Byłam w związku przez 1,5 roku. Wszystko było ok ale nagle on zaczął spotykać się za moimi plecami z dziewczynami. Oszukiwał, kłamał a może bał się przyznać, nie wiem. Nie zakończyliśmy naszych relacji, nie umieliśmy się w tej kwestii dogadać, zwłaszcza, że razem studiujemy. On chciał przyjaźni, ja nie umiałam tak do tego podejść i stwierdziłam, że albo jesteśmy razem albo zero kontaktów. Nie zgodził się, powiedział, że już nie czuje tego co kiedyś ale postara się to rozbudzić, ja mu wybaczyłam. Próbowaliśmy. Wg mnie było całkiem dobrze ale sytuacja właśnie się powtórzyła. W tej chwili próbuje traktować go normalnie, rozmawiać, śmiać się, ale kosztuje mnie to bardzo wiele a moja psychika zdecydowanie siada. Znów musimy budować wszystko od nowa i powoli się do siebie zbliżać. Jest jednak kilka problemów nie do przeskoczenia. Przede wszystkim wiem, że jestem już wykończona psychicznie a nie umiem z niego zrezygnować, za bardzo go kocham. Jestem o niego zazdrosna, nie znoszę, gdy pisze czy gada z dziewczynami, boję się, że to jego kolejne zdobycze. Nie umiem mu zaufać, obawiam się, że gdy mówi, że wychodzi z kolegami to leci na następną randkę. On z kolei ma pretensje, że go ograniczam ale nie robi nic, bym mu zaufała. Obawiam się, że jego zachowanie doprowadziło mnie do chorej zazdrości i równie chorej miłości. Boję się, że mam obsesję na jego punkcie. Denerwuje mnie, gdy on ciągle mówi, że nie ma czasu ale dla wszystkich go znajduje tylko nie dla mnie. Potrafi mnie zdenerwować jedno jego spojrzenie czy ruch. Przeraża mnie, że chociaż ja nic złego nie zrobiłam w naszym związku, poza marudzeniem (bo chciałam przedstawić swoje oczekiwania by było lepiej), to ja muszę się starać o jego względy, podczas gdy on dalej szaleje, bo "jest młody", jak mówi. Co mam zrobić ze swoim postępowaniem? Jak się zachowywać, by się z nim nie kłócić, by nie denerwowało mnie jego zachowanie? Jaką powinnam przyjąć postawę, by on w końcu zmądrzał i stworzył ze mną udany związek jak niegdyś? Czy może mam dać sobie spokój, tylko jak to zrobić i jak znosić jego obecność w tej sytuacji? Jestem zagubiona, nawet nie umiem nazwać swojego problemu... Proszę Was o rady...
Podobne tematy
2 2012-02-23 22:35:22 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-02-23 22:35:53)
Martuśka, starasz się o jego względy, wybaczasz na każdym kroku, chcesz nauczyć się z nim nie kłócić, przestać denerwować się jego oszustwami wobec Ciebie... normalnie nie wierze w to co czytam...
On Cie okłamuje, spotyka z innymi dziewczynami, nie dba o Wasz związek, Ty nie masz do niego zaufania, nie czujesz sie szczęśliwa w związku z nim...co Ty jeszcze z nim robisz dziewczyno...?
Nie powiem ci co masz robić, ale powiem ci co ja bym zrobiła na Twoim miejscu.
Powiedziałabym, że odchodzę...i że jeśli zatęskni, a w międzyczasie dorośnie do tego, żeby stworzyć poważny związek to może się odezwać do mnie. Jednak pod warunkiem, że nie zajmie mu dlugo to dorastanie, bo może być już za późno... Krótko i na temat.
Ewidentnie widać, że facet ma gdzieś co Ty czujesz i myślisz(z tego co piszesz)...egoista i tyle...ja bym nie traciła życia na kogoś takiego...
On niby mnie przeprosił za wszystko, ale ja nie mogę zrozumieć tego, że jeszcze tydzień temu było dobrze a teraz nagle stał się zimny... Obwiniam się ciągle, bo on twierdzi, że ja marudzę, narzekam, mam pretensje, ograniczam go, kontroluję a nawet psuję relacje z jego nowymi dziewczynami. Tak, dziewczynami, liczba mnoga jest chyba odpowiednia. Nie wiem jak można mieć o to pretensje... Ciągle analizuję wszystko i myślę, że może rzeczywiście miał mnie dość. Tylko tak strasznie się czułam, gdy mnie odrzucał. Bardzo bym chciała się z nim dogadać ale nie wiem, jak mam rozmawiać z taką osobą jak on. Może ma ktoś jakieś rady, jak rozmawiać, by nie denerwować siebie i drugiej strony? Najgorsze jest to, że ja go pytam o coś a on mnie zbywa albo mówi, że ma dość ciągłego rozmawiania na jeden temat i że nie będzie się powtarzał. Może ja rzeczywiście jestem chorobliwie zazdrosna, obłąkana, przewrażliwiona, Bóg wie co jeszcze?
Kochana bierzesz już na siebie winę za nieudany związek. Przecież ty nic złego nie robisz, kochasz i oczekujesz odwzajemnienia swojego uczucia. Jedyne czego ci życzę to siły do przetrwania, jeśli się pokaleczysz bardziej to w przyszłości staniesz się silniejsza, mądrzejsza. Zaufanie to podstawa związku. Ja mam podobny związek za sobą, 5 letni o którym tu niegdyś pisałam w tedy jeszcze z wiarą ze będzie dobrze, ale nie było dobrze i się skończyło. I nie proś o rady których i tak nie chcesz słuchać, musisz uporać się z tym sama, nikt za ciebie nie żyje i nie będzie umierał. Daj sobie z nim spokój, wartościowych facetów jest dużo, a jak pojawi się ten właściwy na pewno będzie cie szanował i kochał. Kochana, prawdziwe szczęście to kochać i być kochanym. Wierz mi że warto być silną kobietą i czekać właśnie na takie szczęście. Na siłę z tym co masz teraz nic nie zrobisz.
Matkooooooo....."psuje relacje z jego nowymi dziewczynami..." ...że co proszę...?
Dziewczyno ile Ty masz lat? Chcesz dogadywać się z kimś, kto ma Cię gdzieś? On Cię przeprasza, za tydzień znów gada z jakimiś laskami, a Ty prosisz o rady "jak sie nie denerwować"? Dziewczyno, zadaj mu podstawowe pytanie "czy Cie jeszcze w ogóle kocha"... Bo ja śmiem w to wątpić...
Czy mnie kocha? Nie usłyszałam wprost, że nie kocha, choć chyba bym tego chciała. Ale on właśnie "nie wie", "nie czuje tego tak mocno jak kiedyś". Powiedziałam mu, by prosto w oczy powiedział, że mnie nie kocha, że chcę to usłyszeć. Nic, jakbym mówiła do ściany. Dlatego nie wiem, co myśleć i robić.
Margolinka może nie tak ostro, ja rozumiem tą kobietę i nie ważne ile ma lat, jak się ktoś tak zakocha, a potem ta miłość przechodzi w uzależnienie i poczucie winy to trudno z tego wyjść. To toksyczny związek. Naprawdę miałam to raz w życiu, i potem byłam jak lód, nie słuchałam przyjaciół a i oni z czasem przestali mi już tłumaczyć. Po długich pięciu latach zrezygnowałam. Naiwność kobiet jest nie zmierzona, a mężczyźni to wykorzystują.
Czy mnie kocha? Nie usłyszałam wprost, że nie kocha, choć chyba bym tego chciała. Ale on właśnie "nie wie", "nie czuje tego tak mocno jak kiedyś". Powiedziałam mu, by prosto w oczy powiedział, że mnie nie kocha, że chcę to usłyszeć. Nic, jakbym mówiła do ściany. Dlatego nie wiem, co myśleć i robić.
Dokładnie tak wyglądały nasze rozmowy, mój były przez 5 lat nie wiedział czy mnie kocha czy nie, słodził słówkami ze jestem wyjątkowa i że jestem jego najlepszą przyjaciółką, ze tylko ja potrafię naprawdę skutecznie pomagać, i w ten sposób czułam się potrzebna, rezygnując już całkowicie z czegokolwiek dla siebie, przez pięć lat spotykał się z byłą, jak się okazało wcale z nia nie zerwał, były też inne koleżanki, kasia była fajna, karolinka też była super, ale zawsze wiedziałam że i tak wróci do mnie, a teraz wiem po co wracał. Zostaw go natychmiast bo zmarnujesz sobie tyle lat ile ja sobie zmarnowałam, przez mój toksyczny związek wpakowałam się w nie jedne problemy finansowe, kupiłam auto żeby tylko do niego jeździć, wzięłam telefon w jego sieci zeby mieć za darmo a on za miesiąc przeszedł do play i miałam o wiele drożej ;(. zostaw go i żyj, nie wiem ile masz lat ale bądź wolna i szczęśliwa.
A co zrobić z naszymi relacjami na uczelni? Widujemy się codziennie. Gdyby nie to, już dawno bym się nie zajmowała tą sprawą ale ciężko z kogoś zrezygnować, jak się go widzi każdego dnia. Mamy ten sam krąg znajomych, więc spędzamy ze sobą wiele czasu. Nie chce udawać, że go nie znam, bo to komedia, a traktowanie go normalnie wymaga ode mnie zbyt wiele siły. W sumie między nami było już gorzej i jakoś później się normowało, bez rewelacji co prawda ale do zniesienia... Może po prostu trzeba przeczekać okres emocji, by podejść do tego na spokojnie i się nim więcej nie przejmować?
Jesteś zagubiona, z tego co piszesz nie wiesz sama czego chcesz. Ile razy zadajesz sobie pytanie czy na pewno go kochasz?
Nie zadaje sobie pytania, czy go kocham, bo to wiem od bardzo dawna. Wiem, czego chce. Chce z nim być. Nie wiem tylko, czy on mnie kocha i czy w związku z tym powinnam odpuścić, czy walczyć o niego. Nie wiem, czy warto. Uczucia przecież nie zawsze wystarczą.
12 2012-02-24 00:45:42 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-02-24 00:48:57)
Neta, masz rację może za ostro napisałam, ale nie chciałam żeby to tak zabrzmiało... Nie krytykuje Martuśki...jednak myśle że potrzebuje solidnego kopniaka...
Zobacz..ty piszesz, że twój partner (cytuje)"słodził słówkami ze jestem wyjątkowa i że jestem jego najlepszą przyjaciółką, ze tylko ja potrafię naprawdę skutecznie pomagać". Z kolei partner Martuśki jakoś nie widze (nie czytam), żeby ją specjalnie próbował przy sobie zatrzymywać. Oprócz tego że "przeprosił"...i nie zgodził się na "przyjaźń"...
Nie zgodził się, powiedział, że już nie czuje tego co kiedyś ale postara się to rozbudzić, ja mu wybaczyłam. Próbowaliśmy. Wg mnie było całkiem dobrze ale sytuacja właśnie się powtórzyła. W tej chwili próbuje traktować go normalnie, rozmawiać, śmiać się, ale kosztuje mnie to bardzo wiele a moja psychika zdecydowanie siada. Znów musimy budować wszystko od nowa i powoli się do siebie zbliżać. Jest jednak kilka problemów nie do przeskoczenia.Przede wszystkim wiem, że jestem już wykończona psychicznie a nie umiem z niego zrezygnować, za bardzo go kocham.
Martuśka, kochana...tak dalej długo nie pociągniesz...może poszukaj pomocy. Znajdź psychologa, który pomoże Ci się uporać z tym "uzależnieniem"...zmarnujesz sobie życie czekając w nieskończoność na jego poprawę...
Napisałaś, że wiesz że go kochasz i że chcesz z nim być, tylko nie wiesz czy on ciebie kocha.... A gdy się dowiesz...że nie...bądz nigdy sie nie dowiesz...? Będzie Ci pasował taki związek, gdzie tylko Ty kochasz, a on po prostu jest "koło Ciebie" (bo ciężko to nazwać "byciem z Toba")...?
Prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Wie to każdy kto taką spotkał. W tobie jest tyle wątpliwości ile było kiedyś we mnie, czy chcesz żeby ktoś za ciebie zdecydował? Nikt nie weźmie na siebie odpowiedzialności za twoją miłość. Może to jeszcze nie ten moment, i będziesz tak długo drążyć temat aż ktoś ci powie jak go zatrzymać przy sobie, i taka odpowiedź da ci nadzieję którą teraz potrzebujesz by wytrwać w uczuciu, zakłamanym i nie szczerym. Odpowiedz czy twoja miłość do niego jest tak silna ze będziesz z nim po grób nawet jeśli on cie nie kocha wystarczająco?
Oprócz tego że "przeprosił"...i nie zgodził się na "przyjaźń"...
On przyjaźni właśnie chce, a nie zgodził się na ten moment na związek ani na ucięcie kontaktów.
Martuśka, kochana...tak dalej długo nie pociągniesz...może poszukaj pomocy. Znajdź psychologa, który pomoże Ci się uporać z tym "uzależnieniem"...zmarnujesz sobie życie czekając w nieskończoność na jego poprawę...
Właśnie zamierzam wybrać się do psychologa. Może doradzi, jak się uwolnić i jakie relacje będą najwłaściwsze w tej sytuacji.
martuska chyba młodziutka jesteś, i szkoda twoich pięknych lat, ok psycholog teraz jest w modzie, idź może to rozwiąże twój problem. Ale posłuchaj samej siebie, rozsądku i serca, oszukujesz siebie i chcesz żeby ktoś podpowiedział ci co masz robić. I ja i jeszcze jedna net kobietka już ci odpowiedziały, zostaw go.
Martuśka, psycholog swoją droga, ale nie marnuj czasu na "poprawę" faceta, który tej poprawy nie chce... Zobaczysz jak odetchniesz z ulgą, gdy stwierdzisz..."już koniec...po wszystkim...jestem wolna..." Najtrudniej zrobić pierwszy krok...potem będzie z górki...zobaczysz... Ale do psychologa idź...i to koniecznie...jak najszybciej... lepiej się poczujesz...
17 2012-02-24 22:14:32 Ostatnio edytowany przez girl90 (2012-02-24 22:23:29)
Matkooooooo....."psuje relacje z jego nowymi dziewczynami..." ...że co proszę...?
Dziewczyno ile Ty masz lat? Chcesz dogadywać się z kimś, kto ma Cię gdzieś? On Cię przeprasza, za tydzień znów gada z jakimiś laskami, a Ty prosisz o rady "jak sie nie denerwować"? Dziewczyno, zadaj mu podstawowe pytanie "czy Cie jeszcze w ogóle kocha"... Bo ja śmiem w to wątpić...
Też zwróciłam na to uwage... co ma znaczyć zdanie "z jego dziewczynami?" już pomijając liczbę mnogą... podobno to Ty jesteś jego dziewczyna więc dlaczego używa tego zwrotu w przypadku nowych kolezanek?. Przykro mi ale on ani Cie nie kocha (to wiecej niz pewne), ani nie traktuje powaznie i ma Cie w głębokim poważaniu... skoro tak go meczysz to dlaczego nie zakonczy z Tobą kontaktów? przeciez nie potrzebuje Twojego pozwolenia... a Ty sobie go odpuść i zrob tak jak radzi Margolinka w pierwszym poscie. W sumie ze wszystkimi jej postami się zgadzam. Będzie przepraszał, udawał że jest ok, a za chwile to samo zrobi i tak będzie w kółko... Niech najpierw dorosnie. Poza tym jak Ty sie mozesz na to godzic? ja bym takiego juz dawno w dupe kopla. Rozumiem że serce nie wybiera, ale mimo wszystko nie pozwoliłabym się tak traktować. Pocierpisz troche i znajdziesz nową milosc ktora bedzie na ciebie zaslugiwala. Innej rady nie mam
Chwila... to Wy byliscie kiedykolwiek para? trzymaliscie sie za rece, calowaliscie, lezeliscie, spaliscie razem (nie mowie o seksie, ale o zwyklym spaniu i przytulaniu sie). I tak z ciekawosci. Ile macie lat?
Chwila... to Wy byliscie kiedykolwiek para? trzymaliscie sie za rece, calowaliscie, lezeliscie, spaliscie razem (nie mowie o seksie, ale o zwyklym spaniu i przytulaniu sie). I tak z ciekawosci. Ile macie lat?
Mamy po 21 lat. Tak byliśmy parą, bardzo szczęśliwą z resztą. Kiedyś on był zupełnie innym człowiekiem. I tak, trzymaliśmy się za ręce, całowaliśmy się, leżeliśmy razem i przytulaliśmy się, spaliśmy ze sobą, wtuleni w siebie, spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, wyjeżdżaliśmy wspólnie na wakacje, znaliśmy swoje rodziny i swoich przyjaciół. Była mowa o zaręczynach i o ślubie. "Nigdy nie wątp w to, że będziesz moją żoną" - jego słowa mam w głowie do dziś. Byliśmy wzorową parą, wiadomo że czasem się pokłóciliśmy ale szaleliśmy za sobą. Dlatego tak ciężko jest zrozumieć, odpuścić i pogodzić się z tym.
Chciałabym odpuścić na jakiś czas, by odpocząć od siebie ale nie mogę się powstrzymać przed marudzeniem mu. Jestem jednak pewna, że kocham go tak mocno, by trwać przy nim nawet jeśli on nie czuje już tego, co kiedyś.
Bardzo doskonale Cię rozumie,wiem jak to jest kochac osobę która tak bardzo rani.Ale może najwyższy czas powiedziec sobie dość!Napewno ciężko jest wymazać z pamięci wspólne chwile ale nie możesz pozwalać sobie na takie traktowanie.Pokaż ze jesteś silną osobą inaczej on bedzie robił z Tobą co będzie chciał.Trzymam mocno kciuki za Ciebie:*
to faktycznie nieciekawie... W takiej sytuacji moge Cie zrozumiec (bo co innego jakbys z nim nigdy nie byla). Hmm moze spytaj sie go gdzie ten facet ktorego kiedys pokochalas, ktory mowil, obiecywal zareczyny, slub, chcial zebys byla jego zona. Co moglo spowodowac to że tak sie zmienil? stalo sie cos? niekoniecznie miedzy wami, ale tez w jego rodzinie, otoczeniu. Moze na to maja wplyw koledzy, albo jacys nowi ktorych poznal i go buntuja (zapewne z zazdrosci). I najwazniejsze. Czy oficjalnie dalej jestescie para czy na jakis czas stwierdziliscie że chcecie odpoczac od zwiazku?
Na razie daliśmy sobie spokój, stwierdził, że może za jakiś czas warto spróbować, bo w tej chwili on nie chce robić niczego na siłę.
W jego otoczeniu jest kilku kolegów, którzy prowadzą rozrywkowy tryb życia, obawiam się, że to też mogło mieć wpływ. Jeśli chodzi o jego życie, to nic takiego się w nim nie stało, ma bardzo stabilną sytuację. Po prostu pewnego dnia przyszedł do mnie i stwierdził, że się jeszcze nie wybawił, że nie chce tak poważnie myśleć o przyszłości, że nie dojrzał. Stał się całkowitym zaprzeczeniem swojej wcześniejszej osoby. Dlaczego? Do tej pory nie wiem. Może dałam mu za dużo miłości i to go przerosło.
Martuśka zacznij szanować siebie.
Po drugie nie czekaj na odpowiedź na pytanie czy Ciebie kocha, bo czyny mówią głośniej niż słowa.
Zgadzam się z Picea... Czekać można w nieskończoność... ale czy warto...? Może Cię w międzyczasie ominąć coś ważnego w życiu, na co nie musiałabyś czekać i zastanawiać się czy "to" tak na poważnie czy jeszcze nie.
Dlatego nie zamierzam czekać. Poznaję nowych ludzi i nie tracę czasu na histeryzowanie. Będzie chciał wrócić to zapewne sam się do mnie zgłosi. Ale nie będzie mnie miał już za pewnik, nie będzie myślał, że może mnie mieć na każde zawołanie. Czekanie w nieskończoność się skończyło.
Brawo Martuśka!!! Tak trzymać
Trzeba być silną kobieta i nie pozwalać na trzymanie siebie w "odstawce" przez faceta. Niech nie myśli sobie, że bez niego nie dasz sobie rady i że na nim świat się już kończy ![]()
Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Daję sobie świetnie radę bez niego, poczucie mojej własnej wartości rośnie, pokazuję mu, że jestem ponad tym wszystkim i traktuję go normalnie a on zaczyna widzieć we mnie zmiany i mnie szanować. W tej chwili rozmawiamy ze sobą normalnie, uśmiechamy się do siebie, nie muszę nakłaniać go na spotkanie, bo sam jest chętny, ale to jest też kwestia mojej stanowczości. Nie pytam go czy łaskawie pójdzie ze mną na kawę, tylko jak robię to o co mnie prosi, to informuję go, że w zamian on zaprasza mnie do kawiarni. I on nie widzi w tym problemu, tak jak jeszcze niedawno. Nie ma wykorzystywania i bezkresnej dobroci z mojej strony, daję mu tyle, ile on mnie. I nie zapomniałam mu napomknąć, że nie tylko on się z kimś spotyka, ja również kogoś poznałam. Wydawał się być trochę zaskoczony. W każdym razie zaczął się chyba zastanawiać nad tym wszystkim i nad moimi słowami 'uważaj, bo mnie stracisz'. Jest zszokowany moją pewnością siebie, bo nigdy taka nie byłam a teraz stawiam sprawę jasno i otwarcie, jestem silną kobietą a nie słabą, zbłąkaną duszyczką. Cóż, co wyjdzie to wyjdzie, ale jestem pewna, że w końcu się ułoży w jedną bądź drugą stronę.
Dziękuję Wam wszystkim za rady, byłyście mi bardzo pomocne w tym, by przejrzeć w końcu na oczy:)
Brawo Martuśka! Miło się czyta o takich zmianach. Słowa uznania dla Ciebie.
Oby wszystko szło w dobrą stronę.
Pozdrawiam
szczerze mam podobna sytuację, tylko moj facet mnie nie zdradzil. ale tez jestem o niego cholernie zazdrosna, nawet jak wychodzi z kumplami to robie mu piekielne awantury ... nie wiem co mam zrobic !! Martuska wiem ze Ty mnie rozumiesz, bo zapewne tak samo kochasz swojego faceta jak ja mojego ze jestem mu w stanie wybaczyc wszystko. Tylko nie wiem czy trwac dalej w takim zwiazku czy nie !?
Co do Twojego pytania, wydaje mi sie, ze w nim cos peklo i po prostu ma dość tych awantur ktore mu robisz, ze jestes zazdrosna i podejrzliwa. Nie wiem jak Ci doradzic poniewaz sama mam podobny problem !! Dlatego PROSZE o pomoc bo nie wiem co mam juz robic !!
Pomozcie mi i Marcie !!
(
m wszystkich komentarzy więc nie wiedzialam jak ostapilas Martuska. Szczerze Ci gratuluje, nie wiem czy ja bym zdobyla sie na taka odwage .. mam 20 lat i chyba boje sie po prostu samotnosci, kocham mojego faceta ale nie chce byc sama. Mam nadzieje ze odpiszesz i doradzisz mi co mam zrobic, bo widze ze Tobie sie udalo i jestes szczesliwa ! czekam na odpowiedz. Pozdrawiam !
Nie wiem nic o relacjach, jakie między wami są. Widujecie się? Rozmawiacie ze sobą? Jak wyglądają stosunki między wami? Przyjaźń, nienawiść, czy ogólny brak kontaktu? Dopiero jak poznam więcej szczegółów będę mogła Ci coś doradzić.
jestem z nim 1,5 roku ale od pol roku sa ciagle awantury z mojej strony ;/ poniewa mu nie ufam do konca. ciagle mi sie wydaje ze mnie zdradza czy cos, boje sie po prostu go stracic. jest przystojnym facetem i wiem ze kobiety same lgną do niego .. przez to mam watpliwosci co do jego szczerosci .. dzisiaj mielismy powazna klotnie, zostawil mnie ale w koncu wrocilismy do siebie. jednak powiedzial ze nie zniesie wiecej awantur, ze cos wnim peklo i juz stracil cierpliwosc. w sumie nie dziwie mu sie, wytrzymywal to pol roku ... wiem ze problem tkwi we mnie, bo naprawde czepiam sie o wszystko .. chyba ze sie poklocimy powaznie i w koncu pogodzimy to jest 1 - 2 dni spokoju .. nie mam pojecia co robic. czy zakonczyc to, czy w jakis sposob zrobic cos ze soba tzn moim zachowaniem, tylko nie wiem co .. ![]()
widujemy sie czesto, stosunki miedzy nami sa przyjacielsko-partnerskie. jedynie moje chore zachowanie niszczy nas zwiazek ;/ tylko, że jest to spowodowane brakiem zaufania, ponieważ w przeszlosci mial bardzo dobry kontakt z moja byla przyjaciolka, wydaje mi sie ze nawet za dobry i po prostu wyczulilam sie na jej pukncie. wszystko ciagnie sie od tamtej pory tzn te awantury. nie mam pojecia co mam robic
No to podobna sytuacja do mojej. Zastosuj moje metody, które już wyżej opisałam. Nie wstydzę się przyznać, że mój facet uciekł ode mnie przez ciągłe kłótnie, pretensje i zazdrość. Taka nagła zmiana mojej osoby, pokazanie, że mam swoją wartość, że jestem silna, że mimo wyrządzonych krzywd uśmiecham się a nie płaczę, że nie mam pretensji i nie marudzę jest dla niego szokiem i miłym zaskoczeniem, bo przecież wcześniej się tylko awanturowałam. Zastanawiasz się pewnie skąd mam na to siłę, udawać, że wszystko jest ok, tak jakby się to wszystko nie wydarzyło. Otóż przeczytałam jedną mądrą książkę, choć na początku wydawała mi się beznadziejna. Okazało się, że moje dotychczasowe postępowanie- płakanie, błaganie o powrót, grożenie to wielki błąd. Do facetów nie docierają emocjonalne słowa, trzeba tu zastosować swoistą grę. Różnicę widać od razu. Ktoś może powiedzieć, że to nie ma sensu i po co w ogóle to robię. Robię to, bo wiem, że go kocham i nie chcę mieć sobie do zarzucenia, że nie zrobiłam w tej sprawie wszystkiego.
Pamiętaj, by pokazać mu siebie z innej strony. Tak, by Cię nie poznawał. A tak na marginesie, oni podobno nas kochają, gdy my ich olewamy i powiem Ci, że coś w tym jest.
A jaka ksiazke przeczytalas ? Tylko ze to z mojej strony sa ciagle awantury, on nic zlego nie robi, czasami spotyka sie ze znajomymi ale rzadko i o to robie mu pieklo. wiec nie wiem czy metoda olewania bd dobra, poniewaz powiedzial mi ze juz ma tego dosc i ze musze sie zmienic, aby nie robic mu awantus bo on jest szczery wobec mnie. Dlatego zastanawiam sie w jak sposob sie zmienic i czy wgl sie zmienic czy dac sobie spokoj. Uwazam ze metoda olewania w tym przypadku nie ejst wlasciwa ![]()
Widzę, że zastanawiasz się, czy coś z tym zrobić a co za tym idzie, czy walczyć. Skoro się nad tym zastanawiasz to może rzeczywiście nie ma sensu się starać? Jeśli kochasz to jesteś w stanie góry przenosić, potrafisz zmienić swoje zachowanie, choć jest to masakrycznie ciężkie. Musisz odpowiedzieć sobie najpierw na pytanie, czy chcesz z nim być i określić jak bardzo Ci na nim zależy. I wtedy zdecyduj-albo walczysz albo odpuszczasz. Jeśli podejmiesz walkę to spróbuj podejść do tej sprawy mniej emocjonalnie. Nie spotykaj się z nim za często, wtedy jak zatęsknisz za nim i się w końcu spotkacie to nie będziesz nawet miała ochoty się z nim kłócić. Z tym olewaniem to nie do końca mi chodziło by jego mieć gdzieś, tylko byś Ty olała tą całą sytuację i jego 'zdrady'; podchodziła do tego chłodno i na spokojnie, nie układała sobie w głowie historii, czy i z kim może się spotykać. Jest z natury wolnym człowiekiem, może się spotykać, z kim tylko zechce ale to nie oznacza, że Cię zdradza. Miej do niego trochę zaufania i pokaż mu, że je masz. Zamiast się awanturować, spróbuj wykorzystać nadmiar swojej energii w inny sposób-bądź pociągająca, seksowna w jego oczach, zachowaj trochę tajemniczości. Niech on skupi się na 'nowej' Tobie' tak by wymazać z myśli negatywny obraz Twojej osoby. I żeby nie wiem, jak Cię korciło, przemilcz pewne kwestie. Nie rób awantur. Wiem, że niektórzy uważają, że człowiek nie powinien się zmieniać dla kogoś, tylko zmienić osobę, z którą jest ale w tym przypadku kogo byś nie znalazła, Twój związek będzie wyglądał tak samo i nikt długo nie wytrzyma, więc w sumie nie będziesz robić tego dla kogoś tylko dla siebie. Życzę Ci odwagi, silnej motywacji i powodzenia w pracy nad sobą:)
Muszę Ci przyznac, że dałaś mi dużo do myślenia. Kocham go, jestem tego świadoma i wiem to na pewno. Bedę się starała zmienić bo chce utrzymać ten związek. On mnie nie zdradził, tylko straciłam zaufanie jego małymi kłamstawi, których było za wiele. Pisząc : tajemnica i pociągająca co masz na myśli ? Troszkę inaczej zrozumiałam tą obojętność, ale przyznaję, że to jest dobry sposób, tylko nie wiem czy mi się uda, ale bd się starać z calych sił bo jednak zależe mi na tym związku. Za dużo z nim przeszlam, i za bardzo go kocham .. Uważam, że problem może polegać również na tym, że widuje się z nim codziennie, jedyne przerwy to wtedy, kiedy jestem w szkole i po prostu kiedy on wyjeżdża na weekend na studia za bardzo za nim tęsknię i temu są awantury. Postaram się ograniczyć w pewien sposób kontakt, aby poczuć tą tęsknotę. Jestem Ci bardzo wdzięczna za to, że poświęciłaś mi czas ! Mam nadzieję, że w razie jakichkolwiek problemów będę mogła pisać i mi coś doradzisz
Jednak takie zwykłe wyżalenie się komuś, najlepiej obcej osobie daje bardzo dużo . Jeszcze raz dziękuje i zdam relację jak mi idzie i ile czasu jest bez kłótni ![]()
I pewnie dlatego, że ciągle się ze sobą widujecie, nie cieszysz się ze spotkania tak jakbyś się cieszyła, gdybyście się widywali raz na tydzień czy dwa i zajmujesz się szukaniem dziury w całym, zamiast cieszyć się nim. Dziwi mnie to, że gdy tęsknisz to też masz ochotę się z nim kłócić. Trzeba trochę wyluzować.
Pytasz co mam na myśli, pisząc 'pociągająca i tajemnicza'. Otóż mam na myśli to, byś często się do niego uśmiechała, bo uśmiech działa magicznie na mężczyzn. Wiesz, że nawet, gdy rozmawiasz z kimś przez telefon to druga osoba wie, w którym momencie się uśmiechasz? To naprawdę można wyczuć i wiele to daje. Bądź zadowolona z życia, radosna i wesoła, dobrze by było, gdybyś znalazła sobie zajęcie dodatkowe, wtedy nie będziesz miała czasu na wymyślanie historii jego zdrad, a on też będzie zaskoczony, że zamiast się kłócić, jesteś zadowolona i w czymś się realizujesz. Nie mów mu za dużo o swoim życiu, nie zamęczaj go swoimi problemami, podczas waszych spotkań skupiajcie się na pozytywach. Pytaj go spontanicznie, co u niego ale nie wyciągaj od niego szczegółów, niech wie, że mu ufasz.
Naprawdę bardzo bym chciała, by udało Ci się zmienić swoje postępowanie i uratować związek. Mocno trzymam kciuki. I pisz, kiedy tylko będziesz potrzebować rady. Czekam niecierpliwie na wieści o Twoich postępach:)
Póki co trzymam się bardzo dzielnie
Od poniedziałku zero kłótni, niby mało ale moim zdaniem to duże osiągnięcie ! ![]()
Bardzo mi pomogłaś, otworzyłaś mi w pewien sposób oczy, że nie należy myśleć, że związek ogranicza i zabrania spotkań z kimś innym
oczywiście w granicach rozsądku. Zajęcie mam - NAUKA ! Matura nie długo haha. Wiem, że jeśli się kłócimy przez dłuższy okres czasu to zachowujemy się jak typowe nastolatki
Cieszymy się sobą jak małe dzieci
Będę starała się być bardziej optymistyczna i tajemnicza tak jak mi radzisz
Coraz bd zaglądać tutaj aby zdać Ci relacje z moich postępowań:) Mam nadzieję, że moje życie się ułoży i że uratuje mój związek ..
A jak Twoje życie się układa ?? Jak z tym chłopakiem o którym wspominałaś wcześniej ? A może poznałaś kogoś innego ?? ![]()
Moje życie jest poplątane
Z byłym mam przyjacielskie stosunki, traktuję go normalnie, przestałam się z nim kłócić i być zazdrosna. Nie mam do niego żalu, bo w sumie powiedział prawdę - nie czuje tego co kiedyś, bo i tego co kiedyś już nie ma. I uświadomiłam sobie, że też go już tak nie kocham. Ale nie oznacza to, że się nie zejdziemy, jest między nami duże przywiązanie i, nie ma co ukrywać, przyzwyczajenie. Ciężko będzie nam się związać z innymi osobami, bo wiemy o sobie strasznie dużo i nie potrzebujemy słów, by się porozumieć. Ale nie wiem nawet, czy chcę, żebyśmy znów byli razem, na ten moment raczej nie jest to możliwe. On się spotyka z jakąś koleżanką, ja poznałam fajnego faceta, któremu jak na razie nic nie mogę zarzucić. Są to luźne spotkania, nie wiem co z tego wyjdzie. Co ma być to będzie. Na razie zajmuję się studiami, pracą, egzaminem językowym i spotkaniami z przyjaciółmi. Mam tak wiele zajęć, że nie mam czasu myśleć o tym wszystkim i zastanawiać się nad tym co będzie, bo to się dopiero okaże. Albo były albo nowy, jedno z dwóch ![]()
W takim razie zgadzam się, Twoje życie jest poplątane
Ale chociaż się nie nudzisz tak naprawdę. Najważniejsze jest to, że jedna pomimo utrzymywanego kontaktu nie czujesz zazdrości i innych okropnych rzeczy z tym związanych. Zazdroszczę Ci z jednej strony, ale z drugiej nie chciałabym być chyba w Twojej sytuacji, bo nie wiem czy bym sobie poradziła. Jednak nauka to dobra rzecz, zabija czas niemiłosiernie, nie ma czasu myśleć i trzeba się skupić wyłącznie na niej
Uważa, że powinnaś spróbować z tym nowym chłopakiem, podobno dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, chociaż osobiście w to nie wierzę
Zwłaszcza, że napisałaś, że nie masz mu nic do zarzucenia, więc może jednak warto spróbować
W końcu raz się żyje, czasami trzeba zrobić coś spontanicznego jak sama keidyś pisałaś i dać się ponieśc i zaryzykować ; ) A może się uda, i ta nowa znajomośc okaże się TĄ wielką miłością. Jednak ależy się poznać i nie angażować zbyt szybko, ponieważ później wynikają z tego nieprzyjemne sytuacje. Niestety, ze związkami tak jest, że bardzo przyzwyczajają nas do obecności tej drugiej osoby i kiedy jej już nie ma, ciężko nam się pozbierać i wydaje nam się, że bez niej nie damy sobie już rady. Jednak widzę, że jesteś bardzo silna, pomimo tego, że na początku swoich postów sprawiałaś wrażenie bardzo zagubionej, niezdecydowanej i bojącej się zmian. Nie wiem co Cie odmieniło, ale jestem pod ogromnym wrażeniem ! A tak wgl to wszystkiego najlepszego w dniu naszego święta moja Droga ! ![]()
Dzisiaj zaczyna się moja wielka próba !! Mój luby wyjechał na week na studia do innego miasta, zawsze w tym czasie się kłociliśmy, tzn ja szukałam powodu do kłotni. Zorganizowałam sobie troszkę czas, umówiłam się ze znajomymi i mam nadzieję, że będzie cały week bez kłótni. Jeśli mi się uda to udowodnię mu, że potrafię się zmienić. Trzymaj kciuki Marta !!
) Będę pisać dokładnie jak przebiegają moje humorki ha, mam nadzieję, że bd dobrze ! Pozdrawiam ![]()
martuśka0291 moge Cię prosić o nazwe tej ksiązki?? Bardzo by mi się przydała. Ja mam męża od 3 lat, razem jesteśmy 9 lat. Nie pytajcie dlaczego?? Ślepa byłam i tyle. A teraz.... mam tylko córeczke z tego i faceta którego w większości nie ma. Teraz na przykład w piątkowy wieczór ja jak zwykle siedze w domu a on z kumplami i koleżankami na piwie. ON.... pije, pali, gada godzinami przez telefon, jak chce z nim pogadać to albo nie jest w stanie albo mu sie nie chce. Nie pamiętam kiedy ostatnio i gdzie mnie zabrał, nawet na zakupy już razem nie jeździmy, o kinach i innych rozrywkach nie wspominając bo nie ma kasy. Na to kasy nie ma, bo on na wypad z kumplami zawsze ma. A że ja znajomych nie mam to od porodu siedze w domu... sama. Córka ma już 2,5 roku więc fajny celibat od wszystkiego mam. A najgorsze że on mnie kłamie we wszystkim i o wszystko. Czy zdradza... nie przypuszczam choć przed małżenstwem to mu sie zdarzało. Ślepa byłam .... cholernie ślepa i naiwna i głupia. A teraz powinnam odejść.... ale.... ale dziecko, brak kasy bo nic nie zarabiam (siedze w domu z dzieckiem) i nie mam innego kąta (dachu nad glową)... toż musze cieszyc się z tego co mam. Wpadłam jak to się mówi w jedno wielkie G.....o. Może mój post będzie dla innych pocieszeniem że i tak mają lepiej zwłaszcza dziewczyny jeszcze nie zamężne.... zawsze macie możliwość odejść i błagam przejżyjcie na oczy póki możecie żebyście nie płakały nad rozlanym mlekiem tak ja teraz ze świadomością że nic nie da się już zrobić. Najlepiej jak jesteście ślepo zakochane to posłuchajcie głosów znajomych i rodziny. Szczerze wam radze (ja niestety ich nie słuchalam). A czy on się zmieni??? Ma chwile że jest inny.. troszke lepszy, ale to czasami.. na pewno nigdy nie będzie mu tak zależało na nas i nigdy nie będe mu tak ufać i nigdy nie będzie tak o siebie i nas dbał... tak jakbym chciała. A wierzcie mi ... ja cudów ani bogactw nie wymagam.
josephine2100 - bardzo Ci współczuje .. Naprawdę nie ma żadnej możliwości abyś mogła od niego odejść ? A Twoi rodzice ? Może oni by Ci jakoś pomogli w jakiś sposób ? Bo życie z człowiekiem, który nas najwyraźniej nie kocha i nie szanuje nie ma najmniejszego sensu .. Zwłaszcza, że zostawia Cię samą w domu a sam wychodzi na spotkania ze znajomymi. Naprawdę musisz znaleźć sposób,nie możesz siedzieć zamknięta w domu i myśleć, że nic nie możesz z tym zrobic ! Musisz znaleźć w sobie siłę aby mu się sprzeciwić ! Może jeśli wyprowadzisz się z córeczką na jakiś czas np. do rodziny to przejrzy na oczy .. Jeśli nie, to przykro mi, ale na Twoim miejscu bym poszukała pracy, poprosiła najprawdopodobniej rodziców aby mi pomogli, chociaż na początku. Ile masz lat, o ile można wiedzieć i jesli Cięuraziłam to przepraszam ! Ale naprawdę powinnaś być silna , dla swojej córeczki! Pomyśl o niej, jesli dorośnie a Ty nadal będziesz trwała w tym związku, to przecież ona napatrzy się na zachowanie i postępowanie rodziców, że tata olewa mamę, i wgl się nią nie interesuje a to nie jest wskazane dla dziecka ! Dlatego naprawdę proszę Cię bądź silna !!
josephine2100 ta książka ma tytuł "Jak odzyskać faceta", autora niestety nie pamiętam, bo znalazłam ją przez przypadek w Internecie i kupiłam w pdf za 37 zł, zamieszczam link do strony, gdzie można ją kupić http://facet.dmsbooks.pl/ nie wiem czy pomoże w Twoim przypadku, bo wy mieszkacie ze sobą, macie kontakt ale niektóre rady na pewno Ci pomogą.
Jeśli chodzi o moje rady... Hmmm nie widzę powodu, dla którego to Ty miałabyś się wyprowadzić, ustępując mu przez to jak wrzodowi nie powiem na czym... Ty nic złego nie zrobiłaś. Ale musisz się wziąć w garść. Poszukaj pracy w tajemnicy przed nim. Skoro Twoje życie i tak go nie interesuje to nie informuj go o wszystkim, może w końcu sam przypomni sobie, że ma rodzinę. Poproś o pomoc zaufaną osobę, która poświęci czas Twojemu dziecku. Gdy staniesz się samowystarczalna, wystaw mu walizki za drzwi. To powinno go otrzeźwić. Może nie jest tak, że on was nie kocha, tylko zatracił się w swoich przyjemnościach i robi to, na co mu pozwalasz. Trzeba się postawić w końcu, bo inaczej on się nie zmieni a Ty będziesz cierpieć. I pamiętaj-nigdy nie zastanawiaj się nad dobrem dziecka, gdy rozważasz rozstanie. Dziecko chce mieć uśmiechniętą mamę, nie smutną. Dziecko musi dorastać w zdrowej atmosferze a Twój mąż nie potrafi jej zapewnić. Trzeba być czasem egoistką i zadbać o siebie. Najpierw jesteś Ty, potem dziecko a na końcu mąż, bo jak Ciebie nie ma, to dziecka i męża też nie. Czasem rozstanie to najlepsze rozwiązanie i pisze to dziewczyna, której rodzice się rozwiedli. Nigdy nie miałam o to do nich żalu, każde poszło swoją drogą i jest szczęśliwe. I to jest najważniejsze. Więc jeśli masz go dość to go zostaw. A jeśli chcesz walczyć to walcz. Mam nadzieję, że niezależnie jakie rozwiązanie wybierzesz, to Ci się uda osiągnąć cel. Bądź silna:)
W sumie Marta ma rację, nie Ty powinnaś się wyprowadzić tylko on. Na początek musisz poszukać pracy, abyś miała własne dochody i nie była uzależniona wyłącznie od męża. Córeczką zawsze ktoś się może zająć jeśli kogoś o to poprosisz. Dokładnie, musisz zadbać o siebie !! Jeśli Ty nie bd szczęśliwa to Twoje dziecko również !!
Musisz znaleźć w sobie tą siłę, a na pewno ją masz. Może jeśli Twój mąż zobaczy, że może Cie stracić i dziecko to się opamięta w końcu. Nie oczekuj od razu, że będzie przychodził z kwiatami i gdzieś Cię zabierał, ale na początek powinno wystarczyć, że zostanie w weekend w domu i spędzi go z wami, nawet przed telewizorem. To będzie już jakiś postęp, jakiś krok .. Musisz uwierzyć w siebie, że dasz radę i sobie poradzisz ! Wiele jest kobiet, które wychowują same dziecko i sa szczęsliwe, dlatego jeśli Twój mąż się nie zmieni to powinnaś wystawić go za drzwi. Uważam, że dobrą próbą i sprawdzeniem byłaby wyprowadzka na kilka dni do kogoś zaufanego. Tylko jest to ryzykowne, bo nie wiem jak na to może zareagować Twój mąż. Są dwie opcje : zrozumie, że może was stracić i bd sie starał to naprawić, albo spłynie to po nim i powrotu do domu może już nie zaakceptować. Dlatego właśnie na początek poszukaj pracy !
Pisz co postanowiłaś i co zrobiłaś ! Bądź silna !
Dziękuje wszystkim za wsparcie, słowa które bolą ale dają do myślenia. I myśle nad nimi od ponad pół roku... rozważałam i nadal rozważam różne scenariusze. Do pracy wróce ale dopiero w październiku, bo mam prace tylko aktualnie jestem na wychowawczym, jednakże wypłaty z tej pracy i tak nie pozwolą mi na wynajęcie mieszkania i utrzymanie siebie i córki... no może zmiana pracy z lepszymi dochodami ale teraz wiadomo jak na rynku jest. Do rodziców ogólnie moge się przeprowadzić ale nie chce... nie chce im siedziec z dzieckiem na głowie i nie chce mieszkając u nich znowu czuć się jak niedorajda (a wiem że tak bbym się czuła). Kolejny aspekt... wyrzucić jego... nie moge bo to ja mieszkam w jego domu. A już pare razy mieszkałam kilka dni u moich rodziców, już miałam się w zasadzie wyprowadzić od niego i rozwieść, ale z różnych powodów wracalam i dawałam mu kolejną szanse, a po nim spływało wszystko jak po kaczce, nawet ani razu nas u rodziców nie próbował odwiedzić... zawsze mi powtarzał ze to moja decyzja i on nie może na nią wpływać.. i tak czas mijał i wszystko wracało do "tego" na codzień. Pozostaje mi na razie póki nie jest najgorzej i jeszzcze daje rade... przeczekać do czasu aż będe mogła wrócić do pracy, córka pójdzie do przedszkola... i wtedy zobaczyć na czym stoje i co moge zrobić ze swoim życiem. Bo teraz łatwo się mówi, ale jak odejść jak się nie ma gdzie i za co. Także dziękuje jeszcze raz ale wyjścia nie mam raczej nie mam.
Możesz wrócić do pracy, ale w tym czasie możesz też szukać innej, która umożliwi Ci opłacenie mieszkania i utrzymanie siebie i córki. Czyli już kilka razy się wyprowadzałaś a on miał neutralny stosunek do tego ? To musisz jak naszybciej znaleźć nową pracę, wiem że jest ciężko ale trzeba wierzyć się uda ! I musisz sie wyprowadzić i zacząć od nowa. Narazie masz siły, ale przyjdzie taki dzien, że wstając rano powiesz, że tego już za wiele i się poddajesz. Dlatego póki masz jeszcze siły musisz zmienić swoje życie. Znam podobny przypadek do Twojego, ona postanowiła zostać z nim dla dobra dzieci, jednak żyją niby razem, pod jednym dachem a każde ma oddzielne życie. Męczą się tylko ze sobą. Nie chce abyś się męczyła i cierpiała dłużej ale wierzę, że jednak z czasem się ułoży !
Wiecie co, pokłóciłam sie znowu z "moim" a raczej pożarłam, padły ostre słowa i z moich ust i jego... zdążył powiedzieć że mam "wypier... do mamy" , że "dziecko kocha ale mnie nie" , że "drugiego dziecka ze mną nie chce" i że "mam dać mu spokój i się do niego nie odzywać" więc ja.... wzięłam spakowałam przysłowiowe szczoteczki i z córką pojechałam do mamy. Od 3 dni jestem u niej, a on dzwonił dwa razy spytać tylko czy w końcu dziś wróce i będzie mógł zobaczyć córke, jak spytałam czy on chce żebyśmy wróciły to znowu obrócił to na mnie czy ja chce wrócić. Tak czy siak od 3 dni nie był w pracy.... teraz niby odpoczywa. NO fajnie że teraz a jak byłam w domu to nawet nie pomyślał żeby zrobić dzień wolny i z nami posiedzieć. Ciekawa jestem wogóle co tam się dzieje?? Obawiam się tony pustych puszek i wogóle. Masakra. Zawsze marzyłam że co jak co to moje dziecko zawsze bez względu na wszystko będzie miało tate i mame przy sobie, a tu trafił mi się taki koleś żeby nie napisać gorzej i musze ..... podjąć decyzje która zaważy na wszystkim. I myśle nad tą decyzją od września i dalej nie wiem co robić bo to tak cholernie boli.
Napisze tak: ciężka sprawa. Ale moze to jakiś znak .. Skoro juz się wyprowadziłaś to po co wracać ?? Uważam, że to jest Twój pierwszy krok .. Jeżeli chce widzieć córeczkę to niech on przyjeżdża się z nią spotykać. Rzeczywiście ostre słowa, ale skoro powiedział tak raz, to na pewno przy kolejnej kłotni użyje takich samych.. Moim zdaniem powinnaś zacząć wszystko od nowa ! Nie myśleć nawet o tym czy wrócić do niego czy nie ! Poszukaj lepszej pracy, na poczatek rodzina na pewno Ci pomoże, niestety nie zawsze nam się układa tak jakbysmy chcieli ale musimy mieć siły aby zrobić coś, co polepszy naszą sytuację ! Moim zdaniem dobrze, że się wyprowadziłas, nie wracaj tylko do niego !! Zrobiłaś pierwszy, najtrudniejszy krok !! On Cie do tego sprowokował, ale to moze i lepiej !
Dlatego teraz bądź silna i nie wracaj ! Musisz poukładać sobie zycie od nowa !
josephine2100 jak Twoja sytuacja? Podjęłaś już decyzję?
czesc witam was mmam trudno sprawe poradzicie mi cos
josephine2100 czekamy na odpowiedź, jak sytuacja ??
Moniko napisz co się stało
hallo hallo czy ktoś tu się jeszcze udziela ?? ![]()
bądzmy twarde!!!!
jestesmy i staramy się być twarde, ale zauważyłam, że nikt już się regularnie nie wypowiada niestety