Zaczęłam się zastanawiać nad prawdziwością takich przemian. Coś w stylu- "Kochanie, daj mi szanse, a obiecuję Ci, że już nigdy..." bla bla.
Czy zdarzyło Wam się, że ukochany zmienił coś w sobie dla Was? Albo odwrotnie? I czy jest/był to stan chwilowy? Nie mam na myśli wyglądu.. raczej szlifowanie cech swojego charakteru.
Czy jest możliwe np. że nałogowy leń nagle zapali się do pracy? Albo bałaganiarz zamieni się w pedanta?
Nie uważacie, że takie dłuższe działanie wbrew naszej naturze w końcu się odbije ze zdwojoną siłą?
Kobieciarz będzie wierny, po czym coś w nim pęknie i zacznie notorycznie zdradzać.
Zastanawiam się na ile takie działania są wiarygodne. Po małym kryzysie w moim związku widzę, że mój chłopak zaczął się zmieniać. Nie powiedziałam mu wprost co mi przeszkadza ale zauważyłam, że akurat to zaczyna w sobie zwalczać. Zawsze się bałam wywierać na kimś presję. Nie chciałam, żeby ktoś dla mnie się zmieniał, ponieważ bałam się, że tego samego będzie wymagał ode mnie. Nie wiem co o tym myśleć. Powinnam mu chyba uwierzyć i mu kibicować. Jednak nie wiem czemu, obawiam się, że to się po czasie odbije. Te obawy są ugruntowane tym, że ja sama nie raz próbowałam zmienić w sobie to co mnie denerwowało i chyba.. się nie udało.
Opowiedzcie czy macie jakieś doświadczenia w tej kwestii? Warto wierzyć w zmianę?