Jest taksówkarzem, więc poznałam go w jego miejscu pracy. Wielokrotnie się tam spotykaliśmy, rozmawiałam i żartowałam z nim. Koleś był autentycznie zainteresowany, zawsze przyjeżdżał po mnie taksówką (dzwoniłam do korporacji, nr. prywatnego nie miałam), wieczorami zawsze przejeżdżał pod moim domem, a właściwie oknem, nawet kilka razy dziennie, kursy z mojej ulicy wszystkie brał. Później przestałam jeździć taksówkami, więc wielokrotnie mijałam go na mieście, uśmiechałam się machałam i to było zawsze odwzajemnione. Niestety nigdy nie wymieniliśmy się numerami, nigdy się nie spotkaliśmy poza taksówką! no, NIC kompletnie NIC! "Kontakt" się urwał, bo wyjechałam. Znałam jedynie jego imię i mniej więcej adres zamieszkania. Wracam po roku. Nie pracuje już w taksówkach. Przeszperałam cały internet. Nie ma facebooka, nk i innych... Próbowałam z jego sąsiadem, którego znam, aby załatwił mi nr, niestety on nie ma z nim dobrych kontaktów, więc się nie udało. Korzystając ze wszystkich możliwych szans. Ustaliłam jego dokładny adres imię i nazwisko. Mieszka niedaleko, zaledwie 2 ulice, ale nie mogę go nigdzie spotkać, ani w barach, pubach, dyskotekach, na mieście, nawet spożywczaku! no nigdzie. Czasem widzę, gdy przejeżdża samochodem, ale on mnie nie. Kolana mi mięknął na jego widok, a serce bije szybciej. Nie wiem, co to, ale chcę go poznać. A więc tak. Chciałabym wysłać mu jakąś walentynkę, która nie będzie walentynką, bez żadnych tam wyznań miłości itp. Napisałabym, wytłumaczyła, że jest nieosiągalny i dlatego w ten sposób to załatwiam, że to może nie jest dobry sposób... (teraz już sama nie wiem co napisać !) na pewno podałabym swój nr tel i imię a jakby się odezwał powiedziałabym, kim jestem. Podejrzewam, że on po pierwsze jest nieśmiały a po drugie w tamtym czasie nie był pewien czy aby na pewno jestem wolna, bo jak go poznałam to właśnie kończył się mój 6-letni związek i dlatego pewnie nic nie zaproponował. Zainteresowanie było obustronne, na pewno wpadłam mu w oko, kobiety powinny mi przyznać rację, bo to się wie. A właściwie to może koleś nie jest tego wart... co robić? ale jak go widzę to te serce, które szybciej bije, dech mi zapiera, kolana mięknął... Co robić? Napisać taką kartkę? Czy sobie odpuścić? Wyjdę na idiotkę? Jeśli miałby kogoś, to ja dam sobie na luz, póki co chyba, chyba nie ma. Tego nie wiem. Może ktoś zna jakiś lepszy sposób?!
Podobne tematy
Czasami warto wykonać taki krok, i zobaczyć co z tego wyniknie. Przynajmniej byłabyś pewna co do sytuacji (jeśli wiesz co mam na myśli)
Czemu kobiety robia tak akcje po x czasu?
Nie mozna było od razu?
Musiał minąć rok żeby Ci kolana miekły?
A może on ma juz żone/dziewczynę i za późno?
Nie mozna było od razu?
Musiał minąć rok żeby Ci kolana miekły?
A może on ma juz żone/dziewczynę i za późno?
tez o tym pomyślałam, troszkę późno sie bierzesz do roboty
jezeli Twój znajomy jest sąsiadem, to mniej więcej sie orientuje o której on kończy albo zaczyna prace, bierzesz pieska, spacerek i ot masz przypadkowe spotkanie ![]()
Marzyciel napisał/a:Nie mozna było od razu?
Musiał minąć rok żeby Ci kolana miekły?
A może on ma juz żone/dziewczynę i za późno?tez o tym pomyślałam, troszkę późno sie bierzesz do roboty
jezeli Twój znajomy jest sąsiadem, to mniej więcej sie orientuje o której on kończy albo zaczyna prace, bierzesz pieska, spacerek i ot masz przypadkowe spotkanie
Kolana miękły mi od kiedy go poznałam. I nie można było tak od razu, bo musiałam wyjechać praktycznie z dnia na dzień, myślałam, że będę miała na to więcej czasu... Liczę się z tym, że może mieć dziewczynę. Żony na pewno nie ma. Sąsiadem jest, ale dalekim, tak na oko to z 2-3km mam do niego, ale spacerów próbowałam w tamtym czasie dość długo, teraz też. No on jest nieosiągalny po prostu.
Dziękuję za odpowiedzi. Jednak doszłam do wniosku, że to debilny pomysł. Gdyby może wiedział, że ja już wróciłam, to wtedy by zatrybiło. Inaczej się nie da. Póki co będę się za nim rozglądać, może jeszcze się spotkamy.
w końcu co komu przeznaczone to na drodze rozkraczone.
Jak dla nie nie masz nic do stracenia. Nie spróbujesz to się będziesz zamęczać. A jeśli wyjdziesz na idiotkę to trudno, więcej pewnie gościa i tak nie zobaczysz. Ja bym spróbowała.
Jak dla nie nie masz nic do stracenia. Nie spróbujesz to się będziesz zamęczać. A jeśli wyjdziesz na idiotkę to trudno, więcej pewnie gościa i tak nie zobaczysz. Ja bym spróbowała.
No i tak właśnie cały czas o tym myślałam. spróbuję, najwyżej wyjdę na idiotkę, pewnie i tak go więcej nie spotkam. Z drugiej strony to minął już rok, on nie wie o moim powrocie, może ma już dziewczynę? tak jak ktoś tu napisał.
Dziś los czy cokolwiek innego. Pokazało mi dziwną sytuację. 3 lata temu podobał mi się cholernie koleś, którego codziennie mijałam w drodze do pracy. Zawsze się uśmiechałam, ale cześć nie powiedziałam nigdy, on też. Zrobiłam wywiad. Poznałam imię i mniej więcej adres zamieszkania(ulica dalej ode mnie) i wiek; stan-wolny, nieśmiały. Ja wtedy miałam 20 a on ponad 30 (nigdy nikt mi się nie podobał w tym wieku i stroniłam raczej od takich facetów(bez obrazy dla 30-latków i powyżej), ale ten miał to coś. I w moim mniemaniu w tamtym czasie dałabym mu maksymalnie 25lat). No i jak już znałam ten wiek, i dodałam sobie to, że on w tym wieku nie potrafi zagadać do dziewczyny i jest taki nieśmiały, to przemyślałam wszystko i odpuściłam. Dziś, DZIŚ spotkałam go w sklepie osiedlowym po ponad 3 latach. Uśmiech na buzi od ucha do ucha, znaczące spojrzenie w moim kierunku, sytuacja nie pozwalała na wymianę zdań, ale gdyby to było możliwe, po prostu wiem, że on by to zrobił i zagadał, nawet wymienił się numerem. Taka pewność siebie biła od niego i to jego zainteresowanie moją osobą(nie pochlebiam sobie, proszę tak nie myśleć). Kobietki wiedzą o co chodzi. Tylko,że bez względu na wszystko ja już zainteresowana nie jestem, co dałam mu wyraźnie do zrozumienia.
Po tym dzisiejszym zdarzeniu, wiem, że mogę właśnie takiej reakcji spodziewać się po moim obecnym kolesiu, że on nie będzie zainteresowany tym, co działo się rok temu. Było minęło. Zupełnie tak jak ja dziś. Nie bez powodu spotkało mnie to dziś.
kaisa_malene, po tym jak podjęłam już decyzję. Po przeczytaniu Twojego postu znowu mam wątpliwości.
Luciola23
Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować, że się tego nie zrobiło. Warto spróbować niż się masz później zastanawiać, że coś pięknego mogło Cię ominąć. Trzeba brać sprawy w swoje ręce !!! Może coś nie wyjść, może być inaczej niż sobie zakładaliśmy ale to nie koniec świata:)
gothab
!!! ale Ty zdajesz sobie, że to już minął rok ? Jakbyś po roku dostał kartkę z numerem i imieniem, to byś się pewnie zdziwił...
Oczywiście, że sobie z tego zdaje sprawę.
Możliwe, że bym się zdziwiła, ale też pewnie byłabym miło zaskoczona:) ale to, moje zdanie. Tak jak już tutaj napisał ktoś wyżej, wyjedziesz na idiotkę trudno, ale wiesz, ze próbowałaś, zresztą sama widzisz zadręczasz się w tej chwili.. nie lepiej się upewnić i mieć to za sobą? a kto wie, może coś wyjdzie fajnego.
Odświeżam temat, ponieważ myśl o nim wciąż nie daje mi spokoju. Ostatnio spoglądając przez okno zauważyłam przejeżdżający samochód, w którym był On. Jak na złość nie widział mnie! (było to ze 2 może 3tygodnie temu). Pomyślałam więc, że nigdzie nie wyjechał. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam
I oczywiście zaczęły się moje wieczorne spacery jego ulicą. Zaczęłam częściej wychodzić i pokazywać się na mieście, ale niestety wszystko na nic, bo nie udało mi się go ani razu ponownie spotkać, o czym tak marzyłam. Po dzisiejszym spacerze widziałam- przyszłego szwagra i teścia
jego oczywiście nie! jestem wściekła i na siebie i na niego! Doszły mnie słuchy, że ponoć poszedł do wojska, więc możliwe, że rzadko tu bywa. I teraz ponownie chciałabym wysłać mu tę kartkę. Ba! ja już ją napisałam; zaadresowana koperta leży w szufladzie. I tak sobie myślę, że ją jutro wyślę, ale wciąż mam wątpliwości... bo jeśli ja sobie wstydu narobię? No i czy on się odezwie? Kobiety pewnie ucieszyłyby się z takiej kartki, a facet?! Przecież nawet jak mu to wyślę, to on niekoniecznie będzie pewien, że to ode mnie, prawda?! Jestem niemalże pewna, że przez jego nieśmiałość nie możemy się poznać. A ja mam fioła na jego punkcie! Od lutego monitorowałam, portale społecznościowe, ale go tam nie znalazłam tylko jego młodszego brata. aaa zapomniałam. Chcą zdobyć jego numer prosiłam jego sąsiada, a mojego znajomego czy nie mógłby mi załatwić. On miał z nim jak to określił "kontakty na chłodno", ale przekaże młodszemu bratu aby skontaktował się ze mną. Tak to załatwił, no ale jak on miał się niby ze mną skontaktować... Ludzie kochani, może Wy macie jakieś lepsze pomysły, bo ja już nie mam pojęcia. Możliwe, że powinnam sobie odpuścić, ale kurcze nie mogę...
A cóż Ci zależy? Ja bym napisała jakąś wesołą kartkę i wysłała od razu. Ba, nawet bym się podpisała, żeby skojarzył od kogo. Odpowie - super, nie odpowie - trudno.
Nie pracujesz z nim, nie widujesz go na każdym kroku, nie masz nic do stracenia.
Teraz, po roku to chyba nawet łatwiej będzie nawiązać z nim kontakt. Możesz napisać, że wróciłaś po roku nieobecności i ciekawa jesteś co u niego słychać. Że miło wspominasz Waszą znajomość (czy jakkolwiek to nazwać) i że po prostu przesyłasz pozdrowienia. Najprostsze wyjścia są zawsze najlepsze.
A cóż Ci zależy? Ja bym napisała jakąś wesołą kartkę i wysłała od razu. Ba, nawet bym się podpisała, żeby skojarzył od kogo. Odpowie - super, nie odpowie - trudno.
Nie pracujesz z nim, nie widujesz go na każdym kroku, nie masz nic do stracenia.
Teraz, po roku to chyba nawet łatwiej będzie nawiązać z nim kontakt. Możesz napisać, że wróciłaś po roku nieobecności i ciekawa jesteś co u niego słychać. Że miło wspominasz Waszą znajomość (czy jakkolwiek to nazwać) i że po prostu przesyłasz pozdrowienia. Najprostsze wyjścia są zawsze najlepsze.
KOCHANE KOBIETY! DZIĘKUJĘ :*:* Tylko tego potrzebowałam, że jednak nie mam nic do stracenia
Kartkę oczywiście dziś wysłałam, obleciałam całe miasto w poszukiwaniu odpowiedniej z niezobowiązującą treścią, ale nie znalazłam. Więc kupiłam kolorową kartkę, jakoś odruchowo wybrałam z zielonym akcentem (a zielony, to kolor nadziei
). Treść następująca: Cześć Artur. Jesteś naprawdę niemożliwy, jak można być tak nieosiągalnym facetem.
Gdyby jednak coś się zmieniło, to-(tu nr. tel.) Pozdrawiam! (moje imię).
Całą noc myślałam nad tym co napisać i całą nocą nie spałam przez to. A przed skrzynką na listy stałam chyba z 15 min. i wahałam się
Nawet wymyśliłam sobie, że jak o 14 zabierają te listy, to ja chyba jednak pójdę i go zabiorę, czego nie zrobiłam. Na dodatek napisałam sobie kartkę z moim nowym mottem od gothab- Lepiej zrobić coś i żałować, że się to zrobiło, niż żałować, że się tego nie zrobiło! postawiłam na biurku i powtarzam cały dzień
Myślę, że w poniedziałek będzie już ją miał, tylko nie wiem czy będzie w domu i odczyta, bo jeśli rzeczywiście poszedł do wojska, to pewnie dopiero w któryś weekend przyjedzie i dopiero wtedy. Poczekam
Teraz jest mi tak lekko i radośnie
:) Mordka mi się cieszy mimo nieprzespanej nocy
:) Wspaniałe uczucie...
Napisz nam czy ci odpisze. Jestem bardzo ciekawa co będzie dalej. Normalnie jak romansidlo
Odpisał mi!!!!! Jak ja się cieszę!!!
:):) Dzwonił, pisał komplementy. Był mega zaskoczony, podobnie jak ja. Oczywiście, mnie kojarzy, mamy się spotkać na piwku, terminu jeszcze nie ustaliliśmy. ![]()
Pozostaje tylko życzyć powodzenia i miłego spędzenia czasu ![]()
Odpisał mi!!!!! Jak ja się cieszę!!!
:):) Dzwonił, pisał komplementy. Był mega zaskoczony, podobnie jak ja. Oczywiście, mnie kojarzy, mamy się spotkać na piwku, terminu jeszcze nie ustaliliśmy.
Facet Cie wkręca, bo widzi, ze jestes wariatka i na niego lecisz.
Uroiłaś sobie w głowie romans.
Poczekamy na jakieś dramatyczne posty, to kwestia czasu.
Nie ma to jak komu optymistycznie przywalić z samego rana, prawda iruda?
Dziewczyna zdecydowała się na pierwszy krok, nie wydaje mi się żeby coś głupiego zrobiła, skąd w Tobie taka "życzliwość"?
20 2012-05-08 09:05:32 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-05-08 09:06:42)
Nie ma to jak komu optymistycznie przywalić z samego rana, prawda iruda?
Dziewczyna zdecydowała się na pierwszy krok, nie wydaje mi się żeby coś głupiego zrobiła, skąd w Tobie taka "życzliwość"?
przeczytaj wszystko od początku
romantyczna obsesja to choroba, którą sie leczy
chyba, że ktoś lubi sie łudzic, tylko potem siniaki na d... sa bardzo bolesne
nie ma realnych facetów obok? tylko ten jeden jedyny, który juz dał do zrozumienia, ze "sorry mała" ? to trzeba sobie było nabudować przez cały rok jaką iluzję? ze moze ona tak wcale nie mysli, tylko tak wyszlo?
dziewczyny, zejdźcie na ziemie
iruda, ja myślę, że nawet jeśli to tylko ułuda, to lepiej się o tym przekonać niż później wiele miesięcy przeżywać, że a może jakbym miała odwagę to byłoby tak, a siak ... nawet jeśli podejście do sprawy jest odrobinę dziecinne to i tak Twoje czarnowidztwo i pouczanie nie jest na miejscu. A jeśli to choroba to pewnie dobrze wiesz, że Twoje krytyczne pisanie tutaj niewiele pomoże ...
22 2012-05-08 15:28:43 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-05-08 21:15:52)
No przepraszam bardzo: pytanie było "co o tym myślicie", a nie polecenie "zachwycajcie sie tym pomysłem". Ja myslę właśnie tak.
irudy posty zignoruję, bo nawet nie chce mi się tego komentować.
Powiem Wam, że spotkałam się z nim
z czego bardzo się cieszę :)Rozmawiało mi się z nim świetnie, a rozmowa po prostu płynęła. Tak jak 2 lata przed tem(tak, 2lata, a nie rok ;d) Może i w dziwny sposób "odświeżyliśmy"(ja odświeżyłam) znajomość, ale rozwija się ona tak jak w każdym innym przypadku. Wiecie co, ja naprawdę teraz już nie wiem, które bardziej się cieszy, że mamy kontakt. Dziękuję, że jednak znalazły się osoby, które popchnęły mnie w dobrym kierunku ![]()
irudy posty zignoruję, bo nawet nie chce mi się tego komentować.
Powiem Wam, że spotkałam się z nim
z czego bardzo się cieszę :)Rozmawiało mi się z nim świetnie, a rozmowa po prostu płynęła. Tak jak 2 lata przed tem(tak, 2lata, a nie rok ;d) Może i w dziwny sposób "odświeżyliśmy"(ja odświeżyłam) znajomość, ale rozwija się ona tak jak w każdym innym przypadku. Wiecie co, ja naprawdę teraz już nie wiem, które bardziej się cieszy, że mamy kontakt. Dziękuję, że jednak znalazły się osoby, które popchnęły mnie w dobrym kierunku
Przepraszam za mój dołujący post, ale to taka bajka, że nie mogę uwierzyć, brakuje tylko "i żyli długo i szczesliwie".
Mam tylko nadzieję, że nie dasz sobie zrobic krzywdy.
Przepraszam za mój dołujący post, ale to taka bajka, że nie mogę uwierzyć, brakuje tylko "i żyli długo i szczesliwie".
Mam tylko nadzieję, że nie dasz sobie zrobic krzywdy.
I nie wierz, że "żyli długo i szczęśliwie". Ja też nie wierzę. Normalna znajomość, która nie zaczęła się zupełnie tak normalnie i tradycyjnie jak bywa. Pierwsze nasze spotkanie wcale nie było idealne. W takim razie opowiem. On 29l. ja 24l. (nigdy nie spotkałam się z facetem, gdzie między nami była taka różnica, max bywało 2lata, ale ja nie wiedziałam ile on ma lat, dałam mu mniej początkowo, ale różnica wieku nie ma dla mnie znaczenia- taka różnica wieku:) Umówiliśmy się na piwo. Powiedział, że przybędzie po mnie. Zdziwiona, bo nikt nigdy nie przyszedł po mnie do domu na pierwsze spotkanie. No, zgodziłam się. Dodam tylko, że godziny nie mieliśmy ustalonej, bo jak wróci z trasy to się ogranie i będzie po mnie. Pogoda-burzowa, panicznie boję się burzy. Deszcz nie pada, ale będzie. W ostatniej chwili zmiana stroju, bo jak będzie padać, to białe spodnie odpadają. Naczekałam się, wyszło, że dopiero po 22. Dla mnie późno, lekko śpiąca, no ale problemu nie robię. NO i przybywa mój księciu. Ja w domu- dostaję sms "Jestem", wychodzę przed dom uśmiechnięta, samochód... Podchodzę od strony kierowcy(dla pewności czy to aby na pewno on, w końcu 2 lata go nie widziałam). Słyszę "wsiadaj!" Ja- "Chwila jak to samochodem na piwo?! Jak Ty to sobie wyobrażasz?!", znowu "noo wsiadaj!". Dymu nie robię wsiadam. Gadam- rozumiem, że Ty colę będziesz pił, a ja piwko? -nie. Dojeżdżamy do centrum, pytam- Gdzie jedziemy? -zobaczysz... No myślę pewnie na obrzeżach miasta(a wielkie nie jest). No i gadamy coś tam, zagadaliśmy się. Ja patrzę, a my już za miastem. No i wtedy się zaczęło... Moje setki pytań:" gdzie mnie wieziesz? że jak to za miasto? ja myślałam, że... ale ja Cię nie znam! Stój ja wysiadam!! Jak co to ja w domu zostawiłam wiadomość z kim miałam się spotkać (desperacja mnie ogarnęła) a jak mi coś zrobisz?" księciu- "Ty mi zrobiłaś niespodziankę, to ja też"(łzy w oczach miałam) słuchał tego, widziałam, że był już zirytowany moją gadką. Zamknęłam się, szepnęłam pod nosem, że na bank już po mnie, ale zauuu...faaam Ci i równocześnie pożegnałam się z życiem... Wkurzona, nawet na niego nie patrzę, on wręcz przeciwnie... Coś zagaduje, zdawkowo odpowiadam... Nie poddałam się, zaczęłam zgadywać, gdzie mogłoby to być(trasę znałam), nic nie chciał powiedzieć, ja nie mogłam zgadnąć. Zapytałam tylko czy to na bank na piwo będzie, a nie na jakąś kolację czasem i świece... On- "na bank na piwko, nic się nie bój." Dojechaliśmy, szczęśliwa, bo było zamknięte! hehe zadowolona-"wracamy do miasta?." On wkurzony...cisza, chwilę myśli- "znam jeszcze jedno miejsce, może tam będzie otwarte...." Wiedziałam, gdzie choć nigdy nie byłam. Dojeżdżamy, poszedł zapytał czy nie zamykają czasem za raz, miałam nadzieję, że TAK, wyszło, że niestety nie i zostajemy tu. Patrzę na mój ubiór na miejsce- no nie pasuje...Wchodzę- na prawo bar, piękny wystrój i sala, na lewo recepcja... No to chyba fajnie się nie skończy.... Nowa barmanka, trochę się zeszło...Rozmawiało się super, w sumie byłam tak zmęczona, że mogłam siedzieć i gapić się na niego tylko
, ale gadałam on więcej... W sumie to ja niewiele więcej wiem, niż wiedziałam... Na koniec o recepcję nie zahaczył. Ufff.... W drodze powrotnej dużo rozmawialiśmy :)Skończyło się średnio. No jak się pożegnać w aucie? On- "to ja Cię do drzwi odprowadzę..." No dobra... Tłumaczę, że mam kamery (bo mam), myślałam, że zrozumiał aluzję i całowania nie będzie...Gadamy coś tam... Wsadziłam klucz w zamek, odwróciłam się -"Dobranoc" no i buzi. Taaa moje buzi, a on język. Rękę położyłam na jego ustach, komentarz "gupek"
obrażony poszedł do bramki, ja wciąż stoję w drzwiach... Nie odwrócił się. Zaszłam do pokoju sms- "No ładnie jeszcze mnie na koniec wyzwać..." No wytłumaczyłam się z tego, kilka smsów i zadowolona, ale bardzo zmęczona poszłam spać, on też
Nie dość, że kamery(mieszkam z rodzicami) to jeszcze mega mnie onieśmiela i temu tak wyszło
Na bajkę to nie wygląda. Zanim doszło do spotkania to też, teraz już śmiesznie, ale w tamtym momencie niekoniecznie... Jeszcze tydzień nie minął, a tak dużo w szybkim tempie się dzieje. I proszę nie krytykować mi księcia za to, że nie sprawdził knajpy, bo akurat w nasz dzień postanowili wcześniej zamknąć... Księciu jest bardzo zapracowany i tylko miał ten jeden dzień, a właściwie wieczór dla mnie, bo rano był już daleko gdzieś...
26 2012-05-13 10:07:33 Ostatnio edytowany przez Małgorzatka (2012-05-13 10:09:06)
Odświeżam temat, ponieważ myśl o nim wciąż nie daje mi spokoju. Ostatnio spoglądając przez okno zauważyłam przejeżdżający samochód, w którym był On. Jak na złość nie widział mnie! (było to ze 2 może 3tygodnie temu). Pomyślałam więc, że nigdzie nie wyjechał. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam I oczywiście zaczęły się moje wieczorne spacery jego ulicą. Zaczęłam częściej wychodzić i pokazywać się na mieście, ale niestety wszystko na nic, bo nie udało mi się go ani razu ponownie spotkać, o czym tak marzyłam. Po dzisiejszym spacerze widziałam- przyszłego szwagra i teścia jego oczywiście nie! jestem wściekła i na siebie i na niego !
Już trzy razy mi się zdarzyło, że powiedziałam jakiemuś facetowi, że jestem nim zainteresowana. Nie ma reguły, warto czy nie warto. W sumie nie żałuję, bo rozwiałam swoje wątpliwości. Raz tylko zaczęłam się spotykać z facetem po takiej informacji i wyszło dobrze. W pozostałych przypadkach klapa
Więc to zależy.
A propo tego spacerowania
zazwyczaj jest tak, że spotykamy tą osobę w najmniej oczekiwanym momencie. Tego ostatniego, któremu powiedziałam poznałam w pracy. Niestety powiedział mi że on jest kimś in innym zainteresowany. Ok, w porządku. Już tam nie pracuję. Także, gdy miałam iść coś załatwić to wychodziłam w godzinach w których on kończył pracę z nadzieją że go spotkam. Spacery też były. Mieszkam niedaleko tego biura. A to pech, nigdy go nie spotkałam
Trzy dni temu byłam na zakupach, kupiłam taką śliczną, czerwoną sukienkę. Po powrocie założyłam ją, było gorąco wyszłam się przejść. Żeby nie było, wyszłam tak około 13, a on kończy pracę o 15.30
Poszłam do apteki, później pomyślałam że skoczę jeszcze do bankomatu. Wracając, czułam, że ktoś się na mnie patrzy, odwróciłam głowę a po drugiej stronie ulicy stał on:) Czekał w kole3jce do bankomatu, tylko innego banku. Szkoda, że nie mamy w tym samym banku kont. Kiwnęłam do niego głową i poszłam dalej, pamiętając naszą ostatnią rozmowę. Wiem, że ładnie wyglądałam w tej czerwonej sukience. Zresztą jego mina była jednoznaczna
Jaki to przypadek, że go spotkałam właśnie w tym momencie w którym w ogóle się jego nie spodziewałam. Powinien być w pracy w tych godzinach. Kontynuując, napisałam do niego wiadomość następnego dnia, że chyba był trochę zdziwiony tym nagłym spotkaniem. Odp; "Może byłem
co tam u ciebie? " Jeszcze jemu nie odpisałam.
Także jak widzisz, możemy spotkać tą osobę w najmniej niespodziewanym momencie. Żyj normalnie, tak jak na co dzień, a los wszystkim pokieruje ![]()
Oczywiście, że możemy spotkać ją w najmniej oczekiwanym momencie. Po rozmowie z nim okazało się, że bywaliśmy w tych samych miejscach, ale w różnym czasie. Dziś już wiem, że spotkalibyśmy się w pracy jego, do której ja niebawem się wybieram, a on pracuje tam bardzo długo. Nawet nie wiedziałam o tym. Chociaż z naszym szczęściem, to pewnie byśmy się też nie spotkali. Póki co, cieszę się, że tak wyszło. Tylko ja zeszłam na ziemię i z dystansem do tego podchodzę, a on wręcz przeciwnie
W poniedziałek kolejne spotkanie ![]()