Mam rożne fobie,ale największym problemem dnia codziennego jest dla mnie jedzenie,a konkretniej połykanie.Często dochodzi u mnie do zakrztuszenia się,boję się, że któregoś dnia całkiem się udławię.Potrafię dławic się nawet własną śliną.Musze jeśc powoli ze skupieniem,bo inaczej będą z tym problemy.Najgorzej jest, gdy jem poza domem i gdy ktoś inny mnie obserwuje.W pracy podczas przerwy 30min zjadałam zawsze tylko jedną kanapkę(inni w tym czasie 3),gdyż mi nie starczało nigdy czasu .W rezultacie w pracy ciągle chodziłam głodna.Tak samo na jakichś przyjęciach u kogoś, jak podawali np dania gorące,to głupio mi zawsze, bo wszyscy zdążą pooddawac talerze, a ja jeszcze jem i jako ostatnia kończę.Może wydawac się dla kogoś to śmieszne ,jednak dla mnie jest problemem.
Czy ktoś z was ma to samo? Jak sobie z tym poradzic?
1 2011-09-14 01:49:54 Ostatnio edytowany przez strzała (2011-09-14 01:50:43)
Podobne tematy
Hej, głowa do góry
Potrafię dławic się nawet własną śliną.Musze jeśc powoli ze skupieniem,bo inaczej będą z tym problemy.
Powyższe zdanie dowodzi, że w twoim przypadku może być potrzebna pomoc lekarska. Z uwagi na nieznane dla nas, twoich czytelników podłoże problemu, ja np. sugeruję wizytę zarówno u laryngologa, jak i neurologa i być może psychologa.
Najgorzej jest, gdy jem poza domem i gdy ktoś inny mnie obserwuje.
Tak samo na jakichś przyjęciach u kogoś, jak podawali np dania gorące,to głupio mi zawsze, bo wszyscy zdążą pooddawac talerze, a ja jeszcze jem i jako ostatnia kończę.
Z całym szacunkiem do osób postronnych, ale to, co inni sądzą na temat twojego sposobu czy tempa jedzenia, to temat, który powinien obchodzić cię mniej niż zeszłoroczny śnieg. Ty zajmuj się swoim talerzem, inni niech zajmują się swoimi, a jak ktoś ma problem, to niech się zapcha swym posiłkiem, bo ty masz mieć go oficjalnie "gdzieś" !!
Ja też jadam wolno, delektuje się często każdym kęsem, pozwalam nasycić się moim kubkom smakowym i gdyby ktoś z powodu innego niż potrzeba realnego pośpiechu, zwrócił mi uwagę na to, że wolno jem, poczęstowałbym go kilkoma niewybrednymi epitetami i wysłał na drewniane drzewo !! ![]()
Może wydawac się dla kogoś to śmieszne ,jednak dla mnie jest problemem.
Czy to jest śmieszne - nie, czy jest to problem - definitywnie tak, ale na pewno można go w miarę skutecznie i permanentnie rozwiązać ![]()
hej jeśli macie problemy z jedzeniem czyli tzw. fagofobią to piszcie na gmailu
login: chorobyff
hasło: fobie100
:)pozdrawiam!:)
ja też miałam problem z połykaniem, niewiele jadłam a jeszcze gorzej z piciem, poszłam do psychiatry i dostałam lek tranxenne 5 mg, miałam brać 1 tabletkę na dobę na noc ale nie pomogło, zwiększyłam dawkę do 3 na dobę (maksymalna dzienna dawka to 30 mg) przed posiłkami i pomogło... jak zamieniłam na cloranxen (polski odpowiednik) niestety przestało działać więc wróciłam do tranxenne i jest ok, nie otumania i nie otępia i rozwiązał problem z połykaniem
Czy ktos tu jest kto ma nerwice lękowa i roznego rodzaju przy tyn lęki?
Teraz mam nowy wlasnie przed jedzeniem mial ktos tak ? Prosze tylko o odp osoby ktore tez maja taki problem i zapraszam do mojej grupy na fb iza kotyrba nerwica lekowa i inne fobie czekam na odpl
Ja mam emetofobie i nerwice lękowa. Zgłoście się do psychiatry. Nie ma co utrudniać sobie zycia.
Ja bym powiedziała, że u mnie już trochę lepiej.
To znaczy nie mam problemów z jedzeniem w domu u siebie.
Ale wśród tylko swoich, najbliższych.
W ubiegłym roku przebywałam w sanatorium.
Jak ja zobaczyłam ile ludzi tam jest wszystkich razem na stołówce, to zastanawiałam się, jak ja będę tam jadła.
I niestety nie było dobrze.
Z zupy to przeważnie tylko to co rozdrobnione zjadałam.
Gorzej było z drugim daniem.
Co chwilę miałam wrażenie, że zaraz się udławię.
W rezultacie przeważnie oddawałam najmniej pół drugiego dania.
Głupio mi było. Ludzie się patrzyli, mówili, że jestem niejadek, a ja po prostu nie nadążyłam jeśc.
W końcu zaczęłam zostawac sama na stołówce, bo chciało mi się jeśc.
Wtedy dopiero mogłam się najeśc.
Niektóre koleżanki czasem zostawały ze mną, żeby mi potowarzyszyc, żebym sama tam nie siedziała.
A to wraz utrudniało sprawę, bo znowu czułam to samo.
Nie chcę już biegac po żadnych psychiatrach, nie chcę żadnych leków.
Może...kiedyś minie.
8 2016-01-27 19:53:26 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-01-27 19:53:48)
Jeśli chodzi o pracę, to nie wiem jak jest jej specyfika, ale może spróbuj poprosić przełozonych o możliwość przełożenia przerwy na taki czas, w którym w stołówce(?) nikogo nie powinno być, albo o pozwolenie spożywania posiłków w innym miejscu (np. szatni).
Myslę, że nie powinni robić dużych problemów, zwłaszcza że juz się leczyłaś i możesz przedstawić im jakieś papiery w związku z tym.
Jak ktos chce ze mna popisac pogadsc to podaje Fb iza kotyrba bojszowy
Jeśli chodzi o pracę, to nie wiem jak jest jej specyfika, ale może spróbuj poprosić przełozonych o możliwość przełożenia przerwy na taki czas, w którym w stołówce(?) nikogo nie powinno być, albo o pozwolenie spożywania posiłków w innym miejscu (np. szatni).
Myslę, że nie powinni robić dużych problemów, zwłaszcza że juz się leczyłaś i możesz przedstawić im jakieś papiery w związku z tym.
Obecnie nie pracuję.
Ale wolałabym nie byc izolowana od innych.
Ja muszę i chcę w końcu zacząc normalnie funkcjonowac.
Cześć. Ja mam nerwicę lękową i niestety zaburzenia odżywiania (kompulsywne objadanie się).
Najbardziej boję się, że nie dam rady kontrolować swojego życia - robię więc wszystko, by je kontrolować, co przynosi jeszcze gorsze skutki...
Boję się też pijanych mężczyzn i ciemności.
Chodzę na psychoterapię i ogólnie polecam każdemu.
Cześc Cyngli ![]()
Ja też mam moje życie w kółko pod kontrolą.
Nie wyobrażam sobie, że w ogóle można przestac je kontrolowac.
Z jednej strony może utrata kontroli pozwoliłaby uwolnic lęki, ale z drugiej nie pozwoliłaby mi normalnie funkcjonowac takim schematem, jaki mam wpojony od dziecka.
Ja wierzę bardzo w jakieś zmiany w życiu, ale wiem też, że nie da się w 100% pozbyc wszystkich problemów z własnego życia.
Bo niektóre wydarzenia, zostają w nas na zawsze.
Tkwią ukryte w naszej podświadomości.
Trzeba by było chyba urodzic się od nowa i poznac świat całkiem inaczej.
Terapię mam za sobą, dopiero miesiąc temu skończyłam.
Teraz trwało to 5 lat.
Ale początki spotkań z psychologami sięgają czasów liceum.
Ja najbardziej się boję, że któregoś dnia uduszę się z braku powietrza, udławię się własną śliną, albo podczas jedzenia.
Nawet miałam ostatnio taką sytuację, że myślałam, że za chwilę coś się stanie.
Wiedziałam, że mam atak paniki.
Zablokował mi się przełyk, nie potrafiłam nawet przełknąc śliny, wszystko się we mnie trzęsło.
Musiałam wypluwac ślinę po kryjaku w chusteczkę, żeby nikt nie widział.
To trwało kilkanaście sekund, a za chwilę znowu to samo.
Ale ja wierzę, że może któregoś dnia to minie.
W sumie nie wiem jakim cudem, ale wierzę.
Emetofobia coraz bardziej mi rujnuje życie tak jak natręctwa ale mam za sobą pierwsza wizyte u psychiatry i naprawde warto zgłosić sie o pomoc zanim calkiem zwariujemy
Współczuję Wam, dziewczyny.
Choć szczerze - sama momentami przestaję wierzyć, że kiedykolwiek będę funkcjonowała normalnie i choć z wieloma trudnościami już sobie radzę, to wciąż jest coś nie tak...
Objadanie się rujnuje mi życie, zarówno towarzyskie, jak i seksualne - jestem osobą otyłą, przez okres 3 lat przytyłam ponad 30kg i boję się, że już nigdy tego nie zrzucę. Mam wsparcie w mężu, kocha mnie i akceptuje - ale co z tego, jak ja nie mogę na siebie patrzeć, niedobrze mi się robi...
Po ataku obżarstwa przychodzą wyrzuty sumienia i stany depresyjne, wtedy potrafię np. 3 dni nie jeść i pić tylko wodę, albo herbatę.
Jestem tym zmęczona. Ciągle choruję. Ciągle coś.
To ja odwrotnie- boje sie jeść bo boje sie ze będzie mi niedobrze. Nie wiem jak można sobie pomóc na pewno po długiej terapii jesli nie ma efektów to czas zmienić lekarza.
(...) Ja też mam moje życie w kółko pod kontrolą.
Nie wyobrażam sobie, że w ogóle można przestac je kontrolowac.
Z jednej strony może utrata kontroli pozwoliłaby uwolnic lęki, ale z drugiej nie pozwoliłaby mi normalnie funkcjonowac takim schematem, jaki mam wpojony od dziecka. (...)
I tu, w konieczności kontroli, leży problem.
Obecnie nie pracuję.
Ale wolałabym nie byc izolowana od innych.
Ja muszę i chcę w końcu zacząc normalnie funkcjonowac.
Mam nadzieję że sie mylę, ale jeśli nie chcesz leczyć się i brać leków, to pozostanie Ci chyba tylko ograniczyć wpływ niekorzystnych czynników, bo do całkowicie bezstresowego funkcjonowania będzie trudno wrócić.
I podając przykład z pracy do tego zmierzałem, że warto zastanowić się i wypracować takie recepty które chociaż w części zredukują stres związany z jedzeniem w miejscach publicznych.
Innymi takimi rozwiązaniami mogłyby być np: wybór odpowiednich knajp, odpowiednich miejsc w nich (takich, byś była nie na widoku), podczas przyjęć prośba o mniejsze porcje itp. itd.
Po ataku obżarstwa przychodzą wyrzuty sumienia i stany depresyjne, wtedy potrafię np. 3 dni nie jeść i pić tylko wodę, albo herbatę.
Jestem tym zmęczona. Ciągle choruję. Ciągle coś.
Też tak mam i wtedy np ja momentalnie mogę schudąc.
Jeśli coś dzieje się złego, we mnie zamiera życie.
Ciągle mi coś dolega, ale najgorsze, że od roku siedzę w domu i zmagam się z moim kręgosłupem, a to przecież podstawa, żeby ''stac na nogach".
Nie wierzę, że na moje choroby nie miały wpływu nerwy, stres, przeszłośc.
Wszystko się skumulowało, nie jestem maszyną i pękło.
Ale nie poddawajmy się, ja wciąż mam nadzieję, że jeszcze wiele mi się uda.
Chloe, jeżeli pomaga Ci lekarz, to jak najbardziej bądz dobrej myśli.
I tu, w konieczności kontroli, leży problem.
Wielokropku, kopę lat ![]()
Cieszę się, że jesteś i mam nadzieję, że jeszcze mnie pamiętasz ![]()
Masz złoty klucz jak pozbyc się potrzeby kontroli?
Ale z drugiej strony, jak można przestac się kontrolowac, przecież wtedy życie może rozpaśc się na kawałki.
A tak jestem rycerzem samej siebie ![]()
Naprędce, bardzo dużo zmieniłam w swoim myśleniu, w swoim życiu.
Ale ja mam dośc biec z kolejną sprawą do jakiegoś lekarza.
Z drugiej strony, przez ileś lat izolowałam się od ludzi, więc w końcu chce do nich wyjśc.
Nie chowac się, nie byc inną, ale taką samą jak wszyscy.
Tylko pytanie, jak zmienic to w swoim wnętrzu? Bo bywa, że nawet niektórych ludzi się boję, mimo, że ludzie często mnie fascynują i bardzo ciekawią.
19 2016-01-29 00:07:01 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-01-29 00:08:22)
![]()
Strzało, zapomniałaś czy nie zaważyłaś, że jesteś dorosłą osobą, że sama sobie stawiasz cele? To tylko mocno podporządkowane dzieci, uzależnione od pochwał, bacznie obserwują, czy ich zachowanie podoba się czy też nie osobom dorosłym i czy w związku z tym dostaną nagrodę czy zostaną ukarane.
Jak pozbyć się potrzeby kontroli? Zobacz, do czego tej kontroli używasz. Napisałaś, że gdybyś przestała się kontrolować, to Twoje życie rozpadłoby się. Na czym polegałby ten rozpad (czyli czego się boisz)?
20 2016-01-29 00:22:26 Ostatnio edytowany przez strzała (2016-01-29 00:24:00)
Tak jestem dorosła, stawiam sobie cele i je realizuje.
Ale przecież jak mnie nawet ktoś pochwali to jest miłe.
Nie tylko dzieci się chwali, dorosłych też.
I przecież można miec bliską osobę, dla której coś się znaczy, jest się kimś itd.
Ja teraz dostaje to, czego nie miałam kiedyś.
To jest szalenie miłe ![]()
Nie rozumiem.
Mam kontrolę nad każdą dziedziną swojego życie.
Mam zaprogramowane wszystko jak komputer.
Nawet teraz.
Mam plany, niedługo stanę na nogi, pójdę do pracy, będę znowu życ jak człowiek.
Na lodówce mam mnóstwo karteczek, wszystko ponotowane, wizyty u lekarzy, wizyty w urzędach, zakupy itd.
Jeśli ktoś mi coś w domu przestawi, to czuję się nieswoja.
Tak, jak i z alkoholem, przecież niektórzy ludzie włączają też sobie kontrolki.
Ja już nie muszę, bo mi to w ogóle nie idzie.
Brak kontroli-chaos, bo jak życ w roztrzepanym świecie.
Nie ma kontroli-nie ma życia.
Ale ludzie też tak mają przecież.
Trzeba o wszystkim pamiętac, wszystkiego dopilnowac i wszystko zrobic.
21 2016-01-29 00:33:24 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-01-29 00:37:42)
Każdy ma swój sposób życia. Nie muszę wszystkiego kontrolować i żyję.
Nie mam potrzeby kontrolowania a mimo to nie żyję w chaosie. Nie kontroluję i jestem szczęśliwą. I nie pamiętam o wszystkim, nie pilnuję i nie robię wszystkiego.
A teraz Strzało nie jesteś człowiekiem? Bo ja jestem nim zawsze, niezależnie od tego czy pracuję czy nie, czy jestem zdrowa czy chora. ![]()
Edycja:
Zauważ, że nie wszystko możesz mieć pod kontrolą, nie wszystko od Ciebie zależy, na wiele rzeczy nie miałaś, nie masz i nie będziesz miała wpływu.
22 2016-01-29 00:41:08 Ostatnio edytowany przez strzała (2016-01-29 00:42:10)
Jestem niby człowiekiem, ale czuje się jak kaleka.
Bo jak mogą o sobie myślec inaczej, jeśli chce coś zrobic, a nie mogę.
Dla mnie to prawie niewyobrażalne.
Przecież np ja mam dużo siły, a nie mogę dzwigac.
Mam nie grac nawet w piłkę, przecież ja to kocham i tak będę to robic.
I właśnie, że któregoś dnia, jak mówiłam znowu ''wstanę na nogi".
Bo mam dośc wyglądania przez okno i patrzenia na ludzi, że oni robią wszystko, a ja siedzę i myślę.
Nie dociera kompletnie do mnie inne życie, niż takie, że trzymam na wszystkim rękę.
I staje na głowie, żeby móc.
Pozornie odeszłyśmy od tematu wątku. Pozornie.
Żyjesz w wielkim napięciu, jesteś spięta, nic dziwnego że i gardło/przełyk masz ściśnięte i będąc pod ostrzałem spojrzeń obcych ludzi masz trudności z przełykaniem czegokolwiek. Rzecz w tym, że ten ostrzał zrodził się w Twej wyobraźni. I sama założyłaś gorset, mocno, niemal do utraty tchu, zaciskając jego sznurówki.
Mam dzieci, rodzinę przecież trzeba wszystko ogarnąc.
Nie robię czegoś wyłącznie dla siebie.
Racja, że mimo, że nie pracuję, to mam wrażenie wraz, ze często na nic nie mam czasu.
Nieraz głowa mi pęka.
Jeśli podejmę jakąś pracę, to znowu zawalę sobie ten czas, który jeszcze mi został.
W sumie to nie wiem, czemu, aż tyle ciągle mam spraw na głowie.
Wiem, bardzo często mam wrażenie ściskania, wszystkiego.
Masz na głowie tyle, ile sobie na nią włożyłaś. Nie zauważyłaś tylko jednego: obok Ciebie są inni, którzy cześć tych rzeczy mogliby zrobić gdybyś nie upierała się, że jesteś niezastąpioną i tylko Ty zrobisz to najlepiej. Stałoby się to wtedy, gdybyś miała do innych zaufanie i nie twierdziła, że bycie kochanym jest równoznaczne z byciem potrzebnym.
To nie do końca tak, bo nawet dzieci dużo mi pomagają np w domu.
Mąż też, ale on dużo pracuje, dlatego większością wszystkiego zajmuje się ja.
Zaufanie?
To już inna bajka, przecież dobrze wiemy, jak to w życiu bywa.
Na jednym palcu mogę policzyc osobę, której w 100% ufam.
Po raz kolejny zachęcam Cię do przeczytania zdań z mej sygnatury.
Spokojnej nocy. ![]()
Wielokropku, sama mi kiedyś mówiłaś, że nie wszystko może mi się udac rozwiązac.
To może byc tak, że nie przekręcę swojego życia o 180 stopni i wszystkiego nie dam rady zmienic w swoim życiu.
A może po prostu jeszcze trzeba czasu i tak chyba idę cały czas do przodu ![]()
Dzięki.
Śpij dobrze ![]()
29 2016-01-30 18:04:04 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-01-30 18:04:21)
Naprędce, bardzo dużo zmieniłam w swoim myśleniu, w swoim życiu.
Ale ja mam dośc biec z kolejną sprawą do jakiegoś lekarza.
Z drugiej strony, przez ileś lat izolowałam się od ludzi, więc w końcu chce do nich wyjśc.
Nie chowac się, nie byc inną, ale taką samą jak wszyscy.
Tylko pytanie, jak zmienic to w swoim wnętrzu? Bo bywa, że nawet niektórych ludzi się boję, mimo, że ludzie często mnie fascynują i bardzo ciekawią.
No wiesz- ja po "mężczyźnianemu" zareagowałem- zanotowałem jakiś problem i wydawało mi się, że mogę pomóc to przedstawiłem ewentualne rozwiązania w danych sytuacjach.
Ale jak widzę, Ty patrzysz na to bardziej całościowo, więc znając Ciebie tak słabo to cięzko mi coś powiedzieć.
Jakich ludzi się boisz? Albo czego w nich się boisz?
Naprędce, dzięki za pomoc, ale ja już przerobiłam setki tematów i nawet nie chcę już zagłębiac się gdzieś w przeszłośc.
Ja wiem, że problem tkwi w mojej głowie, ale nie chcę roztrząsac wszystkiego, żeby dojśc do tego z jakiego powodu mam taką fobię.
Jestem zmęczona i myśleniem, i grzebaniem w swoim życiu.
(...) Ja wiem, że problem tkwi w mojej głowie, ale nie chcę roztrząsac wszystkiego, żeby dojśc do tego z jakiego powodu mam taką fobię. (...)
I to jest decyzja.