Witam;)
Od dłuższego czasu czytam to forum, ale zarejestrowałam się dopiero teraz z potrzeby wygadania się obcym. Nie mogłabym nikomu znajomemu przedstawić szczegółów mojego związku, moich uczuć. Nie ma w tej historii nic strasznego, wyjątkowego. Po prostu chciałabym, żeby ktoś na to spojrzał z boku, bo przez to, ze ciągle słyszę, ze się czepiam, sama zaczynam mieć wątpliwości. Może jestem przewrażliwiona. Mam dziś wyjątkowo zły dzień, siedzę sama w domu... Będę wdzięczna jeśli ktoś przez to przebrnie i się wypowie.
Do rzeczy. Jestem z moim facetem prawie 3 lata. Początki, wiadomo, cudowne w każdym aspekcie. Wydaje mi się, że klapek na oczach nie miałam, od początku dostrzegałam pewne wady, jednak teraz konfrontacja z ich nawarstwianiem jest dla mnie straszna. Do niedawna uznawałam nasz związek za bardzo udany. Kochający facet, szanujący, wspólne hobby, milion tematów.
Na początku ceniłam w moim facecie to, ze umie oszczędzać. Ale dopiero niedawno zobaczyłam, że to nie oszczędzanie, ale zwyczajne skąpstwo. Od roku nie zaprosił mnie na randkę. Bo po co? Zaklepane. Jak juz gdzieś idziemy to składamy sie najczęściej po równo. (sama tak proponuję) W koncu po awanturze zaprosił mnie na 'randkę'. Następnego dnia usłyszałam 'Kochanie, ale chciałbym, żebyśmy sie zmieścili w xx zł, albo dorzucisz mi trochę do kolacji'. Padłam. Raz na rok mnie gdzies zaprasza i na tym oszczędza. Na swoje hobby zawsze ma kase, a wydatki idą w setkach miesiecznie. Nie jestem żadną materialistką, w tych kwestiach również jestem za równouprawnieniem (mam rączki i umiem zarabiać), no ale facet czasami powinien się zachować jak facet. To nie pierwsza taka sytuacja. Kiedyś poszliśmy do sklepu, a ja zapomniałam portfela. Mieliśmy zrobic zakupy i iść do niego. Chciałam, zeby mi kupił jedną przekąskę, na co on, że nie, bo bedzie u niego potem leżało i się zmarnuje. Szło o głupie 3 zł. ;/ Odechciało mi się wszystkiego tego wieczoru.
Po takich sytuacjach on zawsze nie wie o co mi chodzi, nie rozumie. A nie jestem z takich, które strzelają focha. Wrecz przeciwnie, rozmawiamy... albo ja mówię. Po pewnym czasie przyznaje on mi racje, twierdzi, ze się wstydzi swojego zachowania i prosi, zeby do tego nie wracać.
Kolejne z czym sobie nie radze, to to, ze on potrzebuje zbyt wiele przestrzeni dla siebie. We wcześniejszych związkach to ja byłam osobą, dla której ta przestrzeń była ważniejsza, a tu niespodzianka. Pojawił się facet jeszcze bardziej wymagający. On musi mieć swoją samotnię i nawet jeśliby się waliło i paliło to on z tego nie rezygnuje. Chyba przez to czasem czuję, ze nie mogę na niego liczyć. Mam czasem doła czy gorsze dni, a nie zdarza się to często, naprawdę... Wtedy mówię mu, ze potrzebuje wsparcia, przytulenia, po prostu, zeby był. I co? Słysze wtedy, ze on tego dnia zaplanował sobie to i to i, ze moze jutro się zobaczymy. Czasem nawet używa sformułowania 'poświęciłem ci tyle i tyle czasu'. Kim ja jestem, do licha, ze on mi laskawie poświeca czas? Było już kilka takich sytuacji. Za każdym razem rozmowa i 'zrozumienie' z jego strony.
Kolejna sytuacja. Raz poszedł ze mną do pracy, wyjątkowo musiałam kilka rzeczy cięzkich przestawić, a miałam akurat okres dość ciezki więc go poprosiłam o pomoc. Pomógł, ale musiałam się naprosić. Potem jak mu to wypomniałam, to przepraszał i tłumaczył, ze nie wie, co mu wtedy strzeliło do głowy.
Na co dzień jest troskliwy, opiekuńczy. Ale kiedy po takiej akcji następnego dnia słysze, że mam sie nie przepracowywać to ironia mi się uruchamia i nie jestem miła.
Czuję się jak wariatka momentami. Mówię do niego, tłumacze, a słysze, ze się czepiam, ze powinnam rozumieć, tolerowac i dac czas. A potem przyznaje, że wina leży po jego stronie... a potem znów dzieją się podobne sytuacje. Kiedy go poznałam świat mi sie zmienił na lepsze, zaczęłam być szczęsliwa. Teraz juz sie tak nie czuje. Znów częściej jest mi smutno, jakbym straciła przyjaciela. Bo kiedys był moim przyjacielem, umiał słuchać jak nikt inny. Teraz mam wrażenie, ze już mu się nie chce. Ja mówię, a od odwrócony do komputera i przeglądający fora... Ja zawsze mam dla niego czas, nigdy nie odmówię rozmowy. Nie umiem tego zrozumieć. Jeszcze jakiś czas temu myślałam, ze to ten jedyny, a teraz mam milion wątpliwości dodatkowo podsycanych przez moją Mamę... Słyszę 'kocham', ale coraz cięzej mi odpowiadać tak samo.