Witam!
Mam pewne dylematy i mam nadzieję,że mi pomożecie.
Mój związek trwa już 1,5 roku.I bywały i chwile trudne i szczęśliwe.Trudne w sensie tym,że dwa razy myśleliśmy o skończeniu związku.ale przezwyciężylismy problemy.Praktycznie nigdy się nie kłóciliśmy.Może to wynikało z mojego ugodowego charakteru.Praktycznie rzadko się ze sobą nudziliśmy,zawsze któreś z nas miało coś do powiedzenia albo zawsze znaleźliśmy sobie jakieś zajęcie.Potrafiliśmy się smiać,wygłupiać,robić rzeczy,które z poprzednimi partnerami byśmy nie robili.I akceptowaliśmy siebie takimi jakimi byliśmy na co dzień.Ja mam 26 lat,mój chłopak jest 3 lata młodszy ode mnie.Uważam nas za poważnych młodych ludzi.Był okres że widywaliśmy się prawie codziennie.Albo on u mnie był lub nocował albo ja u niego.Nawet przez to zaczęłam zaniedbywać przyjaciół i rodzine.
Problemy zaczęły się pare tyg temu.Juz nie było tak kolorowo.Przestaliśmy sie dogadywać.żaczęło wiać nudą,robiliśmy wszystko tak jakby na siłę.On uciekał w swiat kolegów a ja słuchałam rad koleżanek,które więcej namieszały niz pomogły. Nie wiem co się stało,gdzie popełniliśmy błąd.On był za granica 4 miesiące i przetrwaliśmy ten okres.codzienne smsy,czekanie na niego na necie kiedy wróci z pracy.dojechałam do niego i potem wróciliśmy razem.wtedy nie istniało nic tylko my i bardzo dobrze dogadywaliśmy się.
Trzy tyg temu nastąpiło pierwsze bum.Wtedy spędziliśmy 3 dni nie widząc sie,wekend oddzielnie ja u siebie a on z przyjaciółmi w Zakopanym.Mieliśmy sobie dać czas,ale mimo tego ciągle pisaliśmy do siebie.Spotkaliśmy się na następny dzień,oboje stwierdziliśmy że jednak nam siebie brakowało a seks po tym wszystkim był poprostu najlepszy w naszej kadencji.Ustaliliśmy że będziemy się rzadziej widywać i nabierzemy oddechu od siebie.niestety nic z naszych planów nie wyszło,zawsze któraś strona dzwoniła i to nieraz po kilka razy dziennie i zawsze widywaliśmy się.Zamiast robić krok na przód żeby uzdrowić związek to robilismy całkowicie to samo i poprostu cofalismy się.Spędziliśmy weekend ze znajomymi w Zakopanem i po powrocie nastąpiła klapa.Nie potrafiliśmy ze sobą nawet rozmawiać.We mnie coś pękło.Wyłączyłam tel,napisałam mu wiadomość że muszę się wyłączyć na kilka dni i pomyśleć.Odpisał ,że najlepiej będzie jesli sobie to przeanalizujemy na spokojnie całą sytuacje.Po tym czuje się jakby mi ktoś zdjął 100 kilogramowy ciężar z ramion.Z piątego biegu włączyłam na luz.Nabrałam dość dużego dystansu do tego i zrozumiałam że chyba za bardzo,na siłę chciałam żeby nam się udało.Zastanawiam sie w którym momencie to przygasło? Nie mamy kontaktu już od kilku dni,ale jednak zaczyna mi go brakować.W weekend się z nim nie spotkam bo to na razie nie miał by sensu,musimy dać sobie czas.Ja już w sumię mam pewną decyzję podjętą,chce to ratować.Ale w tym momencie dam jeszcze jemu czas żeby trochę pomyslał i zatęsknił za mną.Nie mogę pozwolić żebyśmy popełniali ten sam błąd jeszcze raz.
Co wy o tym myślicie? Dac temu szansę? Czy to się wypaliło już czy to może przesyt? co zrobilibyście na moim miejscu? Jak to ratować? sama sie już czasem gubie!
Podobne tematy
Może faktycznie będzie lepiej jak dacie sobie czas i przemyślicie wszystko na spokojnie. Taki odpoczynek od siebie czasem pomaga.
Nic więcej nie doradzę, bo nigdy nie miałam takiej sytuacji. Zresztą przez kilka lat żyłam w związku na odległość, więc nie było mowy o nudzie czy rutynie gdy się spotykaliśmy.
Bez niego czuje jakby mi czegoś brakowało,ale przez te kilka dni odzyskałam pogode ducha.może odpoczynek od siebie to jest dla nas lekarstwo...
Kicia, dajcie sobie troszke czasu na przemyslenia i byscie zatesknili, w kazdym zwiazku sa jakies sytuacje nieprzyjemne. postaraj sie podejsc do tego na chlodno i tak jak napisalas moze za bardzo czegos chcialas. Odpocznijcie od siebie postaraj sie cieszyc zyciem. I wyluzowac sie duzo pomagaja rozmowy szczere i na spokojnie bez obrzucania wina czy czyms podobnym
myślę, że sytuacja w jakiej jesteś musi mieć jakieś podłoże, musisz przemyśleć dlaczego macie problemy z porozumiewaniem się z związku?co się takiego stało? to nie jest tak, że nagle jest bum i już się nie układa, coś musiało się wydarzyć.
Nie wiem, naprawdę, jak można się nudzić z ukochanym.
Wszystko jedno co robimy - pracujemy, gotujemy, kochamy się, sprzątamy, odwiedzamy przyjaciół, milczymy, rozmawiamy - nie ma nudy. Jest pragnienie bycia blisko.
A ja jestem zdania, że problemy trzeba rozwiązywać a nie uciekać. Jak będziecie mieszkać razem czy weźmiecie kiedyś ślub, to będziecie się na zmianę wyprowadzać, żeby sobie coś przemyśleć?
Ja kompletnie nie widzę powodu, dla którego mielibyście się rozstać (no chyba, że się już nie kochacie).
Mieliśmy sobie dać czas,ale mimo tego ciągle pisaliśmy do siebie.
No bo ciągnie Was do siebie. Kochacie się. To źle, że do siebie pisaliście? Nie rozumiem.
W każdym związku etap zauroczenia/zakochania mija, ale to nie znaczy, że przestajemy kochać.
Jak się nudzicie to zróbcie coś razem albo osobno.
W pewnym momencie chyba każde z nas dążyło do czegoś innego i dlatego trochę mijaliśmy się.nie tak dawno po jednym takim kryzysie powiedział mi ,że chyba uzależnił się ode mnie,że nie potrafi o mnie zapomniec. ja o nim też ...
W pewnym momencie chyba każde z nas dążyło do czegoś innego i dlatego trochę mijaliśmy się.
Możesz to rozwinąć ?
No i po to trzeba rozmawiać, żeby znaleźć wspólny front. Inaczej niedomówienia rosną i pojawiają się kryzysy.
To może powiedz czego Ty oczekujesz od związku a tego nie masz.
Z tego co piszesz, wynika że poszukujecie wrażeń, WOW w związku, chcecie na siłę walczyć z nudą, a gdy ta was dopada, wpadacie w popłoch. Otóż CODZIENNE prawdziwe życie na tym polega: nie na zaskakiwaniu siebie codziennie innym kolorem włosów czy sexy ciuchem, ale na .....nudnej codzienności, na wspólnych rozmowach, gdy wakacje ma sie w każdy weekend i 3 tyg. w ciągu roku.
Może spróbujcie ze sobą zamieszkać- zobaczycie, czy dacie w ogóle radę funkcjonować W ŻYCIU CODZIENNYM (pomieszkiwanie to NIE TO SAMO) bo na razie funkcjonujecie że tak powiem.... w zabawie, a mimo to nie dajecie rady.
Napiszę koszmarny banał- związek to MY. nie TY i ON, tylko MY. Stąd potem nudy, pretensje, egoizm, rozstania itd itd
Łatwa recepta, tylko trudna do zastosowania dla wielu ![]()
W pewnym momencie rzeczywiscie bylismy tylko my i nic wiecej . . . Chyba popełniam taki sam błąd co i w kazdym zwiazku.poprostu za bardzo chce zeby bylo dobrze i chce uszczęsliwić partnera na siłe zapominając o sobie . . . To jak chyba osaczenie.
Nie wiem, naprawdę, jak można się nudzić z ukochanym.
Wszystko jedno co robimy - pracujemy, gotujemy, kochamy się, sprzątamy, odwiedzamy przyjaciół, milczymy, rozmawiamy - nie ma nudy. Jest pragnienie bycia blisko.
Każdy jest inny, ma inny mózg, ma inne połączenia neuronowe, ma innych rodziców, geny, a nawet strukturę włosa. Nie mierzmy wszystkich swoją miarą.
Twój temat jest mi bliski, autorko, więc tak - tak szybko to się nie wypala chyba, jeśli Ci nadal zależy. Ja np. zastanawiam się nad tym, czy aby nie zrobić sobie przerwy 2-3 miesięcznej. I niech każdy wtedy zajmie się tylko swoim życiem.
Wtedy spojrzysz na to z boku.