Witam. Mam pewien problem, z moim byłym, ale to dość długa historia. Mieliśmy ok. 10lat.. spotykaliśmy się ze znajomymi. Bawiliśmy się dużo u sąsiadki, przez którą go poznałam.. Następnie byliśmy przyjaciółmi ale to była przyjaźń internetowa bardziej, dużo pisaliśmy na gg (twierdził, że mnie kocha itp itd:P), a tak to gadaliśmy o grach i o tym co nas smuci, weseli. Widzieliśmy się tylko przelotnie, "cześć" - "cześć" i koniec. np ja wchodziłam do marketu on z niego wychodził. W końcu namówił mnie na spotkanie, był trochę nieśmiały. Spotkaliśmy się gadaliśmy na ławce w parku i wszystko było w porządku, śmialiśmy się jak przyjaciele, zrobiło się późno, odprowadziliśmy się po połowie stanęliśmy i ja go przytuliłam, ale poczułam się dziwnie jakbym chciała go pocałować itp. ale nie. Przytuliliśmy się i potem poszliśmy każdy do swojego domu. Gdy wróciliśmy z pierwszego spotkania, opowiedział mi, że też miał ochotę mnie pocałować. Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, po czym postanowiliśmy być razem. Poznał moich rodziców, ja poznałam jego. Potrafiliśmy godzinami leżeć w łóżku oglądać filmy, słuchać muzyki itp. Chodziliśmy nad jezioro, jeździliśmy do kina, chodziliśmy do knajpy. Kochał mnie. Powiedział mi to minimum raz dziennie, ale ja nie wiedziałam co ja czuje, czułam coś tak dziwnego, czułam, że go kocham i odpowiadałam zawsze na jego kocham Cię - "wiem". Wkurzało go to strasznie, że nie potrafiłam się określić, ale kochałam go mocniej niż kogokolwiek innego. Jego mama zapraszała mnie na kawę, bardzo się polubiłyśmy. Cała jego rodzina mnie polubiła. Potem zaczęła się szkoła i tak dalej, on zaczął być zazdrosny. Nawet o to, że nie miałam dla niego "opisu na gg".. Dla mnie to było nieistotne, żeby codziennie mieć jakis opis, ale widać dla niego było to ważne. Minęło kilka miesięcy i on nie wytrzymał, sprowokowałam go i zerwał. Po 2 minutach chciał wrócić, bo nie wyobrażał sobie życia beze mnie. Czułam, że ja też nie ale stwierdziłam, że przerwa tylko nas wzmocni. Postanowiłam pójść do niego w ten dzień zerwania. Przytuliliśmy się i płakaliśmy. Oboje. Pocałowaliśmy się.. pożegnaliśmy. Nie było nam łatwo. Utrzymywaliśmy kontakt bardziej przyjacielski, chociaż wspominał nie raz, że tęskni i kocha mnie. Po 3 tyg od zerwania jego mama zaprosiła mnie na kawę. Poszłam, Wypiłam z nią kawę, po czym namówiła mnie żebym zajrzała do niego do pokoju obok. Poszłam, zapukałam "mogę wejść?". Weszłam nie minęła chwila, a on przytulił mnie i zaczęliśmy się całować. Powiedział, że mnie kocha, też tęsknił bardzo. Chciałam do niego wrócić brakowało mi strasznie go. Po spotkaniu napisałam, że go kocham. Że to miłość czuję ją. Ale powiedziałam sobie że jeszcze tydzień. Żeby był równy miesiąc i żebyśmy mogli zacząć od nowa. Kiedy chciałam wrócić, okazało się tydzień później, że ma dziewczynę. Nie była to dobra laska więc mu powiedziałam jak jest, nie z zazdrości ale bałam się o niego. Ona była zwykłą dziwką. Nawyzywał mnie bo myślał że chciałam mu związek zepsuć, ale tak nie było. Kiedy skończyli być ze sobą przepraszał, bo wiedział, że miałam rację, okazała się być niewierna. Chciałam żeby dał mi szansę, nam. Ale on nie chciał. Potem miał następną nieudaną dziewczynę, też po jakimś czasie zrozumiał. Ja nadal chciałam wrócić, powtarzałam, że go kocham. Ale na nic. Byliśmy przyjaciółmi, ale ja nadal go kochałam nad życie, płakałam.. moja rodzina stwierdzała, że mam depresje. Ale nie chciałam udać się do psychologa. Miałam kilka przejściowych związków ale nikomu nie powiedziałam tych dwóch słów - Kocham Cię. Nie potrafiłam pokochać innego. W pewnym momencie miałam wielu adoratorów, ale nie potrafiłam się zaangażować, zakochać. Nie dało się, byli idealni. Ale nie mogłam. Minął rok, dwa lata. Na każde imieniny urodziny.. dostawał ode mnie prezent. Łańcuszek, t-shirty, perfumy. Po 2 latach spotkaliśmy się, wyjechaliśmy do pobliskiego miasta na zakupy. Kupiłam mu wtedy buty, wiedziałam, że o nich marzy. I sweterek. Wydałam na podróż 350zł, ale cieszyłam się, że mogłam go uszczęśliwić. Kilka dni później zwierzył się naszemu wspólnemu przyjacielowi, że ciągle o mnie myśli, tęskni, kocha mnie, i chciałby wrócić, ten odpowiedział jemu, że mam takie same uczucia, i że ma on próbować dać mi szansę, bo ja tylko na to czekam. Odezwał się na gg, pisaliśmy jak przyjaciele, w końcu napisał "Mogę kiedyś do Ciebie wpaść? Pooglądamy filmy jak kiedyś..", odpisałam, że jasne, ale że pewnie się nie spotkamy bo przez 2 lata nie bycia razem spotkaliśmy się raz na ten wyjazd. Próbowałam nie raz go wyciągnąć na spotkanie żeby porozmawiać o nas itp. Bezskutecznie. Napisał mi wtedy jeszcze, że byłam jego najlepszą dziewczyną, że tylko ze mną przeżył takie cudowne chwile, że tęskni za nimi. Ja powiedziałam, że kocham go nadal. I że nie będę naciskać. Poszedł spać, obiecując, że nad tym wszystkim pomyśli. Temat ustąpił, a ja go nie poruszałam. Potrafimy rozmawiać jak przyjaciele na luzie. Ale ja nadal go kocham i tęsknie za nim, zrobię wszystko żeby dał mi szanse. Wraz z rokiem 2012r, latem będzie 3 lata, jak nie jesteśmy razem. Nie spotykamy się. Rozmawiamy tylko online. Jak nie byliśmy razem spotkałam się kilka razy z jego mamą, ona stwierdziła, że to z nią się spotykam, nie z nim, i nie ma mi być głupio itp. Zdarzyło się, że wypiłam z nią .. Często mi to wypomina jak się pokłócimy, że jestem przyjaciółką jego mamy, i że piliśmy nawet razem. Byłabym w stanie na prawdę wszystko zrobić. Próbowałam zerwać z nim kontakt, napisałam mu, żeby przez jakiś czas do mnie nie pisał. Jakiś czas po zerwaniu postanowiłam ,że nie będę się pierwsza do niego odzywać. Ale on się odzywał zawsze pierwszy, zdarzało się, że ledwo weszłam na gg, a on już pisał. Pisaliśmy o głupotach, ale pisząc z nim ciągle mam uśmiech na twarzy. Wiem, że go kocham. Zawsze mu pomagam w czym tylko potrafię. Niedługo ma urodziny, planuję mu kupić zegarek za 350zł. Marzy o nim. On o niczym nie wie. Widzieliśmy się 30sierpnia 2011 kiedy byliśmy na tych zakupach. 3 lata płaczu nad miłością.. on też coś do mnie czuje, ale myślę, że boi się. Byłam jego pierwszą i jedyną taką miłościa. Reszta związków jego to praktycznie nic. Spotykanie się całowanie i chodzenie za rączkę. Jego rodzice nie akceptowali żadnej z jego dziewczyn prócz mnie. Myślę, czy na jego urodziny które ma za miesiąc, kiedy pojadę mu go wręczyć, myślę co zrobić, jakiś ostatni krok.. myślałam o tym że przyjechałabym, on by wyszedł na chwile, zawiązałabym oczy chustką, włożyła jego wymarzony zegarek na rękę. Przytuliła, powiedziała kilka urodzinowych życzeń.. po czym delikatnie i czule go pocałowała i powiedziała, że go Kocham, i zawsze go Kochałam. Zdjęłabym opaskę i porozmawiała z nim prosto w oczy. Powiedziałabym co czuję. I że jeśli on nie czuje tego samego, to musi zniknąć z mojego życia. Jak nie będzie w stanie mi odpowiedzieć, że czuje coś do mnie.. to pójdę konkretnie na terapie, żeby się z niego wyleczyć, męczy mnie to już jeśli nie możemy być razem, to bez sensu jest to, że Kocham go nad życie i ranię innych nie potrafiąc być z innymi, ranię ich krótkotrwałymi i nic nie znaczącymi związkami, bo ciągle myślę o nim. Próbowałam go zastąpić innymi, ale to nic nie daje, żaden nie jest nim. Boję się, że jak pojadę za miesiąc dać mu prezent, on nie da mi dojść do słowa, że przerwie, ze odepchnie. Że nie będę w stanie zrobić nic.. Nie wiem co już mam robić na prawdę, potrafię słuchać "naszej piosenki" i płakać, oglądać nasze zdjęcia i płakać, rozmawiać z nim o głupotach i płakać, kiedy przypominają mi się wspomnienia.. Chciałabym go uszczęśliwiać i kochać jak tylko potrafię najmocniej. Pomoże mi ktoś? Co powinnam zrobić? Chcę być z nim, kochać go. Ale jeśli on nie chce i gdyby powiedział mi to prosto w oczy, że mnie nie kocha, że nie chce ze mną być, poszłabym się leczyć, na jednostronną miłość. Byłam z nim w 2009roku. Nie potrafię przestać o nim myśleć i go kochać. To już jest chora miłość. I jestem tego świadoma, dlatego albo będziemy my, albo ja. Może wtedy psycholog mi pomoże. Ratujcie! Jak macie jakieś pytania, aby trafniej mi pomóc, chętnie odpowiem. Natalia.