Witam. Mam pewien problem z przyjacielem i jego dziewczyną. Przyjaciela posiadam już od wielu wielu lat, wspólne pasje, wspólni znajomi, podobne charaktery ale jako ludzie zupełnie inni. Tenże przyjaciel posiada dziewczynę (ja jestem sam), ot dla mnie koleżanka z która bardzo dobrze się dogaduję. Ale jest pewno ale. Czasem na imprezach dogadujemy się ?zbyt dobrze? to znaczy dużo ze sobą żartujemy, jakieś podszczypywania, tańce (z chłopakiem, z tego co zauważyłem, tego nie ma). Czasem koleżanka przegina i np. się przytula na pożegnanie co mnie trochę denerwuje bo przecież jej chłopak stoi obok! Wszystkie te rzeczy dzieją się na oczach przyjaciela. Z mojej strony nie ma naprawdę żadnego zainteresowania więcej niż kumplowskiego, z jej, dam sobie rękę uciąć, też nie ma. Wszystko dzieje się na stopie koleżeńskiej. Mój przyjaciel zachowuje się tak jakby to akceptował, jest świadomy wszystkich tych rzeczy. Swoje zachowanie ograniczam do wspólnych żartów, rozmów ale reszta rzeczy jak właśnie podszczypywanie, tańce i te mnie denerwujące przytulanie na pożegnanie wychodzą z jej strony, a ja jako osoba z natury łagodna nie potrafię gwałtowanie, odmownie zareagować. I tu następuje mój problem. Boję się, że kolega zacznie to interpretować tak jak to wygląda dla obiektywnego obserwatora z zewnątrz, czyli dogadujemy się ?zbyt dobrze?. Poza tymi spotkaniami na imprezach, wspólnych ze wszystkimi wypadami nie kontaktujemy się wcale, nie ma żadnych rzeczy wobec których można mieć podejrzenia! Boję się tego, bo nie chcę stracić tego kolegi. Dużo mu zawdzięczam.
Nie chcę żeby doszło do sytuacji gdzie on zacznie coś podejrzewać bo to jest linia od której nie będzie już tak samo, zawsze będzie jakaś drzazga. Nie rozmawiałem o tym z tą koleżanką bo nie chcę dać jej nawet powodu żeby zaczęła myśleć, że to tak wygląda, czego się obawiam. Z przyjacielem też nie rozmawiałem bo to jest ta właśnie linia bez powrotu. Boję się mówić w jakikolwiek sposób o niej bo boję się nadinterpretacji. Wśród wspólnych znajomych nie słyszałem żadnych opinii które mogły by być czerwoną lampką, tak jakby nie było tematu. Gdyby nagle kolega uświadomił sobie jak to może wyglądać to dla mnie wszystko by runęło pod względem koleżeńskim. Powstał by ?kwas? w grupie znajomych, plotki by mnie wyeliminowały, zawsze był bym ten co przyjacielowi próbuje odbić dziewczynę. O to, że u mnie albo koleżanki coś by zaiskrzyło totalnie nie biorę pod uwagę, wolał bym wyjechać do innego miasta niż wbić taki nóż w plecy. Sam przeżyłem podobną sytuację więc wolał bym nikomu tego nie robić. Zawsze byłem fair wobec przyjaciół, dalej tak jest i będzie, podobnie mają moi znajomi.
Jak takie coś rozgryźć. Najłatwiej było by znaleźć sobie dziewczynę ale dla mnie to trudne, to jest osobny temat. Najlepszą opcją dla mnie jest delikatne zauważenie tego problemu przez przyjaciela i żeby trochę się pomówił ze swoją miłością a ja był bym nieświadomy nawet takiej rozmowy, widział bym to po zmianie jej zachowania.
Jak to widzicie?
Dodam jeszcze, że mamy po 27 lat, koleżanka 25 więc, jak ja to mówie, mamy próbę studiów w innych miastach za sobą.