Witam wszystkich, wiem, że był już podobny wątek, ale chciałam założyć nowy, żeby był widoczny. Mam taki problem. Od prawie roku spotykam się z pewnym mężczyzną. Zawsze był to typ człowieka, który to nie stroni od imprez, od alkoholu... Nasza znajomosc zaczęła się od wyjsc na imprezy. Założenie było takie- zero zobowiązań, zero miłosci- dużo szaleństwa. On sam powiedział, że jeżeli ktores się zakocha, to będzie to oznaczało koniec znajomosci. Na początku się tego trzymałam, ale im bardziej go poznawałam, tym... Miłosc po prostu nie wybiera... Kocham Go, ale niestety widzę, że ma poważny problem- alkohol! Mówi, że pije bo to go odpręża. Prawda też jest taka, że on na trzezwo nie potrafi w ogóle wyrażać uczuć. Jest zimny, zamkniety w sobie i zamyslony. Gdy wypije, wtedy nabiera odwagi. I tak od jakiegos czasu, gdy jest wypity, coraz czesciej mowi, ze mnie kocha. Natomiast, gdy zapytam Go dlaczego nigdy nie powie mi tego gdy jest trzezwy, to mowi, ze wtedy nie ma odwagi. Ja mu nie wierzę, bo alkohol to alkohol, on w koncu mowi, ze mam racje, bo to oczywiste, ze mnie nie kocha, tylko mnie wkreca. Wczoraj rozmawiałam z jego kuzynem. Mówił, że rozmawiał z nim o mnie i co najważniejsze... R. był trzezwy. Powiedział mu, że mnie kocha, jak nikogo do tej pory i że nie wie co ma zrobic, zebym mu uwierzyła. Zapytał go, dlaczego wobec tego mi o tym nie powie, a on powiedział, że się boi! Boi się, że jak wyzna swoją miłosc, to ja go zostawie, bo powiem, ze jest alkoholikiem i nie chce miec z nim nic do czynienia! Swoja drogą dziwne rozumowanie bo przecież widze jaki jest i gdybym go rzeczywiscie chciala zostawić, to zrobilabym to juz dawno. Powiedzial mu tez, ze chcialby zerwac z nalogiem, ale sam nie da rady, ze potrzebuje wsparcia, że chce, żebym mu w tym pomogla, ale boi sie o to prosić. Ze jest w stanie dla mnie zrobić wszystko, ale potrzebuje chociaż minimalnej otuchy... Ja juz probowałam wczesniej, jeszcze przed tą rozmową z kuzynem mu w jakis sposob pomoc, namowic na leczenie, zachecic do odtrucia. Mowil, ze mam racje, ale na tym sie konczylo. Owszem, mowil, ze chcialby, zebym byla z niego dumna i żebym nie musiała się Go wstydzić, ale nic poza tym...Sama nie wiem co mam teraz robic. Czy mogę mu zaufać, ze rzeczywiscie zauwazyl problem i faktycznie chce sie leczyc? Ale wobec tego jak zaczac z Nim rozmowe? Chciałabym najpierw wyciągnąć z Niego, żeby mi w koncu powiedział, że mnie kocha, żeby się tego nie bał. Bo wydaje mi się, że od tego należy zacząć jakiekolwiek akcje, namowy i prosby. TYle, że boję się trochę tej rozmowy, bo on jak jest trzezwy, to wytwarza wokol siebie ciezki do przebicia mur! Ja bardzo chcę mu pomóc, jestem gotowa zrobić dla Niego wszystko, żeby tylko Go z tego wyciągnąć! TYlko nie mam po prostu siły. Nie potrafię się za to zabrać. Co robic?
P.S. wybaczcie nieskladne pisanie, pisane na szybko. Mam jednak nadzieje, że każdy mniej więcej zrozumiał o co chodzi.