Biała suknia, goście weselni, prezenty i podróż poślubna - to umowne elementy tradycyjnego ślubu. Ale czy tylko tradycyjnego ślubu?? Otóż nie!! Identycznie może wyglądać ceremonia samoślubu, w której nie chodzi o połączenie węzłem małżeńskim dwóch kochających się osób, a o celebrowanie swojej niezależności i miłości do samego siebie. Na pomysł takiego ślubu wpadła pewna 30-latka z Tajwanu. Chen Wei-yihi zorganizowała ślub, podczas którego obecność pana młodego nie była wymagana. 30-latka chciała w ten sposób pokazać że presja otoczenia na kobiecie która osiąga ten magiczny pułap 30 lat jest ogromna, a los nie zawsze zdąży nas obdarować odpowiednim kandydatem na męża. Dziś wiek zawierania tych tradycyjnych małżeństw jest nawet o kilkanaście lat późniejszy niż nie tak dawno temu. Ludzie najpierw stawiają na edukację, później na karierę i podwyższenie statusu majątkowego, a dopiero później myślą o ewentualnej rodzinie. A co jeśli nie uda się nam poznać odpowiedniej osoby lub po latach uświadomimy sobie, że zaprzepaściliśmy szansę na życie u boku prawdziwej miłości. Czy samoślub to tylko żart z poglądów, że każdy człowiek musi stworzyć podstawową jednostkę społeczną czy raczej taka ceremonia to substytut tego czego pragniemy?
Czy ktoś określił już co w sytuacji gdy po samoślubie poznamy jednak tego jedynego mężczyznę!?
A co Wy drogie netkobiety i netfaceci myślicie o samoślubie? Czy sądzicie, że ta nowa moda na poślubianie samego siebie dotrze do Polski?