mandarynka1234 napisał/a:witam, ja mam tak samo..
w nocy nie moge zasnac bardzo dlugo, rano nie moge wstac, jak wezme na noc tabletke nasenna to rano ledwo budzik mnie obudzi. ide do pracy, w pracy siedze sama bo to sklep odziezowy, klientow brak, a wiadomo jak nie ma co robic to czlowiek siedzi i mysli. nie znosze swojej pracy, nie lubie tam przebywac, przez pewna historie sprzed kilku miesiecy, o ktorej nie moge zapomniec i nie umiem sie wyleczyc z tego.
wracam po 8 godzinach siedzenia na tylku do domu zmeczona, bez sil. wszystko mnie boli, nie dam rady sprzatac, gotowac, opiekowac sie dzieckiem. z mezem prawie sie nie widuje bo mijamy sie caly czas, milosci miedzy nami nie ma, seksu tez..
i tak kazdy dzien wyglada.
jestem caly czas senna i zmeczona, kawy tez nie pomagaja.
nie dam rady jesc, nie mam apetytu.
leczylam sie u psychologa i u psychiatry, ale leki musialam odstawic ze wzgledu na inne, ktorych nie mozna laczyc z psychotropami.
ja tkwie w takim stanie od wielu miesiecy.. wiem depresja.. ale nie umiem z tego wyjsc..
nie umiem sobie przetlumaczyc pewnych rzeczy.. mam co jesc, mam w co sie ubrac, rodzina zdrowa, dziecko cudowne, czego chciec wiecej?
a jednak.. ehh..
chcialabym wrocic do swiata zywych, tylko jak?
Ot właśnie sęk tej choroby polega na tym, że nie umiemy się cieszyć życiem, choć wcale nie układa nam się tak źle. Niejedna kobieta chciałaby być na naszym miejscu. A my...? Rozpaczamy, płaczemy, nie umiemy docenić tego, co mamy. Ciągle jest jakiś niedosyt, ciągle nam czegoś brak. Tylko czego? Przecież praktycznie mamy już wszystko.
Brak tej wewnętrznej siły, tego "powera", który napędza nasz życiowy motor.
Zanim nie odważyłam się pójść do lekarza, to każdy mój dzień wyglądał tak samo- kawa, tv (choć nic mnie tak naprawdę w niej nie interesowało), siedzenie w fotelu, kawa, kawa... a spać, jak się chciało, tak się chce. Z wielkim bólem wciągam buty i wychodzę do pracy(ale po co?) bo muszę! Ta monotonia mnie dobijała. Nie miałam nawet siły, by zająć się dziećmi. Najlepiej by zeszły mi z drogi. Na dobicie stos garów w zlewie, które myłam pięć razy dłużej niż normalny człowiek. Wszystko, co robiłam przychodziło mi z wielkim trudem. Robiłam, bo musiałam.
Pewnego dnia, patrząc w lustro, otarłam łzy i stwierdziłam, że tak być nie może, nie jestem leniem, bo wiem, że chcę, ale nie mam siły, a nikt mi ręki przecież nie rozbuja!
Udałam się do lekarza pierwszego kontaktu, trafiłam na panią neurolog. Wypełniłam test, który dał jednoznaczny wynik: "depresja"
Lekarka stwierdziła, że nie mam się, co załamywać, bo teraz się ją bardzo szybko i skutecznie leczy. Są nowe leki.
Efekty było już widać po miesiącu. Z dnia na dzień stawałam się inną kobietą. Uśmiech na mojej twarzy gościł od rana i czułam w końcu, że chcę żyć, a życie jest piękne.
Podczas tego leczenia zrobiłam dodatkowo badania na cukrzycę oraz na tarczycę. Te pierwsze wyszły dobrze, natomiast drugie nie najlepiej. Tsh na pograniczu, FT3 ok, FT4 zbyt niskie, co oznacza niedoczynność tarczycy.
Dlatego jeśli czujecie się ospali i żyjecie, bo musicie, to starajcie się badać poziom tarczycy, bo ona jest częstą przyczyną popadania w depresję. Zaczyna się od senności, a cała reszta idzie za tym po kolei, jak po sznurku i życie wymyka nam się spod kontroli.
Pozdrawiam wszystkie Śpiące Królewny i Śpiących Królewiczów 