Jesteśmy parą od 4 lat. Nigdy nie planowałam małżeństwa i szczerze powiedziawszy - nie wiem, czy kiedykolwiek zechcę zostać żoną. Tymczasem mój chłopak od jakiegoś czasu zaczął przebąkiwać o ślubie, pomimo, że zna moje stanowisko w tym temacie. Kiedyś powiedział, że będzie czekał, dopóki nie dojrzeję do tej decyzji. Uznałam więc,że nie będę mu robić złudnych nadziei i po prostu rozstaniemy się, aby mógł znaleźć dziewczynę, która będzie podzielała jego wizje. Tym bardziej, że rodzina chłopaka zaczęła też wywierać na mnie lekką presję.
Kiedy zdecydowałam się zakończyć związek, okazało się,że chłopak jest dość poważnie chory i czeka go skomplikowana operacja. Załamał się i nie byłam w stanie dobijać go jeszcze bardziej, zwłaszcza, że jest we mnie strasznie zakochany. Byłam z nim przez cały czas, służyłam pomocą, na jaką tylko było mnie stać. Po operacji odwiedzili go znajomi, również moja przyjaciółka. Chłopak poprosił ją,żeby pomogła mu po wyjściu ze szpitala wybrać pierścionek zaręczynowy. Ścięło mnie z nóg. Czeka go jeszcze długa rehabilitacja, jest bardzo wrażliwy i każde niepowodzenie wpływa na niego deprymująco. Chciałabym, żeby jak najszybciej wrócił do zdrowia i nie cierpiał kosztem moich ideologii. Ale jeśli zdecyduje się mi oświadczyć... jakakolwiek będzie odpowiedź, prędzej czy później go skrzywdzę.
Wiem,że z postu wyłania się portret osoby, która nie ma uczuć. Kocham go i jest mi dobrze tak,jak jest. Niechęć do ślubu nie wynika z tego,że uważam, że to nie "ten". Ja po prostu nie chcę brać udziału w tym bezsensownym obrządku, dla mnie on nie ma żadnego znaczenia. Ale chłopakowi na tym bardzo zależy a ja wiem,że nigdy nie będę gotowa,żeby się na to zdecydować. On tego nie rozumie. Jak to rozwiązać?
Podobne tematy
Cóż, najlepiej było zerwać na samym początku, gdy wyszła taka różnica w priorytetach. Ale teraz nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
Nie uważam, że jesteś bez uczuć, rozumiem, że dla Ciebie ślub nie niesie żadnych specjalnych wartości. Zgadzam się, ze w takim wypadku nie powinnaś się do niego zmuszać, bo będziesz potem sfrustrowana i gdy będzie źle, to możesz wypominać mu, że to wszystkie jego wina, bo razem z rodziną naciskał na Ciebie.
Ciężko coś doradzić, bo to trudna sytuacja. Ale ja bym była całkowicie szczera. Tłumaczyła mu delikatnie, że nie przyjmiesz oświadczyn, bo to wbrew Tobie. Wyjaśnij, ze Ci na nim zależy ale jesteś zdecydowana nie wychodzić za mąż i tu nie chodzi o niego. Ja bym starała się jak najszybciej zakończyć ten związek, bo skoro on tak bardzo chce mieć żonę, to nie dogadacie się. Jedna ze stron będzie zawsze nieszczęśliwa, a to nie rokuje dobrze na przyszłość.
rowniez uwazam ze powinnas mu wytlumaczyc, ze oczywiscie go kochasz i chcesz z nim byc(chyba ze jest inaczej??) ale slubu niechcesz poniewaz................... wlasnie powinnas mu wytlumaczy czemu tak masz, moze wtedy bedzie mu latwiej zaakceptowac twoje zdanie. a moze jeju zaproponuj cos w zamian?? np mieszkanie ze soba? po prostu taki nastepny krok, nie koniecznie slub, z drugiej strony zareczyny to czesto daleko jest od slubu no ale nie ma co mowic, zareczyny to wiadomo ze jest nastepstwem slub.
a moze jego spytaj po co mu ten slub? bo rodzina naciska? bo boi sie ze mu uciekniesz? bo chce nastepny krok? bo chce dziecka??
porozmawiaj szczeze zebyscie mogli nawzajem sie zrozumiec
4 2011-01-27 15:01:32 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-01-27 15:07:17)
Niechęć do ślubu nie wynika z tego,że uważam, że to nie "ten". Ja po prostu nie chcę brać udziału w tym bezsensownym obrządku, dla mnie on nie ma żadnego znaczenia. Ale chłopakowi na tym bardzo zależy a ja wiem,że nigdy nie będę gotowa,żeby się na to zdecydować. On tego nie rozumie. Jak to rozwiązać?
Nie rozumiem Cię, wolisz się rozstać z facetem, którego rzekomo kochasz, a nie weźmiesz ślubu choć to dla Ciebie coś bez znaczenia... Skoro dla Ciebie to nie ma znaczenia, a jemu zależy, to w czym problem? Byłem w dokładnie takiej samej sytuacji i ślub wziąłem, bo uznałem, że skoro mi to obojętne, to mogę to zrobić dla osoby, którą kocham.
I jeśli chcesz z nim, czy kimkolwiek żyć bez ślubu, to pamiętaj, że to niesie poważne konsekwencje, jak choćby:
- brak podziału majątku w razie rozstania - każdy bierze co na niego zapisane
- konkubenci nie dziedziczą po sobie
- konkubenci nie mają prawa do informacji medycznej (nie mówiąc już o podejmowaniu decyzji za drugą osobę będącą w stanie śpiączki) np. gdy partner ulegnie wypadkowi
Dlatego uważam, że konkubinat na krótką metę jest OK, ale nastawienie, że tak ma być na stałe dowodzi niedojrzałości.
Lupus, a czy tak samo przeszedłbyś dla ukochanej na np islam, bo Tobie to obojętne i nie ważne, że dla ciebie nie ma żadnej wartości w tej religii?
A co do niedojrzałości, to wg mnie o wiele bardziej niedojrzałe jest pobierać się dla materialnych korzyści. Małżeństwo to nie umowa biznesowa.
normalna
""Lupus, a czy tak samo przeszedłbyś dla ukochanej na np islam, bo Tobie to obojętne i nie ważne, że dla ciebie nie ma żadnej wartości w tej religii?""
Nie, bo religia nie jest mi obojętna, a autorka wątku wyraźnie napisała, że ślub jest dla niej bez znaczenia.
""A co do niedojrzałości, to wg mnie o wiele bardziej niedojrzałe jest pobierać się dla materialnych korzyści. Małżeństwo to nie umowa biznesowa.""
Materialne korzyści... no można tak określić zabezpieczenie osób najbliższych. Tylko właśnie to dowodzi, że człowiek myśli odpowiedzialnie. Wypadki chodzą po ludziach, a potem są płacze: Byliśmy w konkubinacie, on zginął w wypadku samochodowym, a jego rodzice chcą mnie wyrzucić z domu, który wspólnie z nim wybudowałam.
Albo: On jest nieprzytomny, jego rodzice to Świadkowie Jehowy i nie zgadzają się na transfuzję krwi, a ja nie mam nic do gadania.
Człowiek inteligentny nie potrzebuje błędów, by się na nich uczyć.
Popieram Lupusa
On ma racje !
8 2011-01-27 16:12:56 Ostatnio edytowany przez AnnaMa (2011-01-27 16:14:03)
A ja jak czytałam tego posta to odniosłam wrażenie, że Ty właśnie wcale go nie kochasz..i nie chodzi mi w tym momencie o to, czy chcesz brać ślub, czy nie. Jak można kochając kogoś, najzwyczajniej w świecie myśleć o tym, żeby go zostawić by on mógł zrealizować swoje marzenia o ślubie?? Wydaje mi się, że jemu nie chodzi o to, żeby po prostu iść do ołtarza tylko o to, żeby iść tam Z TOBĄ. Ja bym to traktowała jako wyraz wielkiej miłości.. A, i jeszcze coś:
"Załamał się i nie byłam w stanie dobijać go jeszcze bardziej, zwłaszcza, że jest we mnie strasznie zakochany."
On jest w Tobie strasznie zakochany..a Ty w nim nie? Powinnaś się z nim rozstać, nawet gdy on ma teraz tak ciężkie chwile, żeby nie robić mu złudnych nadziei..
Ja też popieram Lupusa w wielu kwestiach.Chociażby dlatego , że związek to również sztuka kompromisu. Ślub to nie jest byle jaki temat ... ale akurat w tym wypadku to , że autorce łatwiej by przyszło zostawić mężczyznę którego kocha niż za niego wyjść świadczy tylko o jej egoizmie. Wcale nie o dojrzałości i odpowiedzialności ... bo skoro jej zdaniem ślub nic nie zmienia ... to w czym problem , żeby go wziąć ? ....
No właśnie przecież jak jest to obojętne no to czemu nie można wziąć tego ślubu ?!
Ptys, Ja na Twoim miejscu nie chciala bym sie znalezc... masz powazny problem, facet wiaze z Toba nadzieje na przyszlosc, a Ty mu to blokujesz. Jestescie ze soba 4 lata, a moim zdaniem, to do czegos zobowiazuje. Czy Ty do konca zycia chcesz byc stanu wolnego? Uwierz mi ze Twoj facet sie na to nie zgodzi, chce byc z Toba i tyle, musisz brac pod uwage to ze on sie z Toba rozstanie, bo chyba nie nalezy do facetow, ktorzy chca zyc 'na kocia lape'. Piszesz, ze jest powaznie chory, moze boi sie ze nie bedzie mial osoby, na ktora moze liczyc, dlatego tak naciska, ale druga sprawa to waz staz ktory jestescie razem mowi za siebie... 4 lata to nie krotki okres, kolejne 4 bez planow na malzenstwo go znudzi, popsuje sie miedzy wami, ktoraj strona to skonczy, uwierz mi.
Wydaje mi sie ze nalezysz do osob niezaleznych, i nie potrzebujesz osob, ktore miala bys na wlasnosc.
Nastepnie, jezeli nie chcesz slubu, to odejdz od niego, i szukaj przygod z innymi, z jednym 4 lata, z drugim 4 lata i tak do nieskonczonosci. Chyba, ze jestes na to jeszcze nieprzygotowana, ale z Twojej wypowiedzi wynika ze malzenstwo WOGOLE nie wchodzi w gre, wiec po co pozadnemu facetowi, ktory Cie kocha i chce spedzic reszte zycia z Toba zawracasz mu glowe, jak nic z tego nie bedzie. Przez 4 lata nie mieliscie wspolnych planow?
Jak go kochasz, on Ciebie rowniez, i chcesz byc z nim, to zgodz sie, nie musi byc to slub koscielny, mozecie wziasc cywilny, nie zobowiazuje Cie to do powaznych wnioskow.
Ja po prostu nie chcę brać udziału w tym bezsensownym obrządku, dla mnie on nie ma żadnego znaczenia.
Skoro to jest kwestia obrządku, to może rozwiązaniem byłby ślub cywilny. Kilka minut i po sprawie, a związek jest "zalegalizowany". Pewnie zniechęcają Cię te wszystkie zabawy, oczepiny itd. Mnie również, dlatego jeżeli już to wezmę tylko ślub cywilny, lub kościelny, ale tylko z obiadem nie z weselem.
W tym całym konkubinacie najbardziej jest przykra sytuacja dzieci. Rodzice mają różne nazwiska. Jak dla mnie to byłby problem np w szkole.
Moim zdaniem Ptyś po prostu nie chce z nim już być, a ślub nie jest tu głównym problemem. Uwierz mi Ptysiu. Kiedy wiesz, że druga osoba jest w Tobie zakochana, a Tobie jest już ona obojętna- nie doczekasz się 'odpowiedniego' czasu na rozstanie. Rada? Zrób to jak najszybciej. Wiesz dobrze, że on pragnie stabilizacji, żony, pewnego szczęścia, którego Ty mu nie dasz, więc w tym momencie po prostu 'marnujesz' jego czas. Odpuść mu.
14 2011-01-27 23:38:09 Ostatnio edytowany przez Wika (2011-01-27 23:46:43)
...co za bazgroły
. Jej opór przeciwko małżeństwu, wcale nie wynika z braku miłości - jestem pewna, że kocha, i wcale nie musi się na wszystko godzić. Dlaczego, tak trudno uwierzyć komuś, że papierek/obrączka jest zbędna do szczęścia? Czy rzeczywiście "wszystko" trzeba udowodnić? Masakra
. Zresztą, czepiacie (niektórzy) się dziewczyny a dlaczego oszczędziliście chłopaka? Ponieważ biedaczysko ubzdurało sobie, że pierścionek - zagwarantuje mu wieczną miłość? Ludzie, więcej zrozumienia - przez tego typu opinie, dziewczyna poczuję się jak jakiś margines społeczeństwa, ponieważ cholerny wspólny dobytek, jest dla niej w tej chwili najmniej istotny. Nie przywiązujemy się do rzeczy, tylko do ludzi - czyż nie? Sama chciałam się poradzić, ale jak widzę negatywne opinie, to aż sama myśl na temat odpowiedzi mnie przeraża
.
Poza tym, to nie musimy być w kościele/ łące czy cholera wie gdzie jeszcze, aby z radością składać sobie przeróżne obietnice nierozerwalności naszego związku i niezachwianej lojalności. Nie trzeba świadków, aby przysiąc sobie dozgonną wierność
. ...ale nie, niech cierpi teraz z powodu rozstania, ponieważ jej partner nie może poczekać, a może dziewczę z czasem zmieni zdanie? A któż to wie, może za jakiś czas, rzeczywiście zapragnie zatańczyć w świetle jupiterów, wśród gapiących się z zachwytem - gapiów
.
Edit. A ludzie, którzy mają za sobą ciężkie rozwody, a te przeżycia są dla nich tak druzgocące, że sam pomysł usankcjonowanego prawnie związku - z kimkolwiek, napawa ich przerażeniem? I żyją sobie, jak ktoś tu odtwórczo napisał "na kocią łapę", choć się kochają - to co? Również im wmówicie, że się nie kochają?
W myślach pewnie tak - w końcu dobrze wiemy, że tylko niewielu stać, na szczerą dobitną prawdę (bez urazy
). Zresztą, co nas obchodzi czyjeś życie?
Skoro innym jest dobrze, to niech żyją sobie po swojemu. Raczej nikt nie chce, aby ktokolwiek się wtrącał do naszego życia
. Gdyby wszystko przebiegało tak pięknie, pewnie co druga osoba byłaby kaleką społeczeństwa, a tak - przynajmniej uczymy się dokonywać właściwych wyborów.
Ptyś, jeśli naprawdę go kochasz - poproś o czas. Jeśli Cię kocha, poczeka. A jeśli nie, wówczas odejdź. Problem rozwiązany
.
Pozdrawiam
.
Jeśli się kocha, to nie chce się rozstawać. Nie myśli się- 'on zasługuje na lepszą, nie jestem dość dobra'. To po prostu bardzo słaba wymówka na 'sory, już Cię nie kocham'. W tym wypadku wymówką jest ślub.
Gdybym kochała, ale nie chciała ślubu, to rozmawiałabym. Dużo dużo dużo, wyjaśniłabym, o co mi chodzi, dlaczego tak to widzę. Ale rozstanie na pewno nie przyszłoby mi na myśl, jeślibym kochała.
Poza tym, Ptyś wyraźnie napisała, że ślub nie ma dla niej znaczenia. Czy więc nie może, w imię miłości i szczęścia partnera, iść na kompromis? Przecież go kocha. Moim zdaniem jeszcze nie przekracza granicy 'poświęcenia'.
Dodatkowo, wyraźnie pisze, że 'NIE JEST GOTOWA'. Czyli jednak tkwią w niej jakieś obawy, że to nie 'ten'.
To moje zdanie.
16 2011-01-28 00:03:44 Ostatnio edytowany przez Wika (2011-01-28 00:08:48)
Busiu, czytamy uważnie
. Na początku pisze, że "nie wiem, czy kiedykolwiek zachcę zostać żoną.", a dopiero później, "nigdy nie będę gotowa,żeby się na to zdecydować." - możliwe, że z czasem - znów zmieni zdanie
.
Nie ma banalnych wymówek
. Byłam w podobnej sytuacji, jeśli kogoś kochamy, chcemy szczęścia drugiej osoby - zapominamy o sobie. Wiem, że to głupie, ale miłość niestety, również potrafi być bardzo skomplikowana. Widocznie jej, jest łatwiej odejść. Nie ma w tym nic podejrzanego
.
ja czegos tu nie rozumiem kochasz go a jednak z niego rezygnujesz i to tylko dlatego że nie jestes w stanie wziąść slubu?? mogłabym nienawidzic czegoś ale jeżeli bym wiedziała że chce byc z ta osoba do końca zycia i dzieki temu tak bedzie.........
ja poprostu Cie nie rozumiem, chyba Cie żle zrozumiałąm,albo jestem jakaś dziwna;p
w każdym razie rzycze powodzenia
*życze
Nie przywiązujemy się do rzeczy, tylko do ludzi - czyż nie?
No widzisz, ja nie widzę tego "przywiązania" i "miłości" z jej strony, bo jeśli ktoś z powodu takiej błahostki (tak, dla niej to nie ma znaczenia, czyli to błahostka) chce się rozejść, to nie kocha.
ale nie, niech cierpi teraz z powodu rozstania, ponieważ jej partner nie może poczekać, a może dziewczę z czasem zmieni zdanie?
A może zmieni, a może nie i on się obudzi za 30 lat z ręką w nocniku.
A ludzie, którzy mają za sobą ciężkie rozwody, a te przeżycia są dla nich tak druzgocące, że sam pomysł usankcjonowanego prawnie związku - z kimkolwiek, napawa ich przerażeniem? I żyją sobie, jak ktoś tu odtwórczo napisał "na kocią łapę", choć się kochają - to co? Również im wmówicie, że się nie kochają?
Jeśli oboje tego chcą to ich sprawa, oni poniosą ewentualne konsekwencje. W omawianym przypadku natomiast tak chce żyć jedna strona, która - choć nie ma to dla niej znaczenia - ustąpić nie chce, czy to przez brak uczuć, czy też dla zasady "Muszę postawić na swoim" (co zresztą też źle wróży temu związkowi, bo osoby niezdolne do kompromisu są nader trudne w pożyciu).
Zresztą, co nas obchodzi czyjeś życie?
Nic nas nie obchodzi, ale ktoś wrzuca swój problem, to chyba po to, żeby poznać zdanie innych, nie sądzisz?
Związek to sztuka kompromisu. Jeśli coś jest bardzo ważne dla jednej ze stron a dla drugiej nie ma to znaczenia to logiczne jest, że strona, dla której rzecz jest mało istotna powinna ustąpić. W tej sytuacji nie da się wypracować kompromisu pośredniego - nie da się w połowie zawrzeć małżeństwa. Jeśli ustąpi strona, której bardziej zależy - będzie się to nazywało poświęceniem, jeśli strona, której jest to obojętne - będzie się to nazywało sprawieniem przyjemności partnerowi. Drobnej przyjemności, bo przecież dla autorki to błahostka.
21 2011-01-28 01:18:28 Ostatnio edytowany przez Wika (2011-01-28 02:51:02)
Tak, niech lata wspólnego życia, odcisną na niej głębokie piętno. A co! (:)) Niech się pogrąży w smutku, na który składa się dręczące sumienie (określ, jak chcesz)
.
To nic, że przeżycia ją poturbują, zgnębią - sprawią, że będzie nieufna wobec radości, jaką ma nieść ze sobą święta instytucja małżeństwa. Dobrze wiemy, że małżeństwo to stan, w którym o wiele łatwiej się znaleźć, niż z niego wyjść. A tak, niepołączona węzłem małżeńskim, której nie stoi na przeszkodzie prawo, w każdej chwili może się wycofać z nieudanego związku - w końcu, w niektórych przypadkach, fascynacja partnerem, wielka miłość - przemija
.
Kolejne love story, które prawdopodobnie zakończy się rozwodem - jednak, spróbować zawsze można.
Wika napisał/a:Zresztą, co nas obchodzi czyjeś życie?
Nic nas nie obchodzi, ale ktoś wrzuca swój problem, to chyba po to, żeby poznać zdanie innych, nie sądzisz?
Nie sądzę, nie jestem w sądzie
. Pisałam, ogólnie
.
22 2011-01-28 02:34:53 Ostatnio edytowany przez etniczna (2011-01-28 02:41:18)
Według mnie Ptyśiu zachowujesz się jakbyś przeżyła jakomś traume związaną z małżeństwem, własne złe doświadczenia, czy też tragiczne małżeństwo rodziców. Jest w Tobie taki upór przed ślubem jakbyś uważała, że małżeństwo to straszna tragedia. A jednocześnie paradoksalnie uważasz, że jest to dla Ciebie bez znaczenia, czyli jest to obojętne. Czyli nie stoi za tym stanowiskiem żaden konkretny powód oprócz Twojego "nie chcę".
Uważasz również, że bardzo kochasz swojego chłopaka. Z tego co piszesz wynika, że chcesz spędzić z nim resztę zycia. Czyli znów paradoks, bardzo go kochasz ale wolisz się z nim rozstać niż wziąć ślub. Takie stanowisko byłoby zrozumiałe gdyby ślub dla Ciebie oznaczał coś złego, smutnego, emocjonalnie nie do przejścia. Ale TY twierdzisz, że małżeństwo, obrządek jest bez znaczenia.
Kolejny paradoks jest taki, że gdyby on nie chciał tego ślubu to pewnie dalej byś z nim była, kolejne 4 lata i kolejne... A może nawet chciałabyś z nim być na zawsze, byle bez ślubu?
Nie wiem z czego tak naprawdę wynika Twoja niechęć do ślubu, ale myśle, iż musisz się zdobyć na to aby być szczerą sama przed sobą.
Skoro śłub jest dla Ciebie obojętny, to w czym Ci ten ślub przeszkadza? Jak już tu ktoś pisał, przecież Twój facet nie chce ślubu dla wesela, czy Twojej białej sukienki. Tylko skoro chce ślubu to jest to z jego strony wyznanie, deklaracja, że Cię kocha i chce być tylko z Tobą. Jest tego pewny i z całą odpowiedzialnością chce z Tobą spędzić resztę życia.
Pomyśl, że ślub to ukoronowanie Waszej miłości. To wejście w przymieże dwóch osób, które są sobie całkowicie oddane.
Przecież możecie wziąć ślub cywilny, na którym oprócz Ciebie i ukochanego będą np. tylko i wyłącznie świadkowie, dwie dodatkowe osoby. Nie musicie robić poczęstunku, wesela. To ma być dla Was.
Skoro ślub jest Ci obojętny i skoro bardzo kochasz chłopaka to dlaczego nie możesz się zgodzić na ten śłub?
Zresztą jak ktoś też już tu pisał możesz nie chcieć ślubu, nie zgadzać się na ślub, ale możesz o tym rozmawiać z chłopakiem. Nie musisz od niego odchodzić.
To wygląda tak jakbyś w rzeczywistości go nie kochała, ponieważ jak masz możliwość z nim być tak na poważnie to wolisz się wycofać, to już nie chcesz... Czyli dopóki to wszystko jest takie bez odpowiedzialności, zobowiązań to jest OK, ale jeśłi masz już się jakoś określić, zdeklarować to wolisz całkiem go stracić.
Może Twoja niechęć to śłubu jest wynikiem tego, że ogólnie chcesz być jak wolny ptak. Nie chcesz określać się co do przyszłośći, bo nie chcesz zamykać sobie nowych możliwości, które mogą się nadarzyć. Wolisz być z kimś na tu i teraz dopóki jest miło, sympatycznie... Wolisz być bez zobowiązań i odpowiedzialności więdząc, że jakby coś to zawsze można odejść... Wolisz być wolna i gotowa na "coś nowego"...
A może już między Wami coś się wypaliło i z jednej strony jesteś do niego przywiązana, a z drugiej strony wiesz, że już nie wiążasz z nim przyszłości. I dopóki to było tylko wspólne bycie ze sobą to było Ok, ale decyzja o ślubie weryfikuje prawdziwy stan uczuć.
Oczywiscie mogę się mylić, ja tylko napisałam jak ja widzę, odczytuję to co napisałaś. A tylko Ty wiesz jak jest naprawdę.
I jeszcze jedno jeśłi to ich "na siłe" małżeństwo maiałoby się skończyć rozwodem i traumą jak to opisuje wika to faktycznie niech się rozstaną, ale nie dlatego, że ona "nie chce ślubu" tylko z faktycznego powodu. Skoro to miałoby być coś tak strasznego to oznaczałoby, że się nie kochają i cały ten związek to "zwykły żart".
I mam pytanko: skoro ślub dla Ptysi jest czymś obojętnym jak sama pisze to dlaczego miałoby to przynieść jakieś emocjonalne problemy i ostatecznie rozwód?
Jeśłi się miota i ma poczucie winy to najwyraźniej sama wie, że jej uczucia nie są takie jakby sama chciała.
W dzisiejszych czasach modne jest życie w wolnych związkach, bo tak jest nowoczesnie, na topie i dowodzi, że jest się czlowiekiem "wolnym"! Ale najczęściej oznacza to, że jest się wolnym od ODPOWIEDZIALNOŚCI. Łatwo w wolny związek wejść i łatwo z niego wyjść, bo za rogiem czeka byc może ktoś, przy kim "motyli w brzuchu" będzie więcej. A w starym związku jest juz trudno, nudno i trzeba coś z siebie dać, pracować nad nim, szukać kompromisów. A po co, skoro bez wysiłku ze swojej strony można szybko dostarczyć sobie nowej porcji emocjonalnych fajerwerków?
Zawarcie małzeństwa to "rytuał przejścia" na stronę ludzi dorosłych i odpowiedzialnych. Rytuał poprzez który ZOBOWIĄZUJEMY SIĘ byc ze sobą na dobre i co ważniejsze także na złe, tworzyc rodzinę, wychować dzieci. Wolny związek jest anonimowy, małżeństwo wychodzi z cienia i poddaje się społecznemu osądowi, czy się tego chce czy nie chce. Można to potraktować jak kajdany, ale też jak zabezpieczenie przed skutkami nieprzemyślanych decyzji. To wszystko dla dobra dzieci, których wychowanie trwa wiele lat.
Można oczywiscie wybrać wieczną wolność, ale nie mieszajmy do tego ideologii, skoro chodzi o zwykłą niechęć do zobowiązań. I nie ma w tym nic złego jeśli aktualny partner o tym wie i się z tym godzi. Nie mozna brac ślubu tylko dlatego, ze on tego pragnie, bo bez względu na to czy zrobiliśmy to z przekonaniem, czy bez przekonania, skutki prawne są identyczne.
Więc Ptysiu oddaj chłopakowi pierścionek zaręczynowy, jeszcze raz poważnie mu oświadcz, że absolutnie w grę nie wchodzi małżeństwo, że nie ma na co czekać, że nie stanie się to ani jutro, ani nigdy i pozwol mu zadecydować o przyszłości bez złudzeń.
I ja rowniez boje sie brac slubu .:(
autorko,powiem Ci,że mam podobne podejście do ślubu jak Ty.
Z tym,że ja uważam,że skoro tak na prawdę ślub to zbędna formalność, a ja wolę żyć bez ślubu, to przecież może to być TYLKO ślub cywilny.
U nas to jest tak,że ja chcę żyć na kocią łapę, bo uważam,że po podpisaniu jakichś papierków nie zmieni się moje uczcie do Lubego. On natomiast chce ślubu i to kościelnego,więc powiedziałam ''okej,mnie to nie przeszkadza,wolałabym żyć bez ślubu,ale jak Tobie tak zależy na tym, to się zgodzę.''W końcu chcę z nim być, bardzo go kocham,a czy będzie ślub czy nie to i tak będę szczęśliwa.A im bliżej ślubu,to tymbardziej go chcę i cieszę się jak dziecko.
Może mój facet ma rację???
I Ty w takim przypadku powinnaś iść na kompromis : chociaż ślub cywilny, chyba,że go nie kochasz,( bo takie odniosłam wrażenie)to nie mamy o czym mówić.
Tak, niech lata wspólnego życia, odcisną na niej głębokie piętno. A co! (:)) Niech się pogrąży w smutku, na który składa się dręczące sumienie (określ, jak chcesz)
.
Dalej już nie cytuję, nie SĄDZISZ, że ta Twoja wypowiedź jest trochę histeryczna?
Nie sądzę, nie jestem w sądzie
. Pisałam, ogólnie
.
Jest takie cuś, co się nazywa Słownik Synonimów. Jak weźmiesz do ręki tę pasjonującą książkę, to się dowiesz, że czasownik "sądzić" ma kilka znaczeń, w tym np.:
synonimy: mniemać, przypuszczać, sądzić, uważać, wierzyć, zakładać, żywić przekonanie, wychodzić z założenia, mieć na myśli, mniemać, myśleć ![]()
27 2011-01-28 17:02:12 Ostatnio edytowany przez comete (2011-01-28 21:34:02)
Lupus - Wybacz
. Wnioskuje, że Twoja osobowość, nie jest jeszcze na tyle rozbudowana, żeby z przymrużeniem oka traktować wszystko, co pod Twoim adresem pada, a co z założenia jest dowcipem
. Serdecznie pozdrawiam.
Ptyś - Również myślę, że małżeństwo jest stanem, który niesie ze sobą skomplikowane poczucie przywiązania do współmałżonka, dzieci oraz domu. Skąd ta wrogość do romantycznego trwałego związku? Nie mam pojęcia. Utwierdziłam się w przekonaniu, że ludzie są przepełnieni pożądaniem, które jest najbardziej charakterystyczną cechą, naszego istnienia jako istot obdarzonych uczuciami, i w każdej chwili, mogą doprowadzić nas do upadku oraz do upadku innych. Wciąż potrzebuje trochę więcej czasu, aby zrozumieć, że nie wszystkie śluby, kończą się czyśćcem. Można kochać, nawet bardzo mocno, jednak - również można, oszczędzić sobie "natrętnych myśli", które nie pozwalają się skoncentrować na niczym innym poza obiektem "katastrofy" związanej z ślubem
.
...jednak, mam nadzieję, że z czasem zmienię zdanie
. ...Ty, również
. Powodzenia.