Nie wiem czy umieszczam ten wątek we właściwym miejscu,ale muszę wreszcie z kims porozmawiać,zwłaszcza że w normalnym świecie nie mam przyjaciół,ani rodziny na której mogła bym polegać czy komuś zaufać.A muszę wreszcie wylać z siebie tę gorycz która mnie zatruwa od środka.Może zacznę od początku.Kiedy miałam 1.5 roku zmarł mi ojciec.Matka została sama z trójką dzieci,ja najmłodsza.Długo jednak nie była sama,szybko znalazła innego z którym sie ożeniła,zaszła w ciąże.Cała miłość przelała na siostrę.Ja i bracia byliśmy jak niepotrzebne przedmioty.Pomiatali nami ,bili nas.Każde z nas jak skończyło 18 lat po koleji opuszczało ten przeklęty dom,pełen wyzwisk,alkoholu,i okropnego traktowania.Poszłam wreszcie swoja drogą,zamieszkałam u znajomych.Niedługo potem zaszłam w ciąże,teściowa kazała oddać mi dziecko do adopcji,bo stwierdziła,że z jej synem i tak nie będę.W sumie zostałam sama z brzuchem pełna obaw,bez grosza.Zamieszkałam u sióstr zakonnych,później u przyjaciela który pomagał mi az do porodu.Dziecko urodziło się z wada serca.Długo była w szpitalu. Było naprawdę ciężko.Jednak jakoś żyłam,aż w końcu ojciec dziecka wprowadził sie do nas.Było róznie jednak po jakims czasie pobralismy się.Po 5 latach urodził nam sie syn.Pamietam te czasy-brak pieniędzy,ciagłe przeprowadzki,kłutnie.Wkońcu rozstaliśmy się.Wyszłam drugi raz za mąż,też porażka-trafiłam znowu źle.Najstarsza córka ma 13 lat ciągłe kłopoty ze zdrowiem,syn również ciągle choruje ma astme.Najmłodsza córka z podejrzeniem padaczki.Ja mam nerwice serca ,arytmię.Leczę się u kardiologa 4 lata.Psychicznie tez nie mam siły.Dzieci często chorują jeżdzą po szpitalach,mąż lubi się napić,nie mogę się z nim dogadać.Starsza córka dorasta nie moge znajśc z nia tematu,ciagle się buntuje.Syn nie chce chodzic do szkoły, zeby nie dostał złej oceny robię często za niego zadania.Czuje jak nie mogę nad tym zapanować,każdy robi co chce.Nikt mi nie pomaga.Nie mam koleżanek,ciągle siedze w domu sprzatam za każdego,gotuje.nie mam czasu na siebie,bo ciagle wszystko jest na mojej głowie.Na pomoc rodziny nie mam co liczyć bo każdy wyżej sra niz tyłek ma.Nie wiem dlaczego tak mam.Nic mi nie wychodzi,dla każdego chcę dobrze,mówię,tłumaczę tym dziećia,ale to jak grochem o ścianę.Nie mam na nic wpływu.Analizuję często moje życie i nic nie jest warte.Nigdy nie miałam przyjaciół,zdrowia ,urody.Nie jeździłam jak inni zwiedzajac inne kraje,nie byłam zapraszana na imprezy.Zawsze zdołowana ponizana przez matke,że jestem nikim,ze nic w życiu nie osiągne.Czy to jej słowa jej przekleństwa zrujnowały mi życie.Ja ciągle mam te słowa w głowie.Opisałam po krótce to co mnie boli bo jak pisała bym ze szczegółami to nie wiem ile mi zeszło.Nie chcę od życia wiele.Chcę tylko kochać i być kochana.Czego się nie dotchne nic mi nie wychodzi,co kocham to tracę.Tak zazdroszcze innym wspaniałych rodzin,dobrych dzieci,wycieczek,wspólnych obiadów,wypadów do znajomych,rodziny.To co dla innych codziennościa dla mnie zostaje marzeniem.
1 2011-11-30 11:13:08 Ostatnio edytowany przez mrówka333 (2011-11-30 11:18:29)
Podobne tematy
Mrówka dużo przeszłaś i Twoja przeszłośc odbija swoje piętno na obecnym życiu.
To jest bardzo trudno i ciężko tak życ,za dużo bierzesz na siebie(też tak mam).
Proponuję Ci podjęcie terapii własnej,sama nie dasz rady wszystkiego uporządkowac.
A swoją przeszłośc zostaw w tyle,nie oglądaj się za siebie,bo nic już w niej nie zmienisz.
3 2011-11-30 11:45:21 Ostatnio edytowany przez mrówka333 (2011-11-30 11:51:19)
Strzałko dziękuje za odpowiedz.Myślałam,że nikt nie napisze,znając mojego pecha.Co masz na myśli pisząc,że masz tak samo?Na terapię chodziłam dużo mi pomogła jednak zrezygnowałam przez brak kasy,bo 70 zł płaciłam za godzinę.Własnie próbuje znajść cos niepłatnego w swoim miescie.A ty chodzisz na terapię?
Mam tak samo tzn wszystko zawsze biorę na siebie i czasami to mnie przerasta,czasem też nie daje rady.
Chociaż obecnie wszystko mi się wyprostowuje ,to długa droga ,bo mam za sobą wiele wizyt u psychologa,praktycznie od 18 r życia.
W tamtym roku korzystałam z terapii przez ok 9 mies ,teraz od kwietnia znowu jestem na własnej terapii,oprócz tego rozpoczęliśmy terapię rodzinną ,dlatego wszystko idzie do przodu,teraz aż chce mi się życ.
Mrówka,a dlaczego nie kontynuujesz wizyt u psychologa ,przecież możesz chodzic na Fundusz,po co płacisz,ja nie byłam ani razu prywatnie.
Nie wiem jak to się załatwia na fundusz jeśli możesz to mi napisz to trzeba jakies skierowanie ?
Żadne skierowanie nie jest potrzebne,idziesz po prostu do Poradni Psychologicznej z aktualnym ubezpieczeniem,dowodem osobistym i zapisujesz się na wizytę.Możesz wcześniej popytac wśród znajomych o namiary na dobrego psychologa w tej placówce, w Twojej miejscowości.
Powodzenia
Tak zazdroszcze innym wspaniałych rodzin,dobrych dzieci,wycieczek,wspólnych obiadów,wypadów do znajomych,rodziny.To co dla innych codziennościa dla mnie zostaje marzeniem.
W większości przypadków te wspaniałe rodziny to tylko pozory, każdy ma jakieś problemy, Ty miałaś pod górkę od początku, ale takich ludzi jest tysiące. Najgorsze to wierzyć, że jesteś jakaś przeklęta i nic Ci się już w życiu nie uda. Biegiem na terapię i ucz się wierzyć w siebie ![]()
Od 3 lat walczę z depresja męża od 6 miesięcy z jego diagnoza białaczki od paru godzin z problemem zdrowotnym córki która za pare dni będzie oprowana rak albo nie mam małego wnuka i nie mam siły być podpora dla wszystkich . Wiem ze dałabym radę byc dla nich podpora ale tyle zdażyło sie tyle w ciagu ostatnich lat ze nie wiem jak mam dalej im pocić . Jak nabrać siły aby dalej im byc podpora . Nie mam już siły byc ta co sobie poradzi i da sile innym .