Witam wszystkie panie,
Nie wiem nawet czy powinienem tutaj pisac, nie jestem kobieta :-)
Szukam odpowiedzi na pewne pytanie, porady.
Obecnie wraz z zona i 3 letnim synkiem mieszkamy w innym kraju, niestety niz Polska. Z rodzicami z jednej i drugiej strony mamy bardzo słaby kontakt ze wzgledu na dystans. Telefony i skype to wszystko. Kiedys byly wizyty rodzicow. Do Polski raz na rok czasem zadziej.
Pracuje daleko od domu, czasami 4-5 tyg poza domem. Zona takze pracuje wiec dzieckiem zajmowala sie do niedawna niania. Obecnie od Sierpnia wroci do przedszkola.
Niestety traf chcial ze pojawil sie miesiac kiedy musialem wyjechac i akurat nie bylo chetnych do opieki nad dzieckiem.
Moja matka mimo ze wiedzac ze nie ma zbyt dobrych relacji z moja zona, zgodzila sie i przyleciala do nas na miesiac. Byl to wielki blad, ale nie o tym dzisiaj.
Jakis czas zanim moja matka przyleciala, planowalem dzien dla dziecka w miejscu dzieki ktoremu pojawi sie wielki usmiech na jego twarzy.
Wiedzac ze moja matka bedzie wtedy jeszcze z nami, zamowilem 4 bilety. Zona o wszystkim wiedziala.
W oststnich dwoch tyg nie bardzo sie dogadywala z moja matka i zadała mi pytanie czy chce jechac z nia i z dzieckiem czy moze z matka i dzieckiem.
Co jest dla mnie bardziej wazne?
Tesciowa sie podlaczyla do akcji i nawet zadala mi pytanie czy zrezygnowalbym z obecnej pracy by ratowac malzenstwo i czy jestem w stanie zostawic matke w domu i jechac tylko z zona i dzieckiem.
Ostatnie dni duzo na ten temat mysle, czytajac ksiazke o wychowywaniu dzieci i o stawianiu granic, doszedlem do wniosku ze to jest nie fair zagrywka i moja zona testuje jak daleko moze sie posunac. Nastepnym razem bedzie pytanie czy podczas wyjazdu do Polski musimy sie widziec z moja rodzina?
Dlatego moje stanowisko jest takie, ze jedziemy w czwórke albo ja jade sam z synem, o nim nikt nie pomyslal a mial to byc jego dzien!
Co o tym sadzicie?
Z pewnoscia wiekszosc z was miala podobne sytuacje, moim zdaniem niezbyt na miejscu.
Z gory dzieki.
Krzysiek