Mam 30 lat od 10 lat jestem mężatką, mam 9 letniego synka... Mój problem to nałóg mojego męża do komputera a ostatnio i do kolegów... Kiedyś tak nie było, potrafiliśmy rozmawiać, dziś on wraca z pracy i siada przed kompem prawie nie rozmawiamy, nic już do niego nie dociera. Jakiekolwiek kłopoty w szkole z synem zupełnie nie obchodzą go, tak jakby to wogóle nie dotyczyło jego życia, liczy się tylko komputer i koledzy, no i praca... Gdy cokolwiek mu wypomnę za każdym razem słyszę: " to się zwolnię z pracy"... Czuję jakby zatęskniło mu się za życiem kawalera, może zbyt wcześnie się pobraliśmy, zaczynam żałować wszystkiego, gdy wychodzi z kolegami uważa że mu się to jak najbardziej należy, ale gdy jest kłopot w szkole umywa ręce... Coraz mocniej myślę o rozstaniu, próbowałam rozmawiać z teściową ale nigdy nie byłam jej ulubienicą wiec jedyne co mogę usłyszeć to jedynie to żebym poszła do pracy i nie zwracała uwagi, ale ja chcę normalnej rodziny. Czy rozstanie to dobre wyjście??? Poradźcie co robić....
Podobne tematy
dobre wyjście to p?jść do pracy a dopiero po usamodzielnieniu myśleć o rozstaniu.
Dobrze m?wi ta twoja teściowa.
Racja. Właściwie czemu nie pracujesz? Dziecko już duże... Jeśli mąż teraz nie interesuje się problemami dziecka to jak się zostaniećie to też tego nie będzie robił. Faceci tacy są... Odpuśc mu trochę żeby chętniej wracał do domu... Wiesz z jego pozycji to wygląda tak " dom., praca, jazgotająca zona, dziecko z problemami" i tak w kółko. Spróbuj rozwiązywać problemy sama i zacząć żyć swoim życiem. On z czasem przejrzy na oczy ... wyszaleje się i chętniej będzie wracał do domu. Potem ustalcie że w tyg praca, potem domowe obowiązki. Wieczorem ty spędzasz czas przy książce robisz paznokcie czy co tam chcesz a on przy kompie. Sobota wieczór on do kolegów ty do koleżanek a niedzielę spedzcie razem. W cale się facetowi nie dziwię jesteście razem 10 lat i to wszystko zrobiło się po prostu nudne. Ja z mężem miałam tak samo już po 5latach tylko to ja siedziałam przed kompen a on przed dvd... Musisz się zastanowić czy to jedyny problem w waszym związku? Kochaćie się jeszcze w ogóle? Sama musisz wiedzieć czy jest co ratować? Jak często spędza czas z kolegami? I czy rzeczywiście oni sprowadzają go na złą drogę? Wraca pijany? A koledzy nie mają rodzin?
4 2012-02-26 19:19:20 Ostatnio edytowany przez smutas30 (2012-02-26 19:20:46)
Jazgoczą psy... to po pierwsze po drugie, cały czas szukam pracy, niestety u nas w mieście graniczy to z cudem, po trzecie zwolniono mnie z poprzedniej pracy gdyż średnio raz w miesiącu jestem w szpitalu przez ok tydzień, renta mi nie przysługuje, bo przecież z tym można pracować tylko gdzie??? choruję od 7 lat na choroby kobiece i takie wasze mądrowanie jaka ja jestem niedoskonała mnie tylko denerwuje, może jednak potrzebuję wsparcia tego faceta do cholery po to go mam a wy mi tu wciskacie jakieś "daj na luz"... Jeśli takie jest wasze zdanie to po co zakładać rodzinę, żeby od razu mieć dwoje dzieci w domu??? Jego koledzy to dwaj panowie wolnego stanu, o dość ciekawej opinii... wciąż mam być spokojna?
FIONUS jestem w szoku.... po co jej małżeństwo jeśli ma wszystkimi problemami zajmować się sama i czekać aż jaśnie pan się wyszaleje??!! co do rady teściowej sensowna ale jeśli to mała miejscowość a ty jesteś chora faktycznie lipa. łatwo jest napisać idż do pracy... najpierw trzeba mieć gdzie. a kobieta która ma tak długą przerwę w cv raczej marne ma na to szanse. moja rada może jednak w jakiś sposób uda ci się załatwić rente. czasem wystarczy dobra rada lekarza prowadzacego. jeśli faktycznie jesteś średnio 1 raz w mies w szpitalu to wydaje mi się że raczej masz szanse na tą rentę. a po drugie może spróbuj na jakiś czas odłączyć internet :-))
6 2012-02-27 10:17:41 Ostatnio edytowany przez atmosfere (2012-02-27 10:22:26)
Łatwo odejść w przypływie złości, rozczarowania...unieść się honorem bo mąż nie pomaga, nie uczestniczy w życiu rodzinnym.
A może zmienić swoje nastawienie? Zacząć wychodzić z domu, załapać się na jakiś kurs? W tym czasie po prostu oznajmić mężowi, że zostaje w domu z dziećmi, organizować sobie czas, zamiast skrzeczeć, że siedzisz w domu a maż ma wszystko w czterech literach.
Może być tylko kwestią czasu jak on przestanie z ochotą wracać do domu bo cały czas tylko będzie słuchał wyrzutów, pretensji.
A co z utrzymaniem siebie, dzieci?
Alimenty od męża?
Sadzisz, że dasz radę się utrzymać samych alimentów?
To prawda, ciężko z pracą.
Mieszkam w małym miasteczku, zaledwie 8000 mieszkańców, bezrobocie jak cholera. Nie mam ukończonych studiów, baaa, nawet matury nie zrobiłam, nie chciało mi się, porzuciłam liceum, poszłam do zawodówki. Przez 3 lata dojeżdżałam do pracy do biura 56 km w jedną stronę i z tamtąd jeszcze w teren 150-200 km na spotkania do klientów. Awansowałam na kierownika sprzedaży regionu w instytucji finansowej. Zawsze wracałam do domu bo małe dziecko czekało. Dałam radę, nie rozpaczałam, w domu było 3 letnie dziecko, od 7 do 15 przedszkole a później opiekunka.
Teraz założyłam swoją firmę, pracuję u siebie. Też miałam problemy ze zdrowiem, mąż mnie porzucił, nie miałam alimentów, córka często lądowała w szpitalu bo ma refluks pęcherzowo-moczowy. Życie mnie skopało cholernie, nie miałam lekko.
To kontrowersyjne ale uważam, że kto chce pracować to znajdzie pracę, kto nie chce pracować to zawsze znajdzie jakąś wymówkę. Sądzę, że to bardziej kwestia przyzwyczajenia pozostania w domu. Są kursy doszkalające z urzędu pracy, dotacje unijne, nie korzystałam z tego bo chciałam sama sobie poradzić. Dałam radę.
Najpierw się usamodzielnić, później myśleć o wyprowadzce od męża.
7 2012-02-27 10:18:53 Ostatnio edytowany przez aka (2012-02-27 10:27:20)
Dobrze wiem, co to znaczy szukać pracy w małym mieście, nie mam rodziny, więc zdecydowałam sie na emigracje... ale problemy małżeńskie są mi obce, bo akurat w tym zakresie nie mam doświadczeń. Jednakże miałam kilka poważnych związków i kilka mniej poważnych.
Ludzie często proponują: "porozmawiaj z nim", jestem zwolennikiem szczerej poważnej rozmowy między partnerami, ale to się udaje kiedy obie strony chcą tego samego - naprawić związek, kiedy dwoje ludzi chce wzajemnie siebie zrozumieć. Nie wiem jak jest w przypadku Twojego męża. Z własnego doświadczenia wiem, że czasem druga strona po prostu nie reaguje na wszelkie próby porozumienia, czy nawet humanitarnego zakończenia związku (szczera rozmowa, bez cienia złośliwości, nakierowana wyłącznie na wzajemne zrozumienie, kiedy dwoje ludzi odważnie i z wzajemnym szacunkiem mówi o swoich uczuciach potrafi złagodzić ból rozstania).
W każdym razie radze spróbować, wiem, że to banalna rada, ale czasem banalne rozwiązania są najbardziej pomocne.
Jedna uwagę mam, uważam, że nie należy człowieka zaskakiwać znienacka, dobrze byłoby się na tą "rozmowę" umówić wcześniej. Partner powinien wiedzieć,że to coś ważnego.
Mam jeszcze jedną radę, kiedyś kiedy było mi bardzo źle, kiedy potrzebowałam wsparcia emocjonalnego i nie potrafiłam poradzić sobie w relacji z pewnym człowiekiem, zdecydowałam się na wizytę u psychologa. Dwie wizyty w przychodni NFZ, to nic nie kosztowało, a zrozumiałam bardzo ważną rzecz. To też czasem może być punktem zwrotnym.
Osobiście uważam, że rozstanie to ostateczność.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.
choruję od 7 lat na choroby kobiece i takie wasze mądrowanie jaka ja jestem niedoskonała mnie tylko denerwuje, może jednak potrzebuję wsparcia tego faceta do cholery po to go mam a wy mi tu wciskacie jakieś "daj na luz"... Jeśli takie jest wasze zdanie to po co zakładać rodzinę, żeby od razu mieć dwoje dzieci w domu??? Jego koledzy to dwaj panowie wolnego stanu, o dość ciekawej opinii... wciąż mam być spokojna?
Nie wiedziałam, że jesteś chora. W takim razie rzeczywiście może być ciężko z pracą. Same weekendy pewnie by Ci nie odpowiadały. Spróbuj po prostu robić coś co sprawiałoby Ci satysfakcję. Źle odebrałas Mój post... Nikt nie powiedział, że jesteś winna jego zachowania. Nie mówię też, że masz zrobić z niego księcia i kapcie mu przynosić pod nos. Tylko domyślam się, że rozmowiac już z nim próbowałaś i nie przyniosło to żadnego efektu. Zniosłaś już i wycierpiałaś już tyle, że Moim zdaniem możesz próbować różnych rozwiązań bo już i tak nic nie tracisz. Faceci myślą zupełnie inaczej niż My. Z jednymi wystarczy porozmawiać z innymi zastosować terapię szokową i pokazać, że mogą nas stracić, postawić ultimatum a na jeszcze innych zadziała po prostu danie mu trochę luzu (olanie). Zakazany owoc najlepiej smakuje... A gdy zacznie go dostawać codziennie do zjedzenia to w końcu się tym przeje...
Są różni ludzie. Może za szybko założył rodzinę i teraz po prostu robi to czego nie zrobił w młodości.
A koledzy nieciekawa sprawa jeśli nie mają swoich rodzin i obowiązków
a co do wsparcia masz całkowitą rację. Nikt nie wiąże się po to by potem być nieszczęśliwym. Czasami tylko trzeba nad pewnymi rzeczami popracować i wykreować w związku lub postarać się aby na nowo wróciły jeśli coś było a się zmieniło.
FIONUS jestem w szoku.... po co jej małżeństwo jeśli ma wszystkimi problemami zajmować się sama i czekać aż jaśnie pan się wyszaleje??!!
Kochana chociażby dlatego warto spróbować, że z jakiegoś powodu stworzyli rodzinę. Mają dzieci... Z jakiegoś powodu przecież brali ślub. Dlatego, że kiedyś było inaczej i może da się to odratowac. Nic nie ryzykuje a może akurat poskutkuje i znowu będą szczęśliwi. Nie ma idealnych małżeństw... W każdym są problemy i te mniejsze i te większe. Gdyby wszyscy od razu pakowali walizki i nie walczyli to większość par rozwodziłoby się już miesiąc po ślubie. Gdyby to było takie proste to myślisz, że autorka zakładałaby temat na forum? Gdyby w 100% miała go gdzieś to sama oglądałaby seriale w tv i spijała kawki u koleżanek. Nikt nie mówi, że ma czekać w nieskończoność aż on się obudzi. Ale wypróbować kilka metod i zaryzykować nie zaszkodzi. A jak nie wyjdzie to wtedy moc stanąć z czystym sumieniem i powiedzieć "Zrobiłam wszystko co mogłam żeby odratowac ten związek ale się nie udalo". Odejść stanąć na nogi i zacząć życie na nowo. Przeżyła przy jego boku już tyle lat i tyle problemów więc jeśli spróbuje dać jeszcze szansę to chyba nic takiego wielkiego się nie stanie. Nic nie traci... Najwyżej spędzi kilka dni dłużej przy jego boku.
10 2012-03-01 15:45:00 Ostatnio edytowany przez smutas30 (2012-03-01 15:47:18)
Dziękuję Wam bardzo za rady, jedno jest pewne udało mi się złapać pracę dodatkową... a co do męża postanowiłam posłuchać Was olewam go, doszłam do wniosku, że za dużo starałam się ja, zawsze to ja musiałam ustępować, teraz wychodzi z domu i jest w szoku że wogóle nie reaguję, jeśli ma się rozpaść wszystko to tylko on do tego doprowadzi, bo Moje Drogie Kobietki rozmowa z moim mężem nie działa, chyba potrzeba mu kubła zimnej wody, chce szoku będzie go miał... postanowiłam się zmienić, wizyta u psychologa, dieta liczę na te 15kg mniej, chce być niezależna, chce uwierzyć w siebie i mam dość życia w jego cieniu, jednak nie żałuję że napisałam.... mam nadzieję, że uda mi się wytrwać w swoim postanowieniu... Przepraszam jeśli w swoich postach reagowałam zbyt impulsywnie, ale ja naprawdę potrzebowałam pomocy, może wciąż jej potrzebuje, co by nie było - Dziękuję
11 2012-03-01 18:05:14 Ostatnio edytowany przez aka (2012-03-01 18:06:31)
Bingo! Trzymam kciuki, doskonale rozumiem, sama kiedyś znalazłam się w takim momencie, gdzie upokorzona, zraniona, potraktowana najpodlej jak można sobie wyobrazić przez ukochanego człowieka, zadałam sobie pytanie o co tu tak na prawdę chodzi i wtedy zrozumiałam, że nie o tego człowieka, nie o to co on wyprawia, ale o mnie samą, o to, że zapomniałam kim jestem i że nie zasłużyłam na takie traktowanie, że nigdy więcej nie chce się tak czuć.. zadbałam o siebie, zaczęłam siebie szanować. Od tamtej pory minęło kilka lat a ja nadal mam to bezpieczeństwo, którego podstawą jest poczucie godności i szacunek do siebie samej.
Daj znać za jakiś czas jak sobie radzisz. A jeśli w tej swojej drodze samorozwoju poczujesz, że jest pod górkę, to nie przejmuj się, bo w życiu najczęściej jest pod górkę, ale to sprawia, że to co robimy, ma swoja wartość.
Wszystkiego dobrego droga mam nadzieje, że już nie-Smutasko30 ![]()
Podziwiam Cię za siłe,że jesteś w stanie podnieśc się i iśc dalej jeszcze silniejsza. ![]()
Powodzenia życzę ![]()