od ponad 10 lat pracuję w branży motoryzacyjnej. Jestem w niej "dobrym fachowcem". Zawsze odkąd pamiętam będąc samotna - byłam "pracoholikiem"; moja praca pochłaniała mi sporo czasu. Dlatego też osiągnęłam zamierzony cel: mieszkanie, dobry samochód i częste wakacje poza granicami kraju. Później poznałam męża, jak teraz twierdzi: był moją osobą zachwycony, że może z kobietą porozmawiać o samochodach i jest w tym dobra. Później był ślub, wprowadził się na "gotowe" i później dziecko, które obecnie ma 4 lata. Byliśmy szczęśliwą rodzinką. Mąż pomaga mi w "kobiecych obowiązkach: tj; pranie, sprzątanie (bez gotowania), zawożenie i odebranie dziecka z przedszkola a ja od rana do wieczora pracą i zarabianiem kasy. Kosztem dziecka. Ja wracam do domu, jest już późno " wieczorynka dziecka" i usypiam dziecko. Tak się składa, że szybciej zamykam oczy od mojego maleństwa. Mąż ma lżejszą pracę - w systemie tylko 8 godzin i do domciu. Z mężem mamy wspólny cel: własny dom a nie życie w ciasnym mieszkaniu bo wiem, że źle się czuje na "moim" dlatego też tak się staram i pracuje do nocy by odłożyć na dom. Mam wyrzuty sumienia bo to wszystko kosztem dziecka. Omija mnie wiele i widzę, że tracę najwspanialsze chwile. Pierwsze jasełka syna-będę nieobecna; bo muszę wyjechać służbowo! Zamknięta w WC zaczęłam wylewać łzy i wtedy zrozumiałam: DOŚĆ. CZAS ZMIENIĆ PRACĘ. Wcześniej doszło do sprzeczki pomiędzy mną a mężem, wypominając mi, że ma dość bycia z żoną, która ma męskie zajęcie a on jest w naszym związku kobietą prawdzenie się w roli matki i żony. Dlatego też poważnie myślę o zmianie pracy do godz, 15/16.Miałabym czas na dziecko, prace domowe i o czym zawsze marzyłam: bezstresową pracę i spacery z dzieckiem w ciągu tygodnia. Budżet byłby skromniejszy, ale byłaby szczęsliwa:) Dodam, że kiedy mężowi powiedziałam o podjętej decyzji zmiany pracy: zaniemówił a po chwili dodał: to zależy za ile. Przecież mamy plany? remontu mieszkania a potem dom. Zamurowało mnie. Czuję się jak skarbonka
Co o tym myślicie? co powinnam zrobić? Dziękuje za szczerość
1 2011-12-15 00:08:52 Ostatnio edytowany przez xania79 (2011-12-15 00:28:14)
Podobne tematy
Na ogół jest tak, że mamy coś kosztem czegoś. W twoim przypadku ( moim niestety też) mamy więcej pieniędzy, ale mniej wolności, co głównie odbija się na dziecku i relacjach damsko-męskich.
Czy Twój mąż jest materialistą, że w taki sposób zareagował na Twoją decyzję? Może po prostu go zaskoczyłaś i pierwszą myślą, która mu się nasunęła było: " zależy za ile?" Musi wyciągnąć wnioski, co jest dla niego ważniejsze.
Mam chyba ten sam problem. Pracuję od 10- 18, ale z domu trzeba wyjść wcześniej, a wraca się i tak później. Dzieciaki w tym czasie są same w domu, albo z moim partnerem ( w zależności, którą ma zmianę). Mam mało czasu na ogarnięcie tego wszystkiego- lekcje, pranie, sprzątanie, gotowanie. Brakuje mi czasem siły i czuję się jak wypompowana dętka. Niestety nie cieszę się tak dochodową pracą, jak Ty. Pracuję na najniższej krajowej, bez urlopu i w dość trudnych warunkach. Ale lepsze, to niż nic, tym bardziej, że pracy nie ma, a Opieka Społeczna nie rozpieszcza.
Ta nasza pogoń za pieniądzem wciąż niesie ze sobą jakieś konsekwencje. Dzieciaki nie są przodownikami klasowymi, a na dodatek córka wykorzystuje moją nieobecność w domu i zamiast siedzieć nad lekcjami, hula z niepożądanym towarzystwem. Ostatnio nawet była uczestnikiem kradzieży- co prawda, nie ona kradła, ale osłaniała koleżankę przed kamerami, więc ma taki sam udział.
Płakać mi się chce nad tym życiem. Kiedyś matka zajmowała się dziećmi i domem, a mąż pracował i funduszu starczało, a teraz? Nie dość, że oboje rodzice wyrywają sobie rękawy, dzieci chowa ulica, to na dobicie ledwo wiąże się koniec z końcem.
Ten kraj schodzi na psy ![]()