Mam od jakiegoś czasu problem. Jestem w stałym związku od 10 lat, od 4 lat jesteśmy po ślubie. Decyzja o ślubie zapadła na skutek mojej ciąży. Mamy aktualnie 4 letnie dziecko. Jednak od jakiegoś czasu, 1-2 lata, czuję się jakbym mieszkała z zupełnie obcym człowiekiem. Mój mąż nie jest zły, nie pije, nie zdradza, nie bije. Czasem tylko przedkłada garaż i swoje auto zabawkę nad rodzinę. Po pracy często jeździ do garażu i tam spędza całe dnie. Z domu zrobił hotel, stołówkę itd. Mówi że chodzi tam na fuchy, żeby zarobić dodatkowe pieniądze - ale tych pieniędzy nie widać w ogóle. Odkąd urodziłam dziecko zostałam praktycznie sama ze wszystkim, mąż w ogóle nie pomagał mi przy dziecku, gdyż jak to mówił - boi się cokolwiek zrobić swoimi "grabiami" przy takim maleństwie. I tak przez ponad 6 pierwszych m-cy nawet nie dotknął dziecka. Potem czasem coś zrobił dla spokoju, żebym się nie czepiała. Do dziś zresztą jak bawi się z dzieckiem, to niby się bawi, ale glapi się w tv, ale siedzi w garażu. Ja w między czasie straciłam pracę po urlopie wychowawczym i od tego czasu zaczęły się ciągłe kłótnie. Co znalazłam nową pracę to zaraz ją traciłam bo dziecko w przedszkolu często choruje, a mąż zawsze obiecuje że następnym razem on weźmie L-4, a jak przychodzi co do czego to mówi że on nie może i ja mam brać albo coś sama wymyśleć. Chciałam zamiast przedszkola zatrudnić opiekunkę do dziecka na czas pracy - to on nie zostawi dziecka z obcą babą, itd. Nigdy nie mogłam na niego liczyć, zawsze coś obiecywał a potem nie dotrzymywał, dziecku robi tak samo, najpierw obiecuje że potem, jutro ale nigdy nie dotrzymuje słowa. Jak wspomnę sobie nasze 10 lat razem, to aż sama się dziwię sobie, przez całe 10 lat nie byliśmy ani 1 razu na wakacjach sami. Zawsze jechali z nami jego koledzy i on sobie pił albo dobrze sie bawił, a ja siedziałam z boku. Przez niego straciłam wszystkich moich znajomych, bo tej nie lubił, ta jest głupia, i tak odstraszał wszystkie moje koleżanki, aż zostałam całkowicie sama. Mojej mamy też nie znosi, ciągle mówi na nią (i to do naszego syna) ze to jędza, że jest wredna, głupia, że najlepiej mogłaby zniknąć. Gdy byłam w ciązy on pił praktycznie co weekend z kolegami. Teraz sie opamiętał i pije bardzo rzadko. Kilka razy poszedł do kolezanki (ktora mieszka ze swoim chlopakiem - ponoc) na piwo i wrocil grubo po północy kompletnie pijany, jak sie wkurzylam o to, to powiedzial ze jestem nienormalna i zazdrosna zupelnie bez sensu.
Aktualnie oboje pracujemy, dziecko jest u rodziców od poniedziałku do piątku, u nas tylko weekendy, mnie to się nie podoba, synowi też nie, płacze za nami, ale mężowi pasuje, bo nie trzeba płacic za opiekunke i nie trzeba sie zajmowac dzieckiem, ma dziecko tylko na weekendy. Mamy 2 samochody ale tylko on jeździ autem, drugie stoi w garażu, bo to jego zabawka i nie bedzie tym jezdzil na co dzien zeby ktos w niego nie wjechal i mu nie rozbil. Ja jezdze autobusami, zreszta zawsze tak bylo, nawet do lekarza z malym dzieckiem tłukłam sie autobusem, a 2 auto stało sobie w garazu - a nie jest to jakis zaden cud natury tylko zwykły VW GOLF 2 - poprzerabiany.
Od jakiegoś czasu w ogóle się nie kochamy, a jeśli już to dla świętego spokoju mu ustępuję, i się zmuszam do seksu żeby on nie marudził i nie był niemiły. Gdy kilka razy odmówiłam, traktował mnie okropnie, był bardzo złośliwy, uszczypliwy. Raz nawet popłakałam się podczas seksu, a on nie przerwał, nawet nie przejął się tym że płaczę w czasie seksu. Czułam się okropnie. Od tamtego czasu jest co raz gorzej. Po tej sytuacji kochaliśmy się jeszcze tylko 2 razy, a kiedyś w kłótni powiedział mi że i tak jestem beznadziejna w łóżku, bo kochać się ze mną to jak z warzywem. Ciągle mi powtarza że jak mi się coś nie podoba to mam wypier.... do swojej głupiej mamuśki.
Z każdym dniem czuję co raz bardziej że go nie kocham, dziś wiem, jestem pewna, że gdybym cofnęła czas to nie wzięłabym tego ślubu z nim. Ale teraz ?? Co mam zrobić ? Odejść od niego ? Gdy raz próbowałam, to mi zapowiedział ze będzie walczył o dziecko zeby mieszkalo z nim. Tyle ze on sie tym dzieckiem nigdy nie zajmował !!!
Chcę odejsc od niego, znalazłam niedrogo mieszkanie do wynajecia, mam stala prace, dzieckiem obiecali mi pomoc sie zająć moi rodzice. Ale boję się. Boję się ze w sądzie on zrobi piekło z rozwodu, że dziecko bedzie cierpiało. Ale i tak cierpi - my sie ciagle klocimy, ciagle. A ono mieszka teraz z babcia zamiast z rodzicami.
Sylwestra poklocilismy sie, ja zostalam sama z dzieckiem i płakałam poł nocy a on sobie poszedł gdzies - nawet nie powiedzial gdzie, telefon wylaczyl i wrocil po 4 nad ranem pijany ze ledwo na nogach stal.
Nie wiem co mam robic, chce odejsc, ale sie boje, czy dam sobie rade, ze on nie bedzie buntowal dziecko przeciwko mnie jak sie z nim bedzie widzial. Nie chce zeby dziecko cierpialo. Dla mnie najwazniejszy jest moj syn. Ale ja juz psychicznie nie daje rade, od miesiaca caly czas mysle tylko o rozwodzie, o wyprowadzeniu sie stamtad jak najszybciej. Nie spie w nocy, ze stresu schudlam strasznie.
Pomozcie mi, co mam zrobic :(