staram_sie napisał/a:Byliśmy razem ok. 3,5 roku. Wymyśliliśmy sobie przerwę po tym jak oboje wykańczaliśmy się psychicznie nawzajem.
Kochaliśmy się niesamowicie, ale ja nie znałam granic zamknięcia swojej mordy, mówiłam co popadło a on nie umiał zabrać się za odpowiedzialność. Były boskie momenty. W zeszłym roku we wrześniu przyhamował. W listopadzie byłam już w UK, a on w lutym w kraju sąsiadującym. W tym czasie widzieliśmy się 2x (wtedy było świetnie) - ostatni raz w marcu. Potem była próba przyjaźni, takiej by po niej coś wyszło. Znowu były kłótnie, on zaczął uciekać w alkohol a ja ciągle dzwoniłam i chciałam wiedzieć co się z nami stanie.
W końcu odpuściłam i zastopowałam, ograniczałam kontakty, bo tego chciał. On też nie narzucał się telefonami czy milami.
Zapomniał mnie tylko wprost poinformować, że to koniec.
Zaczął w końcu ze mną normalnie rozmawiać, myślał, że ja się już obudziłam z tego naiwnego snu.
Wczoraj odważyłam się zadzwonić (on jest już w Polsce i nie ma zamiaru opuszczać kraju).
Poprosiłam, by mi wszystko wyjaśnił, a on mówi, że myślał, że wszystkiego się domyślałam (dawał mi znaki wiele razy, ale ja ich nie interpretowałam tak jak on chciał). Ja lubię wszystko czarno na białym, a on tego nie rozumiał.
Powiedział mi, że chce (za jakiś czas aż będę gotowa) utrzymywać kontakt.
Niby zaczęłam się przyzwyczajać do myśli, że może się tak stać, że nie będziemy razem a tu wczoraj jednak nastąpił szok.
Miałam nadzieję, cały czas...
To była moja pierwsza wielka miłość (i jest nadal). Po zaręczynach uznał wczoraj przez tel., że to była dziecinada.
W sumie sama uznałam, że byliśmy dziecinni, ale nie wiem czemu sama miałam nadzieję.
Ostatnio sama rzuciłam pracę i postanowiłam przenieść się gdzieś do innego miasta w samotności i sprawdzić swoich sił,
ale teraz jestem bez sił...
Chyba czas odpocząć 
Miłego dnia!
Szarpanina, nerwy, dużo emocji.. Zabawa w kotka i myszke, ucieczka w alkohol, przepychanka slowna, "kto komu bardziej"..
To prawda jest, że w miłości, gdy jestes kochana-nie potrzebujesz wyjaśnień, chodzić po forach-szukać podpowiedzi i odpowiedzi na pytania na które on powinien dawać Ci jasną deklaracje bez mrugnięcia okiem. W zasadzie miłość wiąże się z kompromisem i wzajemnym dawaniem i braniem..
Wiem, gdy byłam kochana, wszystko było jasne, oczywiste i piękne, on dawał mi na wszystko odpowiedz, czasami nawet zanim zadałam te pytanie..
Odpychacie się nawzajem, bo może nie potraficie ustąpić.. wszystko niszczycie, nie potraficie zaakceptować różnicy zdań i stąd kolejne rozstanie z nadzieją, że ta druga strona coś zrozumie, że coś się zmieni, że wreszcie będziecie sie czuc doceniani.
Wiem jaka magia jest w przypadku "pierwszej miłości" to niesamowite jak bardzo potrafimy idealizować partnera, wynosić jego lepsze cechy na piedestały i robic z nich mały posąg do modlitw, wspomnień i nadziei. Czasami te idealizowanie utrudnia realne myslenie i wymazuje te cechy u partnera, które sprawiały nam ból. Wiesz co, często tak właśnie sie zdarza w okresie rozstania. Te myśli-ubarwiony "lepszy" obraz jego postaci w Twojej głowie będzie zniekształcal rzeczywistość, utrudniał zapomnienie o nim bo gdy wrócicie do siebie na nowo zetkniesz się z rzeczywistością-dojrzysz go bez ubarwiania, zauważysz, że pewne złe cechy się nie zmieniają, a te dobre są tylko cząstką, która daje Ci nadzieje i dlatego w to brniesz..
Uważam, że choćby ktos Ci doradził daj sobie spokój dziewczyno bo nie warto itp. i tak nie posłuchasz i tak gdy pojawi się szansa, będziesz chciała coś zmiernić i będziesz miała nadzieje, że teraz on myśli inaczej, że teraz podołacie. Dlatego uważam, że doradzanie Ci brnij w to dalej albo odpuśc nie ma sensu, każdy musi swpoją beczke soli zjeść i wtedy zrozumie.
Osobiście moja rada: zajmij się sobą, zanim z nim byłaś, też zylas, oddychalas, dawałaś sobie rade, szłaś do przodu. Więc teraz powinnaś mieć na uwadzę swój rozwój, swoje dobro, kochać sama siebie, czuc sie dobrze w swoim towarzystwie, nie oczekiwać kolosalnych zmian, dać sobie czas, wszystko czego pragniesz osiągniesz a warunek jest tylko jeden. Musisz zdawać sobie sprawę ze swoich pragnień i uwierzyć, że to możliwe. Nigdy nie zatracaj siebie całkowice "przez kogoś", "w kimś" lub "dla kogoś". Zawsze miej swoje plany, swój "kawałek podłogi", swoje hobby i pasje. Pamiętaj, że stwierdzenie "nie mam siły"- jest wymysłem Twojej wyobraźni. Nie masz siły, bo nie chcesz jej mieć. Dlaczego? lepiej żyć wspomnieniami i nadzieją, która i tak Ci sprawia ból?
Im więcej zrobisz tylko dla siebie-tym będziesz czuła się lepiej. Zobaczysz..