Przez 20 lat mieszkałam w centrum Wrocławia. Od dawna było wiadomo,ze budynek w którym mieszkam jest przeznaczony do rozbiórki. Po obejrzeniu kilku mieszkań zdecydowaliśmy się mieszkanie ładne ale połozone daleko od centrum, na osiedlu, które było kiedyś miasteczkiem satelitarnym, ale od lat jest już włączone w struktury Wrocławia. Znalismy to osiedle i czesto mówiłam, że mogłabym tu zamieszkać. Połączenie tramwajowe jest dobre, praktycznie co 10 min. jest odjazd, przejazd do Rynku trwa pół godziny.
Po rozmowach z dziećmi ( 22 i 18 lat) podjeliśmy decyzję o przyjęciu tego mieszkania. Minęło pół roku, dostaliśmy klucze a mnie ogarnął paniczny lęk, ze podjęta została zła decyzja. Rodzina mnie uspokaja, mąż jest bardzo zadowolony, dzieci również (przynajmniej tak mówią widząc mój stan). Mnie męczy mysli, ze może trzeba było jeszcze poczekać, ze moze by nam zapropnowano coś w centrum.
W ciagu tygodnia mamy sie przeprowadzić a ja nie spię, w ciągu dnia mam kołatania serca, nie jem i tylko myślę, że trzeba było poczekać. Jest już za późno na zmiane decyzji a ja nie potrafie wyłaczyć mysli co by było gdyby... Proszę niech odezwie się ktos kto tak mocno przezywał przeprowadzkę, i podpowie jak sobie z tym poradzić...
Podobne tematy
Czego właściwie się boisz? Co najbardziej przeszkadza Ci i Cię zniechęca, kiedy myślisz o przeprowadzce w nowe miejsce? Czy chodzi o sam fakt przeprowadzki z miejsca, w którym mieszkałaś 20 lat, czy o to konkretne, nowe mieszkanie?
Nowe mieszkanie jest ładniejsze, ma lepszy standard. Problem tkwi we mnie, w moim braku pewnosci podejmowanych decyzji, zastanawianiu się co by było gdybyśmy na przkład nie zdecydowali się na ten wybór, tylko czekali na inną propozycję. To mieszkanie było piąte, pozostałe były w centrum ale były nie do przyjęcia rozkładowo. To było pierwsze, które nam sie po prostu bardzo spodobało. Mąż mi tłumaczy, ze kolejne mogłby być w centrum ale gorsze i dopiero byśmy żałowali, a ja żałuję, ze nie spróbowaliśmy. Do końca życia będę się z tym męczyć. Nie potrafię zamknąć sprawy, zapomnieć i koniec. Wydaje mi się, że to jest najwazniesza przyczyna moich rozterek. Inna sprawa to fakt, że nienawidzę zmian, w tej chwili mozna powiedzieć, ze mieszkam w ruinach, ale jest to mój oswojony teren, 20 lat chodzę ta sama drogą do pracy,ja nie lubię nawet przestawiania mebli, a przez 7 lat jeździlismy w to samo miejsce na urlop...
4 2011-10-14 17:25:02 Ostatnio edytowany przez cigarette (2011-10-14 17:25:33)
Widać, masz problem ze soba, który dostrzegasz.
Dlaczego boisz sie zmian? Masz przy sobie kochającego męża, który popiera te decyzje i dzieci, ktore równiez sa zadowolone.
Dlaczego zakładasz, że inne mieszkanie byłoby lepsze? Wybacz, ale to chore i głupie myslenie. Ciesz się z tego co masz, a nie szukasz dziury w całym.
Nie lubisz nawet przestawiania mebli. Po raz kolejny pytam, dlaczego? Niekiedy małe zmiany moga znacznie poprawic wygląd pokoju, może w nowym mieszkaniu odkryjesz u siebie smykałkę do tego.
Często osoby z syndromem DDA, wykazuja podobne zachowania, nieuzasadniony lęk przed zmianami.
To szukanie dziury w całym jest moim największym problemem. Często się zastanawiam z czego to wynika. Nie należę do grupy DDA , nie dorastałam w patologicznej rodzinie. Wydaje mi się i jest to wskazówka dla młodych mam, że byłam za mało chwalona. Mimo bardzo dobrych ocen, nienagannego zachowania. Chciałabym uwierzyć w siebie, uzyskać pewność ,że decyzje przeze mnie podejmowane są słuszne, nie zastanawiać się co by było gdyby, zamykać rozdziały swego życia jakąś kreską i do tego już nie wracać. Jak to wszystko zrobić, jak zmienić siebie ? jak uzyskać spokój ducha?
Jeśli Twoje dotychczasowe wysiłki, by psychicznie okrzepnąć, zawiodły, to podejmij własną terapię. Ona pomoże Tobie niezależnie od tego, czy jesteś DDA, czy też nie. Przy pomocy terapeuty oraz własnej pracy i energii włożonej w terapię znajdziesz rozwiązanie swego problemu.
Powodzenia. ![]()
Witam, minął już prawie miesiąc, mieszkam w nowym mieszkaniu, jest mi smutno. Niestety nie mogę płakać. Nie potrafię się cieczyć, nie widzę żadnych plusów a tylko minusy. Nie dotarłam do psychiatry, mam kamień w sercu i w żołądku...
Mam pytani do Wielokropka: na czym ma polegać własna terapia? Czy obejdzie się bez psychologa?
Od chłopaka wyprowadziłam się parę miesięcy wcześniej, jednak gdy wróciłam po jakimś czasie do mieszkania, żeby zabrać swoje rzeczy przypomniało mi się wszystko, zrobiło mi się smutno, bałam się także że Panwie od przeprowadzki źle będą obchodzić się z moimi rzeczami. Oni widząc na twarzy mój smutek spokojnie wykonali przeprowadzkę, bardzo elegancko i z kulturą. Udało im się także mnie zobaczyć uśmiech na mojej twarzy, chociaż na prawdę nie byłam w humorze.
10 2013-08-30 17:06:01 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-08-30 17:10:28)
przeprowadzka to nic strasznego, nie masz się czym martwić. ja radziłbym jedynie zainteresować się profesjonalną firmą od przeprowadzek. Przeprowadzam się dosłownie co kilka miesięcy, ostatnie dwie przeprowadzki z firmą dts. z tego co wiedzę na ich stronie spam działają też we Wrocławiu, więc spokojnie możesz się do nich zgłosić