Mam bardzo nietuzinkowy problem i nie wiem, co z tym zrobić. Obydwoje z moim facetem mamy ciężką przeszłość, trudne dzieciństwa i nasze psychiki musiały wiele udźwignąć swojego czasu. Niedawno rozmawialiśmy o swoich najgorszych psychicznych problemach i M. wyznał mi coś, co rozłożyło mnie na łopatki. Byłam pierwszą osobą, której o tym powiedział.
M. od dobrych kilku lat uzależniony jest od śmierci. Kiedyś myślał o tym, żeby popełnić samobójstwo. Czasem dalej tak myśli. Jednak sęk w tym, że nie jest to forma ulgi, lecz przyjemności. Lubi wyobrażać sobie siebie martwego.
Zaczęło się to rozprzestrzeniać i w pewnym momencie wyobrażał sobie nieznanych ludzi i jak ich zabija, jak gasną przy nim.
Jest to ostatnia osoba, po której spodziewałabym się czegoś takiego. Kulturalny, grzeczny, uczynny, pomaga wszystkim naokoło, wzór cnót, altruista.
Wie, że nigdy nie zdobyłby się na coś takiego. Ani względem siebie, ani względem innych. Jednak takie myślenie mnie przeraża.
On mówi, że go to uspokaja, że myśli o tym przed zaśnięciem.
Twierdzi, że już mu to przechodzi, że kiedyś to było silniejsze, że to przeszłość i takie myśli wracają już bardzo rzadko.
Staram się go rozumieć, wysłać go na jakąś terapię, ale boję się, że po tych wyznaniach nie będę mogła już w pełni nabrać do niego zaufania, nie czuć lęku.
Jak byście zareagowały?
Potrafiłybyście żyć z takim człowiekiem?
Jak mu pomóc?