netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Moralne granice kontroli zdrady?

58 odpowiedzi5 988 wyświetleńzałożony przez Zuza01, 05.09.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moralne granice kontroli zdrady?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 59 ]

1

Temat: Moralne granice kontroli zdrady?

Witajcie,
Generalnie jestem tu nowa,aczkolwiek poczytuję sobie od jakiegoś czasu to forum,niestety jako zainteresowana sad
Jestem od 5 lat mężatką a od ponad 3 mamą. Kiedy byłam w ciąży,mąż postanowił "ożywić" nasz związek spotykając się z pewną Panią. Znajomość ta zakończyła się po około 8 miesiącach,ale po krótkiej przerwie na życie rodzinne ze mną mąż ponownie zapoznał kolejną "koleżankę"...tym razem to poważna sprawa,bo trochę to już trwa.
To tak szybciutko  w wielkim skrócie,by przejść do meritum.Otóż mój mąż oczywiście ukrywa wszystkie swoje "grzeszki" przede mną.Może za pierwszym razem wpadał zupełnie głupio,bo mi intuicyjnie coś nie grało,a on oczywiście zarzekał się,że jest niewinny.Więc zaczęłam zerkać na telefon,bilingi,NK itp.I sprawa sama się "rypła"...JA rozumiem,że w tym momencie naruszyłam jego prywatność,ale najbardziej zaskoczyło mnie jego oburzenie na tą sytuację.Oburzył się na to,jak śmiałam zaglądać w jego prywatne rzeczy...Więc wyszłam na tą złą hmm
Przy drugim razie był sprytniejszy,ale jak i u większości kobiet u mnie też większa czujność. Wpadł szybciutko,ale obiecał mi zakończyć znajomość.I powiem Wam,że naprawdę tak było...nawet kiedy coś "wybiórczo" sprawdziłam,to było OK. Do czasu,kiedy ostatnio wypadł mi nagle wyjazd służbowy.Dość daleki,więc musiałam zostać tam na nocowanie. I niestety,okazało się,że to ich rozstanie to fikcja.Parę miesięcy wcześniej zaprzyjaźniłam się z sąsiadką,którą wtajemniczyłam w podwójne życie małżonka i oczywiście podejrzała panienkę,jak przyszła "osłodzić" wieczór mojmu mężowi.
No i znowu zostałam, cytuję "wariatką,paranoiczką,chorą psychicznie itp." Nie przyznał się, a ja nie chciałam wkopywać sąsiadki,że wiem od niej.
Wiecie,ręce mi opadają na to wszystko...
Czy Wy też uważacie,że to jest nie fair? Chodzi mi oczywiście o sprawdzanie.

2

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

On Cie zdradza i to nie pierwszy raz, jest bezczelny do tego stopnia, ze sprowadza kochanke do WASZEGO mieszkania, a Ty sie pytasz, czy to Ty jestes nie fair ze go sprawdzasz?

3

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Po co Ci kochana taki facet?

4 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-09-06 07:42:25)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Zuza01 napisał/a:

Czy Wy też uważacie,że to jest nie fair? Chodzi mi oczywiście o sprawdzanie.

Nie. Masz siedziec z zalozonymi rekami i ze stoickim spokojem czekac na kolejny raz.
Oczywiscie, ze masz prawo sprawdzac, w tym wypadku jak najbardziej uzasadnione..bo poparte czynami meza. Jasne, ze sa wsrod nas (ogolnie kobiet) i prawdziwe paranoiczki, ktore mezczyznie przyczepilyby GPS-a iedy ten idzie do supermarketu ale ty sie do nich nie zaliczasz. Jesli raz mnie okradziono to zakladam alarm w domu, zlego psa do ogrodu i wykupuje ubezpieczenie. Ciebie tez okradziono..z zaufania.

Swoja droga..szanse na poprawe u erotomana sa nikle..czy warto dalej z nim isc przez zycie  "pelne niespodzianek"?

5

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Obłuda niektórych facetów mnie szokuje.. jak tak mozna???jaki palant..wrrr.  Podziwiam Cie dziewczyno..   naparwde.. nie umiem sobie wyobrażic sytuacji w jakiej jesteś.. wiesz i co?  jeszcze ma czelność się wypierać!!  ..normalnie nie ręczyłabym za siebie....

6

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Zuza01 napisał/a:

Parę miesięcy wcześniej zaprzyjaźniłam się z sąsiadką,którą wtajemniczyłam w podwójne życie małżonka i oczywiście podejrzała panienkę,jak przyszła "osłodzić" wieczór mojmu mężowi.
No i znowu zostałam, cytuję "wariatką,paranoiczką,chorą psychicznie itp." Nie przyznał się, a ja nie chciałam wkopywać sąsiadki,że wiem od niej.

ja bym nie ufał sąsiadkom. Zwłaszcza takim, które donoszą (bez względu na intencję).

7

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
niekochana72 napisał/a:

Po co Ci kochana taki facet?

spontaicznie  tez chialam zadac to pytanie ...
Ja nie rozumiem sprawdzania , nigdy bym nie chiala byc w takiej sytuacji i pewnie po pierwszej zdradzie,  nie wiele by wyszlo mi z takiego zwiazku bo sprawdzac  bym nie sprawdzala a zaufania bym nie miala...
Dla mnie  to dziwny zwiazek ( to nie krytyka) jedno "po cichu" zdradza ... drugie "po cichy" kontroluje ...  hmmmm ciezka sprawa,  zastanawiam sie czy tacy  ludzie sa zadowolenie ze swojego obcnego zycia ? czy po prostu , "weszli" w zwiazek  i nie wiedza jak zmienic , i zycie i zwiazek -  by nie potrzebowac takich urozmaicen   roll....

8 Ostatnio edytowany przez shedir (2011-09-06 13:29:48)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Ty tak serio???!!! Czy to jakis dowcip??? Tak mi się coś wydaje że nie specjalnie jednak przeszkadzaja ci zdrady twojego m. Ponosi chociaz jakieś konsekwencję?

Zuza01 napisał/a:

JA rozumiem,że w tym momencie naruszyłam jego prywatność,ale najbardziej zaskoczyło mnie jego oburzenie na tą sytuację.Oburzył się na to,jak śmiałam zaglądać w jego prywatne rzeczy...Więc wyszłam na tą złą...
No i znowu zostałam, cytuję "wariatką,paranoiczką,chorą psychicznie itp."

To jest standard u facetów, większośc nie ma odwagi sie przyznac, więc najlepszą obrona będzie atak i sponiewieranie żeby kobieta poczuła się winna. tym się nie przejmuj choć fakt, szlag człowieka może trafic.,
Co do reszty...no cóż, mężuś się nie zmieni bo wie, że poza awantura nic więcej nie zrobisz. Nie ma czego się bać. Żeby zaprosić kochankę do własnego domu, kiedy żony nie ma to trzeba byc juz mega choojem.

Na twoje pytanie, gdzie sa granice...mysle że sa tak gdzie można odkryc prawdę. Nie czuj wyrzutów sumieniaz tego powodu, on robi gorsze rzeczy. W końcu obiecywał ci coś, przysięgał i był świadomy tego co robi i w co wchodzi. Zdrada i strata zaufania przez to jest gorsza. Powiedz mu, że sprawdzasz go no mu nie ufasz, zdradza, oszukuje i masz prawo to robic. Zapytaj go w takim razie, czy on ma prawo szperac w  innej cip.ce, skoro taki oburzony jest za to, ktos inny szpera mu w jego telefonie.

9 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-06 17:45:39)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Zapytam przewrotnie.
Po co Tobie to całe sprawdzanie, rozważania czy to moralne, czy naganne?

Przecież Twój mąż nie ponosi żadnych konsekwencji, oprócz chwilowego dyskomfortu w trakcie rozmowy z Tobą.

Byłaś z nim po pierwszej zdradzie, byłaś po drugiej, jesteś po trzeciej, będziesz po kolejnej. Zastanawia mnie jedno: po co się dopytujesz o kolejne panienki.

Zakładając, że przy kolejnej się przyzna do zdrady, co zrobisz z tą wiedzą? Jak się zachowasz? Znowu poprosisz o obiecanki-cacanki, o stwierdzenie "tym razem to już był ostatni raz"?

10 Ostatnio edytowany przez Roszpunka (2011-09-06 18:02:34)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Wybacz Zuza, lecz moim zdaniem jesteś naiwna i mąż chyba też tak myśli. Nie traktuje Cię poważnie. Zamiast zastanawiać się co zrobić z tą zdradą, Ty zastanawiasz się czy kontrolowanie jest moralne? Zupełnie Cię nie rozumiem.

11

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Wielokropek napisał/a:

Zapytam przewrotnie.
Po co Tobie to całe sprawdzanie, rozważania czy to moralne, czy naganne?

Przecież Twój mąż nie ponosi żadnych konsekwencji, oprócz chwilowego dyskomfortu w trakcie rozmowy z Tobą.

Byłaś z nim po pierwszej zdradzie, byłaś po drugiej, jesteś po trzeciej, będziesz po kolejnej. Zastanawia mnie jedno: po co się dopytujesz o kolejne panienki.

Zakładając, że przy kolejnej się przyzna do zdrady, co zrobisz z tą wiedzą? Jak się zachowasz? Znowu poprosisz o obiecanki-cacanki, o stwierdzenie "tym razem to już był ostatni raz"?

Nic dodać nic ująć ,ja jestem w podobnej sytuacji mam dość pasożyta ale nie chce odejść wszak to pasożyt sam może nie przetrwać wink

Te drugie strony(zdradzające) są jak pijawki uleczysz sie jak oderwiesz i wyrzucisz w innym przypadku będzie ssać aż wytoczy wszystko i to jest ta smutniejsza część sad

12

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Dziękuję wszystkim za zainteresowanie moim wątkiem smile
Tak,wiem,jestem głupia i naiwna...ale kocham tego faceta i naprawdę chciałabym,żeby było jak dawniej. Generalnie jest też super ojcem,młody go uwielbia.
Ogólnie od jakiegoś czasu nasze relacje poprawiły się,on się bardziej stara i dba,ale czy to tak na serio,czy tylko słodzi,żeby zamydlić oczy-tego nie jestem niestety do końca pewna hmm
Zadałam to pytanie na forum,bo zaczęłam się po prostu zastanawiać (paradokasalnie),czy ja też nie przeginam z tą nadmierną kontrolą yikes

13

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
empatyk napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Zapytam przewrotnie.
Po co Tobie to całe sprawdzanie, rozważania czy to moralne, czy naganne?

Przecież Twój mąż nie ponosi żadnych konsekwencji, oprócz chwilowego dyskomfortu w trakcie rozmowy z Tobą.

Byłaś z nim po pierwszej zdradzie, byłaś po drugiej, jesteś po trzeciej, będziesz po kolejnej. Zastanawia mnie jedno: po co się dopytujesz o kolejne panienki.

Zakładając, że przy kolejnej się przyzna do zdrady, co zrobisz z tą wiedzą? Jak się zachowasz? Znowu poprosisz o obiecanki-cacanki, o stwierdzenie "tym razem to już był ostatni raz"?

Nic dodać nic ująć ,ja jestem w podobnej sytuacji mam dość pasożyta ale nie chce odejść wszak to pasożyt sam może nie przetrwać wink

Te drugie strony(zdradzające) są jak pijawki uleczysz sie jak oderwiesz i wyrzucisz w innym przypadku będzie ssać aż wytoczy wszystko i to jest ta smutniejsza część sad

Czemu żądać od zdradzającego porzucenia lukratywnego związku? Przecież zdradzający (bez względu na płeć) pewne zasady moralne ma za nic. Zdradza, bo jemu/jej jest tak dobrze. W domu zaś ma wikt, opierunek, dach nad głową i usługi seksualne świadczone na miejscu. Tutaj już nie musi się starać, ma swoje miejsce, może odpocząć po szaleństwach.

14

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Nie miej kochana wyrzutów sumienia z powodu "grzebania" w telefonie itp. Jeśli facet raz nadwyrężył, ładnie to ujmując Twoje zaufanie-to wiadomym jest, że "przezorny zawsze ubezpieczony" i wcale nie dziwię się, że sprawdzałaś tam i ówdzie. Sama był tak robiła. Jeśli nie ma się powodów do tego to się tego nie robi, bo i po co?! Tak jak któraś z przedmówczyń stwierdziła- żaden facet nie przyzna się do zdrady, a atak na Ciebie jest dla niego "oczyszczaniem się " z winy.
Swoją drogą- przepędź gnojka w cholerę. Przecież on to ma we krwi. Wątpię, żeby się zmienił, jeśli nie podejmiesz konsekwentnych kroków. W ogóle jak Ty sobie z tym radzisz psychicznie Zuzko?

15

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Zuza01 napisał/a:

Dziękuję wszystkim za zainteresowanie moim wątkiem smile
Tak,wiem,jestem głupia i naiwna...ale kocham tego faceta i naprawdę chciałabym,żeby było jak dawniej

Daj sobie spokój szkoda twojego życia ,zostaw go póki czas  ,  do końca żywota swego  chcesz sprawdzać jego  telefon ! ,kieszenie ,zapach itd  czeka cie w ten sposób paranoja.

Nie zasługujesz na to ,nie jesteś głupia i naiwna ..tyko kochasz za bardzo nie tego faceta (męża)

16

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
empatyk napisał/a:

Nic dodać nic ująć ,ja jestem w podobnej sytuacji mam dość pasożyta ale nie chce odejść wszak to pasożyt sam może nie przetrwać wink

Te drugie strony(zdradzające) są jak pijawki uleczysz sie jak oderwiesz i wyrzucisz w innym przypadku będzie ssać aż wytoczy wszystko i to jest ta smutniejsza część sad

Empatyku... Przegnaj! Przegnaj i nie oglądaj się za siebie.
Pasożyta trzeba odciąć od żywiciela big_smile Sam nie odejdzie.

17

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Zuza01 napisał/a:

...Otóż mój mąż oczywiście ukrywa wszystkie swoje "grzeszki" przede mną.Może za pierwszym razem wpadał zupełnie głupio,bo mi intuicyjnie coś nie grało,a on oczywiście zarzekał się,że jest niewinny.Więc zaczęłam zerkać na telefon,bilingi,NK itp.I sprawa sama się "rypła"...JA rozumiem,że w tym momencie naruszyłam jego prywatność,ale najbardziej zaskoczyło mnie jego oburzenie na tą sytuację.Oburzył się na to,jak śmiałam zaglądać w jego prywatne rzeczy...Więc wyszłam na tą złą hmm
(...)
Czy Wy też uważacie,że to jest nie fair? Chodzi mi oczywiście o sprawdzanie.

Kochana - Ty nie daj sobie robić "z tata wariata". W momencie kiedy małżonek zdecydował się na skok w bok czyli rozminął się z moralnością zwolnił Cię z tychże etycznych zachowań w stosunku do siebie. Znaczy po prostu, że gdy dał sobie prawo do nielojalności w stosunku do Ciebie, Ty również zyskałaś prawo, by być nielojalna w stosunku do niego. Nie daj odwracać kota ogonem. To zwykła manipulacja w celu wzbudzenia w Tobie poczucia winy. Jakby prawda nie wyszła na jaw to niby byłby bez winy?
Pomyśl jednak czy chcesz by twoje życie tak wyglądało już zawsze? Za 5, 10, 15 lat i tak już do samej śmierci?

18 Ostatnio edytowany przez Czerepach (2011-09-06 20:09:43)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Wszystko według mnie sie między wami skończyło. Gdy on zaczął Cię zdradzać a Ty zaczęłaś grzebać w jego prywatnych rzeczach. Oboje jesteście siebie warci jak dla mnie.

19

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

A ja powiem przewrotnie, że przeginasz z tą kontrolą. Dowód poniżej:

Zuza01 napisał/a:

Dziękuję wszystkim za zainteresowanie moim wątkiem smile
Tak,wiem,jestem głupia i naiwna...ale kocham tego faceta i naprawdę chciałabym,żeby było jak dawniej. Generalnie jest też super ojcem,młody go uwielbia.
Ogólnie od jakiegoś czasu nasze relacje poprawiły się,on się bardziej stara i dba,ale czy to tak na serio,czy tylko słodzi,żeby zamydlić oczy-tego nie jestem niestety do końca pewna hmm
Zadałam to pytanie na forum,bo zaczęłam się po prostu zastanawiać (paradokasalnie),czy ja też nie przeginam z tą nadmierną kontrolą yikes

Przeginasz z kontrolą, ponieważ nie jest Ci ona do niczego potrzebna. Ty nic z tą wiedzą nie robisz i nie zamierzasz robić. Więc po co go sprawdzać? Przecież wiesz, że zdradza, po co Ci kolejne dowody? A każda zdradzona kobieta z tego forum powie Ci, że będzie zdradzał dalej. Bo zdradliwy charakterek leczy się jedynie kopniakiem w cztery litery, a Ty tego nie chcesz zrobić. Więc go nie sprawdzaj. On i tak nigdy się nie przyzna, a Ty w końcu uwierzysz, że jesteś wariatką.

20

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
vinnga napisał/a:

Przeginasz z kontrolą, ponieważ nie jest Ci ona do niczego potrzebna. Ty nic z tą wiedzą nie robisz i nie zamierzasz robić. Więc po co go sprawdzać? Przecież wiesz, że zdradza, po co Ci kolejne dowody? A każda zdradzona kobieta z tego forum powie Ci, że będzie zdradzał dalej. Bo zdradliwy charakterek leczy się jedynie kopniakiem w cztery litery, a Ty tego nie chcesz zrobić. Więc go nie sprawdzaj. On i tak nigdy się nie przyzna, a Ty w końcu uwierzysz, że jesteś wariatką.

Amen.
Hmmm... zawsze się zastanawiam w takiej sytuacji -CO on musiałby zrobić, żeby oczka się otworzyły?
Przelecieć na oczach bohaterki? Może by uwierzyła, że to fatamorgana?

21

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
niekochana72 napisał/a:
vinnga napisał/a:

Przeginasz z kontrolą, ponieważ nie jest Ci ona do niczego potrzebna. Ty nic z tą wiedzą nie robisz i nie zamierzasz robić. Więc po co go sprawdzać? Przecież wiesz, że zdradza, po co Ci kolejne dowody? A każda zdradzona kobieta z tego forum powie Ci, że będzie zdradzał dalej. Bo zdradliwy charakterek leczy się jedynie kopniakiem w cztery litery, a Ty tego nie chcesz zrobić. Więc go nie sprawdzaj. On i tak nigdy się nie przyzna, a Ty w końcu uwierzysz, że jesteś wariatką.

Amen.
Hmmm... zawsze się zastanawiam w takiej sytuacji -CO on musiałby zrobić, żeby oczka się otworzyły?
Przelecieć na oczach bohaterki? Może by uwierzyła, że to fatamorgana?

chyba ,że są to oczy szeroko zamkniete wink

22

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
niekochana72 napisał/a:

Hmmm... zawsze się zastanawiam w takiej sytuacji -CO on musiałby zrobić, żeby oczka się otworzyły?
Przelecieć na oczach bohaterki? Może by uwierzyła, że to fatamorgana?

Też znajdzie wytłumaczenie.
Jakie?
"No, bo tamta go zgwałciła. A on się bronił tylko slaby jakowyś, nie dał rady."

23 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-06 20:37:05)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
empatyk napisał/a:

chyba ,że są to oczy szeroko zamkniete wink

Na to tez jest rada. Mój szanowny jeszczemąż MOJE zamknięte oczka otworzył. Tak, jakby przejechał po tych zamkniętych powiekach żyletką hmm
Bolesne, ale mimo wszystko jestem WDZIĘCZNA. Nie ma nic gorszego niż oszukiwanie samej siebie.

24 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-06 20:40:58)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
niekochana72 napisał/a:
empatyk napisał/a:

chyba ,że są to oczy szeroko zamkniete wink

Na to tez jest rada. Mój szanowny jeszczemąż MOJE zamknięte oczka otworzył. Tak, jakby przejechał po tych zamkniętych powiekach żyletką hmm
Bolesne, ale mimo wszystko jestem WDZIĘCZNA. Nie ma nic gorszego niż oszukiwanie samej siebie.

Ale Ty dojrzałaś już do prawdy.
A autorka wątku jest jeszcze w głębokim lesie, gdzie bezpieczniej jest zastanawiać się nad tym, czy aby nie sprawuje nadmiernej kontroli.
Ja z kolei zastanawiam się, czy autorka coś w ogóle kontroluje.

25

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Muszę się odezwać..ja wiem,że macie dobre intencje, wiem,że dobrze życzycie autorce..itd, itd.. ale naprawdę nie po raz pierwszy odnoszę wrażenie,że nie szanujecie innych i ich uczuć..albo jesteście mało delikatne...a tu czasami mamy do czynienia z ludźmi pogubionymi, w różnych stanach emocjonalnych, na różnych etapach życia.. cholera ludzie..na etacie jesteście z tym wyśmiewaniem? pozjadaliście wszystkie rozumy?? macie na wszystkie sytuacje patent??? 
Wyobrażam sobie jak niektórym jest przykro czytając (PODKREŚLAM MOMENTAMI) zwykłe podśmiechujki gdy się tu zwierzą.. i żeby było jasne... pomagacie baaaaaaaaaaardzo..w wielu przypadkach..ale niekiedy wychodzi jakaś taka wyższość bo WY już osiągnęliście wszelką wiedzę życiowa... i chwała Wam za to.. ale nie wszyscy są na tym samym etapie.............


...no i się posypią gromy............

26

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
niekochana72 napisał/a:
vinnga napisał/a:

Przeginasz z kontrolą, ponieważ nie jest Ci ona do niczego potrzebna. Ty nic z tą wiedzą nie robisz i nie zamierzasz robić. Więc po co go sprawdzać? Przecież wiesz, że zdradza, po co Ci kolejne dowody? A każda zdradzona kobieta z tego forum powie Ci, że będzie zdradzał dalej. Bo zdradliwy charakterek leczy się jedynie kopniakiem w cztery litery, a Ty tego nie chcesz zrobić. Więc go nie sprawdzaj. On i tak nigdy się nie przyzna, a Ty w końcu uwierzysz, że jesteś wariatką.

Amen.
Hmmm... zawsze się zastanawiam w takiej sytuacji -CO on musiałby zrobić, żeby oczka się otworzyły?
Przelecieć na oczach bohaterki? Może by uwierzyła, że to fatamorgana?

To i ja napisze ....AMEN smile

27 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-06 22:44:39)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Malwina69 napisał/a:

Muszę się odezwać..ja wiem,że macie dobre intencje, wiem,że dobrze życzycie autorce..itd, itd.. ale naprawdę nie po raz pierwszy odnoszę wrażenie,że nie szanujecie innych i ich uczuć..albo jesteście mało delikatne...a tu czasami mamy do czynienia z ludźmi pogubionymi, w różnych stanach emocjonalnych, na różnych etapach życia.. cholera ludzie..na etacie jesteście z tym wyśmiewaniem? pozjadaliście wszystkie rozumy?? macie na wszystkie sytuacje patent??? 
Wyobrażam sobie jak niektórym jest przykro czytając (PODKREŚLAM MOMENTAMI) zwykłe podśmiechujki gdy się tu zwierzą.. i żeby było jasne... pomagacie baaaaaaaaaaardzo..w wielu przypadkach..ale niekiedy wychodzi jakaś taka wyższość bo WY już osiągnęliście wszelką wiedzę życiowa... i chwała Wam za to.. ale nie wszyscy są na tym samym etapie.............


...no i się posypią gromy............

Nie posypią się gromy, gdyż (wbrew pozorom) jestem osobą bardzo łagodnego serca.

Szanuję inne osoby i szanuję ich uczucia, lecz szanowanie osób i ich uczuć nie ma nic wspólnego ze świadomym przejaskrawianiem zachowania tych osób. Przejaskrawianie jest, moim zdaniem, potrzebne do oprzytomnienia danej osoby.
Nie robię tego dla swojej przyjemności.

Wiem jednak (również z własnego doświadczenia, gdy to ja nie byłam przytomną), że w przypadkach zaślepienia kubeł lodowatej wody lepiej działa niż łagodne kompresy. W przypadkach mojego zaślepienia tzw. delikatne traktowanie, którego tak bronisz, nie przynosiły żadnego pozytywnego efektu, negatywnych zaś - mnóstwo. Podobnie było z wieloma innymi osobami. Stąd moja decyzja o takich, a nie innych treściach niektórych postów. I jak przeczytasz wypowiedzi tych ostro i szczerze potraktowanych wyrażają później podziękowanie, również na netkobietach.pl

I zdaję sobie sprawę, że taki zabieg jest nieprzyjemnym. Nieprzyjemne zazwyczaj są wizyty u stomatologa. Czy to znaczy, że nie warto z jego bolesnych usług korzystać?



Edycja.
Dziękuję Ci bardzo za Twą refleksję.
Skłoniła mnie ona do podjęcia decyzji, nad którą zastanawiałam się od dłuższego czasu.
W podobnych przypadkach będę prosiła autora wątku o deklarację dotyczącą pisania wprost bądź owijania wszystkiego w bawełnę.

28

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Wielokropek napisał/a:
Malwina69 napisał/a:

Muszę się odezwać..ja wiem,że macie dobre intencje, wiem,że dobrze życzycie autorce..itd, itd.. ale naprawdę nie po raz pierwszy odnoszę wrażenie,że nie szanujecie innych i ich uczuć..albo jesteście mało delikatne...a tu czasami mamy do czynienia z ludźmi pogubionymi, w różnych stanach emocjonalnych, na różnych etapach życia.. cholera ludzie..na etacie jesteście z tym wyśmiewaniem? pozjadaliście wszystkie rozumy?? macie na wszystkie sytuacje patent??? 
Wyobrażam sobie jak niektórym jest przykro czytając (PODKREŚLAM MOMENTAMI) zwykłe podśmiechujki gdy się tu zwierzą.. i żeby było jasne... pomagacie baaaaaaaaaaardzo..w wielu przypadkach..ale niekiedy wychodzi jakaś taka wyższość bo WY już osiągnęliście wszelką wiedzę życiowa... i chwała Wam za to.. ale nie wszyscy są na tym samym etapie.............


...no i się posypią gromy............

Nie posypią się gromy, gdyż (wbrew pozorom) jestem osobą bardzo łagodnego serca.

Szanuję inne osoby i szanuję ich uczucia, lecz szanowanie osób i ich uczuć nie ma nic wspólnego ze świadomym przejaskrawianiem zachowania tych osób. Przejaskrawianie jest, moim zdaniem, potrzebne do oprzytomnienia danej osoby.
Nie robię tego dla swojej przyjemności.

Wiem jednak (również z własnego doświadczenia, gdy to ja nie byłam przytomną), że w przypadkach zaślepienia kubeł lodowatej wody lepiej działa niż łagodne kompresy. W przypadkach mojego zaślepienia tzw. delikatne traktowanie, którego tak bronisz, nie przynosiły żadnego pozytywnego efektu, negatywnych zaś - mnóstwo. Podobnie było z wieloma innymi osobami. Stąd moja decyzja o takich anie innych treściach niektórych postów. I jak przeczytasz wypowiedzi tych ostro i szczerze potraktowanych wyraża później podziękowanie, również na netkobietach.pl

I zdaję sobie sprawę, że taki zabieg jest nieprzyjemnym. Nieprzyjemne zazwyczaj są wizyty u stomatologa. Czy to znaczy, że nie warto z jego bolesnych usług korzystać?

tak.. ja to rozumiem, i Twoje intencje też..i wiem jak pisałam wyżej,że wszystko aby pomóc..ale czasami ktoś napisze w wielkich emocjach, rozdygotany, zbolały i ktoś go szokowo potraktuje..i się zwyczajnie zawiedzie...

Wielokropku.. jesteś nieoceniona tutaj wiesz dobrze ;-) ale nie lejcie aż tak zimnej wody na te niektóre zbolałe dusze.. pliissssssłu  dajcie im czas na oswojenie się czasami z własną wylewnością i na ochłoniecie..na zadomowienie,.. bo łubu du na początek nie na wszystkich działa...

ale zgadzam się,że bywają tu osoby z którymi należy się nie ceregielić tylko walić prosto w oczy tą zimna wodą...ale to są już przypadki ekstremalnie-wypaczone...

29

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Malvino czy ty naprawde uwazasz ze wszyscy powinni poradzic autorce watku by bez absolutnych wyrzutow sumienia sprawdzala mez i zbierala wiadomosci ktore wylacznie jej beda sprawiac bol a jego nie zmienia ?
Nie doczytalam sie tu zartow czy podsmiechujkow na temat autorki czy ranienia swiadomie jej uczuc , chodz piszac o swoich problemach na otwartym forum trzeba sie spodziewac roznych odpowiedzi.

I kopiowac nie bede wink ale zgadzam sie z Wielokropkiem smile

30 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-06 22:52:31)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Malwina69 napisał/a:

Muszę się odezwać..ja wiem,że macie dobre intencje, wiem,że dobrze życzycie autorce..itd, itd.. ale naprawdę nie po raz pierwszy odnoszę wrażenie,że nie szanujecie innych i ich uczuć..albo jesteście mało delikatne...a tu czasami mamy do czynienia z ludźmi pogubionymi, w różnych stanach emocjonalnych, na różnych etapach życia.. cholera ludzie..na etacie jesteście z tym wyśmiewaniem? pozjadaliście wszystkie rozumy?? macie na wszystkie sytuacje patent??? 
Wyobrażam sobie jak niektórym jest przykro czytając (PODKREŚLAM MOMENTAMI) zwykłe podśmiechujki gdy się tu zwierzą.. i żeby było jasne... pomagacie baaaaaaaaaaardzo..w wielu przypadkach..ale niekiedy wychodzi jakaś taka wyższość bo WY już osiągnęliście wszelką wiedzę życiowa... i chwała Wam za to.. ale nie wszyscy są na tym samym etapie.............


...no i się posypią gromy............

To nie są podśmiechujki sad Zapewniam Cię, że nikogo tu nie bawi patrzenie, jak z naszej bohaterki najbliższa jej osoba robi idiotkę. Wiadomo, że głaskanie po główce nie odniesie tu efektu - bo nasza bohaterka SAMA siebie głaska już wystarczająco długo. Jaki z tego efekt - widzisz sama. Kop więc jest potrzebny.
Mam na tą okoliczność zgrabny wierszyk:
"W miłości z reguły
albo trele, albo z grubej rury.
Dobre trele. Ale i rura przydatna.
Rozbija serce
lecz za to głowę otwiera"

Tego właśnie autorce potrzeba: OTWARCIA GŁOWY I OCZU. Nie dla mojej radochy, tylko dla jej dobra.

31

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

...ok  może macie racje.. ale mi ich żal!!!!!!!!! i wiem,ze to brak rozwagi, mądrości życiowej, nieporadność, nie wiem jeszcze co!!

32

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Malwina69 napisał/a:

...ok  może macie racje.. ale mi ich żal!!!!!!!!! i wiem,ze to brak rozwagi, mądrości życiowej, nieporadność, nie wiem jeszcze co!!

Kochana, uwierz, że mnie też żal. ALE WIEM, że na użalaniu daleko nie pojedziemy.
Zuza musi spojrzeć REALNIE na swoją sytuację. Bo jak na razie, to żyje w jakimś MATRIX'ie. Jeśli nic nie zrobi teraz - za chwilę mąż zrobi z niej wariatkę - nawet nie będzie miała na tyle siły, żeby napisać na forum.
A my bardzo tego nie chcemy!!!

33 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-06 23:08:55)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Malwina69 napisał/a:

...ok  może macie racje.. ale mi ich żal!!!!!!!!! i wiem,ze to brak rozwagi, mądrości życiowej, nieporadność, nie wiem jeszcze co!!

Też mi ich żal. Ale gdy będę zajmowała się użalaniem, to taka osoba ślepnąć będzie dalej. I utrzymywać się w przekonaniu, że dobrze czyni. Myśląc tak wejdzie w ognisko lub spadnie w przepaść.

W odległym (niestety) moim dzieciństwie usłyszałam bardzo mądre powiedzenie:
trzeba kogoś mocno kopnąć w cztery litery, by mózg jemu/jej wrócił na swoje miejsce.

34

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Przeczytałam Wasze kolejne wypowiedzi...nie,nie zrobiło mi się przykro,że walicie prosto z mostu.Przecież macie rację, to jakiś Matrix hmm Ale ciesze się,że nie jestem wariatką ani pozbawioną granic osobą...to jakaś pozytywna wiadomość smile
Wiecie,ja przede wszystkim jestem osobą bardzo ufnie nastawioną do życia.Nie traktuję ludzi jak oszustów i krętaczy. Wiem,że każdy popełnia błędy i ma słabsze chwile. Wydawało mi się,że mimo wszystko mój mąż ma podobne wartości.
Zdaję sobie także sprawę z tego,że zdrada też jest skutkiem czegoś,co wcześniej nawalało.Przecież wiele lat byliśmy razem przed ślubem,a on nigdy nie wykręcił mi takiego numeru. A miał naprawdę wiele ku temu okazji,więc gdyby miał naturę "skoczka",to wg mnie powinno to wyjść dużo wcześniej.Dlatego gdzieś w głębi duszy wierzę,że wszystko powróci ku lepszemu...
A jak sobie radze psychicznie? Po japońsku-jako-tako wink Tak poważnie,to najgorzej było za pierwszym razem,kiedy byłam w ciąży.Nie chcę bawić się w szczegóły,ale to był koszmar. On niby się starał, bo byłam w ciąży,ale jak się młody urodził,to wtedy się rozkręcił...Teraz głównie w pionie trzyma mnie młody i praca. W pacy wiadomo,nie opowiadam o swoich problemach,a że ludzi mam fajnych,to często się uśmiecham i zapominam.A synek jest taki żywotny,że dopiero na sam wieczór łapię oddech smile
Aha, to tak nie do końca prawda,że z tą swoją wiedzą nic nie robię...Zostawiłam coś sobie w zanadrzu,tak na wszelki wypadek, gdyby kiedyś mężulkowi zupełnie odbiło tongue

35 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-07 00:28:04)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Taaak,
bardzo "rozciągliwe" są Twoje granice.
Cóż, jeśli jesteś ich świadomą i świadomie akceptujesz kolejne "te trzecie" w waszym małżeństwie, i chcesz żyć w takim związku, i masz decyzję o nieotwieraniu oczu, to wycofuję się. Przekonałaś mnie, że układasz sobie życie po swojemu.

I teraz, z całego serca, mogę napisać: współczuję Tobie takich (niezrozumiałych dla mnie) wyborów.



Zuza01 napisał/a:

Zostawiłam coś sobie w zanadrzu,tak na wszelki wypadek, gdyby kiedyś mężulkowi zupełnie odbiło tongue

Swoją drogą, jestem ciekawa co nazywasz tym "zupełnym odbiciem" męża.


Edycja:
Nie wytrzymałam, bo znalazłam najlepszy kwiatek w Twoim wątku. Jest to dowód na to, jak bardzo chcesz utrzymać związek. Za każdą cenę! Swojej godności - również.

Napisałaś w ostatnim poście tak:

Zuza01 napisał/a:

Wiem,że każdy popełnia błędy i ma słabsze chwile.

a w pierwszym znalazłam takie Twoje zdanie.

Zuza01 napisał/a:

Jestem od 5 lat mężatką a od ponad 3 mamą. Kiedy byłam w ciąży,mąż postanowił "ożywić" nasz związek spotykając się z pewną Panią.

Ta "słabsza chwila" Twojego męża trwa cztery lata!

Nie rozumiem Ciebie!
Związek więcej wart niż własna godność!?!

36

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Malwina69 napisał/a:

Muszę się odezwać..ja wiem,że macie dobre intencje, wiem,że dobrze życzycie autorce..itd, itd.. ale naprawdę nie po raz pierwszy odnoszę wrażenie,że nie szanujecie innych i ich uczuć..albo jesteście mało delikatne...a tu czasami mamy do czynienia z ludźmi pogubionymi, w różnych stanach emocjonalnych, na różnych etapach życia.. cholera ludzie..na etacie jesteście z tym wyśmiewaniem? pozjadaliście wszystkie rozumy?? macie na wszystkie sytuacje patent??? 
Wyobrażam sobie jak niektórym jest przykro czytając (PODKREŚLAM MOMENTAMI) zwykłe podśmiechujki gdy się tu zwierzą.. i żeby było jasne... pomagacie baaaaaaaaaaardzo..w wielu przypadkach..ale niekiedy wychodzi jakaś taka wyższość bo WY już osiągnęliście wszelką wiedzę życiowa... i chwała Wam za to.. ale nie wszyscy są na tym samym etapie.............


...no i się posypią gromy............

I ja dołączę do Ciebie Malwino. Mam podobne zdanie do Twojego. Czasem z jednej strony ludzie tutaj "mocną wypowiedzią" chcą niektórych zmusić pewnie do przemyśleń lub innych działań, jednak nie każdy ma taki "charakter" by brać to na bary i już działać, gdy jest się poniewieranym psychicznie i zdradzanym. Ciężko wyrwać się z tego "letargu" , gdy ma się zakodowane to i tamto w głowę przez  pseudo-kochającą drugą stronę! Więcej empatii sugerowałabym. Poza tym, wychodzę z założenia, że nie każdy może właściwie zrozumieć problem, bo nie jest w ciele i duszy osoby, która go ma. Nikt nie zrozumie uczuć zranionej kobiety, jeśli sam nigdy tego nie przeszedł. Może jedynie wczuć się w daną sytuację i próbować obiektywnie pomóc!

Co do kontrolowania męża-ok. zaufanie to podstawa, jednak Zuza już tych podstaw nie ma, bo zdradził raz, a teraz sprawdzając jego telefon sama udowadnia sobie jakim mąż jest gnojkiem i oszustem (wszyscy doskonale wiemy, że są typy zarówno kobiet jak i mężczyzn, którym ręce by ucinali, a do zdrady się nie przyznają) i podejrzewam, że to skłoni ją do działania. Nic moi drodzy nie uwłacza jak oszustwa "ukochanych' , notoryczne kłamstwa i ta niewiedza-wszyscy na około wiedzą-a osoba zainteresowana nie!

37 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2011-09-07 15:29:00)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Przyłacze sie do Ciebie Liwia ;-)

A jesli chodzi o to kontrolowanie to nikt nie powiedział, że to dobra sprawa jednak w sytuacji Zuzi uzasadniona.. i mówię to z własnej autopsji.. gdy wyszła na jaw zdrada mojego eks i przysiegał, zaklinał sie i krwią podpisywał ,że skończył, wywalił szmate ze swojego zycia.. nie kontrolowałam, nie byłam w stanie bo masakrycznie bałam się odkryc kłamstwo.. ale to kłamstwo wraz wyszło.. żałuje jednak, że nie kontrolowałam bo nie zmarnowała bym jeszcze roku ze swojego życia...

a tak.. przyszedł cios znienacka.. a ja nie byłam zupełnie przygotowana...

38

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Liwia napisał/a:

tym, wychodzę z założenia, że nie każdy może właściwie zrozumieć problem, bo nie jest w ciele i duszy osoby, która go ma. Nikt nie zrozumie uczuć zranionej kobiety, jeśli sam nigdy tego nie przeszedł. Może jedynie wczuć się w daną sytuację i próbować obiektywnie pomóc!

A co, jeśli ktoś to przeżył? Jeśli przez kilka lat ciągnął własną patologię, szukał dowodów zdrady mając pewność, że jest zdradzanym? Czy uważasz, ze ten ktoś nie posiada empatii i nie umie wczuć się w rolę zdradzanej kobiety? Otóż ja przez prawie 4 lata żyłam jak detektyw. I przez te 4 lata ignorowałam wszystko, co odkryłam, bo nie byłam gotowa, aby się z patologii wyrwać. Teraz żałuję, że nie znałam tego forum - może byłabym bardziej obiektywna i szybciej otworzyłabym oczy gdyby kilkanaście obcych osób napisało mi prosto z mostu, że takim życiem się upokarzam i że własna godność jest najważniejsza? Tę prawdę odkryłam sama, ale po 4 latach dopiero. Za to teraz idealnie potrafię się wczuć w uczucia autorki. Nie sądzę, żeby słowa prawdy sprawiały jej przykrość. To tylko forum, a my jesteśmy dla niej anonimowymi ludźmi. Jestem pewna, że nie wybierze sobie żadnego postu i nie pójdzie ślepo za radami. Natomiast wszystkie wypowiedzi zasiewają ziarenko, które musi w niej dojrzeć. Ona sama podejmie decyzję wtedy, kiedy będzie na nią gotowa.

Zaletą forum jest to, że są tu różne osoby. Takie jak ja, Wielokropek, Niekochana, które wolą brutalniejszy sposób przekazywania prawdy. I takie jak Ty i Malwina, które wolą okazać współczucie i wirtualnie przytulić. To dobrze. Więc Wy sobie autorkę przytulajcie, a my będziemy próbowały przemówić jej do rozumu, aby nie marnowała wielu lat na odkrycie tego, co dla nas (obiektywnie) jest oczywiste.

39 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-07 17:07:43)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Liwia napisał/a:

wychodzę z założenia, że nie każdy może właściwie zrozumieć problem, bo nie jest w ciele i duszy osoby, która go ma. Nikt nie zrozumie uczuć zranionej kobiety, jeśli sam nigdy tego nie przeszedł. Może jedynie wczuć się w daną sytuację i próbować obiektywnie pomóc!

Rozumiem, że (wyznając tę zasadę) mając chore dziecko przeprowadzasz szczegółowy wywiad i wybierasz taką specjalistkę, która jest matką (bo ojciec będzie miał inne odczucia), i której dziecko jest chore na tę samą chorobę co Twoje. Inaczej nie pomoże a tylko będzie próbował obiektywnie pomóc.


I jeszcze, by rozwiać wątpliwości, przytoczę odpowiedź autorki wątku, która jest jedyną zainteresowaną w tej sprawie:

Zuza01 napisał/a:

Przeczytałam Wasze kolejne wypowiedzi...nie,nie zrobiło mi się przykro,że walicie prosto z mostu.Przecież macie rację, to jakiś Matrix

40

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Liwia napisał/a:
Malwina69 napisał/a:

Muszę się odezwać..ja wiem,że macie dobre intencje, wiem,że dobrze życzycie autorce..itd, itd.. ale naprawdę nie po raz pierwszy odnoszę wrażenie,że nie szanujecie innych i ich uczuć..albo jesteście mało delikatne...a tu czasami mamy do czynienia z ludźmi pogubionymi, w różnych stanach emocjonalnych, na różnych etapach życia.. cholera ludzie..na etacie jesteście z tym wyśmiewaniem? pozjadaliście wszystkie rozumy?? macie na wszystkie sytuacje patent??? 
Wyobrażam sobie jak niektórym jest przykro czytając (PODKREŚLAM MOMENTAMI) zwykłe podśmiechujki gdy się tu zwierzą.. i żeby było jasne... pomagacie baaaaaaaaaaardzo..w wielu przypadkach..ale niekiedy wychodzi jakaś taka wyższość bo WY już osiągnęliście wszelką wiedzę życiowa... i chwała Wam za to.. ale nie wszyscy są na tym samym etapie.............


...no i się posypią gromy............

I ja dołączę do Ciebie Malwino. Mam podobne zdanie do Twojego. Czasem z jednej strony ludzie tutaj "mocną wypowiedzią" chcą niektórych zmusić pewnie do przemyśleń lub innych działań, jednak nie każdy ma taki "charakter" by brać to na bary i już działać, gdy jest się poniewieranym psychicznie i zdradzanym. Ciężko wyrwać się z tego "letargu" , gdy ma się zakodowane to i tamto w głowę przez  pseudo-kochającą drugą stronę! Więcej empatii sugerowałabym. Poza tym, wychodzę z założenia, że nie każdy może właściwie zrozumieć problem, bo nie jest w ciele i duszy osoby, która go ma. Nikt nie zrozumie uczuć zranionej kobiety, jeśli sam nigdy tego nie przeszedł. Może jedynie wczuć się w daną sytuację i próbować obiektywnie pomóc!

Wydaje mi się, że specyfika forum z założenia wyklucza możliwość obiektywnej oceny sytuacji, zwłaszcza jesli chodzi o tak osobiste historie o jakich się tu pisze i tym samym właściwe dotarcie do Kogoś jest loterią, niebezpieczną loterią.

Ktoś piszący o swoich problemach już sam w sobie postrzega problem subiektywnie, być może czasem wypacza świadomie lub nieświadomie ogólny ogląd sytuacji,  a wypowiadające się tu osoby widzą zachowania innych w dużej mierze, jak nie przede wszytkim, na bazie swojego obecnego stanu, który jest zbudowany na doświadczeniu własnym, jak zauważyłem na tym forum- bardzo często na bardzo ciężkim wręcz traumatycznym doświadczeniu. W takiej sytuacji,  moim zdaniem, mimo najszczerszych dobrych intencji, można kogoś niechcąco skrzywdzić. Przekłada się bowiem swoje indywidualne sytuacje życiowe i emocje z tym związane na inną osobę i z osobistych przeżyć buduje się historię innych.  Każdy ma swoją drogę, nie ma też identycznych ludzi, a ponadto, co moim zdaniem bardzo istotne - na forum nie ma szans wysłuchać drugiej strony i być może "innej historii".
Wiem ,wiem,  dziewczyny zgłaszają się tu po poradę i taką dostają, to część zasadniczej formuły tego forum, doświadczenie innych może im się przydać i pomóc, tu pełna zgoda, ale ... może czasem spróbujmy pomóc innym odrzucając siebie na bok? I może pomóc w ten sposób troszkę też sobie? Życie bywa też czasem piękne! I przecież jeszcze może być! Prawda? Tego Wam i sobie życzę!  Pozdrawiam!

41 Ostatnio edytowany przez Liwia (2011-09-07 18:14:10)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Wielokropku, co do mojej zasady-wypowiadam się tylko w kwestii problemu tu zaistniałego i będę swoje zdanie podtrzymywać-nikt nie zrozumie w 100% kobiety zdradzonej, oszukiwanej itd. Pamiętaj, że w takich sytuacjach kobieta zdolna jest do wszystkiego, no powiedzmy, że wszystkiego, działa jak w amoku, który przyglądającym się z boku jest ciężko sobie wyobrazić.Przytoczę przykład - sama jestem po swego rodzaju przejściach, moja bliska osoba też kilka lat wcześniej rozstała się z mężem, a ja jeszcze w tym czasie byłam szczęśliwą mężatką. Kiedy ona przechodziła piekło-pomagałam jej, wczuwałam się w to co przechodzi, jednak wszystko zrozumiałam, zauważyłam,itd gdy mnie dotknął ten sam problem. Więc z nie tylko tego doświadczenia wiem, że "patrząc" z boku, owszem widzi się obiektywniej, ale nigdy nie wchodzi się w rolę "poszkodowanej/nego"

No i oczywiście, że to forum i każdy ma prawo wypowiadać się na dany temat, zgodnie ze swoim zdaniem, byle nie krzywdzić a próbować pomóc.

P.S.
Zuza musi sama dojrzeć do pewnych decyzji, mimo wszystkich naszych "podpowiedzi".

42

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Liwia napisał/a:

P.S.
Zuza musi sama dojrzeć do pewnych decyzji, mimo wszystkich naszych "podpowiedzi".

I dojrzała. A oto najlepszy dowód:

Zuza01 napisał/a:

Aha, to tak nie do końca prawda,że z tą swoją wiedzą nic nie robię...Zostawiłam coś sobie w zanadrzu,tak na wszelki wypadek, gdyby kiedyś mężulkowi zupełnie odbiło

43

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?

Może na tym "zanadrzu" w końcu dojrzeje, kto wie?! smile

44 Ostatnio edytowany przez maugosha (2011-09-07 20:50:14)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Liwia napisał/a:

wypowiadam się tylko w kwestii problemu tu zaistniałego i będę swoje zdanie podtrzymywać-nikt nie zrozumie w 100% kobiety zdradzonej, oszukiwanej itd. Pamiętaj, że w takich sytuacjach kobieta zdolna jest do wszystkiego, no powiedzmy, że wszystkiego, działa jak w amoku, który przyglądającym się z boku jest ciężko sobie wyobrazić

A to my musimy ja w 100 % procentach rozumiec zeby  sie  wypowiedziec?  a jak dziala w amoku to czas najwyzszy  zeby dzialala swiadomie wink smile zdecydowanie lepiej dla niej ...

Liwia napisał/a:

P.S.
Zuza musi sama dojrzeć do pewnych decyzji, mimo wszystkich naszych "podpowiedzi".

Alez tu ja  nikt do dzialania nie zmusza  smile zycie  jest takie jakie jest a warto czasem wiedziec  co inni o tym  mysla jak inni  poradzili sobie  w podobnej sytuacji ... a nie kazdy akceptuje albo ma takie szorokie granice  tolerancji jak Zuza  - i zycie w podejrzeniach i szpiegowaniu nie kazdem pasuje  wiec  mozna bylo sie spodziewac  roznych odpowiedzi smile

a widze teraz ze dyskusja tor zmienila  i zamiast na temat czy  "moralnie mozna szpiegowac zdradzajacego meza"   dyskutujemy czy empatycznie do problemu podchodzimy   .... no  ale  to forum dskusyjne wink smile wszystko sie  zdarzyc moze wink

45

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
maugosha napisał/a:

a widze teraz ze dyskusja tor zmienila  i zamiast na temat czy  "moralnie mozna szpiegowac zdradzajacego meza"   dyskutujemy czy empatycznie do problemu podchodzimy   .... no  ale  to forum dskusyjne wink smile wszystko sie  zdarzyc moze wink

Zdradzającemu mężowi MORALNIE jest zrobić WSZYSTKO.
Bo żadne zasady już w tym momencie nie obowiązują. On je złamał i teraz - nie ma żadnych praw.

46 Ostatnio edytowany przez maugosha (2011-09-07 21:00:45)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
niekochana72 napisał/a:

[
Zdradzającemu mężowi MORALNIE jest zrobić WSZYSTKO.
Bo żadne zasady już w tym momencie nie obowiązują. On je złamał i teraz - nie ma żadnych praw.

tyle ze czasem spadajac na "poziom meza" mozna samej sobie  krzywde zrobic ( jesli nie ma w nas falszu i przewrotnosci meza wink )  .... czy tego przypadkiem nie nazywaja toksycznym zwiazkiem wink smile

Ale ja nie wiem ... zdrady nie toleruje bo to jest swiadomym wybrem partnera  - falszem  i oszustwem  ...a w "przypadkowe" zdrady nie wierze ... wink smile ale jak  sie chce to  mozna robic jak Zuza ... mnie  ganc pomada wink smile

47

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
maugosha napisał/a:

a widze teraz ze dyskusja tor zmienila  i zamiast na temat czy  "moralnie mozna szpiegowac zdradzajacego meza"   dyskutujemy czy empatycznie do problemu podchodzimy   .... no  ale  to forum dskusyjne wink smile wszystko sie  zdarzyc moze wink

Fakt.
Powracając do tematu.
Ani jedno, ani drugie nie jest moralnym zachowaniem. Rozumiem jednak, że zachowanie autorki wątku (szpiegowanie) jest reakcją na postępowanie jej męża.

Szukając analogii.
Jeśli ktoś mnie okradnie - jest to przestępstwo (wykroczenie). Jeśli na skutek tej kradzieży, okradnę złodzieja, to ja też popełnię przestępstwo (wykroczenie). Różnica może być jedynie w karze, nie zaś nazywaniu czynu.

48

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Wielokropek napisał/a:

Jeśli ktoś mnie okradnie - jest to przestępstwo (wykroczenie). Jeśli na skutek tej kradzieży, okradnę złodzieja, to ja też popełnię przestępstwo (wykroczenie). Różnica może być jedynie w karze, nie zaś nazywaniu czynu.

o tuz to ...

49 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-07 21:13:11)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Wielokropek napisał/a:

Szukając analogii.
Jeśli ktoś mnie okradnie - jest to przestępstwo (wykroczenie). Jeśli na skutek tej kradzieży, okradnę złodzieja, to ja też popełnię przestępstwo (wykroczenie). Różnica może być jedynie w karze, nie zaś nazywaniu czynu.

Ale my tu nie o tym....
Mówimy o...
zakładaniu wnyków na kłusownika tongue

A mówiąc poważnie - jeśli TRZEBA udowadniać zdradę idącemu w zaparte - WOLNO. Moim skromnym zdaniem oczywiście.

50 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-07 21:16:54)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
niekochana72 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Szukając analogii.
Jeśli ktoś mnie okradnie - jest to przestępstwo (wykroczenie). Jeśli na skutek tej kradzieży, okradnę złodzieja, to ja też popełnię przestępstwo (wykroczenie). Różnica może być jedynie w karze, nie zaś nazywaniu czynu.

Ale my tu nie o tym....
Mówimy o...
zakładaniu wnyków na kłusownika tongue

Ależ ja to doskonale rozumiem.
Jestem za.
Jestem zwolenniczką zakładania wnyków na kłusownika, niemniej jednak szpiegowanie zostaje szpiegowaniem, choć motywy szpiegowania są dla mnie jasne i oczywiste. tongue

Moim zdaniem w takiej sytuacji nie tylko można, ale trzeba szpiegować, by nie wyjść na naiwną i nie obudzić się z ręką w nocniku.

51

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
niekochana72 napisał/a:

[
Mówimy o...
zakładaniu wnyków na kłusownika tongue

a to komu potrzebne i kto od  tego sie  lepiej /gorzej poczuje?
Zemsta ( chodz ja nie sadze  by szpiegowanie zdrajcy  zemsta bylo) nie zawsze  przynosi radosc i stysfakcje mszczacemu  ( mozna ten wyraz tak napisac roll ) sie wink  najczesciej sprowadza   tychze na  dno depresji i zlego samopoczucia  ..... ale ja moze  znowu czegos  nie zalapalam wink smile a do tego malo empatyczna jestem ... wink

52 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-07 21:19:06)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
maugosha napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

[
Mówimy o...
zakładaniu wnyków na kłusownika tongue

a to komu potrzebne i kto od  tego sie  lepiej /gorzej poczuje?
Zemsta ( chodz ja nie sadze  by szpiegowanie zdrajcy  zemsta bylo) nie zawsze  przynosi radosc i stysfakcje mszczacemu  ( mozna ten wyraz tak napisac roll ) sie wink  najczesciej sprowadza   tychze na  dno depresji i zlego samopoczucia  ..... ale ja moze  znowu czegos  nie zalapalam wink smile a do tego malo empatyczna jestem ... wink

Nie rozpatruję tego w kategorii zemsty, tylko zbierania dowodów potrzebnych na sali sądowej.


P.S. Empatyczną osobą jesteś. smile

53

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Wielokropek napisał/a:

tylko zbierania dowodów potrzebnych na sali sądowej.

No chyba ze tak  smile

54

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
Wielokropek napisał/a:
maugosha napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

[
Mówimy o...
zakładaniu wnyków na kłusownika tongue

a to komu potrzebne i kto od  tego sie  lepiej /gorzej poczuje?
Zemsta ( chodz ja nie sadze  by szpiegowanie zdrajcy  zemsta bylo) nie zawsze  przynosi radosc i stysfakcje mszczacemu  ( mozna ten wyraz tak napisac roll ) sie wink  najczesciej sprowadza   tychze na  dno depresji i zlego samopoczucia  ..... ale ja moze  znowu czegos  nie zalapalam wink smile a do tego malo empatyczna jestem ... wink

Nie rozpatruję tego w kategorii zemsty, tylko zbierania dowodów potrzebnych na sali sądowej.


P.S. Empatyczną osobą jesteś. smile

Odnotowuję powrót wielokropnie niekochanej
O to właśnie nam chodzi maugosha, a nie zniżanie się do poziomu SZAMBA. lol

55

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
niekochana72 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Szukając analogii.
Jeśli ktoś mnie okradnie - jest to przestępstwo (wykroczenie). Jeśli na skutek tej kradzieży, okradnę złodzieja, to ja też popełnię przestępstwo (wykroczenie). Różnica może być jedynie w karze, nie zaś nazywaniu czynu.

Ale my tu nie o tym....
Mówimy o...
zakładaniu wnyków na kłusownika tongue

A mówiąc poważnie - jeśli TRZEBA udowadniać zdradę idącemu w zaparte - WOLNO. Moim skromnym zdaniem oczywiście.

ale czy warto? ty wiesz i ja wiem niekochana 72 że to strata czasu autorka postu powinna zdecydować czy do końca swego życia chce sprawdzać wnyki ,czy lepiej  zając się sobą .

56

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
empatyk napisał/a:
niekochana72 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Szukając analogii.
Jeśli ktoś mnie okradnie - jest to przestępstwo (wykroczenie). Jeśli na skutek tej kradzieży, okradnę złodzieja, to ja też popełnię przestępstwo (wykroczenie). Różnica może być jedynie w karze, nie zaś nazywaniu czynu.

Ale my tu nie o tym....
Mówimy o...
zakładaniu wnyków na kłusownika tongue

A mówiąc poważnie - jeśli TRZEBA udowadniać zdradę idącemu w zaparte - WOLNO. Moim skromnym zdaniem oczywiście.

ale czy warto? ty wiesz i ja wiem niekochana 72 że to strata czasu autorka postu powinna zdecydować czy do końca swego życia chce sprawdzać wnyki ,czy lepiej  zając się sobą .

Widzisz, ja MAM NADZIEJĘ, że jak zobaczy "zawnykowanego" kłusownika - OBUDZI SIĘ.
Ze naiwna jestem? wink

57

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
niekochana72 napisał/a:

Widzisz, ja MAM NADZIEJĘ, że jak zobaczy "zawnykowanego" kłusownika - OBUDZI SIĘ.
Ze naiwna jestem? wink

tylko po co łapać coś z czego nie będzie pożytku, to tak jakby  byc pośród pereł  a czatować na wieprza

58 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-07 23:13:35)

Odp: Moralne granice kontroli zdrady?
empatyk napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Widzisz, ja MAM NADZIEJĘ, że jak zobaczy "zawnykowanego" kłusownika - OBUDZI SIĘ.
Ze naiwna jestem? wink

tylko po co łapać coś z czego nie będzie pożytku, to tak jakby  byc pośród pereł  a czatować na wieprza

Nooo... ja myślałam, że obudzi się by POGONIĆ GADA tongue

Posty [ 59 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moralne granice kontroli zdrady?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026