Jest ta adrenalina smile
Widzimy ładne opakowanie ...a cała reszta to nasze wyobrażenia...

64

Odp: Kochanki, którym się udało

właśnie uświadomiłam sobie, że nie mam takich związków w swoim otoczeniu wśród moich znajomych
bo po prostu nie akceptuję kurewien
owszem są kolejne związki, małżeństwa ale nie z kochanką tylko zwyczajnie, coś się skończyło - nowe zaczęło

rozluźnienie obyczajów ma dużo plusów ale też powoduje, że kurewien jest coraz więcej...

65

Odp: Kochanki, którym się udało
Monika7676 napisał/a:

Marioosh666 jestem w stanie sie z tobą zgodzić, ale tylko do pewnego momentu.
Bo masz racje jest mnóstwo takich związków/małzeństw gdzie ludzie są ze sobą bo są.Można wymieniać godzinami powody ich bycia razem...
A pojawienie się osoby 3 to tak zwane hmm wybawienie ?
Nie wiem czy mozna mówić o prawdziwym uczuciu spotykajac sie 2 razy w tygodniu..
Bardziej nazwałabym to fascynacja, zauroczeniem.Bo w koncu widzimy kogoś kto sie dla nas wystroił...
Jest ta adrenalina smile
Widzimy ładne opakowanie ...a cała reszta to nasze wyobrażenia...

Jeżeli jest autentyczne uczucie to osoba, która jest z związku/małżeństwie natychmiast go zakończy. Nie będzie kalkulowała i rozmyślała czy z nowej znajomości coś będzie. Po prostu uświadomi sobie, że nie chce tkwić w starym związku/małżeństwie i nabierze odwagi do jego zakończenia.

Posty [ 1 do 65 z 320 ]

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochanki, którym się udało

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026