Witam, nie wiem czy problem dotyczy mnie czy mojego partnera. Moze zaczne od siebie. Miałam nieszczęśliwe dziecinstwo niestety niewiele z tego zostało wyleczone. Całe zycie zmagam sie z jakimis problemami wewnetrznymi, uwikłana byłam w wieloletni toksyczny zwiazek z chłopakiem. Moj ojciec alkoholik zmarł, z matka nigdy nie mialam dobrego kontaktu. Przez wiele lat mieszkałam z matką, nie sadze by wyszło mi to na dobre. Obecnie jestem niezalezna finansowo, mieszkam sama. Od dwóch lat spotykam sie z chłopakiem, którego kocham i który w sumie jest dla mnie bardzo dobry. Problem w tym, ze on chce ze mna spedzac prawie kazda wolna chwile, co mnie meczy, zanim go poznałam miałam wiele zaintersowan, teraz jestem rozleniwiona i nie rozwijam swoich pasji. Nie wiem czy jest mi go zal, czy jest mi łatwiej spedzac czas tylko z nim czy tak naprawde moje pasje były naprawde moimi pasjami bo jezeli były to dlaczego juz mnie tak nie zajmuja, czy moge o to winic tylko mojego chłopaka?
Kolejna sprawa, nie czuje sie spełniona w pracy meczy mnie. Zawsze miałam dosc spory temperament seksualny, przez pierwszy rok naszej znajomosci kochalismy sie czesto, obecnie mam wrazenie, ze on chce sie ze mna spotykac wyłacznie dla seksu, ze owszem kocha mnie ale ma fisia na tym punkcie. A mi sie nie chce, jak cały czas widze go napalonego to mi sie nie chce. Wiem ze do tego masturbuje sie, nie przeszkadza mi to, ze oglada filmy porno, tylko, ze wczoraj "przez przypadek" pokazał mi jakies zdjecia na swoim komputerze, rozpoznałam jedno zdjecie, miedzy innymi zdjeciami nagich dziewczyn miał zdjecie dziewczyny, która oboje znamy co prawda była w sukience i sciagnał to zdjecie z facebooka ale zabolało mnie to jakby chociazby z nia sypiał, przyzał sie, ze masturbował sie do tego zdjecia jak był kilka dni na słuzbowym wyjezdzie. Niedobrze mi sie zrobiło jak mi o tym powiedział, bo pamietam jak do mnie dzwonił i mówił, ze kocha, teskni a potem co? Potem sobie uzywał.
Ostatnio jestem na zyciowym zakrecie, nie jestem szczesliwa w pracy, mam wrazenie ze czas przez rece mi przecieka a ja marnuje jakies niezidentyfikowane szanse zyciowe, a teraz to.
Mimo, ze jestem atrakcyjna i udaje osobe pewna siebie tak naprawde jestem wewnetrznie przerazona, ze ktos mnie znowu skrzywdzi, całe zycie ktos mnie krzywdził a ja musiałam sobie z tym radzic i radziłam sobie na zewnatrz ale w srodku nie jest dobrze.
W sumie to pisze tutaj by znalesc jakies tymczasowe ukojenie, ja wiem, ze to grubsza sprawa a moj przypadek jest kliniczny.
Nigdy nie miałam kogos komu mogłabym powiedziec co mnie boli, zawsze to do mnie przychodzili ludzie szukac wsparcia moze dlatego zawsze było mi wstyd okazac słabosc i obarczac kogos moim smutkiem bo tyle tego jest a ludzie maja swoje problemy a moze boje sie, ze nikogo to nie obchodzi
Podobne tematy
Hm, tak czytam ten swoj post i czytam i moze jeszcze cos dodam.
Tak sobie mysle, ze moze u mnie problem polega na tym, ze ja nie miałam wzorca jak miłosc wyglada, a jedynie, ze bliskosc powoduje ból, jako nastolatka bardzo łaknełam miłosci, i cierpiałam bo zwiazałam sie z nieodpowiednia osoba, przez kilka lat po rozstaniu z moim pierwszym chłopakiem nie byłam z nikim zwiazana, był to czas seksualnej rozwiazłosci i podejscia typu "jak nie bede nic czuć nikt mnie nie zrani". W miedzyczasie poznałam swojego obecnego chłopaka, na poczatku naszej znajomosci on pojechał odwiedzic swoja była dziewczyne (która przeprowadziła sie do innego kraju), która jak twierdził była jego przyjaciółką zanim zaczeli ze soba sypiac, nie podobało mi sie to, ze on jedzie, bo zalezało mi na nim i nie ufałam mu, pojechał a ja w tym czasie uprawiałam sex z kims innym tak na "zapas" w przypadku gdyby mnie zdradził to bylibysmy kwita. Twierdził, ze ona chciała z nim uprawiac sex ale on nie chciał, nie wiem czy to prawda. Moj pierwszy chłopak zdradzał mnie, wielokrotnie rozstawał sie ze mna, mineło 10 lat od naszego poznania a on wciaz szuka kontaktu ze mna, twierdzi, ze był głupi i mnie kocha. Paranoja.
Moj obecny chłopak dba o mnie, wspiera mnie, zawsze mi pomaga, jest bardzo wyrozumiały a przynajmniej tak mi sie wydaje, zazwyczaj radzi sobie z moimi schizami, ogolnie jest bardzo opiekunczy, nie pije, nie jest agresywny, jest dowcipny, nie jest nudny, duzo razem podrózujemy a do tego ma dobre serce, pomaga mi w domu, pomaga mi we wszystkim, ma swira na punkcie przynoszenia mi kwiatów i niby jest taki idealny i ja własnie w to nie wierze. Wydaje mi sie, ze to nie moze byc prawdą. I to durne zdjecie pokazało, ze jest tylko człowiekiem, a ja oczywiscie mam schizy i teraz co? Powinnam byc szczesliwa, ze wyszło na moje, ze nie jest tak rozowo? Wczesniej juz pisałam, ze nie uprawiamy juz tak czesto sexu, ze jego jakosc spadła. I tu kolejny fiś, nic mu nie brakuje pod wzgledem fizycznym, ma temperament, dobra kondycje i jest dobrze wyposazony, ale ja nie wierze, ze on tylko chce mnie, chodzi za mna jak wygladnialy wilk i w sumie powinnam sie cieszyc, ale jak czegos mam za duzo i za czesto to mi to brzydnie.
Po tej całej akcji ze zdjeciem (akurat na wyjezdzie bylismy za miastem) zrobiło mi sie niedobrze (pewnie panika) wiec wyszłam na zewnatrz, taka bzdura a moj swiat jakby runał, poszłam nad rzeke i jak dzieciak rzucałam kamieniami w nurt zeby sie rozładowac, nie zmeczyłam sie wystarczajaco wiec zaczełam sie wspinac na pobliska góre, weszłam dosc wysoko, zmeczyłam sie, widok był przepiekny mimo ze padał deszcz, moj chłopak szedł za mna, pewnie własnie dlatego weszłam tak wysoko, zeby jemu dokopac, zeby sie zmeczył, zeby pokazał ze mu zalezy.
Poza tym powiedziałam mu, ze jak wroce do domu to wrzuce na tapete u siebie w komputerze zdjecie jakiegos kolesia którego oboje znamy a który mi sie podoba, ze podaruje mu własnego demona z twarza która zna, nie bezimienne oblicze jakiejs porno-kukły.
Dodam rowniez, ze ja tez nie jestem swięta, nieraz fantazjowałam o kims innym niz mój chłopak, czasami zdarzyło mi sie wyobrazac, ze mój chłopak jest kims innym podczas sexu, mam fantazje na temat ponizania mnie w sexie i oczywiscie sexie grupowym z mezczyznami.
Czesto marze by mieszkac na jakims odludziu miec za towarzysza jakies zwierze i leczyc sie z dala od wszystkiego, ale to takie głupie bo nie da sie uciec od siebie samego
Witaj.
Bardzo współczuję Ci tego wszystkiego co Ciebie spotkało. Myślę, że miało to ogromny wpływ na Twoje obecne życie, to Twój hmm bagaż emocjonalny.
Mimo wszystko trzeba pogratulować Ci, że zerwałaś toksyczny związek. A także tego, że wyniosłaś się od matki, która pewnie też Ciebie niszczyła.
Widać, że boisz się, że znów będziesz zraniona przez chłopaka.
Z tego powodu uprawiałaś ten "seks na zapas". No cóż...bardzo nieładnie postąpiłaś.
Powiem szczerze też wściekłabym się, gdybym dowiedziała się, że mój facet ściągnął zdjęcie jakiejś lali z faceboka i tak się zadowalał. Porno ok, ale coś takiego? Podejrzewałabym, że jest Nią zainteresowany.
Ja bym poważnie z Nim pogadała...
A po drugie: wybrałabym się na Twoim miejscu do psychologa, bo obawiam się, że Twoja przeszłość może być dla Ciebie zbyt dużym ciężarem. Myślę, że to pomogłoby Ci wiele uporządkować w głowie, poradzić jakoś sobie ze swoimi emocjami i wyjść na prostą. Tyle od siebie mogę Ci poradzić.
Pozdrawiam i ze swojej strony życzę wszystkiego dobrego.
Kochana - poczytaj o DDA. To pewnie Twój problem. Wskazuje na to choćby wybór partnera.
Jeżeli chcesz - napisz na mojego maila - mogę Ci przesłać ciekawą literaturę na ten temat.
Wygoogluj sobie grupy terapeutyczne i grupy wsparcia w Twoim rejonie. To Twoje życie i Twój problem, który sam się nie rozwiąże. Wiem, co piszę - zapewniam. ![]()
Dzięki za odpowiedź.
Nie wiem czy jest czego gratulować, mój pierwszy chłopak wyjechał za granice a po roku moich przygotowań by do niego dołączyć oznajmił mi, ze chce byc sam. Wiem, ze sam nie był bo spotykał sie z kolezanka z pracy na dosc intymnej stopie, oczywiscie mialam manie kontrolowania wiec tydzien przed jego decyzja akurat byłam z wizyta u niego i sprawdziłam mu telefon, smsy miedzy nimi były dosc jednoznaczne. Niby po tym jakos do siebie doszłam, zeby za kilka lat doswiadczyc na własnej skórze depresji. Leczono mnie farmakologicznie a terapia nie powiodła sie, przerwałam ją zanim na dobre sie rozpoczeła.
Minał trzeci dzien od tej akcji ze zdjeciem a ja nie czuje sie wcale lepiej, moj chłopak cały czas mnie zapewnia, ze mnie kocha, ze chce ze mna byc, ze to była tylko taka chwila słabosci, ja tam oczywiscie wiem swoje. W sobote jedziemy na dwa tygodnie wakacji, nie wiem jak mi sie uda dobrze bawic. Moj chłopak raczej nie daje mi powodów do zazdrosci, no pomijajac ta akcje z jago była dziewczyna, nigdy nie chowa telefonu, znam jego hasło do facebooka i na konto pocztowe, niby mozna było by to uznac, ze mi ufa i ze nie mam sie czego bac a ja mam w głowie, ze okazał sie taki jak inni i ze jest przebiegły. Nie chce mi sie z nim teraz rozmawiac, moze w srode bo akurat mam wolne i bede gotowa na w miare normalna rozmowe.
Swoja droga moj chłopak nie ma łatwego zycia ze mna, według mnie nie daje mu powodow do zazdrosci on to widzi inaczej, moja praca polega na kontakcie z klientami, zwłaszcza z mezczyznami (nie ma to nic wspólnego z branza erotyczna), ja staram sie trzymac dystans, mimo, ze wielu mnie adoruje, oczywiscie jest to na swoj sposob miłe, ale on sie boi, ze go zostawie. Moze własnie dlatego chce ze mna spedzac tyle czasu. Rozumiem to w pewnym sensie, w moim pierwszym zwiazku to ja pełniłam role takiego boa dusiciela, tylko, ze u mnie to było dosc chore.
To takie głupie, ze wciaz musze udawac jakies emocje, w pracy jestem otoczona ludzmi, meczy mnie to, a moze on czuje, ze te moje momenty kiedy chce byc sama swiadcza, ze go przestaje kochac i mi nie zalezy. Jakis czas temu powiedziałam mu o co mi chodzi, wiem, ze był smutny, ze nie bedziemy tyle czasu spedzac ze soba ale niby to zrozumiał.
Moze robie widły z igły, to takie egoistyczne robic to co robie (moze dlatego ze robie to skrycie i ranie tylko siebie) a u niego "wydało się w końcu".
Wiem, ze gdyby zdradził mnie fizycznie zostawiłabym go. Moze za wczesnie weszłam w nowy zwiazek (niby miałam kilka lat przerwy), ale to takie zamiatanie problemów pod dywan na nic sie zdaje. Ja wiem, ze jestem DDA zbieram w sobie siłe by pójsc po pomoc, mieszkam za granica i nie bardzo zdaje sobie sprawe jak to działa tutaj, a tak w sumie to tylko szukam pretekstu by odwlec to w czasie.
A moj chłopak pewnie bedzie dzwonił, bez kwiatow sie nie obejdzie i jakiejs kartki na której sie bedzie kajał, bo mu zalezy i ja z jednej strony to wiem a z drugiej tłumacze to tym, ze czuje sie winny bo go przyłapałam na tych niechlubnych praktykach i ze to cos powaznego, czytam to forum i w sumie juz podejrzewam go o seksoholizm. Postaram sie poszukac pomocy po powrocie, ale boje sie, ze mi przejdzie, bo przez chwile bedzie mi lepiej.
Wczoraj sprawdziłam jego konta, nic nie znalazłam, po tylu latach znów poczułam to okropne uczucie kiedy myszkuje w jego osobistych sprawach z sercem w gardle i panika, ze cos znajde a jak nie znajduje to oczywiscie mi nie wystarcza, ze stresu dostałam biegunki i nie mogłam spac, nerwy mnie zżeraja a własnie ide do pracy "udawać". Nie dobrze mi z tego wszystkiego, mam chociaz nadzieje, ze oczu nie mam napuchnietych jak banie wiec nikt nie bedzie mnie o nic nie pytał.
Poza tym zdjecie na tapecie juz mam, nie wiem czy po to by lepiej sie poczuc czy by go zranic, ale dlaczego chce ranic kogos kogo kocham, to nie jest ok
Dlatego napisałam, że to Twój problem. Wszystko to, co piszesz - typowe postępowanie dla DDA.
Dostałam maila, będę wysyłać.
Dzięki za pomoc, własnie sciagam materiały.
Wróciłam z pracy, nie dałam rady zostac, wstałam wczesniej by doprowadzic sie do porzadku, zeby nikt nie poznał i co? Kolezanka z pracy powiedziała, ze szef z nia rozmawiał na mój temat, ze cos sie ze mna dzieje wiec ja w ryk, dostałam jakiegos ataku, nie mogłam sie uspokoic, była zaskoczona tym co jej powiedziałam, jest jedna z osob które z problemami do mnie własnie przychodza, pamietam któregos razu powiedziała mi, ze ja nigdy nie mówie co czuje czy mam jakies problemy, skłamałam, ze to nic takiego. Przyjdzie za 2 godziny do mnie po pracy pogadac, jutro tez wezme wolne. Moj chłopak napisał mi smsa jeszcze raz to samo co mi powtarzal wczesniej. Boje sie ze przyjdzie zeby zostawic kwiaty jak bede siedziec z kolezanka, bo nie wie, ze nie ma mnie w pracy, boje sie powiedziec jej o tym zdjeciu, bo ona tez zna tą dziewczyne, to dosc hermetyczne srodowisko zdaje sie, wstyd mi za mojego chłopaka a wiem, ze to nie ja powinnam sie wstydzic.
Kiedys juz miałam depresje, boje sie, ze ona wraca troche pod inna postacia, tzn. brakuje jej kilku elementów które znam z ostatniego razu. Niby moge zaufac tej kolezance ale ja nie ufam nikomu, przekichane jest byc tak chorym bo najwiekszym wrogiem jestem sama dla siebie. Niby dziwne niby nie ![]()