Od 30 lat jesteśmy małzenstwem. Mąż jest (uspionym alkoholikiem) po udarze mózgu. Stalo sie to 14 lat temu.Jestem osobą bardzo nieśmiałą,zakompleksioną i bardzo przestraszoną.Przeszłam piekło na ziemi.Czas ucieka a ja nie zaznałam prawdziwej radości w życiu.Nie mam żadnej bratniej duszy.Nigdy nie miałam. Tak brakuje mi życzliwego słowa. Chaotyczne?. Taka jestem. Moje całe życie to chaos. Czy jest ktoś równie zagubiony jak ja?
Podobne tematy
Może ja
? Co prawda nie mam takiego stażu w małzeństwie,ani nie jestem nieśmiała...mam wiele znajomych,ale nikogo komu powieżyłabym swoje tajemnice i rozterki... Chaos? Owszem...niestety wiecznie mi towarzyszy...ale z różnych przyczyn wynika...Bo to za dużo wolnego czasu,a to znowu za mało...a to to albo tamto...Zreszta,jestem osobą,ktora nie wie czego chce,a jak już wiem to albo nie wypada albo to albo siamto... Tak juz mam .Czasami sie śmieje,ze to ADHD... ![]()
Życie pisze różne scenariusze..Może tu na forum znajdziesz jakieś bratnie dusze,z którymi będziesz mogła porozmawiać.Pozdrawiam
marlena kawa ma racje, tutaj mozesz sie spokojnie wygadac i czuc anonimowo ![]()
Też mam taki staż małżeński.Mąż jest byłym wojskowym na emeryturze ,picie nie przeszkadzało mu w pracy.Od 14 lat już nie pracuje ,chodzi tylko na spacery z psem.Dla niego to jest powód by wyjść z domu i zaliczyć jakieś piwo z kolegami.Ja mam rentę i jedną córkę w domu-17 letnią.Kłopoty finansowe to dla niego nie jest powód by podjąć prace /np.w ochronie /.Rozmawiamy ze sobą ,zrozumienia to raczej nie ma ,nie uczestniczy w wychowaniu córki.Ja to nazywam przechowywaniem dziecka a nie wychowaniem.Ma swój pokój i o godzinie 20-22 zamyka drzwi i nic go nie interesuje ,czy dziecko jest w domu czy go nie ma,byle mu nie przeszkadzać.Mieszkamy razem a jakby osobno ,łóżko dawno przestało nas łączyć.Widzą to starsi synowie i dziwią się że jeszcze to znoszę.Rok temu znalazłam sobie prace i chociaż mam powód żeby wyjść z domu między ludzi.Dla nas to zapóżno na zmiany ,mamy przekonanie że nic nas lepszego nie spotka ,mamy poczucie obowiązku by być przy tej osobie .Wiele rodzin wojskowych tak żyje.Razem a jednak osobno.Dla Ciebie jest to choroba męża,dlatego jesteś z nim .Na podwójne życie lub zmiany w nim jesteśmy za bardzo odpowiedzialne, za dużo w nas pokory wobec ludzi którzy nas zawiedli.
Moja droga, fakt że tu jesteś to już pierwszy krok do wyzwolenia !
Wyzwolenia od uzależnienia od męża czy całej tej patologicznej sytuacji. Ja co prawda nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji, dlatego uważam że powinnaś zacząć żyć własnym życiem i nie oglądać się na męża. Nie chodzi o to żebyś kogoś miała ale żebyś żyła tak, aby codziennie mieć radość z przeżytego dnia. Wiem , że to nie takie proste ....ale można się tego nauczyć i pogodzić się z faktem że "rodzony" mąż stał się obcy, nieprzyjaznym i ohydnym człowiekiem.
Chciałam Cię podtrzymać na duchu!.
Witam wszystkich.Ciężko było znaleźć jakieś forum by móc sie wygadać.pomyślałam że napisze tu może ktoś zna inne fora dla załamanych kobiet w toksycznych związkach.
Moja opowieść częściowa (bo niedałabym rady wszystkiego opisać jest taka że jestem mężatką od 11 lat mąż znęcał sie nademną niejednokrotnie podduszał mnie popychał gdy zdecydowałam sie zareagować bo udało mi się mieszkać troszkę bez niego złożyłam doniesienie o znęcanie przeszłam przesłuchania wizyty policjantów a na koniec dostałam list o umożeniu z prokuratury.potem gdy zabrano mi mieszkanie pracownicze nie mając gdzie iść poszłam do mężą miałam już wtedy za sobą sprawe o ograniczenie władzy i nadzór kuratora nad mężęm ale niestety.Mąż oczywiście nie bije mnie teraz śmiejąc mi sie w twarz że nie da mi dowodów woli by psychika mi siadła.udało mu się czuję sie samotna i beznadziejna kobieta.cokolwiek nie zrobiłam zakończyło sie to fiaskiem.mąż miał iść na leczenie odwykowe od alkoholu ale narazie 3 miesiace od sprawy cisza a pozatym jak mówiła pani kurator męża do męża nikt nie może go zamknąć tam na siłe może nie zgodzić się na leczenie.tak więc w żaden sposób nie uda mi się ani mu pomóc bo jak mówią ośrodki to choroba ani nie naprawie małżeństwa bo szybciej ja się całkowicie załamie.niewiem co robić.
Teraz jestem po chorobir ostrej odmianie grypy moja córcia chora na ospe razem siedziałyśmy w domu mąż do pracy po powrocie do domu piwko i inne rzeczy aby nie siedzieć w domu.dopiero o 20 do domu przed telewizor zero pomocy.Nic zainteresowania może do lekarza może lekarstwo o jechanie do lekarza wyprosiłam oczywiście dostałam samochód i ledwo żywa musiałam jechać do lekarza 5 km.a recepta hmm jakbym pojechała kupić to bym miała a tak nic z tego to mnie całkiem dobiło.mam męża ale go niemam .
słuchaj załamana 28 - czyżbyś miała dopiero 28 lat????? a może 30
Jak możesz być załamana w tym wieku !. Przed Tobą całe życie i wiej jak szybko możesz z tego związku. Ktoś mi powiedział ze ośrodkach pomocy społecznej są radcy prawni, którzy udzielają porad za darmo - idź tam. Wolałabym pójść do domu samotnej matki niż się męczyć. Pamiętaj że z wiekiem będzie coraz trudniej uwolnić się z tej sytuacji.
weź się w garść, sama sobie poradzisz i jeszcze będziesz szczęśliwa....no chyba że poznasz następnego gnoja i polecisz za nim jak w dym