Witam,
to co napisze jest głupotą ale miewam paniczne leki przed śmiercią, leże przytulona do synka (2 latka) i nagle przychodzi mi do głowy mysl że kiedyś że kiedyś umrę zostawie go a on mnie zapomni nie potrafie sobie z tym poradzić nie moge złapac oddechu poukładac mysli przerasta mnie to. przez moje cialo przechodzi fala gorąca i scisk w gardle jakby to mialo sie stac juz jutro boje sie panicznie sie tego boje łzy same cisna mi sie do oczu bzdura totalna bzdura ale nie daje mi to normalnie funkcjonowac. wiem ze nie ma leku na zapomnienie chyba ze mialabym chodzic caly czas na "chaju". Całe moje ciało drży coraz gorszej sypiam, wiem ze ludzie sie boją tego czego nie rozumieją... ale ja juz mam dosc zadreczania sie nie wytrzymuje juz ztym chce zeby mi przeszlo chce zapomniec wypisuje bzdury i wiem ze kazdy normalny czlowiek powie ze cos ze mna jest nie tak nie zaprzeczam ale co mam zrobic zeby wszytsko bylo znowu normalnie. Nie chce byc stara nie chce miec wnuków nie chce stracic wszytkich których kocham ... czy to ojawy braku problemów .. nie napewno nie mam bardzo skomplikowane zycie nie moge narzekac na brak wrazen i na to wszytko jeszcze po nocach nie moge spac bo sie boje ze kiedys zasne i ine wstane.... najgorsze jest to ze znajomi mowią mi ze przeciez nie musze umierac ze starosci wiem ale ja mam w glowie obaz lezacej siebie na łozku w siwych wlosach i pochwylajacego sie nademna mojego doroslego syna... i znwou duszno mi nie omge oddychac,,, fala goraca hektolitry lez... i wiem juz kolejna nocka z glowy ... pomocy ja dluzej tak juz nie wytrzymam
Podobne tematy
2 2011-12-19 00:43:02 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-12-19 00:44:29)
Jeżeli wiesz, że wypisujesz głupoty, to połowa roboty już za Tobą.
Niestety, mając dziecko, nie masz żadnego wpływu na posiadanie lub brak wnuków. Jedynym znanym sposobem na uniknięcie bycia babcią/dziadkiem jest nie płodzenie własnego potomka.
Jeżeli to co napisałaś nie jest prowokacją, to idź do psychiatry (w ramach NFZ-u nie jest potrzebne skierowanie). Może przepisze Ci jakieś leki na uspokojenie i/lub zaleci psychoterapię.
Mirro, cierpisz na lek tanatyczny. Poczytaj o tym w necie i zasiegnij rady psychologa, on ci pomoze. Wiem duzo na temat lekow i fobii bo sama zmagam sie z jedna z nich. Prawdopodobnie nie obawiasz sie smierci samej w sobie, tylko faktow ja poprzedzajacych, starosci, choroby, cierpienia. Nie wiem, czy mialas to zawsze ale czasem pojawienie sie dziecka poteguje objawy.
Nie wpadaj w panike, bardzo duzo ludzi na to cierpi, paradoksalnie, ludzie starsi maja z tym o wiele mniej problemow. Zamow wizyte i porozmawiaj o tym z profesjonalista, i nie zwlekaj bo mozesz sie doprowadzic do atakow paniki, a to nie jest przyjemne. Glowa do gory, wszystko bedzie dobrze!
Jak moglabym w czyms pomoc to napisz do mnie!
Jeżeli wiesz, że wypisujesz głupoty, to połowa roboty już za Tobą.
Niestety, mając dziecko, nie masz żadnego wpływu na posiadanie lub brak wnuków. Jedynym znanym sposobem na uniknięcie bycia babcią/dziadkiem jest nie płodzenie własnego potomka.
Jeżeli to co napisałaś nie jest prowokacją, to idź do psychiatry (w ramach NFZ-u nie jest potrzebne skierowanie). Może przepisze Ci jakieś leki na uspokojenie i/lub zaleci psychoterapię.
ehhh ..... masakra
przecież wiem, że nie mam na to żadnego wpływu, jesli chcesz pisać ironicznie to uderz gdzie indziej ja nie potrzebuje takich "pomocnych osób" .
Nie chce mi sie Tobie akurat tłumaczyć ponieważ wystarczy samo nastawienie he cięta riposta i kozak ![]()
Więc dziekuje za twoją złożona i skomplikowaną odpowiedź, Nigdy bym nie wpadła na pomysł udania sie z moim problemem do specjalisty z NFZ ale skorzystam oczywiście z Twojej rady i zapisze się z nadzieją że do jesieni życia uda sie do takowego dobić.
Pozdrawiam
Mirro, cierpisz na lek tanatyczny. Poczytaj o tym w necie i zasiegnij rady psychologa, on ci pomoze. Wiem duzo na temat lekow i fobii bo sama zmagam sie z jedna z nich. Prawdopodobnie nie obawiasz sie smierci samej w sobie, tylko faktow ja poprzedzajacych, starosci, choroby, cierpienia. Nie wiem, czy mialas to zawsze ale czasem pojawienie sie dziecka poteguje objawy.
Nie wpadaj w panike, bardzo duzo ludzi na to cierpi, paradoksalnie, ludzie starsi maja z tym o wiele mniej problemow. Zamow wizyte i porozmawiaj o tym z profesjonalista, i nie zwlekaj bo mozesz sie doprowadzic do atakow paniki, a to nie jest przyjemne. Glowa do gory, wszystko bedzie dobrze!
Jak moglabym w czyms pomoc to napisz do mnie!
dziekuje
szukałąm i szukałam i teraz przynajmni9ej jedno sie zgadza umiem chociaz okreslic co mi jest ...
lęk tanatyczny ... Fey ja wlasnie boje sie samej smierci ... tego,że niedlugo mnie nie bedzie nie bede istniec nie bede nic czuła nic nie wezme do reki nie zobacze wiecej synka ani nikogo innego ... niz chorób poprzedzających śmierć... wole cierpieć ale żyć ... ehh wiem że nie mam wpływu na to troche mi lepiej uspokoiłam sie ale tak naprawde gnebi mnie to od 12 roku zycia... nie dzien w dzien ale nie raz nie spałam po 3 tygodnie ... dlugo sie zastanwiałam co mam zrobic i w sumie zaczelam zdawac sobie sprawe ze mam naprawde problem dopiero jak mysli o smierci zaczeły sie zdarzac tez w ciagu dnia ... za duzo tego panicznego starchu który paralizuje całe ciało zimne poty dusznosc ... oczywiscie zapisze sie do specjalisty moja przyjaciółka mi pomoga.
najgorsze jest to ze jak juz mi przechodzi sama w sobie to napedzam bo boje sie kolejnego napdau leku ... i tak w kółko bez konca dlategowiem z enie obedzie sie bez specjalisty ...
Dziękuje jeszcze raz za chociaż nazwainne tego co mi jest
Mirro, ja walcze z innym rodzajem leku ale nie chce tu tego wywlekac, jak cie to interesuje to napisz mi mail'a.
Doskonale Cie rozumiem, tzn. niekoniecznie twoj lek (sam w sobie) bo go nie mam, ale cala machine jego powstawania i trudnosci radzenia sobie z nim. Lek jest i pozostanie lekiem, nie wazne, czy boimy sie smierci czy np. latania samolotem, sek w tym, ze boimi sie samego leku przed lekiem. Istnieja leki realne, gdzie adrenalina pomaga nam (i wrecz jest niezbedna) w opanowaniu sytuacji i szukania ucieczki przed realnie grozaca nam sytuacja, np. w sytuacji, gdzie napada na nas pies, wybucha pozar, cokolwiek...
Istnieja tez leki, ktore nie sa wywolywane konkretna sytuacja ale lekiem, przed jej urzeczywistnieniem, wtedy rowniez wydzielana jest adrenalina, poniewaz nasz umysl mysli, ze znalazl sie w sytuacji zagrozenia, a cialo na to reaguje (nie wiem, czy masz palpitacje serca w tym momencie, kreci ci sie w glowie, trzesa ci sie rece, pocisz sie, nie mozesz oddychac, czujesz, ze za chwile umrzesz ?) to sa niektore z objawow paniki.
To jest temat rzeka, ale podam przyklad:
Moj znajomy stal kiedys w korku na autostradzie i pierwszy raz w zyciu mial atak paniki (moze sie to zdarzyc w roznym wieku, sytuacji, pod wplywem stresu czy zmeczenia, nie wiadomo dokladnie skad to sie bierze), myslal, ze umiera. Od tej pory, za kazdym razem jak mial wsiasc do auta dostawal ataku, na pewno nie dlatego, ze bal sie jezdzic ale podswiadomie kojarzyl ta sytuacje z atakiem. I co, oczywiscie go mial. Samo myslenie o tym to powodowalo, nigdzie indziej mu sie to nie przytrafialo.
Jakbym ci powiedziala, zebys nie myslala o sloniu, to na pewno w tym momencie bys o nim pomyslala. Tak samo jest z tym nieracjonalnym lekiem, wmawiasz sobie, zeby o tym nie myslec i automatycznie nie myslisz o niczym innym.
Pozdrawiam, jak bede jutro miala czas to napisze wiecej!
Ironia - niezamierzona.
Jeśli mój post uraził Cię - przepraszam, nie miałam takiego zamiaru.
Napisałam to, co napisałam, byś nie rozkręcała swojej wyobraźni, bo to szkodzi. Szkodzi zwłaszcza wtedy, gdy mamy do czynienia z fobią.
Co do psychiatry, to w moim mieście pod koniec roku wizyta u niego w ramach NFZ-u jest faktycznie niemożliwa, na początku roku, gdy podpisane są nowe kontrakty termin jest około dwutygodniowy. A termin terapii wynikającej ze skierowania od psychiatry jest bliższy niż wtedy, gdy skierowanie do psychologa wystawia lekarz rodzinny.
Nie wiem nic o Twej sytuacji finansowej, terapia w prywatnym gabinecie sporo kosztuje, zwłaszcza gdy jest długoterminowa. Stąd moje rady dotyczące specjalistów w ramach NFZ-u.
Mirro11,
szczerze polecam konsultację psychiatryczną lub/ oraz psychologiczną. Dla dobra Twojego i Twojego dziecka.
Wielokropek sorki za agresje w emailu ale ja poprostu bardzo długo zastanawiałam sie co mam zrobić z tym czy iść do lekarza cz wlasnie poszukać pomocy w necie.
Uznałam, że może zaczne anonimowo ponieważ w realu szczerze każdy reaguje na mój problem ze śmiechem. Nie pomaga mi to wcale bo ja naprawde juz jestem psychicznie zmeczona. Ostatni napad paniki kiedy wlaśnie się dusiłam nie mogłam złapac tchu dzwoniłam do mamy o 1 w nocy ona oczywiscie była przerażona ale następnego dnia zadzwoniła do mnie no i wiadomo śmiała się z tego co jej mówiłam, że boje się ... śmierci. Mój mąz reaguje naprawde nerwowo poprostu wkurza go to bo kilka razy juz miałam podobne "schizy" i wiadomo mówi mi że jestem nienormalna itd itp. dlatego zamykam sie w sobie a to mnie przytłacza. Nawet moja przyjaciółka która wie o mnie wszystko z początku śmiała się mówiła że to głupie itd itp. ale teraz kiedy po prostu nie wyrabiam nie sypiam po nocach mam podkrążone oczy już sama zaczęła sie bać czytać i włąsnie umówiona jestem ze specjalista na styczeń.
JustynaPiatkowska nie ma obaw jesli chodzi o małego nic mu nie zrobie ani nic z takich rzeczy on jest oczkiem w mojej głowie więc napewno nic nie zrobiłambym co mogłoby mu zaszkodzić
Fey
wczoraj dlugo siedziałąm i czytałam na temat lęków
ja nie mam pojecia czemu akurat mnie to spotkało co mogło byc powodem
jak na ironie... jestem osobą która kocha żyć ... może dlatego boje się to stracić.
10 2011-12-19 15:37:47 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-12-19 15:39:28)
mirro11,
nie ma sprawy. Wiem, co się czuje i na co ma się ochotę, gdy ktoś stojący z boku trafi w punkt.
Ani przez chwile nie zbagatelizowałam Ciebie i Twojego problemu. Stąd rada o konsultacji psychiatrycznej, bo przeczuwałam Twój opór w tej kwestii, skoro doprowadziłaś się do takich ataków i nie odwiedziłaś lekarza.
Idź do psychiatry, podejmij terapię, bo świadomie nic swemu dziecku nie zrobisz. Ale istnieje coś, co nazywa się indukowanie (zarażanie) własnym lękiem. I dzieje się to poza naszą świadomością.
Moja kolejna rada: żyj tak, byś odchodząc nie żałowała, że czegoś nie zrobiłaś.
Idź, poszukaj specjalisty. Pomóż sobie. Pisz też tutaj, możesz się wygadać (wypisać).
***
Doczytałam o styczniowym terminie. To już niedługo. Trzymam kciuki.
11 2011-12-19 16:31:37 Ostatnio edytowany przez Fey (2011-12-19 16:33:28)
Mirra, doskonale wiem jak ciezko z tym zyc, ja akurat wiem kiedy to sie u mnie zaczelo, pierwszy atak leku, najpierw myslalam, ze cos jest ze mna nie tak, zrobilam wszystkie badania i okazalo sie, ze jestem zdrowa. Dopiero pozniej zaczelam zglebiac temat, poszlam na konsultacje i praktycznie ostatnie trzy lata probuje z tym walczyc. Teoretycznie znam zasady dzialania takich lekow na wylot, tylko w praktyce czasami ciezko zastosowac sie do polecanych terapii.
Uda ci sie, wierz mi, musi sie udac!
Mialam kiedys to samo;), tez dzwonilam do mamy o 1szej w nocy. Najgorsze jest to uczucie, ze tracisz zmysly, ze zwariujesz jak to sie zaraz nie skonczy, a to tylko nasz mozg plata nam figle.
Atak paniki trwa max.20 minut a ataku serca jeszcze nikt od tego nie dostal bo za duzo krwi jest w tym momencie do niego pompowane. Sa sposoby zeby nadchodzacy atak zdusic w zarodku ale to zalezy gdzie akurat sie znajdujesz. Trudno robic np. pompki na srodku supermarketu ![]()
Dam ci jeszcze jedna rade, unikaj lekow (medykamentow), one pomagaja ale tez uzalezniaja, a po odstawieniu problem czesto powraca, postaraj sie sama wygrac z wlasna psychika, bo to co siedzi pomiedzy uszami zalezy tylko od nas!
Polecam ksiazki na temat pozytywnego myslenia, joge, medytacje.
Ciekawa jestem co ci powiedza na konsultacji, mam nadzieje, ze sie tym ze mna podzielisz.
Zacznij juz od dzis, nie czekaj do stycznia, idz do ksiegarni i kup odpowiednia literature na ten temat, poszukaj w necie historii innych. Jak poznasz doglebnie swojego wroga to wygrasz z nim walke!
Jezeli chodzi o reakcje otoczenia to ja akurat w duzej czesci spotkalam sie z ogromnym zrozumieniem ale zdazalo sie, ze ktos mi mowil, opanuj sie, co z toba! Ludzie zrozumieja jak fizycznie cos ci dolega, bo to jest namacalne. Fobie itp. sa problemem psychologicznym, czesto kojarzonym z zamknietym zakladem psychiatrycznym
dlatego szybko przykleja nam sie etykietke czubka a nim nie jestesmy!
Pozdrawiam
Wielokropek sorki za agresje w emailu ale ja poprostu bardzo długo zastanawiałam sie co mam zrobić z tym czy iść do lekarza cz wlasnie poszukać pomocy w necie.
Uznałam, że może zaczne anonimowo ponieważ w realu szczerze każdy reaguje na mój problem ze śmiechem. Nie pomaga mi to wcale bo ja naprawde juz jestem psychicznie zmeczona. Ostatni napad paniki kiedy wlaśnie się dusiłam nie mogłam złapac tchu dzwoniłam do mamy o 1 w nocy ona oczywiscie była przerażona ale następnego dnia zadzwoniła do mnie no i wiadomo śmiała się z tego co jej mówiłam, że boje się ... śmierci. Mój mąz reaguje naprawde nerwowo poprostu wkurza go to bo kilka razy juz miałam podobne "schizy" i wiadomo mówi mi że jestem nienormalna itd itp. dlatego zamykam sie w sobie a to mnie przytłacza. Nawet moja przyjaciółka która wie o mnie wszystko z początku śmiała się mówiła że to głupie itd itp. ale teraz kiedy po prostu nie wyrabiam nie sypiam po nocach mam podkrążone oczy już sama zaczęła sie bać czytać i włąsnie umówiona jestem ze specjalista na styczeń.
JustynaPiatkowska nie ma obaw jesli chodzi o małego nic mu nie zrobie ani nic z takich rzeczy on jest oczkiem w mojej głowie więc napewno nic nie zrobiłambym co mogłoby mu zaszkodzić
Fey
wczoraj dlugo siedziałąm i czytałam na temat lęków
ja nie mam pojecia czemu akurat mnie to spotkało co mogło byc powodem
jak na ironie... jestem osobą która kocha żyć ... może dlatego boje się to stracić.
mirro11,nie jesteś w tym sama, mnie także nachodzą takie myśli , wtedy po prostu się im poddaję,staram się je "reżyserować" w swojej głowie,wyobrażam sobie reakcje moich najbliższych na wiadomość o tym że nie żyję. Oczami wyobraźni staram się zobaczyć ich łzy,czasem wtedy popłynie mi łezka,a potem? biorę do ręki różaniec i proszę Boga o łaskę dożycia momentu, aż mój najmłodszy syn (teraz ma 15lat) się usamodzielni, a jeżeli by to była JEGO wola o łaskę, zobaczenia wnuków, jestem wierząca, a dodatkowo w mojej rodzinie (ze strony mamy) liczni jej członkowie odchodzą młodo.np. moja mama miała45l, jej siostra 39, a mój brat 17l. Nie boję się śmierci, boję się tylko że zaskoczy mnie ona zbyt wcześnie. Mnie pomaga modlitwa, w ten sposób ja śmierć "oswoiłam"
http://www.netkobiety.pl/t999.html był tu taki temat, odkopałam, może się przyda ![]()
od siebie dodam, że ja też często miewam takie myśli, zwłaszcza jak ostatnio naoglądałam się w necie różnych śmiertelnych wypadków samochodowych.. osobiście zastanawiam się co też czeka mnie pod drugiej stronie, przeraża mnie nieodwracalność śmierci, nie wiem czy będzie mi tam dobrze, czy źle. Ostatnio takie myśli napadły mnie w nocy i prawie dostałam jakiegoś ataku paniki, na szczęście szybko przeszło.
Ja wierzę, że tam po drugiej stronie coś jest, jakieś inne życie- natomiast mój mąż twierdzi że po śmierci nie ma nic. Człowiek umiera i jest koniec- taka nicość jak przed naszym narodzeniem. Hmm.. wolę się nie wgłębiać, bo znowu zacznę myśleć ![]()
Witam,
to co napisze jest głupotą ale miewam paniczne leki przed śmiercią, leże przytulona do synka (2 latka) i nagle przychodzi mi do głowy mysl że kiedyś że kiedyś umrę zostawie go a on mnie zapomni nie potrafie sobie z tym poradzić nie moge złapac oddechu poukładac mysli przerasta mnie to. przez moje cialo przechodzi fala gorąca i scisk w gardle jakby to mialo sie stac juz jutro boje sie panicznie sie tego boje łzy same cisna mi sie do oczu bzdura totalna bzdura ale nie daje mi to normalnie funkcjonowac. wiem ze nie ma leku na zapomnienie chyba ze mialabym chodzic caly czas na "chaju". Całe moje ciało drży coraz gorszej sypiam, wiem ze ludzie sie boją tego czego nie rozumieją... ale ja juz mam dosc zadreczania sie nie wytrzymuje juz ztym chce zeby mi przeszlo chce zapomniec wypisuje bzdury i wiem ze kazdy normalny czlowiek powie ze cos ze mna jest nie tak nie zaprzeczam ale co mam zrobic zeby wszytsko bylo znowu normalnie. Nie chce byc stara nie chce miec wnuków nie chce stracic wszytkich których kocham ... czy to ojawy braku problemów .. nie napewno nie mam bardzo skomplikowane zycie nie moge narzekac na brak wrazen i na to wszytko jeszcze po nocach nie moge spac bo sie boje ze kiedys zasne i ine wstane.... najgorsze jest to ze znajomi mowią mi ze przeciez nie musze umierac ze starosci wiem ale ja mam w glowie obaz lezacej siebie na łozku w siwych wlosach i pochwylajacego sie nademna mojego doroslego syna... i znwou duszno mi nie omge oddychac,,, fala goraca hektolitry lez... i wiem juz kolejna nocka z glowy ... pomocy ja dluzej tak juz nie wytrzymam
Koniecznie to przeczytaj ! I zapewniam Cię,że to co piszesz nie jest głupotą !
http://www.depresjapoporodowa.com.pl/objawy.php
Mirro11,
z całą pewnością synek jest dla Ciebie najważniejszy i jesteś dla niego z największą troską. Na pewno nie grozi mu z Twojej strony żadna krzywda. Nierzadko jednak to właśnie paniczne unikanie krzywdy może okazać się trudnością. Nadmierna opiekuńczość, atmosfera strachu ("Muszę być z Tobą bez przerwy bo świat jest niebezpieczny, tylko przy mamie nic ci się nie stanie") i stresu mają wpływ na dziecko. Spokój Mamy to poczucie bezpieczeństwa Dziecka.
Witajcie
dzisiaj Wigilia więc najpierw życzę Wszystkim zdrowych pogodnych Świąt Bożego Narodzenia
Dziękuje za odpowiedzi i podpowiedzi, nie przejrzałam jeszcze linków zrobię to na pewno .
nie to napewno nie jest depsresja poporodowa synek ma juz ponad 2 latka i ja nie cierpaiłam na ta dolegliwosć jak na ironie jestem osoba która kocha zycie i od zawsze chciałam miec dzieci więc jak juz się urodził mój Skarbek oszalałam na jego punkcie wszystko co robie robie dla niego. mam tez kochającego meza która zapewnia nam wszytsko pracuje taak napraaawde bo chce . oczywiscie kłocimy sie ale to takie normalne kłótnie. kochamy sie i wlasciwie nie ma dnia żebyśmy o tym nie mowili że własnie siebie kochamy no prace nie mam stresująca jestem koordynatorem w firmie IT no i do tego mam nieiwele ponad 20 lat ... dlaatego iew rozumiem skad ta panika cholerna panika która nie daje mi zyć ... przez całe świeta zastanawiałam się czy za rok spotkamy sie w pełnym składzie ... wiecie co mnie normalnie moja chora głowa niszczy czasami mam ochote palnąć sie jakims kijem he
tłumacze sobie że jak już"umre" wszystko bedzie mi obojętne ... jejq nie pomaga ... boje sie zamknąć oczy i nie widzieć synka i męża... wrr nie moge sie zagłbębiać bo już mi sie rece trzęsą, mysle że to lęk tanatyczny . teraz tylko czy ktoś wie jak go leczyc !!?
Mirro11,
leczenie każdej trudności musi rozpocząć się od odkrycia jej przyczyn. Ważne, aby dotrzeć do źródeł Twoich lęków, fobii i natrętnych myśli.
Skuteczną (i stosunkowo szybką) formą terapii, szczególnie skuteczną w przypadku fobii i zaburzeń lękowych jest terapia poznawczo-behawioralna. Koncentruje się ona przede wszystkim na treningu wykluczającym niepożądane zachowania oraz zastąpienia ich innymi, bezpiecznymi. Wymaga intensywnej pracy własnej między sesjami.
Mirro, idz do psychologa, moze wlasnie to, ze masz tak piekne, poukladane zycie sklania cie do myslenia o najgorszym, bo przeciez 'kiedys musi sie wszystko zawalic', wcale tak nie jest! Mozesz cale zycie przezyc bez zmartwien i umrzec z usmiechem na twarzy, znam takie przypadki.
Zyj, ciesz sie zyciem i nie mysl o smierci! Jak przyjdzie...a przyjdzie...to dopiero sie nad tym zastanowisz ![]()
Wiem właśnie że już dla mnie nie ma innego wyjścia ale wczoraj jeszcze dodatkowo się dobiłam czytając forum... tzn konkretnie jeden post z 2008 r ... święta bez męża pewnie kojarzycie ... normalnie załamałam się. Ja wiem, że może dla niektórych wyda się że szukam dziury w całym ale ja na sama myśl, że mogłabym spędzić Święta w ogóle życie dalej ciągnąć bez mojego męża to aż tracę dech. Jak się naczytałam to wyleciałam z pokoju do męża się przytulic tak mocno jak to możliwe he oczywiście ze łzami w oczach On już wiedział że znowu mam schemat...
boje się tylko, że będzie mnie lekarz faszerował jakimiś tabletkami "szczęścia" a tego na prawdę bym nie chciała, boje się skutków psychotropów.
JA zacznę myśleć pozytywnie, tylko ta cholerna smierć jest wszędzie nawet w pracy zmarła mama kolegi ... koło 50tki ... wrrrrrrrrrr.
nic tylko psycholog mi zostaje ... ale co ja mam mu powiedzieć, żeby nie pomyślał sobie, że jesteś smieszna albo nie wiem zeby czasem ni potraktował mnie jakos przedmiotowo psychotropy i elo następny ... ??
22 2012-01-04 04:16:26 Ostatnio edytowany przez wifa (2012-01-04 04:17:02)
[Więc dziękuje za twoją złożona i skomplikowaną odpowiedź, Nigdy bym nie wpadła na pomysł udania sie z moim problemem do specjalisty z NFZ ale skorzystam oczywiście z Twojej rady i zapisze się z nadzieją że do jesieni życia uda sie do takowego dobić.
Pozdrawiam
Mirro, dlaczego do jesieni. Psychiatra przyjmuje bez skierowania, a jak powiesz z jakim problem przychodzisz, to przyjmie natychmiast.
Sama mam problemy ze spaniem, dzisiaj znowu idę odwiedzić lekarza od psychiki.
To żaden wstyd, wstyd to sie nie leczyć.
wiem ale co mam mu powiedziec ? dzien dobry mam 22 lata i boje sie smierci tak ze mam napady paniki ? wysmieje mnie jak wiekszosc ludzi
wiem ale co mam mu powiedzieć ? dzień dobry mam 22 lata i boje sie śmierci tak ze mam napady paniki ? wyśmieje mnie jak wiekszosc ludzi
Mirro, on napewno Ciebie nie wyśmieje, mało tego stwierdzi, że to poważny problem.
Wierz mi, chodziłam do psychiatry, / straciłam dziecko/ jak wszyscy sie wstydzili przyznać,
bo niby, ze masz coś z głową.
Takie myślenie to kołtuństwo, brak zrozumienia
Nie czekaj, bo to się będzie pogłębiać.
Mogłabym byc Twoja matką, napewno jakbyś sie mi zwierzyła z takiego problemu,
to zmusiłabym Ciebie do odwiedzin psychiatry , a potem psychologa.
Pozdrawiam.
Mirro11,
tak, możesz powiedzieć lekarzowi lub psychologowi właśnie to. Nie wyśmieje Cię bo takie same i podobne historie słyszy od swoich pacjentów każdego dnia.
mirro11 napisał/a:Mirro, on napewno Ciebie nie wyśmieje, mało tego stwierdzi, że to poważny problem.
Wierz mi, chodziłam do psychiatry, / straciłam dziecko/ jak wszyscy sie wstydzili przyznać,
bo niby, ze masz coś z głową.
Takie myślenie to kołtuństwo, brak zrozumienia
Nie czekaj, bo to się będzie pogłębiać.
Mogłabym byc Twoja matką, napewno jakbyś sie mi zwierzyła z takiego problemu,
to zmusiłabym Ciebie do odwiedzin psychiatry , a potem psychologa.
Pozdrawiam.
Witaj bardzo mi przykro z powodu Straty
Ludzie mają takie poważne problemy a ja skupiam sie na obłąkanym lękiem .
Jeśli chodzi o moja mamę, w chwili paniki pomaga mi i ma duzo cierpliowsci do mnie bo to nie raz są telefony o nawet 1 czy drugiej w nocy ... ale nastepnego dnia dzwoni i się nabija ... ehhh
a jaka jest różnica pomiędzy psychiatrą a psychologiem, ponieważ napisałaś najpierw do jednego a potem do drugiego ??