Witam, w czym tkwi problem? we mnie. Nie wierzę w siebie, ambicje we mnie padły, nie było tak od zawsze,ale od czasu,gdy problemy w domu mnie przerosły (brak kasy, wieczne awantury rodziców, alko,przemoc psychiczna ojca nad nami..i t p.). Wyprowadziłam się z domu ponad rok temu..zwariowałabym tam, nie dawałam rady psychicznie,pękłam. I to była najlepsza decyzja jaką podjęłam w życiu.. Obroniłam licencjat (z rocznym opóźnieniem..) i podjęłam w międzyczasie prace..na produkcji..uhm..Nadal tam pracuje (ponad rok) bo boję się zrezygnować, boję się utraty stałego dochodu, a tu mam to gwarantowane,utrzymuje siebie i pomagam mamie, bez stałego zatrudnienia musiałabym wrócić do domu..wrr. I pytanie: gdzie moje ambicje?! 4+ na dyplomie z Uniwerku ( fakt to tylko polonistyka),a ja pracuje..fizycznie w "obozie pracy"..
Kolejny problem...brak zainteresowań..w towarzystwie czuje się pusta mentalnie. Jestem atrakcyjną dziewczyną,ale ...byłam ponad 3 lata z facetem, który mnie zostawił dla laski ,bo miała pasje, mają o czym rozmawiać..a ja? od 2 lat korzystam z wolności,wszystkie znajomości kończą się po kilku spotkaniach,bo ja ..uciekam. Mam wrażenie,że jestem nijaka,bo przecież piękne oczy to nie wszystko..i uciekam,żeby się nie skompromitować swoją płytką mentalnością..Teraz spotykałam się z facetem,który mnie już zafascynował kilka lat temu. Ale nasze relacje były układem czysto fizycznym..koleżeński sex. Tu straciłam poczucie swojej wartości..,bo chyba gdzieś emocjonalnie byłam z nim bardziej związana,(banalny babski schemat..) bardziej mi na tej znajomości zależało..i co?A teraz mam za swoje,jestem spostrzegana tylko przez tego kolesia jako partnerka do sexu.Doszłam do wniosku,że czas z tym skończyć. Potrzebuje kogoś bliskiego, nie chcę być spostrzegana tylko przez pryzmat łóżka..do bani to wszystko! pogubiłam się.Czy istnieje sposób na odzyskanie wiary w siebie, odnalezienie wartości w sobie? tak,wiem..to brzmi banalnie..ale ja zaczynam bać się życia..póki co życia bez perspektyw:(
Podobne tematy
powiem ci tak jestes napewno super kobieta jak kazda z nas masz swoje marzenia ambicje bo napewno masz,nie patrz na to ze ktos cos mowi jesli facet jest marny i sie chwali toba to go olej napewno jestes inteligetna laska.ja lubie seks i uwierz mi facetami mozna kierowac jak sie chce.ale nie umiejszaj sobie wartosci bo naprawde wiesz jaka jestes!
Musisz odnaleźć na nowo siebie. Jesteś atrakcyjną, wartościową dziewczyną, na pewno masz wiele zalet w sobie. Może powinnaś znaleźć jakieś hobby? Ale nie na siłę. Pomyśl co sprawia Ci przyjemność i w czym mogłabyś pogłębić swoją wiedzę na dany temat. Może to pomogłoby Ci wypełnić tą pustkę i uwierzyć w siebie ?
Zupełnie jakbym czytała o sobie, też skończyłam studia prawnicze z dobrym wynikiem, wyróżnienia od dziekana itp, ale na wymarzoną aplikację się nie dostałam i pracuję w hipermarkecie jako kasjerka - tylko dlatego, że ukryłam wykształcenie. Musiałam wyprowadzić się z domu z tego samego, co Ty powodu. Już nie liczę ile razy próbowałam znaleźć jakąś normalną pracę, ale ciągle coś nie tak - już sama nie wiem, co ze mną jest. Po ostatnim naborze do urzędu na etapie rozmowy kwalifikacyjnej załamałam się i już nawet nie pojechałam sprawdzić wyników, czy dopuszczą mnie do trzeciego etapu. Poddałam się ;<. Mam wrażenie, że nie nadaję się do niczego, co dotknę, to zniszczę i że ludzie mnie nienawidzą. Czasem zastanawiam się, po co w ogóle poszłam na studia, skoro nic teraz z tego nie mam. Do tego problemy w kontaktach z ludźmi i nawiązywaniem znajomości, po tym co przeszłam w domu. Narzeczony niedługo wylatuje do Wlk Brytanii i chce mnie zabrać do siebie, gdy już się nieco ogarnie. Tego też się boję, a dokładnie, że będę musiała zaczynać wszystko od nowa i uczyć się języka. W zasadzie nie mam nawet pojęcia, co miałabym tam robić, jakiej pracy szukać.
Jutro idę do lekarza, bo już nie radzę sobie z obniżonym nastrojem, ciągle płaczę, nie chce mi się sprzątać, wstawać z łóżka, ani jeść. Do tego jeszcze słyszę od matki i siostry, że jestem wyrodnym dzieckiem, bo ośmieliłam się wyjechać, by po prostu chronić siebie, zamiast ciągle stawać w obronie matki i obrywać za nią. Nie chcę już widzieć ojca na oczy po tym, jak mnie pobił przed świętami po pijaku. Zanim poszłam na studia byłam takim wypranym z uczuć ludzikiem, żeby psychicznie w miarę przez to wszystko przejść, później w miarę czasu zaczęłam być zdaniem rodziny zbyt uczuciowa i nie godziłam się na podłe traktowanie, wizyty w domu były sporadyczne. Mój związek też został objechany z góry na dół, bo trzymam z kimś obcym, zamiast z rodziną, matką, która tyle dla nas wycierpiała. Nie ogarniam
.
Kochane piszę ponieważ mam przeogromną potrzebę podzielenia się z Wami moimi doświadczeniami i przemyśleniami. Jestem DDA. Niestety u mie to już pkoleniowa przypadłość. W domu piła i matka i ojczym (tata nie żyje, ale też lubił wypić). Do tego przemoc fizyczna ze strony ojczyma ale tylko do matki. Za to mnie i mojego brata maltretował psychicznie poniżając nas na wszelkie możliwe sposoby. Wyprowadziłam się z domu w wieku lat 18, dowód osobisty był jeszcze ciepły kiedy w ZUSie przepisywałam rentę na siebie. Kiedy oznajmiłam mojej rodzicielce, że się wyprowadzam pierwsze co usłyszałam, to że nie dotanę pieniędzy. Jakież było jej zdziwienie kiedy ją poinformowałam, że nie ona już o tym decyduje. Domyślacie się w jakim stanie psychicznym i emocjonalnym opuszczałam ten dom. I nie czułam ulgi a to dlatego, że musiałam tam zostawić dwie malutkie siostry, które bardzo kochałam. Jednak musiałam ratować siebie. Dzięki temu zdałam maturę poszłam na studia ale wciąż żyłam w lęku, że coś pójdzie nie tak i że będę musiała tam wrócić. Takie myśli dodawały mi sił i motywacji aby niczego nie popsuć. Dzisiaj jestem kobietą po 30 po 2 długoletnich związkach, w których tkwiłam bo bałam się być sama. Do tego dochodził głód emocjonalny i ta potrzeba żeby był mężczyzna bo inaczej nie jestem nic warta. Poczucie własnej wartości tak ważne aby osiągnąć sukces jest tak trudne do wypracowania. Ale samemu nie uda się. Ja chodzę do psychologa i wiem, że bez tego ani rusz. To dzięki terapii wiem jaki mam problem dlaczego życie osobiste mi się nie układa. Wciąż się siebie uczę i próbuje pokochać. Próbuje pokochać też swoją samotność choć ona czasami tak bardzo boli i mnie przeraża. Mieszkam 150 km od miasta rodzinnego i nie zbliżyłabym się w tamtym kierunku nawet o kilometr. Ta odległość to moje poczucie bezpieczeństwa. Mam swoje życie i próbuje o nie walczyć. Co do zainteresowań. To jakaś totalna plaga. Ja też nie mam jakiś konkretnych. Teraz taka moda żeglarstwo, malarstwo i inne, na które trzeba mieć fundusze. Ale pewnego dnia doszłam do wniosku, że nie jestem mniej wartościowa bo nie mam "modnego hobby" Lubię czytać, chodzić do kina spotkać się z przyjaciółmi, ugotować coś smacznego, pobiegać. Dziewczyny każda z nas została poturbowana przez życie i to co czujemy nie jest naszą winą i nie możemy z tego powodu czuć się gorsze. Jesteśmy mądrymi, wykształconymi kobietami, które nie mają siana w głowie. Naszą wartością nadrzędną jest to, że umiemy walczyć co udowodiłyśmy już w momencie nie powielenia wzorów z domów. Jesteśmy wolne i tylko od nas zależy jak dalej będzie wyglądało nasze życie musimy tylko zacząć żyć, stawić mu czoła nie bać się go i czerpać z niego co najlepsze choćby to miały być drobnostki jak np. spacer po parku w słoneczny dzień, czy chwila spędzona z książką i kubkiem gorącej czekolady w zimowy wieczór. Musimy tylko pokochać siebie i zaakceptować. Nie jesteśmy gorsze :-) Jesteśmy cudowne i walczmy o siebie.
rena_sz, poszłaś na terapię z jakim konkretnym powodem? Brak wiary w siebie? Brak poczucia własnej wartości? Ciekawi mnie to bo "zazdroszczę" Ci tej terapii, czuję że powinnam się na taką udać. Długo trwała taka terapia?
Rena _sz gratuluję Ci rozwagi i mądrosci, zawalczyłaś o siebie i udalo sie to jest Twoja ogromna wygrana. A to że nie masz ukierunkowanej pasji to nie każdemu przychodzi to w tej samej porze, ja zaczęłam odczuwac pasje i wieksze zainteresowania w póżniejszych latach, a więc wszystko przed Wami dziewczyny. Jestescie madre i wartosciowe i sięgajcie w zyciu po najlepsze. Powodzenia.
DirtyDianna moja przygoda z terapią to długofalowa sprawa. Nie od początku znalazłam się na tej właściwej. Ja zaczynałam u seksuologa, bo nie miałam ochoty na sex z moim facetem. Jak się później okazało nie we mnie był problem tylko w nieodpowiednim facecie, ale to już odrębny temat. Seksuolog skierował mnie do psychologa, jak usłyszał moją histroię życia. Znalazłam się na terapii grupowej, którą źle wspominam, ale to tam właśnie dojrzałam do decyzji o zakończeniu długoletniego związku w którym byłam bardzo nieszczęśliwa (data ślubu nieuchronnie się zblżała). Parę miesięcy później poznałam R, który miał za sobą terapię indywidaualną i namówił mnie po jakimś czasie abym poszła do tej Pani, bo jest sprawdzona. Swoją drogą coś w tym jest, że ludzie mający problemy ze sobą przyciągają się :-( Po wielu namowach poszłam, bo chciałam "się naprawić". Problem był jedynie w tym, że ja nie uważałam, że mi to jest potrzebne, więc chodziłam tam w kratkę i na przemian brałam leki i je odstawiałam. W tzw międzyczasie pojawiałam się na terapii DDA, ale nie wytrzymałam tam długo. Grupowe terapie to zdecydowanie nie dla mnie. I tak parę lat niby coś ze sobą robiłam, ale nie tak do końca. Ale pewnego dnia mój związek zawisł na włosku, bo on po powrocie z sanatorium pozostawał z kimś w bliskim kontakcie a mój świat znalazł się na równi pochyłej. Pewnej nocy obudziałam się z takim atakiem paniki, że nie mogłam oddychać i to był przełom. Stwierdziłam, że nie mogę tak dalej żyć, bo to nie jest życie tylko koszmar. Wtedy właśnie pierwszy raz sama z własnej woli poszłam, po raz kolejny, prosić o pomoc specjalistę. Dojrzałam do decyzji, że należy walczyć o siebie. Ale dopiero teraz czuję, że jestem na odpowiedniej terapii. Nie pamiętam jak się nazywa ale uzupełnię tą wiedzę i się z Wami nią podzielę. Nie jest tak, że to wszystko załatwii. Mój związek przchodził różne stadia i w końcu się wyprowadziłam, ale niestety bez niego jestem w rozsypce i nie wiem, czy wygram tą walkę pomimo pomocy i fachowcy i przyjaciół. Nie mniej jednak wciąż podtrzymuję to, co wczesniej napisałam, że należy walczyć o siebie i nie poddawać się. Mam nadzieję że i mi się uda. Co do psychologa to kiedyś powiedziałam, że chodzę tam dla siebie i po siebie. Tam próbuję poznać kim jestem, próbuję się dostrzec, docenić to, co mam, co osiągnęłam i zaakceptować to, jak wygląda moje życie. Mam problem bo jetem uzależniona od potrzeby bycia z kimś i bardzo cierpię bo dzisiaj jestem sama i nie chce mi się żyć, ale trzymam się nadziei że właśnie terapia (już wiem terapia nazywa sie poznawczo-behawioralna) i również to forum uwolni mnie od tych destrukcyjnych uczuć i myśli. Dostaję tutaj wiele pomocy ale sama też pragnę pomóc o mam nadzieję, że tak właśnie będzie. Myślę o Was.