Witam, jestem tu pierwszy raz i mam nadzieję, że ktoś spojrzy na to trzeźwym okiem, bo ja się pogubiłam. Ale od początku, poznałam super faceta, i byliśmy ze sobą 2 lata, nie zaczeło się dobrze, ponieważ ja miałam przyzwyczajenia do flirtowania z innymi facetami, a on do flirtowania z kobietami, troszkę kłamstewek na początku się nazbierało, ale do zdrady nie doszło, wybaczyliśmy sobie (choć wiadomo pamięta się o tym ), potem się ustabilizowało między nami, choć od początku zauważyłam, że jest bardzo wybuchowy, ale olałam to, byłam milutką dziewczyną na każde jego zawołanie i się zaczęło... zaczęliśmy się kłócić, i to o straszne głupoty, dodam, że to on inicjował kłótnie, bo ktoś do mnie napisał (kolega), bo nie napisałam, że idę się spotkać z koleżankami itp, był niesamowicie zazdrosny, ale po kłótniach oboje cierpieliśmy, on nie dawał po sobie tego poznać (jak to facet), był strasznie obojętny, ale zawsze po jakimś czasie się odzywał i potem mówił, że było mu ciężko. Pewnego dnia szukałam czegoś w jego pokoju i znalazłam pudełeczko typowe na pierścionek nie otwierałam, bo się domyśliłam, że to dla mnie, ale nie wytrzymałam z ciekawości i zapytałam co to jest, był trochę speszony bo zepsułam mu niespodziankę, ale powiedział, że to pierścionek zaręczynowy i że oświadczy się gdy uzna, że przyszedł na to czas. Od tamtej pory byłam cała w skowronkach i chyba za bardzo nadskakiwałam , bo w końcu wszystko się zaczęło walić, pojawiły się kolejne kłótnie, większa zazdrość, zaczął testować moją wytrzymałość ile dla niego zrobię, zaczął mi wypominać moje dawne błedy, w końcu nie wytrzymałam powiedziałam mu, że to koniec, a on na to wybuchł niesamowicie (jak zawsze), ale dodatkowo powiedział, że mnie nie chce znać, żałuję, że zapytałam go wtedy o to, co znajduje się w pudełeczku, bo mimo, że naszym związku były zawsze burze z piorunami, od momentu mojego odkrycia totalnie się wszystko posypało, on uważa, że mi nigdy nie zaufa do końca, ponieważ strasznie go zraniłam na początku naszej znajomości i nie umie tego zapomnieć... ogólnie się nie odzywa, jeśli już to w sprawach "slużbowych"... jest on typem osoby bardzo upartej i dał mi do zrozumienia, że nie chce mnie znać, zachowuje się jak totalny dupek bez serca, jakby mnie nigdy nie kochał, ale przecież gdyby tak było to by nie kupował pierścionka, co o tym myślicie ? dodam, że rozmowy nic nie dawają...
Podobne tematy
dodam, że czytałam podobne wątki na forum i doradzacie porozmawiać, dać sobie czas... ale ja nie wiem czy warto, bo mimo, że się kochamy, to wiem, że za jakiś czas znów wyskoczy mi z zazdrością, łatwiej byłoby gdybym nie wiedziała o tym pierścionku, bo oznacza to, że jednak myśli poważnie o mnie, ale zachowuje się jak gówniarz, jak dla mnie to jest pogmatwane
Przeczytałam.
Do rozmowy zachęcać nie będę.
Bo i o czym miała by być ta rozmowa? O jego braku szacunku do Ciebie? O Twoim nadskakiwaniu? O jego próbach zamknięcia Cię w klatce? O wzajemnym braku zaufania? O waszych kłamstwach?
Nigdzie się nie zgubiłaś. Dorośnij. Gdy dojrzejesz do nowego związku, traktuj swego wybranego z szacunkiem. Bez nadskakiwania.
ja go traktowałam z szacunkiem, nadskakiwałam mu, bo byłam szczęśliwa, w ten sposób on nauczył się, że zawsze bedę na jego skinienie, zerwałam z nim, żeby mu uzmysłowić, że tak nie jest po cichu licząc, że przemyśli swoje zachowanie, bo słowa do nich nie docierają tylko czyny...
S z a c u n e k n i e p o l e g a n a n a d s k a k i w a n i u.
Obyś się nie zagrała kiedyś, w tym przeszłym/obecnym związku i tych przyszłych.
Twoja gra była na tyle sugestywna, że on w nią uwierzył.
Odkręcisz to? Przyznasz się do manipulacji?
Szkoda mi tego związku, bo jednak wiele mu zawdzięczam, a moje nadskakiwanie wynikało z faktu, że nikt mnie wcześniej tak nie uszczęśliwił, wyszło jak wyszło
Przeczytałam Waszą historię i ośmielam się stwierdzić, że oboje nie dorośliście do poważnego związku a tym bardziej do zaręczyn i ślubu... Ty lubisz flirtować z innymi, on nie może wybaczyć Ci wyjść z koleżankami, o których wcześniej go nie poinformowałaś... Związek to nie zniewolenie i wzajemne zakazy. Kochając prawdziwie człowiek nie czuje potrzeby flirtu na poziomie, do którego nie przyznaje się partnerowi (bo podobać się płci przeciwnej jednak chce każdy- i nie ma w tym nic złego, że chcemy czuć się atrakcyjni i piękni) ani nie awanturuje się o wyjścia z przyjaciółmi. Miłość to zaufanie i wiara w siebie nawzajem- u Was tego brakło.
Nie ma sensu stosować intryg i podchodów tylko po to, by ponownie być w niezbyt zdrowej relacji i móc nosić zaręczynowy pierścionek. Zbuduj coś, co da Ci szczęście i bezwarunkową miłość bez kłótni o każdą drobnostkę... Powodzenia ![]()
Witam, jestem tu pierwszy raz i mam nadzieję, że ktoś spojrzy na to trzeźwym okiem, bo ja się pogubiłam. Ale od początku, poznałam super faceta, i byliśmy ze sobą 2 lata, nie zaczeło się dobrze, ponieważ ja miałam przyzwyczajenia do flirtowania z innymi facetami, a on do flirtowania z kobietami, troszkę kłamstewek na początku się nazbierało, ale do zdrady nie doszło, wybaczyliśmy sobie (choć wiadomo pamięta się o tym) ......
,............. to on inicjował kłótnie, bo ktoś do mnie napisał (kolega), bo nie napisałam, że idę się spotkać z koleżankami itp, był niesamowicie zazdrosny, ale po kłótniach oboje cierpieliśmy, on nie dawał po sobie tego poznać (jak to facet), był strasznie obojętny, ale zawsze po jakimś czasie się odzywał i potem mówił, że było mu ciężko. .............. bo w końcu wszystko się zaczęło walić, pojawiły się kolejne kłótnie, większa zazdrość, zaczął testować moją wytrzymałość ile dla niego zrobię, zaczął mi wypominać moje dawne błedy, w końcu nie wytrzymałam powiedziałam mu, że to koniec, a on na to wybuchł niesamowicie (jak zawsze), ale dodatkowo powiedział, że mnie nie chce znać, żałuję, że zapytałam go wtedy o to, co znajduje się w pudełeczku, bo mimo, że naszym związku były zawsze burze z piorunami, od momentu mojego odkrycia totalnie się wszystko posypało, ...
Od początku się Wam nie układało, w związkach zdarzają się trudne momenty, ale jak się miłość zaczyna, to nie ma w niej poszlaków patologii,każdy jest szczęsliwy i cały w skowronkach... a jak są takie akcje, o których Ty piszesz, to oznacza to, że nie jest dobrze i taka znajomość nie ma przyszłości i nie ma sensu tego ciągnąć. Nie wiem czemu w to brneliścei, tzn wiem...
po prostu nie mieliście pojęcia, że to sensu nie ma. Teraz na przyszłość, będziesz już wiedziała, że jak od początku coś nie gra
i nie pasuje, to nie dogrywa się tego na siłę! Więc wyciągnij wnioski z tego związku, zacznij wylizywać rany i szukaj dalej.
Tak to jest jak ludzie tłumią w sobie uczucia... nie rozmawiają o problemach w związku... duszą w sobie a potem to wybucha ze zdwojoną siłą...
allie po prostu nie pasujecie do siebie, możliwe że on nie pasuje do nikogo. mialo możesz kopnac go w tylek i startować z koleżankami na lowy ;]
Napiszę tak: otóż odezwał się do mnie w miarę szybko, ewidentnie był zainteresowany co się dzieje ze mną, a sam był jakiś przygaszony, od jego kolegi wiem, że nawet mu się nie chciało wyjść na piwo itp. spotkaliśmy się, pogadaliśmy, wygadałam mu wszystko co mnie wkurzało, od tego momentu jest inaczej, bo dałam mu jasno do zrozumienia, że mam dość tłumienia tych emocji w sobie i słuchania jego uwag, od tej pory jak mi sie coś nie spodoba, po prostu o tym powiem... fakt, minęło dopiero parę dni, ale odnoszę wrażenie, że troszkę jego stosunek do mnie sie zmienił, na lepszy
I uważam, że każdy zasługuje na szczęście, te wszystkie problemy wynikały z tłumienia w sobie uczuć i emocji