Witam. Wypowiadałam sie już wcześniej na tym forum "Związek na odległość"
Szukam wsparcia, rady, rozmowy.
Oto moja poprzednia wypowiedz.
Mam nadzieje, że więcej osób to przeczyta i skomentuje.
Witam.
Mam problem bo nie wiem co robić i co myśleć ani jak się zachować.
Jestem za granicą od 3 lat. W ub roku poznałam chłopaka w Polsce.
Widujemy się tak często jak tylko mogę. Średnio półtorej tyg co dwa miesiące.
Nie wiem czy on nie szuka se innej, czy mu na mnie zależy. Jest mi ciężko wydusić z niego jakies emocję.
Codziennie rozmawiamy przez skeypa, po 2-3godz, zawsze jest tylko że ostatnio zaczęłam nabierać przekonania że dla niego nasze rozmowy stały się rutyną i obowiązkiem. Jak nie może być na skeypie to w sumie wymusiłam na nim by napisał choć sms.
Kiedyś rozmawiało nam się lepiej, swobodniej. Czułam, wiedziałam ze mu na mnie zależy. Od czasu do sms "buziak kochanie" itp. Nie za często ale potrafił też powiedzieć " słonko wiedz że zależy mi na Tobie, że jesteś dla mnie najważniejsza"... mówił coś co sprawiało że nabierałam chęci do życia.
Jakiś czas temu oznajmiłam, że chce zjechać do Pl na stałe. (My w PL mieszkamy od siebie bardzo daleko) Poparł moją inicjatywę i chęci do zjazdu. Wyjawiłam mu swoje obawy, że być może nie będę miała czasu dla niego, że być może nie będzie mnie stać na wyjazdy, że jak zwiąże się umową to nici z dłuższych urlopów. A miałam nadzieje że zaproponuje mi wspólne zamieszkanie - ja iw PL muszę zacząć życię od nowa więc dla mnie nie ma znaczenia czy to będzie Szczecin czy Katowice. Jednak on nie odczytał moich myśli stwierdził że mam sobie w życiu układać tak żeby mi było dobrze a nie mam w nim uwzględniać jego - zabolało - przeszło.
Spotykaliśmy się nadal, do tematu nie powróciłam. Teraz minęło już trochę czasu, dalej rozmawiamy, widujemy się, cieszymy się na wspólne wyjścia do kina, spacer itd... Jest bajkowo. Ale to nie trwa wiecznie bo w końcu wyjeżdzam znów. Tesknie strasznie, płaczę za nim... Z każdym moim powrotem tutaj jest coraz to gorzej.
Teraz wróciałam od niego jakieś 2 tyg temu. Nadal rozmawiamy codziennie ale mam wrażenie że to się stało tylko rutyną z jego str. Przed naszym ostatnim spotkaniem poczułam osamotnienie, że go tracę, że się odsuwa odemnie bo jakoś tak nie miał czasu dla mnie. Rozmawialiśmy na ten temat, powiedziałam co czuję. Oczywiście powiedział że to nie prawda, że zależy mu na mnie. Odniosłam wrażenie że tylko dlatego że go do tego łzami przymusiłam. Nie chce być okłamywana, tymbardziej że angażuję się coraz to bardziej emocjonalnie w ten związek.
Podczas mojego pobytu u niego odkryłam w jego kompie serie, naprawde ogromą kolekcję zdjęć nagich kobiet. Nie reagowałam, nie wie że ja wiem. Zawsze czyścił przedemną przeglądarkę internetową, gadu i skeyp jest ok. Tym razem jednak w przeglądarce pozostały ślady jego pobytu na portalu randkowym, samotni czy tam sympatia. Przeraziło mnie to ale się uspokoiłam i przemilczałam. Wczoraj zapytałam go czy coś do mnie czuje to odpowiedzial że "tęskni" i cisza.
Nie wiem czy doszukuję się sama jakichś nieprawidłowości czy boję się im przyznać.
Chłopak jest mądry, inteligenty, poukładany... Nie wiem czy nie chce okazywać uczuć czy nie potrafi.
Sama nie wiem co myśleć.
Od długiego już czasu zbieram się na odwagę by mu powiedzieć w prost : "Słuchaj w maju chcę zjechać na stałe, mogę pojechać do ciebie, wynajmiemy razem mieszkanie (pokój) poszukam pracy. Dajmy sobie trzy miesiące ( bo taką mam obowiązkową przerwe od pracy za granicą) i zobaczymy czy będziemy potrafili razem żyć. Nie zmuszasz, wolny wybór, zależy mi na tobie i chce się przekonać czy będzie nam pisane bycie razem. Nie chce ślubu tylko szanse dla nas... " Coś w tym stylu ale nie wiem jak zareaguje, jak mnie odbierze. Boję się że odpowie "nie".
gubie się we własnym świecie, potrzebuje rady, pogadać, kogoś kto mnie wysłuch i poradzi bądz skrzyczy.
Jeśli jest ktoś jeszcze na tym forum, ktoś kto miałbby coś do powiedzenia do poradzenia to poprosze.
Pozdrawiam.