netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

doigrałam się

21 odpowiedzi4 433 wyświetleniazałożony przez marakuja, 03.10.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 ]

1

Temat: doigrałam się

zastanawiałam się jak naprawić moje relacje z męzem i czemu on jest taki oschły i wredny dla mnie po prawie 20 latach przeżytych razem,  no i mam odpowiedź w osobie M. okazało się, że "mój" jak myślałam do tej pory nie jest od kilku miesięcy już tylko mój. konkluzja na koniec: odejść, zostać i się pastwić, zostać i odpłacić tym samym? co o tym moi mili myślicie, piszcie bo mam ogromną potrzebę przewalczyć temat na tym forum, może wtedy będzie lżej...

2

Odp: doigrałam się
marakuja napisał/a:

zastanawiałam się jak naprawić moje relacje z męzem i czemu on jest taki oschły i wredny dla mnie po prawie 20 latach przeżytych razem,  no i mam odpowiedź w osobie M. okazało się, że "mój" jak myślałam do tej pory nie jest od kilku miesięcy już tylko mój. konkluzja na koniec: odejść, zostać i się pastwić, zostać i odpłacić tym samym? co o tym moi mili myślicie, piszcie bo mam ogromną potrzebę przewalczyć temat na tym forum, może wtedy będzie lżej...

Napisz coś więcej marakuja...

Ja zawsze uważałem i będę uważał, że warto powalczyć, do tanga oczywiście trzeba dwojga i choćbyś stawała na rzęsach i klaskała uszami to w pojedynkę nic nie zdziałasz. Zdrady nie zapomnisz.... możesz nauczyć się ewentualnie z nią żyć.

Czy da Ci coś zemsta...?! Może na chwilę, ale dalej też trzeba żyć... warto chyba byc wiernym pewnym ideałom... mimo wszystko

3

Odp: doigrałam się

prosisz o szczegóły:
- 20 lat razem,
- 17 letni syn,
- wspólna firma (do pewnego momentu),
- osobne sypialnie (od jakiś 2 lat)

to ostatnie trochę dyskusyjne bo to on wyprowadzał się notorycznie z sypialni każąc mnie w ten sposób za nie dość dobre w jego mniemaniu traktowanie jego osoby.mój mąż jest mistrzem focha mając ponad 40 lat. od pewnego czasu zaczęliśmy zyć razem ale jakby osobno, jestem zmęczona organizowaniem nam życia, troską o byt, troską o niego kiedy ma wyimaginowane dolegliwości... cóż chyba zabiła nas najbardziej szara szarość

4

Odp: doigrałam się

Moim zdaniem powinnas odejsc. Z tego co piszesz to od dluzszego czasu jestescie malzenstwem tylko na papierze. Wiec po co w tym tkwic?

Zostac i pastwic sie? Na prawde chcialabys marnowac swoje zycie na uprzykarzaniu jego?

Zostac i odplacic tym samym? Pomysl, czy na pewno chcesz znizac sie do jego poziomu? Czy moze jednak lepiej jest odejsc z podniesiona glowa?


Szkoda tak dlugiego stazu malzenskiego, ale przeciez nie bedziesz sie meczyla z nim tylko dlatego, ze macie dluga historie. Zycie jest krotkie, a ty masz jeszcze czas aby ulozyc je na nowo, zakochac sie w kims wyjatkowym i byc chorobliwie szczesliwa.

Cokolwiek zdecydujesz zycze powodzenia.

Pozdrawiam.

5 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-10-04 07:55:21)

Odp: doigrałam się
marakuja napisał/a:

prosisz o szczegóły:
- 20 lat razem,
- 17 letni syn,
- wspólna firma (do pewnego momentu),
- osobne sypialnie (od jakiś 2 lat)

to ostatnie trochę dyskusyjne bo to on wyprowadzał się notorycznie z sypialni każąc mnie w ten sposób za nie dość dobre w jego mniemaniu traktowanie jego osoby.mój mąż jest mistrzem focha mając ponad 40 lat. od pewnego czasu zaczęliśmy zyć razem ale jakby osobno, jestem zmęczona organizowaniem nam życia, troską o byt, troską o niego kiedy ma wyimaginowane dolegliwości... cóż chyba zabiła nas najbardziej szara szarość

Marakuja - z tej wyliczanki u góry to tylko mała "kosmetyka" i są moje.
Jutro pierwsza rozprawa rozwodowa. Spełnienie moich marzeń. Tylko formalność. Bo NAS juz dawno nie ma.

Napisz więcej o całej sytuacji - nam będzie łatwiej coś doradzić, a Tobie ulży smile Wiem coś o tym. Każdy z nas to wie.

6

Odp: doigrałam się

nie odzywałam się długo, ale sama nie bardzo lubię grzebać w "cudzych brudach" a tu wywlekam swoją życiową porażkę na światło dzienne i czekam, no właśnie na co? Bo wiecie czasem życie samo pisze takie scenariusze, że wiesz że dochodzisz do ściany i ani kroku dalej. Ja swoje małżeństwo nigdy nie uznawałam za przesadnie udane ale nauczona w domu że kompromis to cudowne panaceum na wiele schorzeń w związku stosowałam je często... Jak się po latach okazało rodzice podali mi złą definicję tego słowa. żyłam w cieniu męża, jego rodziny, spychając swoje potrzeby na bok. A on wieczny chłopiec z grymasem focha na twarzy na początku był nawet uroczy (znacie to może?), po latach doprowadzał mnie do szału i to jego magiczne zdanie: jesteś żoną masz względem mnie obowiązki. I tak OBOWIĄZEK to drugie imie mojego małżeństwa. po zdradzie, którą mu udowodniłam spojrzał na mnie z pogardą i z uśmiechem zapytał : No i co ty teraz z tym zrobisz. wie że ma mnie w garści. Pisałam w innym poście o tym, że dałam się uzależnić finansowo(dom,firma, samochody są jego). Poza tym ma ogromne wsparcie swoich rodziców, którzy dowiedziawszy się o M. stwierdzili, że sama do tego doprowadziłam bo nie potrafiłam zagospodarować właściwie czasu mojemu mężowi (mają mnie za złą żonę,matkę i synową). Sytuacja trochę patowa, bo moi rodzice na razie w szoku nie ogarniają tej sytuacji ( wybrałaś raz na całe zycie to ich motto), no i mamy syna, który jest chyba na rozdrożu, wszystko do chrzanu, a może rzeczywiście za dużo wymagam od niego i od życia? Jeśli dotrwaliście do końca dziękuję z całego serca

7

Odp: doigrałam się
marakuja napisał/a:

Ja swoje małżeństwo nigdy nie uznawałam za przesadnie udane ale nauczona w domu że kompromis to cudowne panaceum na wiele schorzeń w związku stosowałam je często... Jak się po latach okazało rodzice podali mi złą definicję tego słowa. żyłam w cieniu męża, jego rodziny, spychając swoje potrzeby na bok. A on wieczny chłopiec z grymasem focha na twarzy na początku był nawet uroczy (znacie to może?), po latach doprowadzał mnie do szału i to jego magiczne zdanie: jesteś żoną masz względem mnie obowiązki. I tak OBOWIĄZEK to drugie imie mojego małżeństwa.

Skąd ja to znam... KOMPROMIS.
Jest to wspaniała rzecz, ale jak działa w obie strony...
Ja jedenaście lat szłam na kompromis (bo też tak byłam nauczona)
Mój ex doprowadził mnie do depresji, do tego, że uwierzyłam, że jestem nikim, że sama sobie nie poradzę, że ogólnie to trafiłam prawie szóstkę w lotka, że taki ktoś jak on jes ze mną.
Do rozstania dojrzewałam bardzo długo....
Ale teraz jestem bez niego, już prawie miesiąc po rozwodzie, znalazłam pracę (może nie spełnienie moich marzeń ale za coś trzeba żyć), mam cudownego człowieka przy sobie, który pokazał mi czym jest związek i miłość.
Kochana wierz w siebie i znaj swoją wartość!!! wiem co mówię, bo to moi znajomi powtarzali mi przez cały mi ex związek...

8

Odp: doigrałam się
Aranjani napisał/a:

Mój ex doprowadził mnie do depresji, do tego, że uwierzyłam, że jestem nikim, że sama sobie nie poradzę, że ogólnie to trafiłam prawie szóstkę w lotka, że taki ktoś jak on jes ze mną.

ło, to ja tez jestem ta niezdara, ktora pracuje, studiuje i sama wychowuje dwojke dzieci. Do tego zajmuje sie jeszcze budowa i pomaga swojej mamie w domu...
Jak przy ostatniej klotni wytknal, ze ja ksiezniczka i on musi na mnie pracowac, bo tylko to potrafie- wydawac czyjes pieniadze. Oczywiscie odszczekalam sie, jako pracujaca osoba, ze wcale od niego pieniedzy nie potrzebuje, bo sama pracuje i tu obrazilam majestat mojego jeszczemeza... I tak tez sie stalo, ani grosza od niego nie biore. Sama utrzymuje siebie i dzieci i jeszcze dokladam do budowy. Oczywiscie jak dojdzie do rozwodu to sytuacja bedzie inaczej wygladac smile

9

Odp: doigrałam się
Ktosik2025 napisał/a:
Aranjani napisał/a:

Mój ex doprowadził mnie do depresji, do tego, że uwierzyłam, że jestem nikim, że sama sobie nie poradzę, że ogólnie to trafiłam prawie szóstkę w lotka, że taki ktoś jak on jes ze mną.

ło, to ja tez jestem ta niezdara, ktora pracuje, studiuje i sama wychowuje dwojke dzieci. Do tego zajmuje sie jeszcze budowa i pomaga swojej mamie w domu...
Jak przy ostatniej klotni wytknal, ze ja ksiezniczka i on musi na mnie pracowac, bo tylko to potrafie- wydawac czyjes pieniadze. Oczywiscie odszczekalam sie, jako pracujaca osoba, ze wcale od niego pieniedzy nie potrzebuje, bo sama pracuje i tu obrazilam majestat mojego jeszczemeza... I tak tez sie stalo, ani grosza od niego nie biore. Sama utrzymuje siebie i dzieci i jeszcze dokladam do budowy. Oczywiscie jak dojdzie do rozwodu to sytuacja bedzie inaczej wygladac smile

ech...
kiedyś przygotowywaliśmy śniadanie wielkanocne dla jego rodziny...
moja mama miała przygotować dla nas ciasto... rano miałam po nie jechać, ale się pokłociliśmy...
nie dał mi nawet 2,5 na bilet... a ja głupia gęś poszłam na nogach... i przyniosłam to ciasto...

10

Odp: doigrałam się
Aranjani napisał/a:

ech...
kiedyś przygotowywaliśmy śniadanie wielkanocne dla jego rodziny...
moja mama miała przygotować dla nas ciasto... rano miałam po nie jechać, ale się pokłociliśmy...
nie dał mi nawet 2,5 na bilet... a ja głupia gęś poszłam na nogach... i przyniosłam to ciasto...

ja jeszcze glupsze rzeczy robilam, wstyd sie przyznawac, wiec sie nie przyznam big_smile

11

Odp: doigrałam się
Ktosik2025 napisał/a:
Aranjani napisał/a:

ech...
kiedyś przygotowywaliśmy śniadanie wielkanocne dla jego rodziny...
moja mama miała przygotować dla nas ciasto... rano miałam po nie jechać, ale się pokłociliśmy...
nie dał mi nawet 2,5 na bilet... a ja głupia gęś poszłam na nogach... i przyniosłam to ciasto...

ja jeszcze glupsze rzeczy robilam, wstyd sie przyznawac, wiec sie nie przyznam big_smile

uwierz mi, że ja też.
Ale człowiek dopiero po jakims czasi zdaje sobie z tego sprawę. Jakby nie było... uczymy się na własnych błędach

12

Odp: doigrałam się
Aranjani napisał/a:

uwierz mi, że ja też.
Ale człowiek dopiero po jakims czasi zdaje sobie z tego sprawę. Jakby nie było... uczymy się na własnych błędach

Pamietasz ze szkoly takie powiedzenie? "co bylo a nie jest nie pisze sie w rejestr". Tak tez wlasnie sobie mowie- bylo minelo i nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem

13

Odp: doigrałam się
Ktosik2025 napisał/a:
Aranjani napisał/a:

uwierz mi, że ja też.
Ale człowiek dopiero po jakims czasi zdaje sobie z tego sprawę. Jakby nie było... uczymy się na własnych błędach

Pamietasz ze szkoly takie powiedzenie? "co bylo a nie jest nie pisze sie w rejestr". Tak tez wlasnie sobie mowie- bylo minelo i nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem

Pamiętam, pamiętam smile
I tak staram się robić:) Ale mimo wszystko wspomnienia czasami wracają

14

Odp: doigrałam się

No coz ja tez sie rozwiodlam i nie zaluje tego bo sama musialam stanac na swoich nogach a bylo tak ze to on wszystko.Coz udalo mi sie.Balam sie samodzielnosci,wmawialam sobie jak sobie poradze bez niego itp ale gdy wyszlam z sadu z wyrokiem rozwodowym w reku sila wrocila,skoro kobieta rodzi dzieci w takich bolach to bez faceta se nie poradzi?O nie to nie ja pamietam ze po dwoch tygodniach od rozwodu byl dzien matki zadzwonilam z pracy do mamy zlozyc jej zyczenia a ona mowi mi ze mam taki wesoly glos a ja jej odpowiedzialam mamo bo dzis porzejrzalam na oczy juz go nie chce mnie potzrebuje pogodzilam sie z sytuacja.Nie bylo mi latwo nierozpamietywac nas bo kochalam go dalej przeciez mielismy dwoje dzieci teraz juz troje:))Coz maz przyjechal do dzieci w odwiedziny po roku byl za granica i jakos tak sie stalo ze jestesmy razem od tamtej pory jest nam dobrze jest taki jakim go poznalam juz od 4 lat zycie bywa przewrotne ale swoje przecierpialam ale warto bylo pozdrawiam:)))

15

Odp: doigrałam się

W takich sytuacjach stawiam na własną godność. Zachowując swoją godność zawsze się wygrywa. Rezygnując z godności w imię lepszej sytuacji finansowej człowiek staje się rzeczą, własnością pana i władcy.

Marakuja, Twoje posty to kalkulacja co Ci się bardziej opłaca. Nie ma w nich dramatu, rozpaczy. Jest za to nieśmiała próba wyciągnięcia na światło dzienne Twojej niepokornej strony. Ja tu widzę nadzieję, że ktoś Cię wesprze w tym, że chciałabyś zrzucić skorupkę udawania, którą ubrałaś na całe lata. Więc Cię w tym będę wspierać. Bo:
1. Nigdy nie uważałaś swojego małżeństwa za udane, ale zawsze byłaś pod wpływem otoczenia, wychowania, stereotypów.
2. Twój syn jest prawie dorosły. Za jakieś 2-5 lat wyniesie się z domu, a Ty zostaniesz w czterech ścianach z mężczyzną, który traktuje Cię jak swoją własność. Bezwolną i zależną od niego.
3. Twój mąż nie ma do Ciebie za grosz szacunku, ma tylko świadomość, że może pozwolić sobie na wszystko, bo Ty i tak nie masz wyjścia. On nie wie jeszcze, że wyjście masz. Możesz z nim zostać i dalej funkcjonować jako mebelek, a możesz odejść, rzucić się na głęboką wodę. Może być ciężko, ale będziesz wtedy miała wpływ na własne życie. Jeśli z nim zostaniesz to wpływu mieć nie będziesz.
4. Proces wychowywania Twojego syna jest prawie zakończony. Teraz możesz mu dać ostatnią, niezmiernie ważną lekcję - możesz mu pokazać, że kobietami nie należy pomiatać.
5. Jeśli bierzesz pod uwagę odpłacenie się tym samym to oznacza, że jesteś gotowa postawić krzyżyk na Waszym małżeństwie. Gdybyś go kochała, gdybyś chciała ratować ten związek to by Ci takie myśli po głowie nie chodziły. Bo "odpłacanie" zawsze niszczy nieodwracalnie związek, zamienia w patologię, w której obie strony dobrowolnie tkwią i żadna nie ma siły (albo nie widzi sensu), aby patologię zakończyć. Odpłacanie to rezygnacja. Wtedy rezygnujesz zarówno z naprawiania związku, jak też z normalnego rozstania. Nie "odpłacaj". Po prostu odejdź.
6. Zapomnij o "obowiązkach", "kompromisach" i takich tam. Jak widzisz te pojęcia do niczego dobrego nie doprowadziły. Teraz weź na tapetę "poczucie własnej wartości", "niezależność", "godność".

I życzę mądrych wyborów.

16

Odp: doigrałam się

marakuja,
myślę, że już dość.
Już dość długo płaciłaś swoim życiem za to, co wpoili Ci rodzice. Winić ich nie zamierzam, bo wpoili to, w co sami wierzą.

Twój mąż ma Cię w garści tylko do momentu, do którego sama w to wierzysz. Bo prawda jest zupełnie inna. Spójrz na tę jego garść. Ma aż tak ogromną, byś się do niej zmieściła? tongue
On ma wsparcie swoich rodziców, Ty masz wsparcie tutaj, na forum. Jesteście w tym "po jednych pieniądzach". Nie jesteś w niczym gorsza od niego. LEPSZA - TAK.

Odrzuć to wszytko, co Ci nie pasuje.
Odrzuć już nieswojego męża, bo niegodnym jest Ciebie.
Odrzuć te slogany o obowiązku małżeńskim, bo on sam je odrzucił i podeptał dużo, dużo wcześniej (jeszcze przez zdradą).
Odrzuć myślenie, że on ma cały majątek, Ty zaś niczego (to, że na niego jest zapisany dom i samochód o niczym nie świadczy, dorobiliście się tego wspólnie w czasie małżeństwa - poradzisz się prawnika).

Twój syn niemal już pełnoletni, niedługo wyfrunie z domu. A zapłakanej i nieszczęśliwej matki - nie potrzebuje. Potrzebuje obok siebie osoby mądrej, zadowolonej z siebie, niekoniecznie majętnej.
Podejdź do lustra i powiedz do tej kobiety w lustrze, że zasługuje na szacunek, na dobre, uczciwe życie, że da sobie radę.

Niczego Ci nie brakuje, byś mogła żyć z honorem i godnością. Wstań i zacznij być z siebie dumna. Zacznij wreszcie żyć dla siebie.

Przytulam Cię bardzo mocno.

17

Odp: doigrałam się

Dziękuję dziewczyny za wsparcie, słowa mądre, prawdziwe. Zazdroszczę Vinnga i Wielokropek tej waszej cudnej mądrości zyciowej. Ja, no cóż, nadal się boję, bo choć podejrzewałam, ze kiedyś może dojść do zakończenia mojego małżeństwa, to łudziłam się, że odbędzie się to w sposób cywilizowany. A tutaj lekkie zaskoczenie, mój wiarołomny zrzuca całą odpowiedzialność na mnie. Np. dziś rano, kiedy rozpetał karczemną awanturę o brak masła w lodówce( jestem przecież czubkiem, któremu myślenie sprawia ból), na moją prośbę aby choć raz nie zaczynał dnia od wyzwisk, odpowiedział :"jak ci nie pasuje to się ze mną rozwiedź, przynajmniej pożyje sobie bez idiotki przy boku". Wiem, że się użalam nad sobą, ale chyba muszę pewne etapy przejść w "swoim" rytmie. Wiem również , ze niektóre z was moje drogie nie do końca mnie zrozumieją, ale ja do wszystkiego muszę się po swojemu przygotować. Już to że zaczęłam o moim problemie mówić głośno, w moim wydaniu jest wyczynem. Wielu spraw się boję, nie wiem co mnie czeka ale dziękuję jeszcze raz bo wasze wsparcie jest nieocenione. Całuję Was mocno

18

Odp: doigrałam się

Co do potrzebnego Ci czasu, nie protestuję i nie popędzam, bo każdy ma swoje tempo. smile

Tym Twoim "boję się" też nie przejmuj się zanadto. Weź ten lęk pod rękę, nie będziesz sama wink podczas życiowej drogi.

Jesteś wartościową osobą, nie pozwól nikomu podważać tego myślenia.

Trzymam kciuki. smile

19

Odp: doigrałam się

Trzymamy kciuki marakuja... Dbaj o siebie. Dziewczyny maja racje. Godność i bycie dla siebie. Niech twój syn szanuje kobiety. To ważne zadanie.

20

Odp: doigrałam się

'zostać i się pastwić, zostać i odpłacić tym samym?'
prosze Cie, nie uciekaj do tak zdesperowanych czynów, bo to źle świadczyłoby o Tobie. 20 lat to bardzo duzo, wiec nie napisze Ci, zostaw go, bo wiem, ze to nie byloby łatwe. Zalezy, jaki jest jego stosunek do Ciebie. jesli nie walczy, to odejdź, nie ma sensu sie męczyc.

21

Odp: doigrałam się

Nie było mnie 2 miesiące ale tyle się działo, chciałam się tylko pochwalić że otworzyłam własną firmę, mój pierwszy krok w drodze do

wolności. Założyłam sobie, może błędnie, że kiedy będę niezależna finansowo od męża, wzrośnie także moja samoocena. A wszelkie

odkładane ważne decyzje przybiorą realny kształt. żebyście widziały jego minę, warta każde pieniądze. Ja, która byłam takim "nikim" nagle

coś potrafię. No po prostu czuję się cudnie i coraz mniej się boję życia, bo zaczynam dostrzegać jego piękne strony. Pozdrawiam najgoręcej

choć mróz za oknem

Posty [ 22 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026