Witam. Zaczne od początku. Jestesmy w związku 8 lat (po slubie 6) mamy 6 latka i drugie w drodze. Jestesmy oboje uparci i z temperamentem. Od pierwszego spotkania cos zaiskrzyło i ta chemia jest do dzis (przynajmniej z mojej strony). Odydwoje mielismy wczesniej inne zwiazki (nie malzenskie). Juz przed slubem częste zgrzyty, po slubie i narodzinach syna mniejsze ale temu ze niebylo mnie w domu (tylko weekendy). Zona jest nerwusem i stwarza problemy z błachych powodów, tak bylo i jest (powiecie: widzialy galy... ) widzialy ale i kochaly i kochaja do teraz...3 lata temu przeprowadzilismy sie do mieszkania po mojej babci, ktore zapisala mi jak bylem nastolatkiem, mam teraz ponad 30. Caly nasz zwiazek to hustawka nastrojów. raz sielanka raz krzyki (jej) i wypominanie teg co bylo (raz po wielkiej awanturze kazałem jej sie wynosić z mieszkania, uprosiłęm potem zeby nie odchodziła obiecalismy sobie ze to sie więcej nie powtórzy). Krzyki z jej strony są nadal o byle bzdury, ciagłe wypominanie, ja zacząlem uciekac do alkoholu bo wtedy spie spokojnie, wiem że to nie wyjscie. Nie szlajam sie (pare razy przez 6 lat wrocilem po polnocy w stanie mocno wskazującym), nigdy jej nie zdradziłem, choc swięty nie jestem, pracuje nocami, ona popoludniami, wiec ja zajmuje sie domem i synkiem, jak ona wraca przewaznie juz spimy. Niestety obecnie zarabia wiecej niz ja, zmienilem prace zeby byc w domu i pomoc w obowiazkach (o to tez byly klotnie: jest kasa nie ma cie w domu, teraz jestem w domu ale malo kasy). psychicznie padam, kocham moja zone, jest dobra matka, bedziemy mieli drugie dziecko ,ale pare dni temu wziela synka i pojechala do mamusi poniewaz mi nie ufa i ze jak bedzie pyskowac to znowu karze jej sie wynosic i mam ja zrobic wspolwłaścicielem mieszkania (tesciowie maja dom). powiedzialem ze narazie tego nie zrobie i pachnie rozwodem...Co robic? moze ze mna jest cos nie tak?
Podobne tematy
Witaj d3vil80!
Czytam ten Twój post i widzę, że w Waszym związku jest podział na "moje i twoje"... a to źle. Jeśli już taki "podział" jest, to powinno się starać tego nie używać podczas kłótni, bo potem sam widzisz jak to się kończy. Powiem ci, że gdyby mój mąż powiedział mi, żebym wynosiła się z mieszkania to pewnie też straciłabym do niego sporą cześć wcześniejszego zaufania.
Jak to się mówi..."wina leży po obu stronach"... a więc jedynie spokojna i szczera rozmowa może pomóc. Niech ona przedstawi ci swój punkt widzenia, a Ty jej swój i dojdźcie do jakiegoś kompromisu. Wyganianiem z mieszkania, kłótnia, a tym bardziej samym pisaniem na forum nic nie wskórasz... życzę powodzenia!
no jest podzial, ale ja mam dylemat czy probowac dalej czy odpuscic. czy przepisanie mieszkania ja uszczesliwi...? przeciez tamta sytuacje wyjasnilismy, tak myslałem, i ze do niej nie wracamy. boje sie ze wroci, a za pare dni/tygodni bedzie to samo...kazda nawet spokojna rozmowa koniczy sie klotnia i tym cholernym wypominaniem starych spraw. wiem ze zrobilem zle, ale pokutowac cale zycie...?
4 2012-02-21 15:15:30 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-02-21 15:36:06)
Wiesz...to czy próbować, czy odpuścić...to zależy tylko od tego czy chcesz próbować i czy ci zależy na niej i waszym związku...
Jeśli ma to być próbowanie na zasadzie "bo wypada", "bo dzieci"... to chyba nie ma to sensu....
Czasami lepiej się rozejść, dla swojego własnego dobra, a także dla dobra dzieci... bądź ojcem, interesuj się dziećmi, dbaj o nie, pomagaj w wychowaniu, uczestnicz w ich życiu... Moim zdaniem początkowo separacja, a nawet później rozstanie na dobre, i zachowanie prawidłowych, a z czasem może nawet "przyjacielskich" stosunków jest lepsze dla wszystkich, niż wieczne kłótnie, pretensje, wyganianie z domu...a z czasem nawet wzajemna nienawiść... Przemyśl co dla Was jest lepsze... czy chcesz ratować związek, czy widzisz szanse... Porozmawiaj z żoną... "samo się nie naprawi"...
A co do przepisania mieszkania, to powiem ci, ze może to dla niej być dowód na to że chcesz coś zmienić i że nie zamierzasz wracać do tego co było(może tak myśleć).
Rozmawiałem z nią co prawda telefonicznie,ale chyba wiem jak to ugryzc...jestem dobrej mysli potrzeba chyba wiecej czasu...dzieki za dobre slowo.
No widzisz...zawsze szczera rozmowa, na spokojnie, (choć czasem wierze, że jest trudno o spokój) jest konieczna. Właśnie... trzeba się dowiedzieć najpierw "jak to ugryźć"... A to daje rozmowa... Każdy rzuca swoje "na stół" i wtedy można coś próbować robić... Na pewno zawsze warto spróbować, żeby potem nie mieć do siebie żalu że postąpiło się pod wpływem emocji, bądź urażonej dumy...
Trzymam kciuki za powodzenie i za rozwiązanie Waszych problemów (oczywiście pozytywne). Daj znać jak poszło...
Ciesze się że jakoś pomogłam, choć w malutkim stopniu...
Pozdrawiam!
Witam. Zona wrociła, na razie jest super, ja sie staram i Ona rowniez. Jestem dobrej mysli, trzeba pozmieniac pare rzeczy i dalej przez zycie...dalej razem:) wielkie dzieki za pomoc i odzew, bardzo tego potrzebowałem!!! Pozdrawiam
A dlaczego nie chcesz zrobic jej wspolwlascicielka mieszkania?