To mój pierwszy post na tym forum. Nigdy wcześniej nie pisałam o moich problemach, co najwyżej czytałam wypowiedzi innych i szukałam w nich rozwiązania. Ale ostatnimi czasy pewne sprawy zaczęły mnie przerastać.
Jestem z moim chłopakiem od kilku miesięcy. Jest nieśmiały i zamknięty w sobie. Nie bardzo potrafi rozmawiać o uczuciach. Początkowo podobał mi się jego sposób bycia, fascynował mnie. Należę do osób gadatliwych i otwartych, dlatego on wydawał mi się taki niesamowity. Na początku to mi bardziej zależało, potem sytuacje się zamieniły. Po dwóch miesiącach zaczął się bardzo starać, pisać, umawiać się itp. Coraz bardziej się do niego przywiązywałam, było naprawdę coraz lepiej. Ale cały czas przeszkadzały mi pewne sprawy. Jedną z nich jest to, że mój chłopak nie potrafi rozmawiać na poważne temat. Kiedy rozpoczynam dyskusje to on zazwyczaj wyśmiewa to co mówię. Nie jest tego świadom, mimo że mu wielokrotnie o tym mówiłam on uważa że to nieprawda. Wiąże się to z tym, że ma całkiem inne poglądy niż ja na wiele spraw. Wiem, że ludzie muszą się różnić, ale on nawet nie ma argumentów żeby udowodnić swoje zdanie. On po prostu uważa tak, bo tak mu wygodnie. Zbiegiem czasu zaczęło mi to coraz bardziej przeszkadzać. Najbardziej boli mnie to, że ma całkiem inny pogląd na temat picia alkoholu i palnia marihuany niż ja. Mam silny charakter i zawsze mówię co mi się nie podoba i umiem bronić swojego zdania, walczyć o swoje, nawet w nieznanym towarzystwie, umiem też odmówić alkoholu, a on ma niestety z tym problem. Ogólnie jest bardzo ugodowy, aż za bardzo. Prawie nigdy mnie nie krytykuje, a mi ciągle coś w nim przeszkadza i tego jest coraz więcej. Chciałbym żeby miał silniejszy charakter, silniejszą wolę. Nie potrafię zaakceptować tego, że jego zdaniem upijanie się od czasu do czasu jest normalne (czasami nie pamiętanie wszystkich zdarzeń). Nie potrafię też zaakceptować faktu, że dla niego zapalenie zioła raz na jakiś czas jest całkowicie ok i nie wpływa na jego zdrowie w żaden sposób. Oczywiście wyśmiewa jak mu udowadniam że jest inaczej, on uważa się za najmądrzejszego w tej kwestii. Nic do niego nie dociera. A ja się przez to denerwuje. Oczywiście nie chodzi mi o to że jest uzależniony od palenia trawy, zdecydowanie nie. Chodzi mi tylko o jego sposób reagowania i na całkiem różny pogląd na życie. Niestety jeśli chodzi o jego picie nie mogę już tego samego powiedzieć. Uważam, że ma problem tylko nie dopuszcza do siebie tej myśli. Nie pije często ale jak jest impreza to alkohol być musi, a najlepiej dużo alkoholu. Po grubej imprezie nie jest w stanie rano się ze mną spotkać nawet jeśli obieca i bardzo mu na tym zależy. Wielokrotnie z nim o tym rozmawiałam, mówiłam ze mi to przeszkadza. Czasem się irytowałam, a czasem rozmawiałam na spokojnie. Nie odniosło to jednak skutku. Po naszej ostatniej rozmowie kiedy powiedziałam mu że się od niego oddalam powiedział, że możemy wrócić do tego tematu kiedy jeszcze raz się na nim zawiodę z powodu picia. Czyli uznał, że nie będzie takiego razu, ale ja w to średnio wierze, za długo wierzyłam. Najbardziej zirytowało mnie jego stwierdzenie, że "w takim razie nie będę więcej obiecywać". Nienawidzę jak tam mówi. Bo to nie jest wyjście, to jest ucieczka.
Bardzo doceniam to jak ktoś potrafi dobrze bawić się bez używek, a zauważyłam, że niestety mało jest takich ludzi.
Obiecał mi, że nie będzie palił blantów i póki co chyba dotrzymuje słowa. Niestety robi to tylko dla mnie, więc to nie jest żaden sukces. Chciałabym żeby robił to dla siebie. I właśnie o to głownie mi chodzi w całej wypowiedzi. Ja nie chce żeby on rezygnował z czegoś dla mnie, bo wątpię w to czy to będzie długotrwała obietnica, tylko chciałabym żeby robił to dla siebie i miał takie poglądy jak ja, a to chyba jest niemożliwe. Wiem, że będę się z nim ciągle kłócić przez to. Nie mogę znieść tego że tak bardzo się różnimy. On mnie po prostu nie rozumie, nie potrafię się z nim dogadać. Nie czuje się związana z nim duchowo, a to chyba najważniejsze prawda? Odnoszę wrażenie, że on nawet nie ma konkretnego celu w życiu, bardzo lekko do niego podchodzi, za lekko. Nie umie też okazywać wsparcia. Nie mogę mu się wyżalić, bo wiem że i tak mnie nie zrozumie. Uważam też że jest nieodpowiedzialny, nie umie planować. Nie ma w nim inicjatywy, większość wyjść musze wymyślać ja. Bardzo często zapomina. Boje się że jeśli zdecydowałabym się kiedyś wziąć z nim ślub, to np. zapomniał by o ważnym spotkaniu, albo zrezygnował z niego bo np. koledzy chcieliby pójść na piwo. Zastanawiam się też nad tym czy nie zapomniał by odebrać dziecka z przedszkola itp. Oczywiście wyznał mi jakiś czas temu, że mnie kocha i wydaje mi się że tak jest, ale ja nie byłam w stanie powiedzieć mu tego samego mimo, że mi na nim zależy. Czasem czuje do niego niechęć i złość i mam ochotę zerwać, a potem mi przechodzi i tęsknie za nim. Dodam tylko jeszcze że jest dla mnie dobry i naprawdę widać że chce być ze mną. Przynosi mi kwiaty, wozi samochodem, dba o mnie, znosi wszystkie krytyki z mojej strony, więc tu chodzi chyba tylko o to że się za bardzo różnimy, czy to jest wystarczający powód żeby się rozstać? czy może da się to jakoś rozwiązać? Wiem, że muszę podjąć tą decyzje sama, ale chciałabym żeby ktoś się wypowiedział na ten temat, bo nie wiem co mam robić. Zależy mi na nim, ale jednoczśnie chciałabym mieć mężczyznę, który będzie mnie rozumiał i będzie chciał ze mną rozmawiać, przy którym będę się sczuła bezpiecznie, bo tego mi brakuje najbardziej.
Wiem, że się rozpisałam, ale nie umiałam opisac tego krócej. Mam nandzieje, że znajdą się jakieś osoby, które przeczytaką całość ![]()