Od dłuższego czasu walczę z własnymi kompleksami. W niektórych małych kwestiach mi się udaje, ale w tych najważniejszych nie bardzo.
Mam tak od najmłodszych lat, brakuje mi wiary w siebie mimo, że zdaję sobie sprawę z wielu atutów jakie posiadam. Jestem bystra, inteligentna, mam poczucie humoru, jestem atrakcyjna fizycznie, zaradna. Jednak w sytuacjach stresowych jakbym o tym wszystkim zapominała. Odnoszę duże sukcesy zawodowe, jednak gdy ktoś mi gratuluje czy mnie chwali, to mnie strasznie zawstydza i zawsze umniejszam swoje zasługi. Jednocześnie ciągle mam poczucie, że mogłam dać z siebie więcej (chora ambicja) i rzadko kiedy jestem z siebie naprawdę zadowolona. Wszelkie porażki życiowe wyolbrzymiam i katuję się wyrzutami sumienia, ciągle mam poczucie winy.
I co najgorsze w tym wszystkim odbija się to na moim związku. Często prowokuję kłótnie, bo szybko wybucham. Zaraz mi przechodzi i próbuję załagodzić sytuację, ale mój partner jak się zdenerwuje, to tak łatwo nie odpuszcza. Tym bardziej moje wyrzuty sumienia rosną. Mimo że kłótnie nie są tylko z mojej winy to i tak ja zazwyczaj dążę do porozumienia, bo nie mogę znieść milczenia i napięcia między nami. Wychodzi na to, że nawet jak on nabroi to ja przepraszam. Takie sytuacje obniżają moje poczucie własnej wartości, bo nie powinno tak być.
Ciągle szukam u mojego partnera potwierdzenia, że jestem najlepsza i najpiękniejsza, ale on nie należy do ludzi wylewnych, więc mi tego nie daje. I nie chodzi o to że mam do niego żal. Jestem zła na siebie, bo powinnam sama znać swoją wartość, a nie oczekiwać ciągle pochwał.
Zdaję sobie sprawę z błędów jakie popełniam, ale mimo że bardzo się staram to nie umiem sobie z tym poradzić. Niszczy mnie to od środka, czuję że powoli niszczę też nasz związek. Bo przez niskie poczucie własnej wartości jestem też zazdrosna i mam skłonności do kontrolowania. Wiem, że mojego partnera to męczy bo nie raz o tym rozmawiamy, ja mu wyjaśniam że mam takie problemy i że staram się z tym walczyć. Ale boję się, że jego cierpliwość się skończy i mnie zostawi. Jednocześnie nie chcę się stawiać w roli ofiary i przepraszać za całe zło na świecie. Jak odzyskać równowagę i wiarę w siebie?
Dodam, że miała szczęśliwe dzieciństwo, byłam oczkiem w głowie Taty, więc nie ma to związku z wychowaniem.