Przygnieciona ostatnimi wydarzeniami w moim życiu,ale także czytając choćby tu na forum o różnych ludzkich dramatach zaczęłam się zastanawiać... Nie chcę, aby ten temat był przesiąknięty pesymizmem, ale tak próbuję to zrozumieć. Czy to w wyniku choroby lub nieszczęśliwym wypadku tracimy naszych najbliższych. Osoby na których nam zależy odchodzą. Po prostu sytuacje, które zwyczajnie nas przerastają. Niektórzy pokładają nadzieję,że w przyszłym życiu będzie lepiej, ale dla innych to marna pociecha, ponieważ żyjemy tu i teraz.. Czasem mam wrażenie,że człowiek musi być trochę jak taka maszyna, która musi znieść wszystko... przełknąć i żyć dalej tylko skąd czerpać na to siłę? Przyznam szczerze, że ogarnia mnie uczucie rozżalenia, właśnie z tego powodu, że trzeba być takim robotem, który idzie dalej, mimo tych wszystkich dramatów..
Tak mnie to jakoś wewnętrznie gniecie i chciałam się tym z kimś podzielić... i przy okazji się przywitać:)
Podobne tematy
Neela, niektórzy tracą kogoś, kto jeszcze chodzi po ziemi, a co najgorsze tuż obok ciebie. Ja np. mieszkam z moim mężem, chcę rozwodu, tak go kiedyś kochałam, a dziś wiem, że dla mnie umarł. To jest coś okropnego. Są ludzkie wypadki, że ludzie odchodzą nagle i zdajemy sobie sprawę, że nie powiedzieliśmy ważnych słów tej drugiej osobie. Ale może kiedyś tam będziecie mieli okazję, dla mnie śmierć, to nie koniec, to początek nowej drogi. Skąd brać siłę? Codziennie zadaję sobie to pytanie, mam synka 2,5 roku, jestem zdana tylko na siebie. Ale dzięki rozmowom o sobie i swoim problemie, czuję ulgę, jakiś balast zstępuje z mojego serca. Także trzymaj się, uśmiechaj, jutro będzie lepsze. Tęknota pozostaje, ale życie toczy się dalej, wspominaj dobre rzeczy i doceniaj naukę, jaką ci dały. Poczujesz się leppiej z czasem i będzie dobrze, wierz mi, ja zaczynam tak myśleć.
Witaj Neela ,wiesz już że życie czasem jest bardzo ciężkie.
Trudno jest godzic się z takimi sytuacjami, gdy tracimy bliskie osoby.Zadajemy sobie pytanie,dlaczego to akurat mi się przytrafiło,dlaczego inni mają lepiej według naszego wyobrażenia.
Gdy byłam dzieckiem ,tylko ja w klasie nie miałam ojca,ponieważ zginął ,gdy miałam 6 lat.Nie miałam na to wpływu,ale bardzo długo zajęło mi pogodzenie się z tym faktem.
Kilka lat temu straciłam drugą bardzo ważną osobę w moim życiu,która była dla mnie jak matka.
To jest właśnie najgorsze ,że to w ogóle nie od nas zależy,dzisiaj jesteśmy ,jutro nas moze nie byc. Trudno zaakceptowac taki fakt,że tej najbliższej osoby nie ma już wśród nas,to wszystko nas przerasta.
Ja np ciągle żyję nadzieją,że to nie koniec,że jeszcze spotkam kiedyś te osoby ,że jeszcze będę mogła się nimi nacieszyc.To też dodaje mi siły.Tej drugiej osobie kiedyś obiecałam ,że wyjdę na prostą ,że poradzę sobie w życiu i staram się na ile mogę tak życ ,aby była ze mnie dumna.
To prawda że człowiek czuje się czasem jak taka maszyna,która ma zakodowane,że cokolwiek by się nie stało to ma iśc do przodu,czasem twardo,bez uczuciowo.
Życie nie składa się przecież z tylko złych chwil i żyjemy ,bo jednak warto,dużą rolę odgrywa czas...
Neela ,wiem co czujesz ,jestem z Tobą
Pozdrawiam