Witajcie. Jestem studentką 1 roku w Lbn jednak jestem rok starsza od wszystkich z grupy. Mój problem dla niektórych może wydac się śmieszny wręcz głupi ale mnie to boli i mam nadzieję,że znajdzie się ktoś kto jest w podobnej sytuacji lub po prostu chce w jakis sposob pomoc:)
Nie pochodzę z Lbn, przyjechalam tu z małego miasta gdzie miałam sporo znajomych i zawsze z kimś można było wyjsc.Uprawiałam również sport takze praktycznie kazdy wieczor miałam zapełniony. Tutaj tak nie jest..najczesciej wiekszosc czasu spedzam na zajeciach wracam wieczorem zmeczona i ide spac.Jednak gdy zajecia sa odwołane to mam ochotę gdzieś wyskoczyc na piwo czy na imprezę lub do kina czy gdziekolowiek. Ogólnie jestem lubianą osobą, myślę że podobam się facetom, mam w miarę wysoką samoocenę. Jednak nie chcę się umawiac z facetami gdy ktos mi nie odpowiada tylko po to żeby nie spedzac samotnie wieczoru.
Często pytam koleżanek czy mają ochote gdzies wyjsc na impreze lub gdziekolwiek na poczatku sie zgadzaja a z czasem kazda znajduje sobie wymowke.Myślę,że są mało rozrywkowe i wolą siedziec w domu takie mam wrażenie lub po prostu nie chcą ze mną. Dziwią się mi gdy mówię że w tym miescie nigdzie prawie nie byłam..tylko ciekawe jak mam to zrobic jak kazdy mówi,że "zmęczony", "ma cos jutro do zrobienia rano" "innym razem".Jest mi przykro z tego powodu. Ja rozumiem,że studia to przede wszystkim nauka ale czasami też mam ochotę się zabawic, poznawac ludzi, życ pelnią życia.
Co o tym myślicie
?
Podobne tematy
Trzeba sobie jakoś radzić
U mnie też nie zawsze było/jest kolorowo. Jakoś nigdy nie udało mi się poznać na studiach kogoś, z kim utrzymywałabym bliższe stosunki. Może miałam pecha? Wszystkie moje bliższe znajomości w nowym mieście narodziły się przez internet, w akademiku lub przez poznawanie nowych ludzi np w knajpach.
Piszesz, że nie chcesz spotykać się z chłopakami, którzy Ci się nie podobają tylko dlatego, by mieć z kim wyjść. Błędne myślenie - czemu od razu traktujesz takich facetów jako materiał na swojego chłopaka? Ja większość czasu spędzam z facetami, bo lubię, bo świetnie się z nimi bawię/czuję i to są relacje czysto koleżeńskie. Proponuję Ci spróbować, nowych kolegów jest zawsze łatwiej poznać niż nowe koleżanki.
Podsumowując: otworzyć się na znajomości z facetami, poszukać po internecie ( chociażby na tym Forum), przeprowadzić się do akademika
A tymi wiecznie zajętymi koleżankami się nie przejmuj, szkoda czasu. Działaj!
I powodzenia!
własnie to cię gubi-wg mnie- twoja zbyt duża samoocena..jak cię czytam to mam wrazenie że nie lubisz odmowy iwszystko ma być po twojej myśli..kazdy ma jakieś swoje plany i nie musi sie tobie podporządkować,, pewno częsciej wychodziły by z tobą gdybyś rzadziej im proponowała - nie każdy ma taki temperament jak ty- przemyśl to sobie- fajnie czasem zjeść czekoladę a czasem sledzia..myślę że to zrozumiesz
Dzięki za odpowiedz
ten post był moją reakcja na chwilowy smutek z tego powodu. Hmm..nie sądze bym miala aż taka wysoką samoocene jak sądzi bilunia. Hmm.. jestem taka,że lubie postawic na swoim i dąże do swoich celow ale nie kosztem innych ludzi i na pewno nie narzucam innym swojej woli.
A co do facetow to chodzilo mi o tych,którzy do mnie piszą czy bym się nie spotkała bo podobam im się lub cos takiego. Nie chce po prostu robic nadziei kiedy wiem ze nic z tego nie wyjdzie.
Co do mojego problemu to w ten sam dzien sie sam rozwiazal poznalam dziewczyne przez przypadek z tej samej miejscowosci studiujacej w Lbn i zauwazylam ze swietnie sie dogadujemy ona też tak sądzi, razem gdzies wyskoczylysmy;) Życie potrafi zaskoczyc.
Pozdrawiam