netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy to juz koniec?

6 odpowiedzi2 804 wyświetleniazałożony przez MałaMałpka, 19.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1 Ostatnio edytowany przez MałaMałpka (2012-02-19 21:52:29)

Temat: Czy to juz koniec?

Witam;)
Od dłuższego czasu czytam to forum, ale zarejestrowałam się dopiero teraz z potrzeby wygadania się obcym. Nie mogłabym nikomu znajomemu przedstawić szczegółów mojego związku, moich uczuć. Nie ma w tej historii nic strasznego, wyjątkowego. Po prostu chciałabym, żeby ktoś na to spojrzał z boku, bo przez to, ze ciągle słyszę, ze się czepiam, sama zaczynam mieć wątpliwości. Może jestem przewrażliwiona. Mam dziś wyjątkowo zły dzień, siedzę sama w domu... Będę wdzięczna jeśli ktoś przez to przebrnie i się wypowie.

Do rzeczy. Jestem z moim facetem prawie 3 lata. Początki, wiadomo, cudowne w każdym aspekcie. Wydaje mi się, że klapek na oczach nie miałam, od początku dostrzegałam pewne wady, jednak teraz konfrontacja z ich nawarstwianiem jest dla mnie straszna. Do niedawna uznawałam nasz związek za bardzo udany. Kochający facet, szanujący, wspólne hobby, milion tematów.

Na początku ceniłam w moim facecie to, ze umie oszczędzać.  Ale dopiero niedawno zobaczyłam, że to nie oszczędzanie, ale zwyczajne skąpstwo. Od roku nie zaprosił mnie na randkę. Bo po co? Zaklepane. Jak juz gdzieś idziemy to składamy sie najczęściej po równo. (sama tak proponuję) W koncu po awanturze zaprosił mnie na 'randkę'. Następnego dnia usłyszałam 'Kochanie, ale chciałbym, żebyśmy sie zmieścili w xx zł, albo dorzucisz mi trochę do kolacji'. Padłam. Raz na rok mnie gdzies zaprasza i na tym oszczędza. Na swoje hobby zawsze ma kase, a wydatki idą w setkach miesiecznie. Nie jestem żadną materialistką, w tych kwestiach również jestem za równouprawnieniem (mam rączki i umiem zarabiać), no ale facet czasami powinien się zachować jak facet. To nie pierwsza taka sytuacja. Kiedyś poszliśmy do sklepu, a ja zapomniałam portfela. Mieliśmy zrobic zakupy i iść do niego. Chciałam, zeby mi kupił jedną przekąskę, na co on, że nie, bo bedzie u niego potem leżało i się zmarnuje. Szło o głupie 3 zł. ;/ Odechciało mi się wszystkiego tego wieczoru.
Po takich sytuacjach on zawsze nie wie o co mi chodzi, nie rozumie. A nie jestem z takich, które strzelają focha.  Wrecz przeciwnie, rozmawiamy... albo ja mówię. Po pewnym czasie przyznaje on mi racje, twierdzi, ze się wstydzi swojego zachowania i prosi, zeby do tego nie wracać.

Kolejne z czym sobie nie radze, to to, ze on potrzebuje zbyt wiele przestrzeni dla siebie. We wcześniejszych związkach to ja byłam osobą, dla której ta przestrzeń była ważniejsza, a tu niespodzianka. Pojawił się facet jeszcze bardziej wymagający. On musi mieć swoją samotnię i nawet jeśliby się waliło i paliło to on z tego nie rezygnuje. Chyba przez to czasem czuję, ze nie mogę na niego liczyć. Mam czasem doła czy gorsze dni, a nie zdarza się to często, naprawdę... Wtedy mówię mu, ze potrzebuje wsparcia, przytulenia, po prostu, zeby był. I co? Słysze wtedy, ze on tego dnia zaplanował sobie to i to i, ze moze jutro się zobaczymy. Czasem nawet używa sformułowania 'poświęciłem ci tyle i tyle czasu'. Kim ja jestem, do licha, ze on mi laskawie poświeca czas? Było już kilka takich sytuacji. Za każdym razem rozmowa i 'zrozumienie' z jego strony.

Kolejna sytuacja. Raz poszedł ze mną do pracy, wyjątkowo musiałam kilka rzeczy cięzkich przestawić, a miałam akurat okres dość ciezki więc go poprosiłam o pomoc. Pomógł, ale musiałam się naprosić. Potem jak mu to wypomniałam, to przepraszał i tłumaczył, ze nie wie, co mu wtedy strzeliło do głowy. 
Na co dzień jest troskliwy, opiekuńczy. Ale kiedy po takiej akcji następnego dnia słysze, że mam sie nie przepracowywać to ironia mi się uruchamia i nie jestem miła.
Czuję się jak wariatka momentami. Mówię do niego, tłumacze, a słysze, ze się czepiam, ze powinnam rozumieć, tolerowac i dac czas. A potem przyznaje, że wina leży po jego stronie... a potem znów dzieją się podobne sytuacje. Kiedy go poznałam świat mi sie zmienił na lepsze, zaczęłam być szczęsliwa. Teraz juz sie tak nie czuje. Znów częściej jest mi smutno, jakbym straciła przyjaciela. Bo kiedys był moim przyjacielem, umiał słuchać jak nikt inny. Teraz mam wrażenie, ze już mu się nie chce. Ja mówię, a od odwrócony do komputera i przeglądający fora... Ja zawsze mam dla niego czas, nigdy nie odmówię rozmowy. Nie umiem tego zrozumieć. Jeszcze jakiś czas temu myślałam, ze to ten jedyny, a teraz mam milion wątpliwości dodatkowo podsycanych przez moją Mamę... Słyszę 'kocham', ale coraz cięzej mi odpowiadać tak samo.

2

Odp: Czy to juz koniec?

Każdy facet ma swoją "samotnię", czy też 'jaskinię" w której od czasu do czasu musi się izolować. Macie za to nieporozumienia na linii nadawca-odbiorca, bo on nie rozumie czego oczekujesz a Ty, że on tego nie rozumie. Może mu wytłumacz, on wszystkiego nie musi się domyślać. 3 zł to niewiele, on zaoszczędził to że jedzenie się nie zmarnowało, ale zepsuł Ci tym samym wieczór. Może w związku zabrakło już miłości, i stąd jego zachowanie?

3

Odp: Czy to juz koniec?

Ja się nauczyłam,że w związku trzeba baaardzo duzo rozmawiać. Sama jestem w ponad 3-letnim związku i nie zawsze jest kolorowo. Takze wściekałam się,że mój partner nie słucha mnie i liczy się tylko z tym co on chce... ciągle próbowałam z nim rozmawiać i mu tłumaczyć. Ostatnio doszłam do wniosku,że to nie ma sensu i po prostu napisze mu to co mam napisać,a jeżeli znowu okaże się,że ma moje zdanie w dupie zrobię to samo. Pokazałam,że rownie dobrze potrafię olać jego potrzeby i jego pragnienia. Zaczęłam patrzeć tylko na siebie tak jak on i na nastepny dzień od razu wielkie zdziwienie dlaczego nie odzywam się jak zawsze,dlaczego inaczej sie zachowuje niż jak zawsze. Od tego momentu nauczył się ze mną rozmawiać i bardzo szybko dostrzegać kiedy coś jest nie tak.  Też przechodziłam ostatnio kryzys i zastanawialam się czy tak na prawde go kocham bo wydawało mi się,że to tylko głupie gadanie... Jeżeli chodzi o to,że jest skąpcem,to masz racje. Twój facet to sknera. Nie wyobrażam sobie,że idąc gdzieś sama za siebie płacę,lub składam się na pół. Oczywiście raz płace ja,raz facet,ale z reguły on sam nie pozwala mi za nic zaplacić. No chyba,że Twój mężczyzna ma bardzo kiepską sytuację finansową to wtedy już inna para kaloszy.

4 Ostatnio edytowany przez MałaMałpka (2012-02-20 01:23:36)

Odp: Czy to juz koniec?

Dziękuje Wam za odpowiedzi.

Matt, ja tę samotnię rozumiem, bo sama jej potrzebuję dość sporo. Ale ta jego samotnia jest dla mnie zbyt duza jednak. I rozmawiamy, rozmawiamy, ale coraz bardzej czuję, ze bez celu.

radośczżycia - nie ma złej sytuacji finansowej, szczególnie ostatnio. (a ja jestem studentką na stypendium i dorabiam) Tu chodziło o taką przekąskę, która ja lubię, więc wpadając do niego od czasu do czasu spokojnie bym ja skonsumowała.
Najbardziej zabolała mnie ostatnia sytuacja. Nie mogłam się doprosić odrobimy romantyzmu od dłuższego czasu. Jak już mu nagadałam, ze mi tego brakuje to wyskoczył z tą niby randką. Ja poszłam specjalnie na zakupy, bezy wyjątkowo wyglądać dla niego, też poniosłam w związku z tym jakieś wydatki, a on... Nie wiem, to chyba kwestia wychowania. Dodatkowo Mama wytyka mi wszystkie jego wady. Najgorsze, ze trudno mi się z tym nie zgodzić. Strasznie mi cięzko, czasem myślę, ze pomimo wieku to jeszcze mały chłopiec. Nie czuję się przy nim bezpiecznie nawet w kwestii finansowej. Nie wiem czy np po ślubie, gdybym miala jakis problem i nie mogla pracować przez jakis czas, jakby wyglądało moje zycie na jego 'łasce'.

A co do sposobu opisanego przez Ciebie. Próbowałam, tylko mój jest sprytny, bo błyskawicznie się orientuje, ze coś nie halo, dopytuje, przeprasza i na chwile jest lepiej.

5

Odp: Czy to juz koniec?

Trochę włos mi się zjeżył po przeczytaniu Twojego postu,słowo honoru!
Wpakuj się w takie małżeństwo,to zobaczysz jaki będziesz miała życiowy koszmar.
Nie będzie tam czułych rozmów,tylko codzienne kłótnie o każdą wydaną złotówkę a wieczorami... bedziesz oglądała jego plecy przed komputerem. O romantyźmie to już lepiej zapomnij!
Dla mnie ten facet to ostatni DZIAD, bez honoru i takiej zwykłej,męskiej ambicji.
A tą przekąską po prostu mnie osłabiłaś... A co by było,gdybyś np. w trakcie spaceru zgłodniała? Nie kupiłby Ci pizzy albo albo nawet zwykłej zapiekanki natychmiast w pobliżu i chodziłabyś głodna? Żenujące.
To potworny egoista zapatrzony tylko w siebie,w dodatku bez odrobiny taktu.

Obowiązkiem mężczyzny jest zapewnienie swojej kobiecie psychicznego komfortu i poczucia bezpieczeństwa,by wiedziała,że ZAWSZE może na nim polegać. Jeśli ONA ma doła lub zły dzień i pisze Ci o tym, rzucasz wszystko w diabły obojętnie co by to nie było,bierzesz taksówkę i zaraz jesteś przy niej! By ją wesprzeć,przytulić,pocieszyć... Tak powinno to wyglądać.
A poza tym,czy my faceci nie pracujemy po to aby sprawiać przyjemności i niespodzianki swoim kobietom? By przez chwilę zobaczyć ich uśmiech i by czuły się przez nas kochane? Głupie kwiaty bez żadnego powodu moga czynić cuda,o innych rzeczach nie wspominając!

Masz rację nie czując się bezpiecznie przy nim w kwestii finansowej. O rany! Współczułbym Ci gdybyś (nie daj Boże!) miała się kiedyś znaleźć na jego łasce. Znam takie jedno małżeństwo. Mąż kładzie swojej małżonce co dzień rano 10,-zł na zakupy(!!) i po południu rozlicza ją z tego co do grosza! Totalne zniewolenie.
Czasy są niepewne,z pracą różnie bywa - masz więc tutaj wizję swojego życia na łasce takiego człowieka bez twarzy,jakim jest Twój facet...niestety.

Twoja mama ma rację. Uciekaj od niego,gdzie pieprz rośnie!

6 Ostatnio edytowany przez MałaMałpka (2012-02-20 11:07:10)

Odp: Czy to juz koniec?

"A co by było,gdybyś np. w trakcie spaceru zgłodniała? Nie kupiłby Ci pizzy albo albo nawet zwykłej zapiekanki natychmiast w pobliżu i chodziłabyś głodna? Żenujące."

No właśnie kupuje w takich sytuacjach. Dlatego nie wiem, co się dzieje. Raz jest czuły, troskliwy, a potem cham z niego wyłazi. Czasem mam wrażenie, ze jestem z dwoma różnymi osobami. Myślę, ze to kwestia wychowania,  a takich rzeczy trudno się pozbyc ;/

"To potworny egoista zapatrzony tylko w siebie,w dodatku bez odrobiny taktu."
Mocne słowa, ale po ostatnim niestey stwierdzam, ze troche prawdziwe. Jestem chora i nie mogę jeść wszystkiego. Zabierajac mnie na kolacje zamówił moja ulubioną potrawę, wiedząc, ze ja musze być na sałatkach. Widząc moją pretensję zaczął się tłumaczyć, ze w ten sposób powinnam cwiczyć silną wolę i zupełnie pozbywać się ochoty na coś takiego ;/

"Jeśli ONA ma doła lub zły dzień i pisze Ci o tym, rzucasz wszystko w diabły obojętnie co by to nie było,bierzesz taksówkę i zaraz jesteś przy niej! By ją wesprzeć,przytulić,pocieszyć... Tak powinno to wyglądać."

Moim zdaniem też tak to powinno wyglądać. Dlatego zastanawiam sie nad sensem tego związku. I podkreślam - nie zawsze tak jest. Jednak przez te pojedyncze sytuacje tracę grunt pod nogami.
Ostatnio była taka sytuacja. Oboje mieliśmy okropnie ciężki tydzień. Sobotę ja miałam wolną, a on pracował do południa. Logika stęsknionej po ponad tygodniu nie widzenia podpowiadała mi, ze wpadnie do mnie przynajmniej na tę godzinę po pracy. Jakie było moje zaskoczenie, gdy zadzwonił wieczorem podzielić się swoim szczęściem, że znajduje sie z kolega na piwie od kilku godzin (twierdził, ze bardzo mu takiego wypadu brakowało). Jaki był zdziwiony, z nie zareagowałam z entuzjazmem.
Odłożyłam słuchawkę i się poryczałam po prostu. A on potem twierdzi, zę to nic nie znaczy, ze tęsknił bardzo, ale chciał iść.

"A poza tym,czy my faceci nie pracujemy po to aby sprawiać przyjemności i niespodzianki swoim kobietom?"
Wiesz, ja myślę, ze to działa w obie strony;) Ja też lubię czasem jakiś drobiazg kupić, żeby się ucieszył. No i jemu sie zdarza. Ale z romantyzmem w tym wszystkim jest źle. Dobrze było przez pierwsze półtora roku. A moze i nie było, tylko wtedy tego nie widziałam.

Jeszcze raz dzieki za odp. Trudno mi podjąć jakąkolwiek decyzję, bo w wielu kwestiach jest pomiędzy nami bardzo dobrze, a dla mnie to pierwszy na prawdę poważny związek. Ale obserwuje, zbieram dane, oceniam sytuację. Dobrze, ze tu napisałam, poznam opinię postronnych ludzi.

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026